Reklama

Nieskończenie Niepodległa: Śmierć I Prezydenta

16 grudnia 1922. Tydzień po wyborze prezydent RP Gabriel Narutowicz ginie w zamachu. Zabójca przed wykonanym wyrokiem śmierci: „Umieram szczęśliwy”.

Aktualizacja: 17.03.2018 06:16 Publikacja: 15.03.2018 15:14

Warszawa, 11 grudnia 1922 r. Prezydent RP Gabriel Narutowicz (trzeci z prawej) wychodzi z Sejmu po u

Warszawa, 11 grudnia 1922 r. Prezydent RP Gabriel Narutowicz (trzeci z prawej) wychodzi z Sejmu po uroczystości zaprzysiężenia

Foto: Getty Images

Zgodne z nową Konstytucją (z marca 1921 r.), wybory parlamentarne w listopadzie 1922 r., ustanawiają Sejm wybitnie rozproszony (17 ugrupowań). Obok mocnej prawicy (blisko 1/3 posłów), znaczącą reprezentację zyskują mniejszości narodowe: Żydzi, Ukraińcy, Niemcy, Białorusini. 9 grudnia 1922 r. Zgromadzenie Narodowe wybiera pierwszego w historii prezydenta Rzeczypospolitej. Za Gabrielem Narutowiczem – 186 głosów polskich i 103 innych narodowości; przeciw – 256 głosów polskich.

Ten rozkład głosów wynika z dotychczasowego podziału społecznego i politycznego kraju (choć Konstytucję przyjęto jednomyślnie), zarazem jednak znacząco pogłębia ideologiczną polaryzację. Krew prezydenta dzieli Polskę. Jego zabójca, Eligiusz Niewiadomski ogłasza w dniu swojej śmierci: „Umieram szczęśliwy, że dzieło zbudzenia sumień i zjednoczenia serc polskich już się spełni”.

Stanisław Thugutt (prezes PSL „Wyzwolenie”)

Było niemal pewne, że stronnictwa lewicy postawią kandydaturę Piłsudskiego, o ile nie nastąpi z jego strony wyraźny sprzeciw. Dopiero publiczne oświadczenie Naczelnika Państwa na kilka dni przed Zgromadzeniem Narodowym było tym wyraźnym sprzeciwem i dopiero od tego dnia, w ostatnich już niemal chwilach zaczęto szukać kandydata. [...] Trzeba było kandydata bezpartyjnego.

W tych warunkach postawiona przeze mnie na parę dni przed terminem Zgromadzenia w klubie PSL „Wyzwolenie” kandydatura Narutowicza przyjęta została po bardzo krótkiej dyskusji. [...] Niestety, osiągnięcie jednomyślności w stawianiu kandydatury przez stronnictwa lewicy okazało się niemożliwe. [...] Będąc odosobnionymi, musieliśmy szukać oparcia w klubach mniejszości narodowych. [...]

Reklama
Reklama

Niemcy i oba kluby słowiańskie [Ukraiński i Białoruski] udzieliły nam poparcia bez wahań i bez żadnych zastrzeżeń. [...] Dłuższą i nieco trudniejszą była rozmowa z Kołem Żydowskim, które obiecało wprawdzie swoje głosy, ale proponowało zarazem nasze wypowiedzenie się na temat stosunku do sprawy żydowskiej. Sądziłem, że jest to zbyteczne, wystarcza bowiem stwierdzenie, że w sprawie mniejszości żydowskiej [...] stoimy na gruncie Konstytucji i demokratyzmu, czego rękojmią jest nasze dotychczasowe postępowanie. Na tym stanęło.

Warszawa, początek grudnia 1922

[Gabriel Narutowicz. Prezydent RP we wspomnieniach, relacjach i dokumentach, Warszawa 2004]

Stanisław Wojciechowski (poseł PSL „Piast”, kandydat na prezydenta)

Wobec dużego rozproszenia głosów, potrzebnych było aż pięć głosowań dla uzyskania wymaganej przez Konstytucję bezwzględnej większości. [...] Gdy moja kandydatura odpadła w czwartym głosowaniu, klub „Piasta” postanowił w następnym głosowaniu oddać swoje głosy na Narutowicza. Taką samą decyzję powzięły głosujące dotychczas na mnie kluby NPR i PPS. Wobec tego wynik piątego głosowania nie ulegał wątpliwości. Narutowicz otrzymał bezwzględną większość głosów.

