Pierwszy z owych inżynierów nazywał się George P. Mitchell (1919–2013). W małym miasteczku Dish w Teksasie nakazał w 1990 r. wywiercić szyb, który nazwano SH Griffin #4. Szyb ten dotarł do złoża gazu „ochrzczonego” Barnett, ale złoże to składało się z gęstej skały łupkowej (gęściejszej niż beton!), w której gaz był uwięziony w drobnych zamkniętych szczelinach. Takie złoża znano już wtedy, ale wszyscy wiedzieli, że tego gazu wydobyć się nie da, bo był uwięziony w skale i nie mógł przepłynąć do odwiertu i na powierzchnię.
Czytaj więcej
My, ludzie, podejmujemy decyzje głównie pod wpływem emocji. Dopiero później przychodzi refleksja....
Determinacja George’a P. Mitchella
Wszyscy wiedzieli, że to niemożliwe... a jednak Mitchell się uparł. Miał wówczas firmę Mitchell Energy i wszystkie jej środki lokował w próbach wydobycia gazu ze skały łupkowej, czemu byli przeciwni jego współpracownicy. Ale to on był szefem. I chociaż inwestował naprawdę duże pieniądze w coś, co wydawało się beznadziejne, nie dał sobie wytłumaczyć, że zmierza ku finansowej katastrofie. A wydawało się, że owa katastrofa jest nieuchronna – do 1998 r. firma Mitchell Energy wydała ćwierć miliona dolarów i nie zarobiła ani centa.
Mitchell rzucił na szalę inną swoją ideę. Wcześniej, mając na północ od Houston obszerny las, postanowił wybudować w nim osiedle dla ludzi, którzy chcą żyć w harmonii z przyrodą. Nazwał to osiedle Woodlands („Las do życia”) i osobiście je projektował oraz formował. Podobno sam wymyślał rabatki kwiatowe i sadził drzewa, a potem do tego osiedla wpuścił mnóstwo żyjących na swobodzie indyków. Osiedle się spodobało i wkrótce miało już 100 tys. mieszkańców. Ale Mitchell, nie mogąc dobrać się do gazu łupkowego, postanowił sprzedać Woodlands. Dostał za to 543 mln USD i wszystko zainwestował w walkę o wydobycie gazu łupkowego.
Czytaj więcej
W wieku 93 lat zmarł Clint Hill, agent Secret Service, który w dniu zamachu na prezydenta Johna F...