Sowiecka wojna z UFO

Od czasu rzekomej katastrofy w Strefie 51 temat UFO nie schodzi z medialnych łamów. Natomiast nieprawdą jest, że Amerykanie rozpoczęli badania fenomenu wcześniej od Sowietów.

Publikacja: 06.07.2023 21:00

Na Przełęczy Diatłowa (Ural) w nocy z 1 na 2 lutego 1959 r. śmierć poniosło dziesięciu studentów Uni

Na Przełęczy Diatłowa (Ural) w nocy z 1 na 2 lutego 1959 r. śmierć poniosło dziesięciu studentów Uniwersytetu w Swierdłowsku

Foto: Dyatlov Memorial Foundation

Historia UFO w ZSRR zaczęła się przed II wojną światową. W 1934 r. grupa pilotów wojskowych zameldowała, że podczas ćwiczebnego przelotu zetknęła się z niewytłumaczalnym zjawiskiem na niebie. W 1947 r. podobnymi raportami zainteresował się Stalin. Z pewnością dlatego, że UFO zainteresowali się Amerykanie. Wezwał Siergieja Korolowa, aby ten na podstawie zgromadzonych informacji wyjaśnił istotę zjawiska. Po kilku dniach wertowania dokumentów, których ponoć nie pozwolono wynieść z Kremla, ojciec sowieckiej potęgi rakietowej przedstawił diagnozę: latające obiekty nie są zagrożeniem, jednak ich obecności nauka nie potrafi wytłumaczyć.

Programy „Siatka” i „Horyzont”

Oficjalnie Moskwa podjęła temat UFO dopiero w 1978 r. Organizację badań powierzyła specjalnej komórce KGB, na czele której stał generał Wasilij Jeremienko. To on powołał do życia dwa instytuty badawcze. Pierwszy – ukryty pod kryptonimem „Siatka” – działał w strukturach Ministerstwa Obrony, ze szczególnym naciskiem na siły powietrzne. Drugi nosił nazwę „Horyzont” i dublował działania „Siatki” w Sowieckiej Akademii Nauk. Wszystkie nici schodziły się w komórce Jeremienki, zaszyfrowanej kryptonimem „Galaktyka”. W jednym z wywiadów generał przyznał, że oficerowie KGB wchodzący w skład komisji badań katastrof lotniczych regularnie natykali się na problem UFO, sygnalizowany przez pilotów cywilnych i wojskowych. Informowali o tajemniczych zjawiskach „talerzy” i „piłek” – raczej niechętnie, obawiając się, że zostaną uznani za niezrównoważonych psychicznie.

Czytaj więcej

Wytwórnia Roswell przedstawia

Kluczowym impulsem do zmiany podejścia okazał się tzw. fenomen pietrozawodski, którego armia i naukowcy nie byli w stanie racjonalnie wytłumaczyć. Jesienią 1977 r. na niebie obwodu leningradzkiego, a zwłaszcza Karelii, miliony osób obserwowały świecące anomalie w kształcie ośmiornic i meduz. Aby uspokoić obywateli, komisja państwowa opublikowała komunikat. Za przyczynę niepokojącego zjawiska uznała efekty cieplne i wizualne, które nastąpiły po wystrzeleniu satelity radioelektronicznego Kosmos-955 z wojskowego kosmodromu Plesieck. Oczywiście było to kłamstwo. W rzeczywistości wojska obrony powietrznej i siły lotnicze dostały rozkaz zgłaszania niewytłumaczalnych zjawisk bezpośrednio do KGB.

Wówczas komórka Jeremienki przestudiowała fakty z przeszłości. Na przykład w czerwcu 1971 r. UFO miało zawisnąć nad kazachskim stepem w pobliżu miasta Dzierżawinsk. Obiekt nie tylko latał, ale również wylądował. Według świadków z pokładu zeszły trzymetrowe humanoidy, które prowadziły na Ziemi jakieś badania.

