W takim kontekście decyzja Józefa Piłsudskiego bywa postrzegana nie tyle jako akt dążenia do władzy dyktatorskiej, ile jako odpowiedź na przekonanie o wyczerpaniu możliwości naprawy państwa w ramach obowiązującego systemu prawnego. Dla części ówczesnych elit politycznych i wojskowych stanowcze działania jawiły się jako jedyny sposób ratowania państwa przed dalszą destabilizacją, nawet za cenę naruszenia obowiązujących reguł ustrojowych. Wyrazem tego myślenia była stanowcza wypowiedź Józefa Piłsudskiego: „Nie chcę rządzić przez Sejm i z Sejmem, bo to znaczy nie rządzić wcale”.
Marszałek Józef Piłsudski był dla endeków wrogiem numer jeden
Na narastające rozgoryczenie Marszałka wpływał jednak nie tylko kryzys instytucjonalny, lecz także atmosfera brutalnej walki politycznej, w której stał się jednym z głównych celów ataków obozu narodowego. Dla polityków stronnictw określanych potocznie mianem endecji Piłsudski był przeciwnikiem pierwszoplanowym. Wbrew późniejszym uproszczeniom, nie cieszył się powszechnym autorytetem – przeciwnie, był przedmiotem systematycznej kampanii oszczerstw, personalnych ataków i insynuacji mających podważyć jego pozycję polityczną i moralną. Wymyślano wręcz nieprawdopodobne epitety, którymi „obdarzano” Piłsudskiego – od złodzieja i zdrajcy, przez dyktatora, dyletanta i ignoranta, po germanofila, tchórza, awanturnika, uzurpatora, „agenta żydowskiego” i masona. Ataki na dobre rozpoczęły się w czasach legionowych, wybuchły ze zdwojoną siłą podczas wojny z bolszewikami i trwały nieprzerwanie do jego śmierci.
Czytaj więcej
Posłowie Konfederacji chcą, by Sejm potępił marszałka za to, że „podniósł zbrojną rękę przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej". I zapowiadają, że będą...
Ta agresywna retoryka, obecna w prasie i debacie publicznej, pogłębiała poczucie alienacji Piłsudskiego wobec życia politycznego i wzmacniała jego przekonanie o niezdolności istniejącego systemu do zapewnienia elementarnej stabilności państwa. Ze smutkiem mówił: „Był cień, który biegł koło mnie – to wyprzedzał mnie, to zostawał w tyle. Cieniów takich było mnóstwo, cienie te otaczały mnie zawsze, cienie nieodstępne, chodzące krok w krok, śledzące mnie i przedrzeźniające”.
Nie bez znaczenia były także przygotowywane przez narodowców nieudane zamachy na Piłsudskiego (w styczniu 1919 r., w lipcu 1920 r., w grudniu 1922 r.), które unaoczniały skalę politycznej nienawiści oraz stopień radykalizacji życia publicznego w pierwszych latach niepodległości. Wszystko to składało się na narastające poczucie, że państwo znalazło się w stanie głębokiego kryzysu – nie tylko instytucjonalnego, lecz także moralnego i politycznego – w którym dotychczasowe mechanizmy demokratyczne traciły zdolność skutecznego działania, a kompromis ustępował miejsca konfrontacji.
Te i inne czynniki, nabrzmiewające przez kolejne lata niepodległości, doprowadziły w konsekwencji do tragicznej decyzji Józefa Piłsudskiego o sięgnięciu po rozwiązanie siłowe, które miało – w jego przekonaniu – przerwać proces dalszej degradacji państwa.
Dla Piłsudskiego wydarzenia grudnia 1922 r. miały znaczenie szczególne. Zamach na Narutowicza utwierdził go w przekonaniu o głębokim kryzysie życia publicznego
Aby podjąć próbę oceny decyzji Józefa Piłsudskiego, konieczne jest prześledzenie najistotniejszych wydarzeń lat 1922–1926. To one ukształtowały sposób postrzegania przez Marszałka mechanizmów funkcjonowania młodego państwa: wciąż budowanego i odbudowywanego z wojennych zniszczeń, obciążonego powojennym chaosem i poszukującego stabilnych form rządzenia. Bez ich poznania, a także bez uwzględnienia reakcji Marszałka na zachodzące wówczas procesy polityczne, nie sposób dokonać rzetelnej oceny jego postępowania.
Zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza było wstrząsem dla II RP
Uchwalenie konstytucji marcowej w 1921 r. zasadniczo zmieniło model sprawowania władzy w państwie. Najwyższy akt prawny był wzorowany na rozwiązaniach francuskich – ustanawiał republikę parlamentarną opartą na trójpodziale władzy, z silnym parlamentem (Sejm i Senat) i rządem odpowiedzialnym przed nim, jednocześnie ograniczał władzę prezydenta. Urząd głowy państwa został pomyślany jako funkcja o charakterze przede wszystkim reprezentacyjnym, pozbawiona realnych instrumentów bezpośredniego wpływu na bieżącą politykę. Dla Piłsudskiego, który w latach 1918–1922 przywykł do aktywnego, często jednoosobowego kierowania sprawami państwa (jako Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz), była to zmiana fundamentalna.
W tym kontekście decyzja Marszałka o rezygnacji z ubiegania się o urząd prezydenta nie była jedynie gestem politycznym, lecz wynikała z jego krytycznej oceny nowego ustroju. Piłsudski postrzegał konstytucję marcową jako akt nadmiernie krępujący władzę wykonawczą i sprzyjający niestabilności rządowej. Nie ukrywał sceptycyzmu wobec systemu parlamentarnego, który – w jego ocenie – prowadził do rozdrobnienia sceny politycznej.
W wyborach prezydenckich w grudniu 1922 r. Piłsudski odmówił kandydowania, jednocześnie popierając kandydaturę dawnego towarzysza z PPS, Stanisława Wojciechowskiego, która jego zdaniem mogła zapewnić stabilność państwa. Ostatecznie Zgromadzenie Narodowe dokonało wyboru Gabriela Narutowicza – inżyniera, ministra robót publicznych i spraw zagranicznych, polityka o niewielkim zapleczu partyjnym, postrzeganego jako kandydat kompromisowy.
Sam wybór Narutowicza spotkał się z gwałtowną reakcją części środowisk prawicowych, które w prasie i wystąpieniach publicznych podważały jego mandat, akcentując fakt poparcia udzielonego mu przez ugrupowania lewicowe oraz przedstawicieli mniejszości narodowych. Towarzyszyła temu kampania politycznej agresji, w której pojawiały się hasła kwestionujące nie tylko legalność wyboru, lecz także osobę nowo wybranego prezydenta.
11 grudnia 1922 r. Gabriel Narutowicz został zaprzysiężony na urząd prezydenta Rzeczypospolitej. Pięć dni później zginął w zamachu dokonanym w gmachu „Zachęty” przez Eligiusza Niewiadomskiego. Zabójstwo pierwszego prezydenta II RP wstrząsnęło opinią publiczną i unaoczniło skalę napięć politycznych w młodym państwie.
Zabójstwo Narutowicza odcisnęło na Piłsudskim trwałe i bolesne piętno. Od tego momentu czuł tylko pogardę dla prawicy narodowej: „Ta szajka, ta banda, która czepiała się mego honoru, tu zechciała szukać krwi. Prezydent nasz zamordowany został po burdach ulicznych, obniżających wartość pracy reprezentacyjnej przez tych samych ludzi, którzy ongiś w stosunku do pierwszego reprezentanta, wolnym aktem wybranego, tyle brudu, tyle potwornej niskiej nienawiści wykazali. Teraz spełnili zbrodnię”.
Zamach na Narutowicza utwierdził Piłsudskiego w przekonaniu o głębokim kryzysie życia publicznego
Zabójstwo prezydenta Rzeczypospolitej nie było aktem oderwanym od realiów ówczesnego życia politycznego. Poprzedziła je intensywna kampania politycznej presji, prowadzona w części środowisk prawicowych, wymierzona zarówno w nowo wybranego prezydenta, jak i w Józefa Piłsudskiego. Jej język bywał skrajnie agresywny, a atmosfera społeczna sprzyjała eskalacji napięć.
Brutalizacja debaty publicznej znajdowała wyraz nie tylko w prasie i wystąpieniach politycznych, lecz także w zajściach ulicznych oraz fizycznych atakach na osoby utożsamiane z obozem popierającym Narutowicza. Zdarzenia te stanowiły zapowiedź tragicznego finału. Co znamienne, nawet śmierć głowy państwa nie doprowadziła do natychmiastowego wygaszenia emocji – w przestrzeni publicznej pojawiały się próby relatywizowania zamachu, a nawet jego usprawiedliwiania. Mord próbował usprawiedliwiać dziennikarz i poseł Stanisław Stroński, autor kampanii nienawiści wobec Narutowicza (ale i Piłsudskiego), rzucając hasło modne do dzisiaj w niektórych kręgach: „Ciszej nad tą trumną”.
Dla Piłsudskiego wydarzenia grudnia 1922 r. miały znaczenie szczególne. Zamach na Narutowicza utwierdził go w przekonaniu o głębokim kryzysie życia publicznego oraz o destrukcyjnym wpływie brutalizacji walki politycznej na funkcjonowanie państwa. Choć Marszałek w kolejnych latach wycofał się z czynnego życia politycznego, doświadczenia związane z pierwszymi latami niepodległości – a zwłaszcza dramat wyboru i śmierci prezydenta – pozostały istotnym punktem odniesienia dla jego późniejszych decyzji.
Rządy Chejno-Piasta w ogniu krytyki Józefa Piłsudskiego i lewicy
Zamach na prezydenta doprowadził do gwałtownego przesilenia politycznego. W obliczu kryzysu państwowego misję utworzenia rządu powierzono – za namową Piłsudskiego – generałowi Władysławowi Sikorskiemu, który objął urząd prezesa Rady Ministrów 16 grudnia 1922 r. Jego gabinet miał charakter ponadpartyjny i został powołany przede wszystkim z myślą o uspokojeniu nastrojów oraz przywróceniu elementarnego porządku politycznego po tragicznych wydarzeniach w Warszawie.
Rząd Sikorskiego funkcjonował w warunkach silnych napięć społecznych i politycznych, a jego głównym zadaniem było zapewnienie ciągłości władzy oraz doprowadzenie do wyboru nowej głowy państwa. Zgromadzenie Narodowe, obradujące w atmosferze żałoby i niepewności, dokonało 20 grudnia 1922 r. wyboru Stanisława Wojciechowskiego na urząd prezydenta Rzeczypospolitej. Jego kandydatura, poparta przez szerokie spektrum ugrupowań, była postrzegana jako kompromisowa i miała sprzyjać stabilizacji sytuacji politycznej. W tym czasie Piłsudski pozostawał jeszcze w strukturach władzy – do 30 maja 1923 r. pełnił funkcję szefa Sztabu Generalnego.
Czytaj więcej
11 listopada w krakowskiej Łaźni Nowej odbędzie się rekonstrukcja procesu Eligiusza Niewiadomskiego, zabójcy prezydenta Gabriela Narutowicza. Spekt...
Gabinet Władysława Sikorskiego miał charakter przejściowy i funkcjonował w warunkach wyjątkowych. Po ustabilizowaniu sytuacji po zamachu na prezydenta Narutowicza oraz wyborze Stanisława Wojciechowskiego jego zaplecze polityczne zaczęło się stopniowo kurczyć. W maju 1923 r. rząd podał się do dymisji, a odpowiedzialność za utworzenie nowego gabinetu przejęły ugrupowania posiadające większość sejmową. Wykorzystując fakt, że endecja nie dysponowała wystarczającą liczbą mandatów do samodzielnego sprawowania władzy, lider PSL „Piast”, Wincenty Witos, szybko stał się jednym z kluczowych aktorów powyborczej sceny politycznej.
W czerwcu 1923 r. powstał rząd koalicyjny Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast”, na czele którego stanął Wincenty Witos. Jego funkcjonowanie przypadło na okres narastających trudności gospodarczych i społecznych. Hiperinflacja, problemy finansów publicznych oraz konflikty społeczne osłabiały pozycję rządu i pogłębiały kryzys zaufania do instytucji państwa. W tej atmosferze nie zapomniano jednak o Piłsudskim – decyzją ministra spraw wojskowych Stanisława Szeptyckiego objęto Marszałka inwigilacją.
Rządy Chjeno-Piasta spotykały się z krytyką ze strony środowisk lewicowych, a także ze strony Józefa Piłsudskiego, który postrzegał ten układ polityczny jako symbol dominacji partyjnych interesów nad racją stanu.
Narastające trudności gospodarcze oraz pogarszające się warunki życia ludności doprowadziły w 1923 r. do fali strajków i protestów (szacunki podają, że w całym 1923 r. było ich łącznie 1273 i wzięło w nich udział blisko 5 mln robotników!), zwłaszcza w dużych ośrodkach przemysłowych. Najpoważniejsze wydarzenia rozegrały się w Krakowie, gdzie pogłębiający się kryzys, drożyzna i braki aprowizacyjne jesienią przerodziły się w masowe wystąpienia robotnicze.
Kulminacją był strajk powszechny oraz krwawe starcia z wojskiem i policją w dniach 6–7 listopada, kiedy walki uliczne objęły centrum miasta i doprowadziły do użycia broni oraz wozów pancernych. Zamieszki zakończono po interwencji władz PPS i zawarciu rozejmu, jednak ich bilans był tragiczny: kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych, znaczne straty materialne i głębokie wstrząsy społeczne. Starcia robotnicze i użycie wojska ujawniły skalę napięć społecznych oraz mocno ograniczoną zdolność państwa do pokojowego rozwiązywania konfliktów. Wydarzenia pogłębiły kryzys zaufania do rządu i przyczyniły się do jego upadku w grudniu tego samego roku. Gwałtowny spadek społecznego poparcia dla chłopskiego premiera oddawało popularne wówczas hasło: „Za rządów Witosa Polska głodna i bosa”.
Po upadku drugiego gabinetu Witosa, w grudniu 1923 r., władzę objął rząd Władysława Grabskiego, który podjął próbę stabilizacji finansowej i gospodarczej państwa. Reforma walutowa i wprowadzenie złotego polskiego przyniosły krótkotrwałą poprawę sytuacji, lecz nie rozwiązały zasadniczych problemów politycznych. System parlamentarny pozostawał niestabilny, a częste zmiany gabinetów utrwalały przekonanie o słabości egzekutywy. Od wyborów w 1922 r. do maja 1926 r. urząd premiera obejmowało pięć kolejnych osób, a debata publiczna coraz częściej przybierała formę ostrej, nacjonalistycznej, momentami skrajnej konfrontacji ideowej. W kolejnych latach napięcie między obozem rządzącym a środowiskiem skupionym wokół Piłsudskiego narastało. Kryzys rządów parlamentarnych, widoczny w częstych przesileniach gabinetowych i konfliktach sejmowych, tworzył kontekst, w którym wydarzenia maja 1926 r. stawały się coraz bardziej prawdopodobne.
Częste przesilenia gabinetowe i konflikty sejmowe tworzyły kontekst, w którym wydarzenia maja 1926 r. stawały się coraz bardziej prawdopodobne
Józef Piłsudski na „emigracji” w Sulejówku, czyli cisza przed burzą
Po utworzeniu rządu Witosa Józef Piłsudski demonstracyjnie wycofał się z bezpośredniego udziału w życiu politycznym. W tym samym roku zamieszkał wraz z żoną Aleksandrą, poślubioną dwa lata wcześniej po śmierci Marii, oraz córkami Wandą i Jadwigą w dworku w Sulejówku. Dom, wzniesiony ze składek żołnierzy, był symbolicznym darem dla ich wodza. Sulejówek stał się odtąd jego azylem – miejscem rodzinnego życia, pracy pisarskiej i publicznych odczytów. To tam powstały m.in. „Rok 1920” oraz liczne artykuły i eseje.
W latach 1923–1926 pozostawał formalnie na uboczu bieżących wydarzeń, nie pełniąc żadnych funkcji państwowych. Wycofanie to miało jednak charakter pozorny – Sulejówek szybko stał się miejscem nieformalnych spotkań politycznych oraz ośrodkiem krytycznej refleksji nad funkcjonowaniem państwa i systemu parlamentarnego.
Marszałek nie przestał uważnie śledzić wydarzeń w kraju i na arenie międzynarodowej. Coraz ostrzej oceniał niestabilność kolejnych gabinetów, a ustrój II Rzeczypospolitej uznawał za mechanizm niewydolny, wręcz karykaturę demokracji. Z niepokojem obserwował też pogarszającą się pozycję Polski w Europie – zwłaszcza w obliczu zbliżenia między żądnymi rewanżu Niemcami a Rosją Sowiecką, które postrzegał jako śmiertelne zagrożenie dla niepodległości i granic państwa. Obawy te podzielała znaczna część polskiego społeczeństwa.
Piłsudski nie ukrywał swojego sceptycyzmu wobec ustroju wprowadzonego konstytucją marcową. W licznych wypowiedziach publicznych i prywatnych oceniał go jako system prowadzący do rozdrobnienia władzy i chaosu decyzyjnego. Parlamentaryzm w wydaniu II Rzeczypospolitej określał mianem „sejmokracji”, nadając temu pojęciu wyraźnie pejoratywne znaczenie. Mówił o „rządach sejmowych nierządnych”, wskazując na brak stabilności gabinetów oraz podporządkowanie polityki doraźnym interesom partyjnym.
