Z jakich idei rodziła się II Rzeczpospolita?

Nie byłoby II Rzeczypospolitej, gdyby nie było I Rzeczypospolitej. Wysiłki patriotów zmierzające do odbudowania państwa nawiązywały bezpośrednio do tradycji polskiej państwowości, Rzeczypospolitej Obojga Narodów. I to jest pierwsze źródło. Drugie źródło to jest wiek XIX. Zrywy narodowe, rozwój kultury narodowej, wielkie dziedzictwo romantyzmu, emigracji, powstania. Ale także wielka praca wykonana w zaborze austriackim, w Galicji przez głównie środowiska konserwatywne, które wykorzystały tę sprzyjającą okoliczność, że po 1867 roku mieliśmy autonomię w Galicji i możliwość nieskrępowanego rozwoju życia narodowego. I to zostało wykorzystane.

Ale doszedł jeszcze jeden czynnik – chyba decydujący. To znaczy w latach 80. i 90. XIX wieku, ale także oczywiście w pierwszej dekadzie XX wieku powstały ruchy polityczne mające ambicje oddziaływania nie tylko na elity dotychczasowe, ale tworzące i poszerzające naród polityczny o warstwy ludowe i klasę robotniczą, a w każdym razie jej część. I tutaj na pierwszym miejscu postawiłbym działalność obozu narodowego, zwłaszcza Ligi Narodowej, która powstała w 1893 roku i różnych przedsięwzięć organizacyjnych, intelektualnych, organizowanych pod patronatem Ligi Narodowej we wszystkich trzech zaborach, która przede wszystkim oddziaływała na środowiska chłopskie i robotnicze.

Czytaj więcej

Rok 1918 i 1926. Dwa oblicza Józefa Piłsudskiego

Drugi element to jest oczywiście ruch ludowy, który mógł w sposób pełny rozwijać się w Galicji. Stronnictwo Ludowe powstaje w 1895 roku i politycznie walczy z konserwatystami, którzy chcieliby zachować społeczny status quo. Natomiast ruch ludowy, którego wielkim przywódcą był Wincenty Witos, chciał uczestniczyć na równych prawach w tworzeniu wspólnoty narodowej. Zrobił wiele dla uobywatelnienia polskich chłopów, chciał, aby nie byli oni obywatelami drugiej kategorii i wysunął postulat reformy rolnej.

I wreszcie trzeci element to są niepodległościowi socjaliści, a więc ta część ruchu socjalistycznego, tutaj emblematyczną postacią jest oczywiście Józef Piłsudski, która chce pozyskać do walki o niepodległość robotników. Pierwszy zjazd PPS-u w Wilnie w 1893 roku to było kilka osób, ale wkrótce zaczyna wychodzić pismo „Robotnik” i tworzy się tajna organizacja, która działa na rzecz przygotowania robotników do kolejnego powstania narodowego wymierzonego w Rosję. Oczywiście, tutaj trzeba wziąć poprawkę. Znaczna część ruchu robotniczego, socjalistycznego, jest zainteresowana tylko przewrotem społecznym, który ma się dokonać w całym Imperium Rosyjskim, zmienić ustrój na socjalistyczny, a sprawa narodowa albo nie odgrywa tam żadnej roli, albo odgrywa rolę marginalną, albo wręcz jest traktowana jako przeszkoda w realizacji celów społecznych. To jest linia Róży Luksemburg. Ale ten nurt, który reprezentował Józef Piłsudski, w tamtym czasie również m.in. Stanisław Wojciechowski i Feliks Perl, to jest oczywiście łączenie sprawy narodowej z awansem klasy robotniczej.

Odłóżmy na bok na chwilę tę mozaikę różnych poglądów, środowisk i partii. Spójrzmy na główny polski spór ideowy w przededniu I wojny światowej. Co to był za spór?

To spór o drogę do Polski, do niepodległości i spór w sprawie orientacji, jaką należy wybrać, gdyby doszło do wojny pomiędzy europejskimi mocarstwami, gdyż wyraźnie zarysował się już podział tych mocarstw na dwa bloki polityczne. Napięcia istniały już de facto od początku XX wieku, później nastąpiły wojny bałkańskie. Jak wiemy, wielki wybuch nastąpił dopiero w 1914 roku.

I tu mamy dwie linie. Linię Piłsudskiego; traktujemy go tutaj jako postać emblematyczną, człowieka który najbardziej konsekwentnie uważa, że głównym wrogiem polskiej niepodległości jest Rosja, która zresztą posiada zdecydowaną większość ziem I Rzeczypospolitej. I w związku z tym po upadku rewolucji 1905 roku Piłsudski dąży do związania się z Austrią i uznaje, że właśnie w zaborze austriackim są najkorzystniejsze warunki dla organizacji zalążków polskiej siły zbrojnej. Gotów jest pójść z każdym przeciwko Rosji, czyli również z Austrią i z Niemcami, ale za zadanie podstawowe uważa stworzenie realnej polskiej siły zbrojnej.

Natomiast po drugiej stronie mamy Narodową Demokrację i Romana Dmowskiego, który wyciąga zupełnie inne wnioski. W latach 1895–1905, czyli przez dekadę w Lwowie wychodziło niezwykle ważne formacyjne pismo „Przegląd Wszechpolski”, w którym próbowano opisać realne położenie sprawy polskiej i zdefiniować najważniejszego przeciwnika polskich aspiracji narodowych. I z tej analizy, która jest analizą nie tylko Dmowskiego, ale w dużej mierze starszego od niego Jana Ludwika Popławskiego, wynika, że największe zagrożenie dla sprawy polskiej stanowią dynamicznie rozwijający się Niemcy, które po zwycięstwie Prus w wojnie z Francją w 1871 roku są niewątpliwie największą potęgą kontynentalną w Europie. I które prócz innych ambitnych zadań w polityce światowej (m.in. próby budowy imperium kolonialnego i floty wojennej, co bardzo zaniepokoiło Wielką Brytanię) starają się także germanizować ziemie zaboru pruskiego. Zadaniem polskiej polityki jest tu z jednej strony umocnienie polskości na Pomorzu i Śląsku, bo w Wielkopolsce trzymała się ona zupełnie nieźle, ale również (koncepcję wykłada Dmowski w książce z 1907 roku pt. „Niemcy, Rosja i kwestia polska”) skoncentrowanie się na przeciwstawieniu się ekspansji Niemiec. A więc ugoda z Rosją i walka o suwerenność w dwóch – że tak powiem – taktach. Pierwszy to zjednoczenie ziem polskich w ramach jednego państwa i tym państwem ma być Rosja, a następnie wybicie się na niepodległość. Dla Dmowskiego było to oczywiste, że zjednoczona Polska będzie miała dość sił, by sięgnąć po niepodległość. Warto też dodać, jego koncepcja państwa nie jest zawieszona w próżni; na początku XX wieku jakimś ideałem dobrze zorganizowanego państwa jest Wielka Brytania z dwupartyjnym systemem politycznym, z rozwiniętym społeczeństwem obywatelskim.

Przed 1918 rokiem Piłsudski gotów jest pójść z każdym przeciwko Rosji, ale za zadanie podstawowe uważa stworzenie realnej polskiej siły zbrojnej

I jeszcze jedno: Dmowski ma przekonanie, że byłoby to korzystne, by sprawą polską zainteresować Francję i Wielką Brytanię, czyli partnerów politycznych Rosji. W przypadku Francji to jest już sojusz od 1892 roku. W przypadku Wielkiej Brytanii to jeszcze nie jest sojusz, ale zdecydowane poprawienie relacji brytyjsko-rosyjskich od 1907 roku. Cała ta logika zmierza do tego, że oba państwa będą sojusznikami Rosji w Wielkiej Wojnie, która wybucha w sierpniu 1914 roku.

Kryterium Wielkiej Wojny to punkt przełomowy dla wielu procesów. Proszę powiedzieć, jak ten fakt wpłynął na ewolucję obu tych kierunków ideowych w polskiej polityce? Jak wpłynął na ewolucję myśli narodowej i na ruch piłsudczykowski?

Myślę, że to jest ważna uwaga: Dmowski naprawdę uważał, iż Piłsudski, wybierając opcję antyrosyjską, dążąc do wywołania powstania w Królestwie, szkodzi sprawie Polski. Piłsudczycy, zwłaszcza legioniści, z pogardą odnosili się do obozu narodowego, który wychodząc z pozycji antyrosyjskich i organizując wielkie demonstracje patriotyczne (warto wspomnieć choćby organizowane przez Dmowskiego manifestacje w Warszawie 3 maja 1891 r. i Kilińszczyznę w 1894 r.) w ich przekonaniu poszedł później na niedopuszczalną ugodę z Rosją. Z perspektywy czasu nie ulega wątpliwości, że sprawie polskiej sprzyjał także rozwój sytuacji na frontach I wojny światowej, a oba potężne obozy polityczne, mogące również mobilizować polskiego żołnierza, licytowały sprawę polską coraz wyżej. Graliśmy więc na dwóch fortepianach, chociaż nie był to wspólnie ustalony podział ról. Dzięki Dmowskiemu i Piłsudskiemu sprawa polska była reprezentowana po obu stronach wielkiego światowego konfliktu, a jeśli chodzi o ewolucję tych środowisk, można powiedzieć, że czas I wojny światowej to niewątpliwie poszerzanie bazy politycznej Piłsudskiego. Do dziś trwa spór pomiędzy historykami, kiedy Piłsudski przestał być socjalistą.

Czytaj więcej

Zapomniane królestwo

Czy Piłsudski rzeczywiście „wysiadł z tramwaju socjalizm na przystanku niepodległość”? I czy można powiedzieć, że przyszła sanacja wskutek tego straciła jakąś jednolitą ideowość?

Zdaniem ostatniego biografa Piłsudskiego, profesora Mariusza Wołosa, którego książka „Józef Piłsudski. Rzecz o nieprzeciętności” wyszła bardzo niedawno, Piłsudski wysiadł z „tramwaju” znacznie wcześniej niż „na przystanku niepodległość”. Porzucił socjalizm po przegranej rewolucji 1905 roku, który to bunt traktował jako niepodległościowe powstanie. Wtedy następuje też rozłam w PPS-ie na frakcję większościową i mniejszościową, w której znajduje się Piłsudski; to jest frakcja rewolucyjna, ale zdaniem Wołosa w momencie, kiedy Piłsudski zakłada mundur wojskowy, nie jest już socjalistą. Przynajmniej w tym sensie, iż wie, że w oparciu o ruch socjalistyczno-niepodległościowy nie osiągnie niepodległości Polski. Musi poszerzyć swoje wpływy na środowiska odległe od socjalizmu, powiedziałbym głównie tradycyjnej polskiej inteligencji. Nie oznacza to oczywiście utożsamienia się ze środowiskami galicyjskich konserwatystów, ale gotowość do współpracy z nimi.

Co do obozu narodowego, to w tym czasie nie następuje jakaś zmiana jego orientacji. Dmowski – w przeciwieństwie do Piłsudskiego – od początku wykłada swoją doktrynę polityczną w sposób najbardziej skrótowy, ale też dobitny w „Myślach nowoczesnego Polaka” opublikowanych na początku XX wieku. Celem jest odbudowanie własnego państwa, a solidarność narodowa ma temu służyć. Podmiotem jest oczywiście naród polski, na który Dmowski patrzy bez złudzeń. Co ciekawe, tym, co w ewidentny sposób łączy Piłsudskiego i Dmowskiego, jest fakt, że w gruncie rzeczy obaj przyjmują pesymistyczną wizję oceny historii Polski sformułowaną przez krakowską szkołę historyczną, według której sami zawaliliśmy sprawę niepodległości. Nie możemy więc patrzeć na siebie przez różowe okulary, ale z gruntu realistycznie. Musimy wykonać wielką pracę nad sobą, by osiągnąć cel.

Prezydium BBWR z wizytą u marszałka Senatu Juliana Szymańskiego w 1929 r.; od lewej siedzą: Hipolit

Prezydium BBWR z wizytą u marszałka Senatu Juliana Szymańskiego w 1929 r.; od lewej siedzą: Hipolit Gliwic, Walery Sławek, Julian Szymański, Marian Zyndram-Kościałkowski, Walery Roman; stoją: Henryk Loewenherz, Karol Polakiewicz, Jakub Bojko, Zdzisław Stroński, Zdzisław Lechnicki, Adam Piasecki

Foto: NAC

Spójrzmy teraz na ewolucję myśli narodowej w II RP oraz równolegle – na sanację i jej dziedziców, takich jak BBWR. Czy można jednej bądź drugiej stronie przypisać ideowość? Czy też może w przypadku BBWR-u był to czysty oportunizm?

W momencie odzyskania niepodległości Piłsudski opiera się głównie na siłach lewicy patriotycznej, niepodległościowej, co oznacza politycznie przede wszystkim Polską Partię Socjalistyczną, Polskie Stronnictwo Ludowe – Wyzwolenie (silne w byłym Królestwie) czy grupy inteligenckie. Ale to są siły polityczne, które wtedy z Piłsudskim łączy mniej niż wizja państwa. W większy stopniu – wspólny przeciwnik, jakim jest obóz narodowodemokratyczny. To nie jest bezwarunkowe poparcie lewicowych partii dla osoby Komendanta. Ale Piłsudski ma też ludzi w każdej z tych partii, a zwłaszcza w wojsku, które odgrywa olbrzymią rolę. Jest realną siłą patriotyczną. Ma ludzi bezwzględnie sobie oddanych. U jednych to oddanie zaczęło się jeszcze w czasach Organizacji Bojowej PPS-u, u innych w Legionach, ale są to ludzie, którzy są gotowi pójść z Piłsudskim w ogień. Uważają, że Komendant zawsze ma rację. Można tu wymienić późniejszych premierów w pomajowych rządach: Walerego Sławka, Aleksandra Prystora, Kazimierza Świtalskiego, Józefa Becka czy Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego. Oni będą po 1926 roku tworzyć czołówkę obozu sanacyjnego.

Jeśli chodzi o obóz narodowy, to trzeba powiedzieć, że on doznał poważnego uszczerbku w latach 1907–1908. Deklaracje, że głównym wrogiem są Niemcy, że trzeba szukać ugody z Rosją, że autonomia Królestwa to nie jest mało, powodują, że odchodzą pewne ważne grupy ideowe z obozu narodowego, choćby ZET, czyli Związek Młodzieży Polskiej, czy Narodowy Związek Robotniczy. To są ważne uszczerbki, natomiast rekompensowane przychodzeniem do obozu narodowego czy wiązaniem się w większym stopniu z nim środowisk ziemiańskich i burżuazyjnych, konserwatywnych, jak Podolacy, silni w Galicji Wschodniej, czy ziemiaństwo poznańskie, które w zdecydowanej większości identyfikowało się z Narodową Demokracją.

Konstytucja marcowa była niezwykle demokratyczna, ale pozostaje pytanie, czy dawała podstawę do funkcjonowania silnego i sprawnego państwa

Do zaognienia sporu pomiędzy Piłsudskim a prawicą narodową dochodzi w roku 1922. Konstytucja marcowa uchwalona w 1921 roku nie spotkała się z jakimś energicznym przeciwdziałaniem ze strony Piłsudskiego i piłsudczyków, być może dlatego, że Piłsudski jeszcze był zajęty sprawami międzynarodowymi i wojskowymi. Konstytucja marcowa de facto przesądzała o parlamentarno-gabinetowym systemie rządów w Polsce, a biorąc pod uwagę jeszcze ordynację do Sejmu i Senatu, zapowiadała Sejm bardzo rozdrobniony. To oznaczało, że Naczelnik Państwa – mający bardzo dużą władzę na mocy tzw. Małej Konstytucji z 1919 roku – w perspektywie wyborów prezydenta Rzeczypospolitej przez Zgromadzenie Narodowe nie był zainteresowany tym urzędem. Natomiast obóz narodowy – który miał duży udział w skonstruowaniu konstytucji marcowej; przewodniczący Komisji Konstytucyjnej Sejmu, czyli Konstytuanty i wiceprzewodniczący tejże Konstytuanty to byli politycy albo stronnictwa obozu narodowego, albo bardzo bliscy obozowi narodowemu – przeprowadził rozwiązania korzystne dla endecji. Warto powiedzieć, że ta konstytucja została uchwalona przez aklamację. Nie było wielkiego sporu o tę konstytucję. Była niezwykle demokratyczna. Ale pozostaje pytanie, czy dająca podstawę do funkcjonowania silnego i sprawnego państwa?

Już latem 1922 roku rozpoczyna się poważne przesilenie, kiedy Józef Piłsudski, działając jeszcze na podstawie obowiązującej tzw. małej konstytucji, blokuje powstanie rządu Wojciecha Korfantego – przywódcy powstań śląskich. Chociaż ten gabinet Korfantego miał wszelkie szanse, żeby powstać, blokuje go z jednej strony sprzeciw Piłsudskiego, z drugiej strony PPS, która zapowiada strajk generalny, jeśli prawica utworzy rząd. Odpowiedzią ze strony prawicy jest wniosek o wotum nieufności dla Naczelnika Państwa, który nie przechodzi przez Sejm, ale uzyskuje sporą liczbę głosów. Mamy więc już otwarty konflikt. A później katastrofę, czyli zabójstwo pierwszego prezydenta – Gabriela Narutowicza. Co do jego zabójcy, Eligiusza Niewiadomskiego, wiadomo, że działał sam; nie było żadnego spisku. Ale atmosfera, która została wytworzona przez wielu polityków i publicystów obozu narodowego po wyborze Narutowicza i przegranej Maurycego Zamojskiego, kandydata prawicy na urząd prezydenta (zresztą wspaniałego patrioty, który w dużej mierze finansował działalność Komitetu Narodowego Polskiego), spowodowała, że powstała przepaść między piłsudczykami i lewicą a prawicą.

Czytaj więcej

Czym Gabriel Narutowicz zawinił endecji?

Powstanie rządu większości parlamentarnej centroprawicowej: Narodowej Demokracji, chadecji i Piasta, czyli drugiego już rządu Witosa w maju 1923 roku, sprawia, że Piłsudski rezygnuje ze wszystkich funkcji państwowych i wycofuje się z życia politycznego. Zarazem jego krytyka rządów parlamentarnych systematycznie się zaostrza i prowadzi ostatecznie do zamachu majowego w 1926 roku. Skądinąd planowanego początkowo przez Piłsudskiego jako demonstracja mająca wymusić ustąpienie trzeciego rządu Witosa (tzw. rządu Chjeno-Piasta), który przerodził się w krwawy zamach stanu; zginęło kilkaset osób po obu stronach: wojsk wiernych przysiędze i wiernych Marszałkowi, i wielu cywilów. To była ogromna tragedia w historii II Rzeczypospolitej.

Czy po zamachu majowym sanacja utrzymała jakąkolwiek ideowość? Czy stała się formacją pragmatyczną i oportunistyczną?

Nie ulega wątpliwości, że czołowi współpracownicy Piłsudskiego, zwłaszcza Walery Sławek, prezes BBWR-u, który został powołany w drugiej połowie 1927 roku, był niewątpliwie człowiekiem wielkiej ideowości, podobnie jak Aleksander Prystor. To byli ludzie, którzy hartowali swoje charaktery w walce o niepodległość. Ale tak się zdarza, że najwięksi ideowcy, którzy po pierwsze nie rozumieją potrzeby kompromisu, po drugie, że może tak się zdarzyć, iż niezupełnie mają we wszystkim rację, są gotowi dokonywać rzeczy niezgodnych z prawem i z poczuciem moralności. Bo niewątpliwie Józef Piłsudski i jego najbliżsi współpracownicy doszli do wniosku, że w Polsce, po doświadczeniu niestabilnych rządów parlamentarnych, które od czasu do czasu dawały większość przeciwnikom Komendanta, nie da się połączyć idei silnego państwa z ideą państwa, w którym panuje demokracja parlamentarna.

I proszę zauważyć, że Piłsudski w 1926 roku upokorzył parlament, bo przecież ten sam parlament, który dał większość rządowi Chjeno-Piasta, wybrał go na stanowisko prezydenta państwa. Piłsudski odrzucił ten wybór i to było upokorzenie, to był policzek dla parlamentu. Ten sam parlament i to także posłowie prawicy, czyli Narodowej Demokracji, uchwalił tzw. nowelę sierpniową, która dawała prezydentowi możliwość rozwiązywania Sejmu przed upływem kadencji, na wniosek Rady Ministrów, i która również dawała mu możliwość wydawania rozporządzeń z mocą ustawy. A więc piłsudczycy w warunkach – formalnie jeszcze obowiązującego – systemu parlamentarnego mogli i faktycznie osiągnęli bardzo wiele ze swojej programowej wizji państwa. Ale to im nie wystarczyło. Chcieli parlament po prostu całkowicie sobie podporządkować. To nie udało się w częściowo odbywających się już pod naciskiem, z unieważnianiem list opozycyjnych wyborach 1928 roku. To się udało dopiero po tzw. wyborach brzeskich w 1930 roku, które są haniebną kartą, bo przywódcy opozycji zostali aresztowani przed wyborami, po rozwiązaniu Sejmu, które było odpowiedzią Piłsudskiego na kongres Centolewu w Krakowie, na którym zapowiedziano antyrządowe manifestacje.

Stronnictwo Ludowe – prezydium kongresu w Teatrze Ateneum. Warszawa, 18 maja 1939 r.

Stronnictwo Ludowe – prezydium kongresu w Teatrze Ateneum. Warszawa, 18 maja 1939 r.

Foto: NAC

Do twierdzy w Brześciu trafili Wincenty Witos, trzykrotny premier, Wojciech Korfanty, Herman Lieberman (socjalista, niedawno jeszcze wielki zwolennik Piłsudskiego), byli bardzo źle traktowani, bici. Witosa nie bito, ale większość tych parlamentarzystów zasłużonych dla Polski była zastraszana i poniżana. Mówią o tym m.in. pamiętniki Witosa i świetna książka Adama Pragiera, niepodległościowego socjalisty, wznowiona przez wydawnictwo Muzeum Historii Polski, „Czas przeszły dokonany”. To był także jeden z więźniów brzeskich. Ukoronowaniem tego procesu jest oczywiście konstytucja kwietniowa, która daje właściwie absolutną władzę prezydentowi, ale w połączeniu z ordynacją wyborczą blokuje możliwość przejęcia władzy przez opozycję. Prezydenta miało wybierać kilkudziesięcioosobowe grono elektorów, składające się z elity władzy rządzącego obozu. Wybory powszechne były przewidziane tylko w sytuacji, kiedy kończący kadencję prezydent wskazałby kandydata na następcę, a kolegium elektorów miałoby inne zdanie. Wszystko miało się odbywać w ramach jednego obozu politycznego.

Wracając więc do poprzedniego wątku: ideowcy też mogą robić rzeczy bardzo złe, często nawet haniebne. To się zdarza, gdy uznają, że cel uświęca środki. O najbliższych współpracownikach Piłsudskiego już mówiłem. Nazywano ich „grupą pułkowników”, bo niemal wszyscy mieli za sobą wojskowe kariery. Natomiast oczywiście w tak szerokim obozie piłsudczykowskim, czyli sanacji, po przejęciu władzy mieliśmy całą paletę stanowisk. Od konserwatystów wileńskich, m.in. ministra sprawiedliwości Aleksandra Meysztowicza, który należał do tzw. kataryniarzy (w 1904 roku finansowali odsłonięcie pomnika Katarzyny II w Wilnie), poprzez Związek Młodych Narodowców (grupa endecka, później się nazywała obozem narodowo-państwowym, która uważała, że trzeba wejść do obozu sanacyjnego, żeby wnieść tam własną ideologię), poprzez grupy centrowe, jak „Jutro Pracy”, Związek Naprawy Rzeczypospolitej i wreszcie socjalistów, którzy utworzyli PPS – dawną Frakcję Rewolucyjną pod kierownictwem Rajmunda Jaworowskiego. Socjalista Jędrzej Moraczewski, czyli pierwszy premier Piłsudskiego w listopadzie 1918 roku, był także ministrem w rządzie Józefa Piłsudskiego w 1927 roku. Oczywiście, wielu z tych ludzi to także ludzie ideowi. Jak Adam Skwarczyński – ideolog sanacji, redaktor naczelny pisma „Droga”.