O tym, że nie były to przelewki, świadczył raport jednego z pilotów oblatywaczy. W 1960 r. pułkownik Jurij Niefiedow leciał nad sowieckim Dalekim Wschodem w nowiutkim mig-21 i na skutek jednego z manewrów zderzył się z UFO. Mig Niefiedowa zniknął z ekranów radarów, dlatego naziemna kontrola lotów sądziła, że zginął. Nieobecność trwała 20 minut, po czym okazało się, że maszyna wraz z nieprzytomnym pilotem... przemieściła się w czasie i przestrzeni. Samolot w niewiadomy sposób odnalazł się 400 km od planowej trasy przelotu. Po wylądowaniu na najbliższym lotnisku wyszło na jaw, że mig nie zużył ani grama paliwa więcej. Natomiast zegarek pilota wskazywał 20-minutowe opóźnienie wobec czasu rzeczywistego...

Katastrofa tunguska – wydarzenie z 30 czerwca 1908 r. na środkowej Syberii. Eksplozja powaliła drzew

Katastrofa tunguska – wydarzenie z 30 czerwca 1908 r. na środkowej Syberii. Eksplozja powaliła drzewa w promieniu 40 km

Soviet Academy of Science

Po analizie licznych informacji KGB doszedł do wniosku, że 90 proc. danych to fantazje „naocznych świadków” lub wizualne rezultaty startów obiektów wojskowych, lotów balonów meteorologicznych lub rozdzielania kolejnych członów wielostopniowych rakiet kosmicznych. Jednak ok. 10 proc. zjawisk KGB nie potrafił wyjaśnić.

NOL, czyli niezidentyfikowane obiekty latające

Przyjęto trzy wersje pochodzenia UFO: wroga, a więc amerykańska technologia wojskowa, nieznane zjawiska naturalne oraz wytwory pozaziemskiej inteligencji. Wyjaśniając ostatnią hipotezę, Sowieci skoncentrowali się wyłącznie na tzw. potwierdzonych przypadkach, a więc zdarzeniach widzianych przez kilku niezależnych świadków (a w pobliżu nie odbywały się starty rakiet).

Generał Jeremienko przyznał, że sam obserwował niezidentyfikowane obiekty latające (NOL), które wyglądały jak pulsujące czerwonym blaskiem kule. Wszystko dlatego, że ZSRR miał swoją strefę 51. Był nią rozległy poligon lotniczy Władimirowka niedaleko Astrachania. Z powodu wysokiej częstotliwości zjawisk naukowcy prowadzili stałe obserwacje. Wkrótce odkryli prawidłowość: UFO najczęściej pojawiało się, gdy dochodziło do katastrof, trwały eksperymenty lub manewry wojskowe. Słowem, były widziane wówczas, gdy rosło ludzkie napięcie emocjonalne.

Wobec tego Sowieci przygotowali się do nawiązania bezpośredniego kontaktu. Na rozkaz KGB obsługa poligonu wytaczała z hangarów do 100 maszyn jednocześnie, fingując ich start. Prawie zawsze nad aktywowanymi lotniskami pojawiały się niezidentyfikowane obiekty. Nie tylko „obserwowały” przygotowania, ale „bawiły” się lub „uczyły” ludzi. Na przykład jasne obiekty nad poligonem dawały się zauważyć gołym okiem, podczas gdy elektroniczne instrumenty nie wykrywały ich obecności. Albo obiekt wizualnie gasł i pojawiał się w innym miejscu, ale nie zmieniał pozycji na ekranach radarów.

Czytaj więcej

Pułkownik Corso i tajemnice Roswell

Wówczas KGB posunęło się krok dalej. Gdy pojawiło się UFO, jeden z ochotników wychodził na płytę lotniska, poruszając się regularnie w lewo i prawo oraz gestykulując. Rozkładał ręce na bok, a następnie krzyżował na piersi. W wielu przypadkach obiekt powtarzał ruch w obie strony oraz zwiększał i zmniejszał swoją objętość.

W ZSRR miały miejsce zdarzenia jeszcze ciekawsze. W podmoskiewskim Szczełkowie na daczy wypoczywali dwaj wojskowi piloci. Jeden z nich wyszedł na ganek i nagle poczuł silną chęć udania się w stronę lasu. Towarzysz poszedł za nim. Na leśnej polanie zobaczyli świetlistą kulę, z której „coś” nakazało jednemu z wojskowych wejść do środka. Ten siłą woli oparł się poleceniu. Myślał wówczas o lotach, które ma wykonać nazajutrz. Byłaby to fantazja, gdyby obecności UFO w tym rejonie nie potwierdziło 50 innych osób, także spośród żołnierzy pobliskich jednostek wojskowych.

Oficjalnie badania zawieszono w 1991 r. wraz z rozpadem ZSRR. Uczestnicy obu projektów byli jednak przekonani, że Ziemia styka się z przejawami pozaziemskiej inteligencji. Co więcej, są to istoty na takim poziomie rozwoju, że cywilizacja ludzka nie jest w stanie im przeszkodzić, np. wywołując zagrożenie. Mimo licznych prób sowieckim pilotom nigdy nie udało się zestrzelić lub choćby zbliżyć się do UFO. Natomiast obiekty poruszały się bezkarnie, gdzie tylko chciały.

Końcowy wniosek sowieckich zespołów kazał wątpić w stałą obecność kosmitów na naszej planecie. Udokumentowane zdarzenia miały być złożonymi projekcjami technologii nieznanej ludzkości, której zasad nie rozumiemy. A w jej poszukiwaniach Sowieci znacznie wyprzedzali Amerykanów.

Kosmiczna archeologia

Któż nie słyszał o tajemniczym meteorycie tunguskim, czyli domniemanym UFO, który w 1908 r. rozbił się w syberyjskiej tajdze, zmieniając architekturę krajobrazu w promieniu 100 km? Od lat 20. XX w. kolejne wyprawy naukowe pracują nad wyjaśnieniem przebiegu i ustaleniem faktycznego miejsca zdarzenia.

Zapewne wielu czytelników natknęło się na tragiczną zagadkę Przełęczy Diatłowa. W nocy z 1 na 2 lutego 1959 r., forsując północne pasmo Uralu, śmierć poniosło dziesięciu studentów Uniwersytetu w Swierdłowsku (Jekaterynburg). Okoliczności wskazują, że jedną z przyczyn dramatu uczestników turystycznego rajdu mogły być anomalie wywołane obecnością UFO.

20 września 1977 r. w obwodzie leningradzkim doszło do tzw. fenomenu pietrozawodskiego

20 września 1977 r. w obwodzie leningradzkim doszło do tzw. fenomenu pietrozawodskiego

domena publiczna/wikipedia

Wiadomo, że tego rodzaju wydarzenia zawsze budziły zainteresowanie sowieckich władz. Już w latach 20. i 30. XX w. NKWD organizowało wyprawy badawcze do Tybetu w poszukiwaniu tajemniczej cywilizacji leżącej w niedostępnej kotlinie Shangri-la (Szambała). Podczas II wojny światowej pilnie śledziło „naukowe” badania organizacji SS znanej pod nazwą Ahnenerbe. Poszukiwaniom pozaziemskich technologii i kontaktów ze światami równoległymi patronował sam Heinrich Himmler, a terenem rozległych badań był słynący z anomalii Kaukaz.

Z kolei KGB interesował się bardzo egipskimi piramidami. W 1961 r. sowiecki komitet podobno zorganizował ekspedycję naukową, która spenetrowała w Egipcie nieznany grobowiec z zagadkowymi artefaktami. Wszystko zaczęło się od sygnału rezydentury w Kairze, która poinformowała o odkryciu dokonanym przypadkowo przez dwóch Beduinów. Sam fakt lokalizacji kolejnego grobowca, którymi usiany jest Egipt, nie był specjalną sensacją. W przeciwieństwie do dziwnej choroby, na którą zapadli złodzieje starożytności, wykradający drobne artefakty z ogromnego obszaru badań archeologicznych w Gizie. Jeśli historia jest prawdziwa, rabusiów spotkało niewiarygodne szczęście, ponieważ dotarli do nieodkrytego grobowca. Tyle że początkowa radość szybko zamieniła się w przerażenie. Z diagnozą szoku obaj Beduini trafili do szpitala. Wydusili policji jedynie, że byli w grobowcu Boga, a o tym, co ujrzeli, nie chcą w ogóle mówić.

W każdym razie Łubianka zorganizowała ekipę, w której skład weszli egiptolodzy, ale także biolodzy, chemicy oraz specjaliści wojskowi, których zadaniem nie była z pewnością ochrona. O to zadbało KGB oraz bliskie otoczenie prezydenta Egiptu Gamala Abdela Nasera. Tak narodził się projekt o kryptonimie „Izyda”.

Pierwsze szczegóły dotarły do opinii publicznej dopiero na przełomie XX i XXI w. Media opublikowały domniemany raport KGB, który informował o znalezieniu nadzwyczaj ciekawej mumii i artefaktów. Datowanie węglem radioaktywnym wykazało, że sam grobowiec powstał 10 tys. lat przed naszą erą, ale szczątki ukryte w sarkofagu okazały się starsze o trzy tysiąclecia. I na tym nie koniec odkryć, gdyż mumia nie była z pewnością ludzka – co posłużyło hipotezie o jej pozaziemskim pochodzeniu.

Mimo licznych prób sowieckim pilotom nigdy nie udało się zestrzelić lub choćby zbliżyć do UFO...

Dowodem wiarygodności całej historii miały być zeznania byłego oficera KGB, który jako kurier dyplomatyczny konwojował do Moskwy 15 skrzyń z artefaktami oraz mumię i to prawdopodobnie nie jedną. Zachowało się również filmowe nagranie dokumentujące prace w grobowcu. Przed obiektem widać wojskową ochronę w sowieckich mundurach, uzbrojoną w nieodłączne AK-47. Ekipa penetrująca zabytek jest również ubrana w mundury, ale tylko do czasu zdjęcia wierzchniej płyty z sarkofagu. Potem wszyscy poruszają się w skafandrach chroniących przed skażeniami i w maskach przeciwgazowych. Widoczne są także przenośne urządzenia pomiarowe.

Całości dopełniają raporty uczonych, które informowały o zetknięciu z nieznaną siłą psychiczną, która odpychała ich wręcz od ściany, za którą znajdował się sarkofag, powodując duszności i panikę. Ten sam raport zawierał opis malowideł ściennych. Mówiły o przybyciu na Ziemię „skrzydlatych bogów”, a co ważniejsze – zawierały proroctwo na temat ich powtórnego zstąpienia. Najważniejsze znalezisko, a więc mumia, mierzyło ponad dwa metry, co czyniło ją nieproporcjonalną w porównaniu z przeciętnym wzrostem mieszkańca dwudziestowiecznego Egiptu, nie wspominając o przodkach sprzed tysiącleci.

Tyle relacja z gatunku niewiarygodnych przygód Indiany Jonesa. Z drugiej strony KGB na pewno nie organizowało wypraw do każdego nowo odkrytego grobowca na świecie. Wiele mówiący jest kryptonim operacji. Zgodnie z egipską mitologią Izyda była siostrą i kazirodczą małżonką dobrego Ozyrysa. Hieroglificzne przekazy mówią o pozaziemskim pochodzeniu boskiej pary. Inaczej mówiąc, Ozyrys był praojcem dynastii faraonów, który zstąpił do Egiptu z nieba, poruszając się w latającej łodzi.

Jeśli chodzi o bardziej racjonalne uzasadnienie, zainteresowanie KGB piramidami na pewno wynikało z toczonej ówcześnie zimnej wojny. Militarna rywalizacja ZSRR z USA wymagała, aby zwracać uwagę na wszystkie możliwości uzyskania technologicznej przewagi nad przeciwnikiem. W walce supermocarstw o globalną supremację z identycznego założenia wychodziły Stany Zjednoczone. Z pewnością lęki Kremla potęgowały informacje o „bliskich spotkaniach trzeciego stopnia” w słynnej Strefie 51. Mówiąc prościej, Rosjanie uwierzyli, że Amerykanie dysponują pozaziemskimi technologiami pochodzącymi ze statku kosmicznego obcych, który rozbił się na pustyni w pobliżu miasteczka Roswell. Logiczne, że ZSRR sięgał po każdą, nawet najbardziej fantastyczną możliwość, a taką z pewnością wydawały się artefakty egipskiej starożytności. Co więcej, wyprawa do Gizy nie była odosobnionym kaprysem KGB.

Czytaj więcej

Poszukiwacze kosmitów, Czy istnieją pozaziemskie cywilizacje?

W 1972 r. umarł wybitny pisarz SF Iwan Jefriemow. W swojej prozie bardzo dokładnie przewidział istnienie takich urządzeń, jak tablety, iPady czy inne technologie ułatwiające ludzką egzystencję XXI w. KGB nie wierzyło w przypadki. Wywiad informował o zachodnich badaniach, które w perspektywie ćwierćwiecza miały zrewolucjonizować świat. Oczywiście głównym zastrzeżeniem tajnej policji wobec Jefriemowa była jego nadzwyczajna domyślność. Zadziwiająca szczególnie w kraju za żelazną kurtyną. ZSRR długo prześladował genetykę i patrzył krzywo na takie dziedziny nauki jak cybernetyka, która w ogóle nie mieściła się w kanonach marksizmu-leninizmu. Dlatego KGB przez lata śledziło pisarza, ale istotą obserwacji nie były ewentualne powiązania z imperialistycznymi wywiadami, tylko… pozaziemskie pochodzenie Jefriemowa. To dlatego po śmierci pisarza tajna policja dokonała rewizji jego mieszkania, konfiskując dosłownie każdy skrawek papieru lub rzecz potwierdzającą ufologiczną tezę.

Jakie tajemnice skrywają jeszcze archiwa KGB? Wszak – jak niesie plotka – spotkania z UFO były codziennością dla sowieckich kosmonautów.

Historia UFO w ZSRR zaczęła się przed II wojną światową. W 1934 r. grupa pilotów wojskowych zameldowała, że podczas ćwiczebnego przelotu zetknęła się z niewytłumaczalnym zjawiskiem na niebie. W 1947 r. podobnymi raportami zainteresował się Stalin. Z pewnością dlatego, że UFO zainteresowali się Amerykanie. Wezwał Siergieja Korolowa, aby ten na podstawie zgromadzonych informacji wyjaśnił istotę zjawiska. Po kilku dniach wertowania dokumentów, których ponoć nie pozwolono wynieść z Kremla, ojciec sowieckiej potęgi rakietowej przedstawił diagnozę: latające obiekty nie są zagrożeniem, jednak ich obecności nauka nie potrafi wytłumaczyć.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia świata
„2001: Odyseja kosmiczna”: Horyzont marzeń
Historia świata
Marek Aureliusz. Życiowe drogowskazy cesarza filozofa
Historia świata
Czy Mikołaj Kopernik był Polakiem? Trzy nieścisłości w jednym zdaniu
Historia świata
Niezwykła Toskania: Lukka
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Historia świata
Rocznica D-Day. Joe Biden: 80 lat temu żołnierze przeszli próbę stuleci
Historia świata
Czy Ameryce grozi rozpad?