Czytaj więcej
Medycy Piłsudskiego byli dyskretni, skuteczni i zdeterminowani. Leczyli ludzi i Polskę. Znali anatomię i psychologię – jednostki i państwa. Poznajm...
Krytyka Piłsudskiego dotyczyła nie tylko mechanizmów ustrojowych, lecz także stylu prowadzenia debaty publicznej. Marszałek wielokrotnie podkreślał, że życie polityczne w Polsce po 1922 r. uległo brutalizacji, a język sporu coraz częściej zastępował merytoryczną dyskusję. Odwołując się do doświadczeń zamachu na Gabriela Narutowicza, wskazywał, że państwo nie potrafiło skutecznie chronić własnych instytucji przed radykalizacją nastrojów. W jednym z najbardziej znanych wystąpień z tego okresu stwierdził: „Państwo nasze znalazło się w stanie, w którym rządzić się nie da, a odpowiadać za to nikt nie chce”. Słowa te oddawały jego przekonanie o systemowej słabości władzy wykonawczej i braku odpowiedzialności politycznej w ramach obowiązującego ustroju. Wielokrotnie podnosił argument, że częste zmiany rządów oraz konflikty sejmowe uniemożliwiają prowadzenie długofalowej polityki państwowej, zwłaszcza w zakresie obronności i bezpieczeństwa.
Wycofanie Piłsudskiego do Sulejówka miało charakter pozorny – ufundowany przez żołnierzy dworek stał się miejscem nieformalnych spotkań politycznych
Choć w Sulejówku Marszałek deklarował brak zamiaru powrotu do czynnej polityki, jego wypowiedzi były uważnie śledzone i komentowane. Pozostawał postacią o ogromnym autorytecie, a jego opinie wpływały na nastroje części opinii publicznej oraz środowisk wojskowych.
15 listopada 1925 r., w atmosferze politycznego chaosu po dymisji rządu Władysława Grabskiego, Sulejówek stał się areną demonstracji o wyraźnie politycznym podtekście. Jej oficjalnym pretekstem była siódma rocznica powrotu Józefa Piłsudskiego z więzienia w Magdeburgu, faktycznym jednak powodem – narastające przesilenie władzy i walka o wpływy w państwie. Do domu Marszałka przybyło kilkuset oficerów Wojska Polskiego, w tym liczne grono generałów. Demonstracja nie miała charakteru przypadkowego ani wyłącznie rocznicowego. Jej sens polegał na jawnym zamanifestowaniu lojalności znacznej części korpusu oficerskiego wobec Piłsudskiego i unaocznieniu jego realnych wpływów w armii. Był to zarazem czytelny komunikat skierowany do prezydenta Stanisława Wojciechowskiego: wojsko pozostaje po stronie Marszałka. Zgromadzenie miało również wymiar ostrzegawczy: sygnalizowało sprzeciw wobec ewentualnego powierzenia resortu spraw wojskowych politycznym przeciwnikom Piłsudskiego, takim jak generałowie Władysław Sikorski czy Stanisław Szeptycki.
Oficerowie przybyli na uroczystości imieninowe Józefa Piłsudskiego w Sulejówku 19 marca 1925 r. Obok Marszałka: Gustaw Orlicz-Dreszer i Lucjan Żeligowski
Nastroje (i oczekiwania) doskonale oddał wtedy bohater legionowy, generał Gustaw Orlicz-Dreszer, który wygłosił płomienne przemówienie, poruszając nie tylko zgromadzonych żołnierzy, ale wkrótce całą opinię publiczną: „Panie Marszałku, w rocznicę zaślubin Twoich z państwem siedem lat temu, przybywamy do pana Marszałka, by wspomnieć czasy, gdyś wrócił z więzienia niemieckiego i znalazł Polskę, zdawało się, niezdolną do nowego życia. Stargane w niewoli nerwy, złamane nieraz w zwątpieniu serca i mózgi – dawały podkład dla namiętności, walk, swarów i gry małych ambicyj. W kilka dni po Twoim powrocie, zwiastującym odrodzenie, wziąłeś śmiało najwyższą, chociaż niepisaną władzę dyktatorską w swoje ręce. Dałeś nam potem chwałę, tak dawno w Polsce nieznaną, okrywając nasze sztandary laurem wielkich zwycięstw. Gdy dzisiaj zwracamy się do Ciebie, mamy także bóle i trwogi, do domu wraz z nędzą zaglądające. Chcemy, byś uwierzył, że gorące chęci nasze, byś nie zechciał być w tym kryzysie nieobecny, osierocając nie tylko nas, wiernych Twoich żołnierzy, lecz i Polskę, nie są tylko zwykłymi uroczystościowymi komplementami, lecz że niesiemy ci prócz wdzięcznych serc i pewne, w zwycięstwach zaprawione szable”.
Także wśród wielu polityków panowało przekonanie, że w tak trudnym okresie odbudowy państwowości Piłsudski był najlepiej przygotowaną osobą do kierowania państwem. Ignacy Daszyński, mimo licznych sporów politycznych z Marszałkiem, oceniał jego urzędowanie do roku 1922 jako przykład dobrze wykonywanej władzy. „Piłsudski jest głęboko moralnym człowiekiem. Jest to moralność daleka od tuzinkowych pojęć, chociaż każda moralność jest wytworem dziejowym i żaden »nadczłowiek« nie ujdzie tej atmosfery społecznej, w której rósł i którą oddychał. Jest człowiekiem dobrym i wierzącym w dobro” – pisał w książce „Wielki człowiek w Polsce”. I dodawał: „Piłsudski nigdy nie myślał o dyktaturze, czem dowiódł wielkości swojej jako męża stanu. Mądrości tej nie wierzą dotąd ani narodowi demokraci, ani bolszewicy. Ani jedni, ani drudzy nie wytrzymaliby i w danych warunkach poszliby na awanturę dyktatorską”.
Okres sulejowski był więc czasem narastającego dystansu Piłsudskiego wobec istniejącego systemu politycznego, ale także etapem jego dojrzewania do przekonania, że mechanizmy konstytucyjne nie są w stanie zapewnić państwu stabilności. Doświadczenia te, w połączeniu z kolejnymi kryzysami gabinetowymi i powrotem Witosa na stanowisko premiera w maju 1926 r., tworzyły kontekst, w którym decyzja Piłsudskiego o ponownym wejściu do polityki nabierała coraz bardziej realnego charakteru.
1926 rok: Ostatni gabinet Wincentego Witosa i narastające napięcie w Warszawie
Wiosną roku 1926 sytuacja polityczna II Rzeczypospolitej ponownie weszła w fazę ostrego przesilenia. Po upadku rządu Aleksandra Skrzyńskiego prezydent Stanisław Wojciechowski powierzył 10 maja misję utworzenia nowego gabinetu Wincentemu Witosowi. Był to już trzeci rząd tego polityka, oparty – podobnie jak w 1923 r. – na porozumieniu Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast” z ugrupowaniami prawicy skupionymi wokół Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej. Nie tylko jednak polityka krajowa niepokoiła Piłsudskiego. Wojna celna polsko-niemiecka, zawarcie w Locarno układu, który gwarantował nienaruszalność jedynie zachodniej granicy Niemiec, a także układ niemiecko-sowiecki z kwietnia 1926 r. zagrażały niepodległości państwa.
Powołanie gabinetu Witosa spotkało się z natychmiastową i jednoznacznie negatywną reakcją środowisk skupionych wokół Józefa Piłsudskiego. Marszałek postrzegał ten układ polityczny jako symbol powrotu do praktyk, które uznawał za szczególnie szkodliwe dla państwa: niestabilnych koalicji sejmowych, dominacji interesów partyjnych oraz podporządkowania wojska bieżącej walce politycznej. W jego ocenie trzeci gabinet Witosa nie zapowiadał stabilizacji, lecz dalsze pogłębianie kryzysu ustrojowego.
Szczególne znaczenie miała kwestia wojska. Piłsudski, formalnie pozostający poza strukturami władzy, nadal cieszył się znacznym autorytetem wśród części oficerów. Jednocześnie nowy rząd zapowiadał istotne zmiany personalne w armii, co było odbierane przez środowiska piłsudczykowskie jako próba politycznego podporządkowania sił zbrojnych. Napięcie między rządem a obozem skupionym wokół Marszałka szybko zaczęło narastać. Witos zresztą niejednokrotnie prowokował swoją retoryką. W pierwotnej wersji wywiadu dla „Nowego Kuriera Polskiego” (słowa te zostały wycofane, ale i tak przeniknęły do opinii publicznej, wspominał o nich Rataj) twierdził: „Mówią, że Piłsudski ma za sobą wojsko, jeśli tak, to niech bierze władzę siłą (…). Ja bym się nie wahał tego zrobić”.