Ale obóz władzy przyciągał także oportunistów i karierowiczów. Mówiono o nich „czwarta brygada”. No i ta „czwarta brygada”, czyli ci, którzy dołączyli się do zwycięzców dopiero po tym, jak uzyskali oni pełnię władzy, rzeczywiście rosła. I tutaj nie ulega wątpliwości, że Piłsudski poszedł stanowczo za daleko. Oczywiście, nie można zestawiać Polski z systemami totalitarnymi. To była pewna forma autorytaryzmu, z dosyć dużymi jednak obszarami wolności. Bo trzeba pamiętać, że istniały partie opozycyjne, istniały stowarzyszenia, istniał, chociaż bywał rozwiązywany, samorząd terytorialny. Istniała wolna prasa, chociaż tytuły bywały konfiskowane lub kolumny ukazywały się z białymi plamami. Trzeba to oczywiście widzieć na tle ówczesnej Europy, gdzie w Sowietach panuje totalitaryzm strasznego typu, który już w latach 30. XX wieku pochłania miliony ofiar i w którym się dokonują się zbrodnie na wielką skalę, uderzające również w partię, armię, a nawet aparat bezpieczeństwa. Z drugiej strony od 1933 roku mamy hitlerowskie Niemcy, mamy Włochy faszystowskie, które moim zdaniem w pełni totalitarnym państwem nie były – ze względu na mentalność Włochów, ale też dlatego, że we Włoszech niezależność zachował Kościół, mający przecież bardzo silną pozycję w społeczeństwie, i w jakiejś mierze król mający duże wpływy w armii.

Ale wiele państw ówczesnej Europy w dwudziestoleciu międzywojennym wybiera model autorytarny. Możemy wymieniać: Litwa, Łotwa, Estonia, Węgry, Jugosławia (na pewno po 1931 roku), Portugalia. W Hiszpanii mamy krwawą wojnę domową i żadna z tych sił, które wtedy ze sobą walczyły, nie reprezentowała ideału demokratycznego. Tak więc demokracja jest w tych latach – w drugiej połowie lat 20. i w latach 30. – w odwrocie. Oczywiście, są jeszcze: Wielka Brytania, Francja, kraje skandynawskie i kraje Beneluksu, Szwajcaria.

Ale wróćmy do Polski. Czy po zamachu majowym i tej bezwzględnej dominacji piłsudczyków, w takim czy innym wcieleniu, rozwijają się jeszcze inne nurty myśli politycznej? Jak sobie radzi i dlaczego się radykalizuje myśl narodowa? Jak działają ludowcy? I na koniec: w jaką stronę idzie lewica?

Zacznijmy od obozu narodowego. Formalnie Stronnictwo Narodowe, które było kolejną emanacją obozu narodowego (powstało w 1928 roku w miejsce Związku Ludowo-Narodowego), do końca stoi na gruncie systemu parlamentarnego. Ale w istocie już w latach 20., a na pewno w latach 30., są w nim także obecne silne pokusy autorytarne i niewiara w demokrację parlamentarną. Obóz Wielkiej Polski, który Dmowski próbował zbudować jako płaszczyznę oporu przeciwko rządom sanacji w grudniu 1926 roku, okazał się fiaskiem w tym sensie, że nie przyciągnął innych środowisk politycznych, natomiast odniósł bardzo duży sukces wśród narodowo nastawionej młodzieży, ukształtowanej także przez pisma Miłkowskiego. Ci młodzi Obozu Wielkiej Polski są niewątpliwie pod pewnym urokiem faszyzmu włoskiego. Nie jest to nurt totalitarny, ale na pewno nie są to już zwolennicy demokracji parlamentarnej. Oczywiście, nasilają się też tendencje zaostrzenia walki z Żydami, która na płaszczyznach ekonomicznej i społecznej występowała już wcześniej w obozie narodowym. Obóz Wielkiej Polski zostaje rozwiązany przez sanację, dlatego większość tych młodych wstępuje do Stronnictwa Narodowego w 1933 roku i latach następnych. Ale trzeba powiedzieć, że w 1934 roku następuje rozłam. Powstaje Obóz Narodowo-Radykalny, który działa legalnie tylko przez dwa miesiące, od kwietnia do czerwca 1934 roku. Zostaje delegalizowany, bo padło początkowo podejrzenie, że to ONR-owcy zabili ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. W rzeczywistości tej zbrodni dokonał członek OUN – Hryhorij Maciejko. Powstaje wtedy Bereza Kartuska. Obóz Narodowo-Radykalny z całą pewnością nie jest już partią demokracji parlamentarnej, szuka systemu wodzowskiego, ustroju opartego na hierarchii, podporządkowaniu, z ideologią podkreślającą oczywiście rolę Kościoła i religii. U wielu zresztą jest to autentyczne, ale pytanie, na ile pogłębione? Bo treści programowe ONR-u często były niezgodne z duchem Ewangelii. Ta radykalizacja – mniejsza w Stronnictwie Narodowym i bardzo wyraźna w ONR-ach, bo one się podzielą na ONR ABC i ONR „Falanga” Bolesława Piaseckiego – bez wątpienia miała związek z poczuciem, że nie ma warunków do gry parlamentarnej i zdobycia władzy drogą demokratycznych wyborów.

Na gruncie demokratycznym pozostaje również Stronnictwo Ludowe, które powstaje w wyniku połączenia w 1931 roku trzech stronnictw ludowych, czyli PSL Piast, PSL Wyzwolenie i Stronnictwa Chłopskiego. Elementem sprzyjającym połączeniu jest Brześć, gdzie spotkali się w sąsiednich celach politycy Piasta i politycy Wyzwolenia. A w 1933 roku pozostający nadal największym autorytetem ruchu ludowego Wincenty Witos udaje się na emigrację do Czechosłowacji, nie chcąc zaakceptować ostatecznego wyroku – w apelacji z 1933 roku – przez Sąd Najwyższy skazującego go na 18 miesięcy więzienia. Swoją drogą i tak to był jeden z niższych wyroków w procesie brzeskim. Stronnictwo Ludowe, pozostając na gruncie demokracji, organizuje jednak akcje protestacyjne, strajk chłopski w 1937 roku, polegający na blokowaniu dróg, nieodprowadzaniu i niedostarczaniu żywności do miast, ale władza bardzo energicznie tłumi te protesty. Padają zabici. W sierpniu 1937 roku ponad 40 osób ginie, a kilka tysięcy trafia do więzienia.

Co do socjalistów – tu sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, bo PPS poparł przecież zamach majowy. PPS często jest przedstawiana jako partia, która zawsze wzorowo stała na gruncie demokracji. Tyle że PPS już w 1922 roku odwoływała się do „broni strajkowej”, aby nie dopuścić do powstania rządu Korfantego. W 1926 roku entuzjastycznie poparła zamach majowy Piłsudskiego, choć szybko przyszło rozczarowanie i znalazła się w opozycji. Ale tu postawy są bardziej zróżnicowane. Większość działaczy pozostaje na gruncie obrony systemu parlamentarnego. Tutaj trzeba wymienić Adama Ciołkosza czy Mieczysława Niedziałkowskiego. Lecz jest też tendencja rozważająca możliwość współdziałania z komunistami i pozytywnej odpowiedzi na koncepcję Frontu Ludowego łączącego siły lewicy. A była to oczywiście koncepcja samego Józefa Piłsudskiego. Ale ostatecznie do utworzenia Frontu Ludowego w Polsce nie doszło. No i warto też powiedzieć, akurat jeden z moich mistrzów, czyli Wiesław Chrzanowski, stale mi przypominał: pamiętaj, że ostatni program przedwojenny PPS-u, tzw. program radomski z 1938 roku, dopuszczał możliwość dyktatury proletariatu w fazie przejściowej do budowania systemu socjalistycznego.

Niewątpliwie demokratyczna formuła łączyła polityków skupionych w Froncie Morges. W 1936 roku w Szwajcarii w rezydencji Ignacego Paderewskiego spotkali się: Wojciech Korfanty, Wincenty Witos, Józef Haller i Władysław Sikorski. I to była jakaś próba zarysowania alternatywy demokratycznej. Rezultatem organizacyjnym było powołanie Stronnictwa Pracy w 1937 roku, które odgrywało pewną rolę przed wojną i oczywiście dużą w czasie wojny, dlatego że było ewidentnie popierane przez premiera Władysława Sikorskiego. Jednak przed wojną nie stało się znaczącą siłą polityczną.

Jeśli więc mowa o tych głównych siłach, to można powiedzieć, ta sanacja skutecznie zablokowała możliwość ich realnego wpływu na państwo na szczeblu centralnym. Natomiast było możliwe wygrywanie np. wyborów samorządowych. Ostatnio patrzyłem na wyniki z 1938 roku w 50–60 polskich miastach. Podział głosów był taki, że najwięcej z nich dostawała endecja. Na drugim miejscu był OZON, czyli już po rozwiązaniu BBWR w 1935 roku nowa formuła formacji piłsudczykowskiej. Na trzecim miejscu był PPS.

Byli jeszcze komuniści i partie żydowskie. Jak się rozwijały w czasach, kiedy sanacja rzucała cień na całe życie polityczne?

Cóż, komuniści pozostawali sektą ideologiczną. Z tych ludzi, którzy przeżyli stalinowskie czystki z lat 1937–1938, najwięcej uratowało się dzięki pobytowi w sanacyjnych więzieniach. Bo ci, którzy byli w Związku Radzieckim, w olbrzymiej większości, jeśli chodzi o czołówkę partyjną, zostali wymordowani przez Stalina. Reszta instalowała potem w Polsce komunizm, zgrupowana w PPR, a później w PZPR. Pod względem ideologicznym służyli absolutnie złej sprawie – sprawie totalitaryzmu. Ale przedwojennym komunistom nie można odmówić ideowości. Ten wybór ich kosztował. To nie była łatwa droga – bycie komunistą w Polsce. Po pierwsze, odrzucenie przez olbrzymią większość społeczeństwa. Po drugie, represje polityczne spadające na ten ruch. Ale w warunkach wolnej gry sił politycznych komuniści pozostawali partią marginalną. Notabene, komuniści też poparli zamach majowy. Później nazywano to „błędem majowym”.

Partie żydowskie to przede wszystkim Bund – dosyć lewicowa socjaldemokracja, zwracająca się wyłącznie do żydowskiego elektoratu, lecz stojąca na gruncie pozostania w Polsce. Jednocześnie pozostająca w sporze z dwoma kierunkami, czyli lewicowymi syjonistami i syjonistami, rewizjonistami Żabotyńskiego, którzy chcieli stworzyć państwo rządzone przez Żydów w Palestynie. W pewien sposób kontynuatorem tego myślenia są obecni przywódcy Izraela. Wypada powiedzieć, że partie syjonistyczne spotykały się z uznaniem sanacji. I nie chodziło tu o jakąś specjalną sympatię. Sanacja uważała, podobnie zresztą jak olbrzymia większość polskiego społeczeństwa oraz endecja czy ludowcy, że Żydów jest w Polsce za dużo, zatem dążenie do stworzenia państwa żydowskiego na Bliskim Wschodzie to słuszny kierunek. Józef Beck niewątpliwie wspierał akcję Żabotyńskiego. Także finansowo.

Spróbujmy na koniec naszkicować obrazek polskiej polityki w przeddzień wojny. Powiedzmy: w środku lata 1939 roku. Narasta niebezpieczeństwo ataku niemieckiego. Jesteśmy po Monachium, Anszlusie, upokorzeniu i zajęciu Czechosłowacji. Jak na to reaguje polska polityka?

Nie było liczącej się siły politycznej, która by wtedy powiedziała: trzeba pójść z Niemcami. Takie koncepcje pojawiały się u niektórych intelektualistów. U Władysława Studnickiego, u Adolfa Bocheńskiego w książce „Między Niemcami a Rosją” (1937). Ale po tym, gdy stało się to sprawą publiczną, bo przez kilka miesięcy rząd ukrywał, że Niemcy żądają Gdańska i eksterytorialnej autostrady oraz linii kolejowej przez Pomorze, postawa odmowy była powszechna w polskim społeczeństwie. Było też poczucie powagi sytuacji. Witos wraca wtedy do Polski. Wraca też Korfanty, ale zostaje aresztowany i wychodzi z więzienia dopiero w sierpniu, ciężko chory i umiera krótko przed wojną. Została odrzucona oferta, która wtedy wydawała się czymś naturalnym: oferta stworzenia czegoś w rodzaju rządu jedności narodowej. Sanacja nie zamierzała dzielić się władzą. No i w związku z tym wzięła również pełną odpowiedzialność za klęskę wrześniową.

Oczywiście, dysproporcja sił pomiędzy Polską i Niemcami nie dawała szans na zwycięstwo przy biernej postawie Zachodu, ale przede wszystkim przy współdziałaniu Niemiec ze Związkiem Radzieckim. Ale wybór – to był ten realny wybór. Hitler chciał włączyć Polskę do swojego rydwanu wojennego, a głównym wrogiem był oczywiście Związek Radziecki. Polska tej oferty nie przyjęła, zachowując pod tym względem wierność wytycznym Józefa Piłsudskiego. I tutaj nie można mieć wątpliwości, z perspektywy dalszych losów (pomijam w tej chwili kwestię moralną, która jest oczywista), czym by się skończył polski sojusz z Niemcami: skończyłby się statusem państwa marionetkowego, które musiałoby uczestniczyć w Holokauście. Ale jest faktem, że ta oferta, jak to się dzisiaj mówi, była na stole. Uważam więc, że Józef Beck i kierownictwo państwa nie popełniło błędów w 1939 roku. Znajdowało się sytuacji tragicznej, chociaż nie w pełni zdawało sobie z tego sprawę. Natomiast mogło podać rękę opozycji. I ta ręka nie zostałaby wówczas odrzucona. Błędy były popełniane niewątpliwie wcześniej. Najpoważniejszy to zła analiza sytuacji dokonana przez Becka, uznającego Czechosłowację za twór sztuczny. Jednym z celów polskiej polityki było rozbicie Czechosłowacji w tym kształcie.

Czytaj więcej

Sanacja w karnym obozie

Ostatnio na łamach „Rzeczpospolitej”, w „Plusie Minusie”, była doskonała analiza i przypomnienie okoliczności, w jakich Czesi opanowali Zaolzie. To oczywiście wykopało głęboki rów między Polską a Czechosłowacją w dwudziestoleciu międzywojennym. Ale tutaj Dmowski niewątpliwie miał rację, jeszcze w latach 20., a potem w 30. XX w., że powinniśmy naprawić stosunki z Czechosłowacją, bo to jest potencjalny sojusznik przeciwko Niemcom. Do tego nie doszło. Ta polityka nie została podjęta. A do chwili, kiedy Niemcy w pełni opanowali Czechosłowację, ta logika miała sens; wiadomo, jak rozwiniętym gospodarczo krajem była Czechosłowacja, zwłaszcza Czechy, jaki miały przemysł obronny i zupełnie dobrą armię, fortyfikacje. W każdym razie upadek Czechosłowacji szalenie ułatwiał sytuację Hitlerowi i zwiększał jego szanse w wojnie z Polską.