Niedzielny poranek 3 września 1939 r. przyniósł przełom dyplomatyczny, na który Warszawa czekała od pierwszych godzin niemieckiej agresji. Po zignorowaniu przez Hitlera wystosowanych ultimatum, Wielka Brytania i Francja oficjalnie wypowiedziały wojnę III Rzeszy. O godz. 11. czasu brytyjskiego premier Neville Chamberlain ogłosił w przemówieniu radiowym przystąpienie Zjednoczonego Królestwa do wojny, a 6 godzin później analogiczną decyzję podjął rząd francuski z Édouardem Daladierem na czele.
Wobec trwających od 1 września niszczycielskich nalotów Luftwaffe oraz naporu Wehrmachtu wiadomość o decyzji sojuszników wywołała w Polsce falę optymizmu. Przed ambasadą Wielkiej Brytanii przy ul. Nowogrodzkiej oraz przed ambasadą Francji w Pałacu Branickich zgromadziły się tłumy. Polacy wiwatowali na cześć króla Jerzego VI i III Republiki Francuskiej, a ambasadorowie Howard Kennard i Léon Noël byli entuzjastycznie witani.
Czytaj więcej
Aby zrozumieć, dlaczego wszystkie zabiegi MSZ II RP zakończyły się niepowodzeniem, trzeba cofnąć się do chwili, gdy wydawało się, że przyszłość Eur...
Większość polskich gazet triumfalnie ogłosiła wybuch wojny na dwa fronty, zakładając natychmiastowe uruchomienie klauzul wojskowych, które miały zmusić Niemców do wycofania wojsk z Polski. Tego samego dnia na pierwszej stronie stołecznego dziennika „Dobry Wieczór! Kurier Czerwony” widniał nagłówek „Polska nie jest sama!”, pod którym zamieszczono utrzymany w entuzjastycznym tonie artykuł redakcyjny zaczynający się od słów: „Wielka Brytania i Francja spełniają swe zobowiązania sojusznicze. Potężne mocarstwa zachodnie uderzają w Niemcy. Wojna na dwa fronty stała się faktem!”. W tym triumfalistycznym uniesieniu jeszcze dalej poszedł „Kurier Warszawski” z 4 września 1939 r., pisząc: „Niemcy znaleźli się w śmiertelnym potrzasku. Żelazny pierścień wokół Rzeszy zaciska się, a pomoc militarna Zachodu przyniesie szybkie odciążenie dla polskiego frontu”. Tego samego dnia „Express Poranny” pisał w podobnym tonie: „Lotnictwo brytyjskie i armia przechodzą do gigantycznego uderzenia na zachodnią stolicę Rzeszy”. Była to – rzecz jasna – wyłącznie propaganda, stanowiąca jedynie pobożne życzenia autorów.
Tymczasem nastroje we Francji i Wielkiej Brytanii znacząco odbiegały od entuzjazmu panującego w stolicy Polski. Społeczeństwa zachodnie, obciążone traumą I wojny światowej, przyjęły decyzję rządów z powagą, a czasami nawet rezygnacją. Prasa brytyjska i francuska skupiły się na zaleceniach praktycznych: procedurach zaciemnienia, dystrybucji masek przeciwgazowych oraz ewakuacji dzieci z dużych ośrodków miejskich. Odczucia większości Francuzów celnie wyraził socjalista i pacyfista Marcel Déat, który na łamach paryskiego dziennika „L’Œuvre” zadał pytanie: „Pourquoi mourir pour Dantzig?” („Dlaczego mamy umierać za Gdańsk?”).
Czytaj więcej
35 lat temu Polska i Niemcy zawarły bezprecedensowy traktat o przyjaźni – krok milowy w nowoczesnej współpracy między państwami. Jak go dziś uaktua...
Dla Polaków każdy kolejny dzień był coraz większym rozczarowaniem postawą sojuszników. Mimo że francusko-polska konwencja wojskowa zobowiązywała Paryż do podjęcia ofensywy siłami głównymi w ciągu 15 dni od mobilizacji, zachodnie dowództwa przyjęły strategię czysto defensywną. 1 września 1939 r., podczas narady rządu włoskiego w rzymskim Palazzo Venezia, przewidział to Benito Mussolini: „Polska bez wątpienia zostanie zmiażdżona. Niemcy przewyższają ją znacznie pod względem uzbrojenia i liczebności armii. Patrząc na mapę Europy, nie potrafię sobie wyobrazić, jakiej konkretnej pomocy mogłaby udzielić Polsce Francja i Anglia. Francuzi dojdą do Linii Zygfryda. I co potem?”. Niestety, Duce się nie mylił.
Rozpoczęta 7 września skromna francuska ofensywa w okręgu Saary miała jedynie charakter rozpoznania taktycznego umocnień Linii Zygfryda. Gen. Maurice Gamelin zajął kilka opuszczonych przez Wehrmacht niemieckich wsi, po czym nakazał wycofanie swoich wojsk za Linię Maginota. 4 września Brytyjczycy ogłosili, że przeprowadzili pojedynczy atak na okręty niemieckie w Wilhelmshaven. W rzeczywistości zrzucali głównie ulotki propagandowe, nazywane Brotbeutel-Flugblatt. Prawda więc odbiegała od marzeń polskich dziennikarzy, Wielka Brytania i Francja nie podjęły żadnych szeroko zakrojonych działań ani na lądzie, ani z powietrza. Rozpoczynała się tzw. dziwna wojna, która przypięła potomkom zwycięzców spod Austerlitz łatkę kapitulantów, defetystów lub wręcz tchórzy.
Brak ofensywy na słabo bronionej zachodniej granicy III Rzeszy pozwolił dowództwu niemieckiemu skoncentrować niemal całość sił na kierunku polskim, a w konsekwencji umożliwił ZSRR dokonanie agresji 17 września. Za ten grzech zaniechania Francja i Wielka Brytania zapłaciły ogromne koszty wiosną 1940 r. Warto o tym pamiętać, bo historia lubi się powtarzać.