Czytaj więcej
W Pradze wiedziano, że Józef Piłsudski nie jest entuzjastą istnienia Czechosłowacji. Przyczyn tego stanu rzeczy było wiele.
W kolejnych dniach po powołaniu gabinetu Witosa atmosfera w Warszawie stawała się coraz bardziej napięta. Dochodziło do demonstracji i manifestacji poparcia dla Piłsudskiego, a informacje o koncentracji oddziałów wojskowych w rejonie stolicy budziły niepokój władz państwowych. Prezydent Wojciechowski, działając w przekonaniu o konieczności obrony porządku konstytucyjnego, pozostawał w stałym kontakcie z rządem i dowództwem wojska.
Józef Piłsudski, przebywający wówczas w Sulejówku, nie ogłosił publicznie zamiaru podjęcia działań zbrojnych. Jego wypowiedzi i decyzje z tego okresu wskazują jednak, że uznawał powołanie trzeciego gabinetu Witosa za moment przesądzający. W jego ocenie wyczerpane zostały możliwości oddziaływania na rzeczywistość polityczną w ramach obowiązującego systemu parlamentarnego. Zdecydował się na demonstrację, licząc, że wystarczy to do uspokojenia sytuacji.
12 maja 1926 r. Piłsudski wyruszył z oddziałami wiernych mu wojsk w kierunku Warszawy. Wydarzenia kolejnych dni miały przesądzić o losach II Rzeczypospolitej i stać się punktem zwrotnym w jej krótkiej historii.
Zamach majowy był dla Józefa Piłsudskiego osobistą tragedią
Dla Piłsudskiego sama decyzja, a potem następujące wydarzenia majowe były osobistą tragedią. Wiedział, że łamie prawo i występuje przeciwko legalnej władzy. Ale zrobił to, by bronić Rzeczpospolitą przed partyjnym rozszarpywaniem państwa, aferami i nadużywaniem władzy. Nie chciał rozlewu krwi – to rząd w obronie skorumpowanego układu wydał rozkaz o użyciu broni. Za wydarzania majowe odpowiedzialność nie jest jednostkowa. Jak słusznie i trafnie zauważył Adam Krzyżanowski w „Dziejach Polski”: „Przewrót majowy był łącznym dziełem Marszałka i jego przeciwników”.
Ocena przewrotu majowego do dziś pozostaje przedmiotem sporu. Jedni widzą w nim złamanie zasad demokracji parlamentarnej i początek systemu autorytarnego, inni – dramatyczną próbę ratowania państwa przed dalszą destabilizacją i groźbą wewnętrznego rozpadu. Spór ten odsłania fundamentalne starcie między legalizmem a poczuciem odpowiedzialności za los państwa – starcie, które na trwałe wpisało się w historię II Rzeczypospolitej.
Decyzja Józefa Piłsudskiego zapadła w przekonaniu, że system parlamentarny utracił zdolność skutecznego rządzenia, a dalsza rywalizacja partyjna groziła pogłębieniem chaosu i kolejnym rozlewem krwi. Zbrojne starcie w Warszawie miało charakter tragiczny, pochłonęło setki ofiar i złamało wiele ludzkich biografii. Dla zwolenników Marszałka przewrót majowy nie był jednak zamachem na demokrację, lecz próbą jej ocalenia w sytuacji, gdy państwo znalazło się na granicy politycznego paraliżu. Piłsudski nie sięgnął po władzę dyktatorską, nie rozwiązał parlamentu i pozostawił instytucje państwa w rękach cywilnych, oczekując jedynie „sanacji” życia publicznego. W tym sensie maj 1926 r. jawi się nie jako triumf siły, lecz jako dramatyczny wybór między złą a gorszą drogą – wybór, który Marszałek podjął, wierząc, że działa w imię Rzeczypospolitej.
Wojska zamachowców na dziedzińcu Belwederu – zdjęcie ukazało się w „Światowidzie” 21 maja 1926 r.
29 maja 1926 r., kilkanaście zaledwie dni po zakończeniu walk, Piłsudski wystąpił przed zaproszonymi przedstawicielami stronnictw politycznych. Jego przemówienie nie było triumfalnym manifestem zwycięzcy, lecz gorzkim rozliczeniem z elitami II Rzeczypospolitej i najpełniejszym uzasadnieniem decyzji o przewrocie, którą uważał za dramatyczną konieczność:
„Nie będę się wdawał w dyskusję nad wypadkami majowymi. Zdecydowałem się na nie sam, w zgodzie z własnym sumieniem, i nie widzę potrzeby z tego się tłumaczyć. Głównymi powodami obecnego stanu rzeczy w Polsce – to jest nędzy, słabizny wewnętrznej i zewnętrznej – były złodziejstwa, pozostające bezkarne. Ponad wszystkim w Polsce zapanował interes jednostki i partii, zapanowała bezkarność za wszelkie nadużycia i zbrodnie.
Czytaj więcej
Rozliczenia po zamachu majowym trwały wiele miesięcy. Miały świadczyć o potrzebie przewrotu, który się dokonał, oraz o „moralnej sanacji”. Były też...
W odrodzonym państwie nie nastąpiło odrodzenie duszy narodu. Gdy wróciłem z Magdeburga i posiadłem władzę, jakiej nikt w Polsce nie piastował, wierząc w odrodzenie narodu, nie chciałem rządzić batem i oddałem władzę w ręce zwołanego przez siebie Sejmu Ustawodawczego, którego wszak mogłem nie zwoływać. Naród się jednak nie odrodził. Szuje i łajdaki rozpanoszyły się. Naród odrodził się w jednej tylko dziedzinie, w dziedzinie walki orężnej, tzn. pod względem odwagi osobistej i ofiarności względem państwa w czasie walki. Dzięki temu mogłem doprowadzić wojnę do zwycięskiego końca. We wszystkich innych dziedzinach odrodzenia nie znalazłem. Ustawicznie waśnie personalne i partyjne, jakieś dziwne rozpanoszenie się brudu i jakiejś bezczelnej, łajdackiej przewagi sprzedajnego nieraz elementu.
Rozwielmożniło się w Polsce znikczemnienie ludzi. Swobody demokratyczne zostały nadużyte tak, że można było znienawidzić całą demokrację. Interes partyjny przeważał ponad wszystko. Partie w Polsce rozmnożyły się tak licznie, iż stały się niezrozumiałe dla ogółu. To wszystko skierowane było przeciw każdemu, kto reprezentował państwo. Tych reprezentujących państwo było trzech: mnie, jako Naczelnikowi Państwa, obrzydzano życie ciągłą nagonką, oszczerstwami i najwstrętniejszymi potwarzami. Nie upadłem tylko dlatego, że jestem silniejszy od was wszystkich. Drugiego reprezentanta wprost zamordowano, a moralni sprawcy tego mordu uszli bezkarnie. Trzeci padał pod ciężarem męki z powodu sejmu i senatu. (…)
Warunki tak się ułożyły, że mogłem nie dopuścić was do sali Zgromadzenia Narodowego, kpiąc z was wszystkich, ale czynię próbę, czy można jeszcze w Polsce rządzić bez bata. Nie chcę czynić nacisku, ale ostrzegam, że sejm i senat są instytucjami najbardziej znienawidzonymi w społeczeństwie. Róbcie raz jeszcze próbę. Nacisku nie będzie. Żadna siła fizyczna nie zaciąży nad wami. Dałem gwarancję swobodnego obioru Prezydenta i słowa dotrzymam, ale ostrzegam, nie zawierajcie z kandydatem na Prezydenta układów partyjnych. (…)
Wydałem wojnę szujom, łajdakom, mordercom i złodziejom i w walce tej nie ulegnę. Sejm i senat mają nadmiar przywilejów i należałoby, aby ci, którzy powołani są do rządów, mieli więcej praw. (…)
W rozkazie moim do wojska powiedziałem, że wziąwszy państwo słabe i ledwie dyszące – oddaliśmy obywatelom odrodzone i zdolne do życia. Cóżeście z tym państwem uczynili? Uczyniliście zeń pośmiewisko!
Moim programem jest zmniejszenie łajdactw i utorowanie drogi uczciwości. Czekam, a zapewniam panów, że się nie zmienię. Trzeba przejść ponad partyjne interesy, dać oddech państwu i elektowi. Elekt musi posiadać honor ponad chęć zarobienia kilkudziesięciu groszy. Jeżeli chodzi o mnie, to powtarzam raz jeszcze, że się nie zmienię. Będę ścigał złodziei! Zastanówcie się nad tym, panowie, przemyślcie i przedyskutujcie”...