Warszawa, 9 grudnia 1922 [Stanisław Wojciechowski, Prezydent RP. Wspomnienia, orędzia, artykuły, Warszawa 1995]

Reklama
Reklama

Z artykułu w „Gazecie Warszawskiej”

Przed gmachem sejmowym przez czas trwania Zgromadzenia Narodowego gromadziła się młodzież polska, czekając na rezultaty głosowania. Na wieść, iż prezydentem ma zostać Narutowicz, zwolennik Belwederu [Piłsudskiego], który uzyskał większość dzięki głosom Żydów, Niemców i innych „mniejszości narodowych” – z piersi młodzieży wydarł się żywiołowy krzyk: „Nie chcemy takiego prezydenta! Nie znamy go! Precz z Żydami!”.

Warszawa, 9 grudnia 1922 [„Gazeta Warszawska” nr 337/1922]

Stanisław Stroński w artykule Ich Prezydent w „Rzeczpospolitej”

Czy pan Gabriel Narutowicz nie ma poczucia niewysłowionej krzywdy, jaką wyrządza narodowi polskiemu, przyjmując wybór dokonany z podeptaniem najsłuszniejszych zasad tego narodu, który walczył z pokolenia na pokolenie, aby sam, naprawdę sam o swych losach rozstrzygać? [...] Wybór ten, zdumiewająco bezmyślny, wyzywający, jątrzący, wytwarza stan rzeczy, z którym większość polska musi walczyć i na podstawie którego żadną miarą nie stanie do pracy państwowej, bo byłoby to tylko utrwaleniem rozstroju i zagładą podstawowych pojęć, którymi stoją narody.

Warszawa, 10 grudnia 1922 [„Rzeczpospolita” nr 337/1922]

Reklama
Reklama

 

Adam Próchnik (działacz PPS, ławnik Rady Miejskiej w Piotrkowie Trybunalskim)

Na ulicach prowadzących do gmachu sejmowego zebrały się tłumy, [...] przeważała młodzież. Posłów i senatorów zdążających na posiedzenie atakowano brutalnie, badano ich legitymacje, stwierdzano, do jakiego stronnictwa należą i zwolenników partii, które głosowały za Narutowiczem, nie puszczano do Sejmu. Kazano im zawracać, nie szczędząc przy tym obelg, szturchańców i szyderstw. […] Padły strzały rewolwerowe.

Warszawa, 11 grudnia 1922 [Adam Próchnik, Pierwsze piętnastolecie Polski niepodległej (1918–1933), Warszawa 1983]

Adam Pragier (członek Rady Naczelnej PPS, poseł na Sejm)

Reklama
Reklama

Wyszliśmy przed Sejm, aby powitać nadjeżdżającego Prezydenta. Przybył w otwartym powozie, w otoczeniu plutonu szwoleżerów [...]. Premier Julian Nowak stchórzył i nie chciał z nim jechać. Narutowicz miał kilka plam na płaszczu od grud brudnego śniegu, którym go obrzucono w Alejach Ujazdowskich; siedział prosto, z kamienną twarzą i uchylił cylindra w odpowiedzi na nasze powitalne okrzyki.

Ceremonia przysięgi była wstrząsająca w swojej ponurej grozie, w sali zapełnionej zaledwie do połowy, w świadomości, że przeżywamy chwile prawdziwego niebezpieczeństwa.

Warszawa, 11 grudnia 1922 [Adam Pragier, Czas przeszły dokonany, Londyn 1966]

 

Z artykułu w „Gazecie Warszawskiej”

Reklama
Reklama

Przetrwaliśmy niewolę obcą, potrafimy się wyzwolić i z sieci, w jakiej nas trzyma żydostwo przy pomocy, niestety, obałamuconej części naszego własnego społeczeństwa.

Do czynu! Do walki!

