Jednym z kłopotów, które spotykają prawie każdą kobietę na progu zimy – jest myśl o palcie zimowym: Czy wytrzyma jeszcze tę zimę? Aby ułatwić decyzję czytelniczkom, podzielmy je na trzy grupy:
1) takie, które mają palta bardzo zniszczone.
2) takie, których palta są trochę sfatygowane.
3) takie, które w tym roku mogą uszyć nowe palto.
Do pierwszej grupy zaliczamy kobiety, które powinny sobie sprawić nowe palto, ale muszą obejść się tym, które posiadają. W tym przypadku radzimy: palto bardzo zniszczone można przerobić na kurtkę. W razie potrzeby odwracamy materiał na drugą stronę. Na szczęście kurtki są teraz modne. (...)
Kobiety należące do drugiej kategorii powinny palto jedynie wyczyścić. W razie potrzeby dać do cerowania. Jeśli jest zbyt kloszowe, można zwęzić. Gdy kołnierz przetarty, to z materiału, który nam zostanie z boków, robimy kołnierz-szal, który możemy dowolnie układać przy twarzy, jak to lansują obecnie żurnale (rys.).
Kobietom, które mogą sprawić sobie palto nowe, radzimy taką oszczędność: nie róbcie pelis. Pelisa kosztuje co najmniej podwójnie, w porównaniu z paltem na watolinie, a to już jest argument! Poza tym pelisa jest w naszym klimacie zbyt ciepła. Pocimy się w niej w zatłoczonym tramwaju czy stojąc w sklepie w ogonku. Pelisa jest ciężka, a kobiety niskie i niezbyt szczupłe wyglądają w niej jak przybrane w kopce siana. Poza tym pewne futra użyte na pelisy przez wiele miesięcy po uszyciu „lenią się” – to znaczy, że wszystkie sukienki pokryte są sierścią...
za rubryką „Jak wyglądasz” autorstwa Kuzynki Bietki, „Zwierciadło” nr 22, 1956 r.