Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Nowy Jork, 11 września 2001 r.: pożary w bliźniaczych wieżach WTC po uderzeniach samolotów lotów nr 11 i nr 175 o godz. 8.46 i 9.03 czasu lokalnego
A był to wyjątkowo piękny dzień. Uwielbiam „indiańskie lato” na wschodnim wybrzeżu USA. Po zazwyczaj bardzo gorących i parnych miesiącach wiosenno-letnich, od połowy września nareszcie przychodzi orzeźwiające ochłodzenie. W New Jersey wiatr niesie przejrzyste powietrze wypełnione zapachem dojrzewających jabłek. W dolinach Vermontu i na wzgórzach Berkshires snują się gęste mgły, które w południe rozprasza Słońce wypełniające krajobraz głębokim kontrastem. Gęste lasy liściaste u podnóża Appalachów pokrywają się feerią szkarłatu i złota. Nic w tym sielskim krajobrazie nie może budzić niepokoju. Stąd tamtego 11 września widok płonących wież WTC tak bardzo kontrastował z niemal idyllicznym błękitem nieba. Idealnie czysty, obiecujący, spokojny i błękitny poranek w ułamku sekundy załamał się pod uderzeniem samolotu. Słup czarnego dymu zdawał się nie zakrywać jedynie Dolnego Manhattanu, ale cały świat. Tragizm 11 września 2001 r. nie polegał wyłącznie na tragedii kilku tysięcy ofiar islamskich terrorystów. Ten słup dymu, na który wtedy oszołomiony spoglądałem z nabrzeża po drugiej stronie rzeki Hudson, zapowiadał coś znacznie poważniejszego – nowy kurs historii.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: