Historia dyplomacji kojarzy się zazwyczaj z konferencjami pokojowymi, podpisywaniem traktatów i politycznymi deklaracjami. Tymczasem o trwałości relacji między państwami często decydowało coś znacznie trudniejszego do zbudowania – osobiste zaufanie między ludźmi. Jednym z takich dyplomatów był Władysław Skrzyński – człowiek, który potrafił łączyć polityczny realizm z wyczuciem specyfiki Stolicy Apostolskiej i sztuką budowania osobistych relacji. Dziś jego nazwisko zna niewielu, choć przez kilkanaście lat należał do grona najważniejszych twórców polskiej polityki wobec Rzymu.
Urodzony w 1873 r. we Lwowie, studiował prawo w Krakowie, Lwowie i Monachium, a karierę zawodową rozpoczął w administracji austriackiej. Następnie związał się ze służbą dyplomatyczną Austro-Węgier, gdzie zdobywał doświadczenie, które miało okazać się cenne po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Po 1918 r. należał do grona doświadczonych urzędników wywodzących się z administracji państw zaborczych, którzy mogli zasilić kadry odradzającej się polskiej służby zagranicznej. Wnosił do niej znajomość europejskich realiów i praktykę dyplomatyczną zdobytą jeszcze przed powstaniem II Rzeczypospolitej. Zmarł nagle w Rzymie w grudniu 1937 r., pozostając do końca związanym ze swoją placówką przy Stolicy Apostolskiej.
Kariera Władysława Skrzyńskiego w dyplomacji austro-węgierskiej przed 1918 r.
Kiedy Polska odzyskała niepodległość w 1918 r., musiała praktycznie od podstaw stworzyć własną służbę zagraniczną. Było to zadanie wymagające doświadczonych ludzi znających języki, europejskie dwory i zasady prowadzenia negocjacji. Takich specjalistów w odradzającej się Rzeczypospolitej było niewielu.
Czytaj więcej
„Ojcami niepodległości” nazywa się: Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Ignacego Jana Paderewskiego, Wincentego Witosa, Wojciecha Korfantego or...
Jednym z nielicznych dyplomatów posiadających takie doświadczenie był Władysław Skrzyński. Zanim rozpoczął służbę w polskiej dyplomacji, zdobywał doświadczenie w służbie Austro-Węgier. Pracował na placówkach w Konstantynopolu, Monachium, Sztokholmie i Bernie. Poznał mechanizmy europejskiej polityki jeszcze w czasach, gdy dyplomacja opierała się przede wszystkim na osobistych kontaktach, dyskrecji i cierpliwości. To doświadczenie okazało się bezcenne dla państwa, które dopiero wracało na mapę Europy. Skrzyński nie był politykiem ani człowiekiem jakiejkolwiek partii politycznej. W ministerstwie spraw zagranicznych ceniono go przede wszystkim za profesjonalizm. Dlatego, gdy w 1921 r. zapadła decyzja o obsadzeniu jednej z najbardziej wymagających placówek dyplomatycznych – ambasady przy Stolicy Apostolskiej – wybór padł właśnie na niego.
Watykan kierował się logiką inną niż europejskie mocarstwa. Ambasador musiał rozumieć nie tylko język dyplomacji, lecz także sposób myślenia kurii rzymskiej. Dla II Rzeczypospolitej miało to znaczenie szczególne. Po ponad stu latach zaborów relacje z Kościołem katolickim należały do najważniejszych elementów budowania autorytetu młodego państwa.
Znajomość Władysława Skrzyńskiego z Achille Rattim, przyszłym papieżem Piusem XI
W kontaktach II RP z Watykanem jednym z najlepszych przykładów takiego mechanizmu była znajomość Władysława Skrzyńskiego z Achille Rattim – przyszłym papieżem Piusem XI. Ratti dobrze znał Polskę jeszcze z czasów, gdy był nuncjuszem apostolskim w Warszawie. Obserwował narodziny II Rzeczypospolitej, przebywał w stolicy podczas wojny polsko-bolszewickiej i zyskał opinię hierarchy życzliwego Polsce. Po zakończeniu misji wrócił do Włoch i objął arcybiskupstwo w Mediolanie, a następnie został kardynałem. Właśnie wtedy Skrzyński postanowił doprowadzić do przyznania mu Orderu Orła Białego – najwyższego polskiego odznaczenia państwowego. Wydarzenia potoczyły się jednak inaczej niż planowano. Kurier z insygniami orderu nie dotarł na czas. Zapowiedziana uroczystość została odłożona. Dopiero tuż przed wyjazdem Rattiego na konklawe udało się wręczyć odznaczenie.
Czytaj więcej
Niektórzy nazywają go „papieżem Hitlera”, ponieważ nigdy oficjalnie nie potępił wodza III Rzeszy. Wypominają mu, że nie napisał żadnej encykliki, n...
Paradoksalnie właśnie ta seria niepowodzeń przyniosła efekt, którego nie dałoby się osiągnąć podczas najbardziej starannie przygotowanej ceremonii. Zamiast kilku minut oficjalnej dekoracji obaj mężczyźni spędzili razem kilka długich wieczorów na rozmowach. Ks. Walerian Meysztowicz, który po latach opisał tę historię, uważał, że właśnie wtedy narodziło się wzajemne zaufanie. Pisał wręcz, że od tego momentu Pius XI „zawsze chętnie słuchał polskiego ambasadora”. Oczywiście byłoby dużym uproszczeniem twierdzenie, że osobista sympatia papieża przesądzała o polityce Stolicy Piotrowej. Watykan kierował się własnymi interesami, a decyzje podejmowano po konsultacjach z sekretariatem stanu i kurią rzymską. Jednak każdy doświadczony dyplomata wie, że łatwiej prowadzić trudne rozmowy z człowiekiem, którego zna się od lat i którego uczciwości nie trzeba już sprawdzać. W tym sensie Skrzyński zyskał coś znacznie cenniejszego niż częstsze audiencje – zdobył wiarygodność.
Znaczenie tej relacji ujawniło się podczas negocjacji konkordatu między II Rzecząpospolitą a Stolicą Apostolską. Ze strony polskiej uczestniczyli w nich Władysław Skrzyński i Stanisław Grabski. Jak wspominał ks. Meysztowicz, rozmowy zakończyły się szybciej niż przewidywano, m.in. dzięki osobistemu zaangażowaniu Piusa XI, dobrze znającego polskie realia. Skrzyński nie odegrał tu zasadniczej roli, ale prof. Grabski – jako wysłannik specjalny z Warszawy i brat ówczesnego szefa rządu.
Stanowisko Skrzyńskiego wobec kryzysu w Zagłębiu Ruhry i zagrożenia sowieckiego
Doświadczenie ambasadora Skrzyńskiego pokazuje również, że jego zainteresowanie sprawami międzynarodowymi wykraczało poza bezpośrednie kwestie związane ze stosunkami Polski ze Stolicą Apostolską. W kontekście kryzysu wywołanego zajęciem Zagłębia Ruhry przez Francję Piotr Wandycz wskazywał na zdecydowanie przychylne stanowisko strony polskiej wobec działań francuskich, odmienne od bardziej powściągliwej postawy Czechów. Na tym tle interesująca jest postawa Skrzyńskiego, który z rezerwą oceniał francuską akcję. Obawiał się, że eskalacja konfliktu może skomplikować sytuację międzynarodową i stworzyć dogodne warunki dla sowieckiej presji na Polskę, czego wyrazem była jego uwaga o możliwości „bolszewickiego uderzenia na Polskę”. Widać więc wyraźnie, że w jego ocenie wydarzenia europejskie należało rozpatrywać także przez pryzmat bezpieczeństwa Rzeczypospolitej i jej położenia między Niemcami a Rosją Sowiecką. Taką postawę uznawano za wartościową również w Warszawie. Józef Beck cenił Skrzyńskiego zarówno jako człowieka, jak i doświadczonego dyplomatę, dostrzegając w nim kogoś, kto potrafił w kontaktach ze Stolicą Apostolską zabiegać o dobre relacje, a zarazem konsekwentnie bronić interesów Polski.
Po wejściu w życie konkordatu w 1925 r. jednym z najważniejszych zadań polskiej dyplomacji stało się zapewnienie jego możliwie pełnej i zgodnej z interesami państwa realizacji. Dotyczyło to m.in. dostosowania organizacji terytorialnej Kościoła do granic Rzeczypospolitej, obsady biskupstw, statusu majątku kościelnego, nauczania religii oraz innych szczegółowych kwestii wynikających z uregulowania stosunków państwo–Kościół. Istotne znaczenie miały również sprawy wyznaniowe i narodowościowe na wschodnich terenach państwa, gdzie polityka kościelna Stolicy Apostolskiej krzyżowała się z polskimi interesami wobec Ukraińców i innych mniejszości.
Czytaj więcej
Gdy wybuchła I wojna światowa, tylko Benedykt XV wzywał do zaprzestania walk. Ogarnięte nacjonalistycznym szaleństwem narody, przywódcy polityczni,...
W kolejnych latach coraz większą rolę odgrywały także kwestie polityczne, w tym stosunek Watykanu do przemian zachodzących w Polsce po przewrocie majowym oraz do polityki zagranicznej państw sąsiednich. Szczególnej uwagi wymagały relacje Stolicy Apostolskiej z Niemcami i Związkiem Sowieckim, a także kwestia pozycji Kościoła katolickiego w Europie Środkowo-Wschodniej, co dla Warszawy miało wymiar religijny i polityczny. Utrzymanie dobrych stosunków z Watykanem wymagało więc stałego równoważenia interesów Kościoła, polskiej racji stanu oraz szerszych celów polityki Stolicy Apostolskiej.
O powodzeniu rzymskiej misji decydowały więc nie tylko instrukcje z Warszawy, ale osobisty autorytet ambasadora. Skrzyński nie decydował o polityce państwa ani nie tworzył prawa Kościoła – jego zadaniem było budowanie zaufania, dzięki któremu możliwe stawało się prowadzenie rozmów w najważniejszych sprawach dotyczących relacji II Rzeczypospolitej z Watykanem. W historii dyplomacji właśnie takie osiągnięcia najrzadziej trafiają na pierwsze strony gazet, choć bez nich wiele porozumień nigdy nie zostałoby zawartych.
Placówka przy Stolicy Piotrowej należała do najbardziej wymagających w polskiej służbie zagranicznej II RP. Ambasador nie był tam jedynie reprezentantem własnego państwa. Jego zadaniem było także znalezienie wspólnego języka dla dwóch odmiennych sposobów myślenia – polskiej racji stanu oraz uniwersalnej misji Kościoła. To właśnie ta specyfika odróżniała Rzym od większości europejskich stolic. Największym wyzwaniem nie było prowadzenie samych negocjacji, lecz pogodzenie interesów odradzającego się państwa z zasadami, którymi kierował się Watykan. Polska oczekiwała rozwiązań odpowiadających jej sytuacji politycznej i administracyjnej, Stolica Apostolska – patrzyła przede wszystkim przez pryzmat prawa kanonicznego i misji Kościoła. Rolą ambasadora było nie tylko przedstawianie stanowiska własnego rządu, lecz także tłumaczenie motywów działania z polskiej strony dla Watykanu oraz Stolicy Apostolskiej na użytek Warszawy.
W takich właśnie sytuacjach najlepiej ujawniała się rola Władysława Skrzyńskiego. Nie ograniczała się ona do udziału w negocjacjach konkordatu. Utrzymywał stały kontakt z sekretariatem stanu, prowadził rozmowy z kardynałem Pietro Gasparrim, a później z Eugenio Pacellim, przyszłym papieżem Piusem XII. Równocześnie pozostawał w stałym kontakcie z Warszawą, przekazując informacje pozwalające lepiej zrozumieć stanowisko kurii rzymskiej. Nieprzypadkowo ks. Walerian Meysztowicz podkreślał, że największą umiejętnością Skrzyńskiego było wyczucie tego, „co i jak należy napisać lub powiedzieć w Watykanie”. To krótkie zdanie najlepiej oddaje istotę jego pracy. O skuteczności ambasadora decydowała nie tylko znajomość procedur, lecz przede wszystkim umiejętność prowadzenia dialogu z partnerem kierującym się odmienną logiką działania.
Dlaczego dyplomaci tacy jak Skrzyński pozostają nieznani szerszej publiczności
Historia znacznie łatwiej zapamiętuje polityków i dowódców niż dyplomatów, których największe sukcesy pozostają zazwyczaj niewidoczne dla opinii publicznej. Pamiętamy zwycięskich wodzów, wybitnych polityków czy autorów przełomowych reform. Znacznie rzadziej wspominamy ludzi, których praca polegała na cierpliwym budowaniu porozumienia. Dyplomacja z natury pozostaje w cieniu. Jej największym sukcesem często jest właśnie to, że nie dochodzi do konfliktu.
Los Władysława Skrzyńskiego dobrze pokazuje ten paradoks. Przez blisko dwie dekady należał do grona najbardziej doświadczonych polskich przedstawicieli za granicą. Reprezentował Rzeczpospolitą na jednej z najważniejszych placówek zagranicznych, uczestniczył w negocjacjach konkordatu, utrzymywał bliskie kontakty z najważniejszymi przedstawicielami Stolicy Apostolskiej i był świadkiem wydarzeń, które ukształtowały relacje Polski z Watykanem na wiele lat. Mimo to jego nazwisko pozostaje dziś znane głównie specjalistom zajmującym się historią dyplomacji.
Czytaj więcej
W tegorocznym wielkanocnym orędziu Urbi et Orbi (miastu i światu) Leon XIV ogłosił zwycięstwo życia i miłości nad złem, apelując o pokój na świecie...
Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka. Skrzyński nie pozostawił po sobie głośnych manifestów politycznych ani pamiętników, które weszłyby do kanonu polskiej literatury wspomnieniowej. Nie był również politykiem pierwszego planu, którego działalność śledziła prasa. Sukces jego pracy polegał właśnie na dyskrecji. Dobry ambasador nie powinien być bohaterem codziennych gazet, lecz skutecznym pośrednikiem między państwami. W tym sensie Władysław Skrzyński jest symbolem całego pokolenia polskich dyplomatów, którzy po 1918 r. budowali od podstaw pozycję odrodzonej Rzeczypospolitej. Wykorzystując doświadczenie zdobyte jeszcze przed odzyskaniem niepodległości, stworzyli zręby polskiej służby zagranicznej i sprawili, że głos Polski zaczął być słyszany w europejskich stolicach. Ich nazwiska nie zawsze zapisały się w powszechnej pamięci, ale bez ich pracy trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie polskiej polityki zagranicznej w okresie międzywojennym.
Władysław Skrzyński nie zmienił biegu historii, działając w pojedynkę. Należał jednak do grona ludzi, którzy potrafili sprawić, że państwa łatwiej się porozumiewały. To właśnie tacy dyplomaci, pozostający zwykle poza światłem reflektorów, współtworzyli międzynarodową pozycję II Rzeczypospolitej. Dziś warto o nich pamiętać nie tylko z historycznej sprawiedliwości, ale również dlatego, że przypominają, iż skuteczna dyplomacja zaczyna się od zaufania. Życie ambasadora Skrzyńskiego pokazuje, że trwałość relacji międzynarodowych często zależy od ludzi pozostających poza pierwszym planem wydarzeń.