Warszawa, 12 grudnia 1922 [„Gazeta Warszawska” nr 339/1922]

 

Jan Skotnicki (malarz, dyrektor Departamentu Kultury i Sztuki w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego)

Reklama
Reklama

Orszak zwiedzających [wraz z Prezydentem Narutowiczem Salon Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych] obszedł prawą stronę sali i kiedy staliśmy przed zimowym pejzażem [Teodora] Ziomka, usłyszałem czterokrotny suchy trzask. […] Zauważyłem dziwny niepokój w sali i przedzierającego się przez tłum [malarza i byłego kierownika wydziału malarstwa i rzeźby w Ministerstwie Kultury i Sztuki Eligiusza] Niewiadomskiego. Trwało to wszystko sekundę, po czym spojrzałem na Prezydenta i zauważyłem, że patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem i chwieje się. […] Upadł na mnie bezwładnie. Dociągnęliśmy go do kanapki, była jednak za krótka, wobec czego trzeba go było położyć na podłodze. Oczy miał otwarte, patrzył na nas i powoli, milcząco gasł.

Warszawa, 16 grudnia 1922 [Jan Skotnicki, Przy sztalugach i przy biurku. Wspomnienia, Warszawa 1957]

Eligiusz Niewiadomski w „ostatnim słowie” podczas procesu o zabójstwo prezydenta

Gdyby Narutowicz przeszedł większością polską albo gdyby wyboru nie przyjął, zamachu by nie było. [...] Nie ujawniam skruchy, przeciwnie – ujawniam pewną nadzieję, że echa moich strzałów dosięgną najdalszych zakątków ziemi polskiej, zapukają do wszystkich chat i do wszystkich serc, trafią nawet do obozów przeciwników, do tych uwiedzionych, nieświadomych komu służą, do szlachetnych i młodych serc, zbudzą ich sumienia, wątpliwości, czy służą dobrej sprawie, zbudzą ich czujność. [...]

Do życia powracać nie pragnę, przynajmniej do życia mego ciała. Chcę, aby żył mój duch – to, co było moją myślą, moim uczuciem, co żyło w moich czynach i co przetrwa w moich pracach. [...] Wystawiłem weksel, chcę go uczciwie spłacić. To jest moje ostatnie słowo.

Warszawa, 30 grudnia 1922 [Proces Eligiusza Niewiadomskiego, Warszawa 1923]

 

Jan Skotnicki

Po tych słowach Niewiadomski siadł wyczerpany na ławę. Sąd wyszedł, by za kwadrans ogłosić wyrok śmierci. Przyjął go Niewiadomski spokojnie, stojąc dalej z uśmiechem na ustach, gestem ręki uspokajając córkę i żonę znajdujące się w sali.

Warszawa, 30 grudnia 1922 [Jan Skotnicki, Przy sztalugach...]

 

Jan Baudouin de Courtenay (językoznawca, publicysta) w artykule w „Myśli Wolnej”

Pogrzeb [Niewiadomskiego] nosił na sobie wszelkie znamiona uwielbienia i hołdu, złożonych przez ojczyznę jej „wielkiemu synowi”. Odbywał się przy akompaniamencie łkań, płaczu i ryku, wydobywającego się z piersi i z gardeł „patriotów” i „patriotek”, czcicieli i czcicielek „niewinnie zgładzonej ofiary”.

Warszawa, luty 1923 [Jan Baudouin de Courtenay, Nie wolno kalać ust milczeniem, „Myśl Wolna” nr 3, 1923]

Kazimierz Wierzyński (poeta)

Strzał mordercy trafił nie tylko Narutowicza. Od tej zbrodni zachwiała się raniona miłość w Piłsudskim. Od tego czasu zaczyna się w nim proces, w którym gniew i nienawiść biorą górę.

Warszawa

[Kazimierz Wierzyński, Pamiętnik poety, Warszawa 1991]

Historia
Agentka, której ufał Canaris. Niezwykła historia Haliny Szymańskiej
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Historia
Skafandry, które zmieniły świat. Nowy skarb trafił do polskiego muzeum
Historia
Ministerstwo kultury nie chce kolejnego muzeum o zbrodni pomorskiej
Historia
Artefakty z Auschwitz znów na aukcji w Niemczech. Polski rząd tym razem nie reaguje
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama