Kisielin to niewielka wieś leżąca na skraju Ukrainy, do której nie dociera transport publiczny. W przeszłości było to miasteczko, które dwa razy zapisało się w historii Polski: w pierwszej połowie XVII w. był to ważny ośrodek Braci Polskich, a 11 lipca 1943 r. w kościele rzymskokatolickim polska ludność broniła się przed atakiem band UPA.

Miejscowość tę założono w 1451 r., ale głośniej o niej stało się dopiero na początku XVII w. Miasteczko wówczas należało do Teodora Czaplica-Szpanowskiego – jak pisał Janusz Tazbir (1927–2016) – gorliwego wyznawcy i obrońcy prawosławia. Po śmierci Teodora (dokładna data nie jest znana, ale było to gdzieś na początku XVII w.) jego synowie: Marcin, Adam, Mikołaj i Jerzy dokonali 7 stycznia 1612 r. podziału majątku w ten sposób, iż Jerzemu przypadł m.in. Kisielin, a Marcinowi – pobliskie Beresko.

Najważniejszy ośrodek Braci Polskich na Wołyniu

Teodor Czaplic-Szpanowski, mimo że był wyznania prawosławnego, nie bał się nowinek religijnych, w efekcie czego jego synowie Jerzy i Marcin uczyli się m.in. w słynnej Akademii Rakowskiej prowadzonej przez Braci Polskich, popularnie zwanych arianami. Akademia znajdowała się w Rakowie, w obecnym woj. świętokrzyskim.

Wnętrzne ruin kościoła rzymskokatolickiego w Kisielinie, stan współczesny

Wnętrzne ruin kościoła rzymskokatolickiego w Kisielinie, stan współczesny

Foto: Artur Aloszyn

Historyk Orest Lewickij (czasami występuje też forma nazwiska: Lewicki, 1848–1922) pisał, że odziedziczywszy po śmierci ojca ogromną fortunę na Wołyniu, używali jej młodzi Czaplicowie „przede wszystkim na pożytek sekty socynjańskiej, dążąc do wzmocnienia jej i rozszerzenia w tych okolicach”.

Szczególną w tym względzie energią odznaczał się przez całe życie młodszy brat Jerzy, właściciel Szpanowa, Kisielina i innych majętności.

Jerzy Czaplic w 1612 r. zbudował w Kisielinie murowany zbór, a w roku 1614 – szkołę. Kisielin stał się wówczas, jak zauważył historyk Aleksander Kossowski (1886–1965), najwybitniejszym ośrodkiem arianizmu na Wołyniu. Brat Jerzego, Marcin Czaplic, założył szkołę Braci Polskich w Beresku. Janusz Tazbir przekonuje, że nie należy mówić o dwóch zborach w Kisielinie i oddalonym o 8 km Beresku, lecz o jednym zborze kisielińsko-bereskim. Opierając się na aktach zboru, które przetrwały do dziś w mieście Kluż-Napoka w Rumunii (w XVII w. znanym jako Koloszwar w Siedmiogrodzie), Tazbir przekonuje, że była to jedna gmina wyznaniowa. Budynek zborowy (oraz jeden oddział szkoły Kisielińskiej) znajdował się również w Beresku. Istniał też tylko jeden, wspólny dla Kisielina i Bereska, fundusz zborowy.

Do Kisielina zjeżdżali się Bracia Polscy na narady, a w latach 1638, 1639 i 1640 na synody gromadzące delegatów ariańskich z całej Rzeczypospolitej. Podobno na niektóre synody przybywało do 3 tys. uczestników z Polski, Litwy i zagranicy.

Czartowska sekta

Rozkwit szkoły Braci Polskich w Kisielinie nastąpił w roku 1638. Wtedy zlikwidowano Akademię Rakowską, a jej majątek i nauczycieli podzielono na dwie części – jedna trafiła do Kisielina, a druga do Lusławic, niedaleko Tarnowa, gdzie istniał ważny zbór i szkoła Braci Polskich.

Orest Lewickij pisze, że do szkoły w Kisielinie posyłali swoje dzieci nie tylko Bracia Polscy, ale także wierni innych wyznań, „których pociągał wysoki poziom nauczania metodą lepszą i nie tak przestarzałą, jak w szkołach jezuickich, a także tolerancja, którą tu się kierowano wobec wychowanków innych wyznań”. Stąd też do szkoły kisielińskiej wysyłano młodzież również z rodzin katolickich i kalwińskich. Co warte podkreślenia, do wspólnoty Braci Polskich w Kisielinie i okolicach nie należała tylko szlachta: szacuje się, że prawie wszyscy mieszczanie kisielińscy byli wyznania ariańskiego.

Dobre lata Kisielina jako centrum Braci Polskich nie trwały jednak długo. Trzy kolejne synody arian w Kisielinie, który zajął częściowo miejsce zamkniętego w 1638 r. Rakowa, oraz duża rola propagandowa tego ośrodka sprawiły, iż biskup łucki, Andrzej Gembicki i dziekan włodzimierski, Stanisław Urbanowicz, wytoczyli w 1640 r. proces zarówno samemu Jerzemu Czaplicowi, jak też jego bratankom: Andrzejowi i Aleksandrowi. Zarzuty dotyczyły przyjęcia ministrów ariańskich z Rakowa, otworzenia szkół ariańskich oraz szerzenia „dekretami sejmowemi i trybunalskimi zakazaną a prawem pospolitem i jednostajnym głosem za czartowską deklarowaną sektę ariańską”. Wezwano równocześnie do odpowiedzialności sądowej wszystkich ministrów i kaznodziejów ariańskich w Kisielinie i Beresteczku.

Akta kisielińsko-bereskiego zboru Braci Polskich z 1632 r.

Akta kisielińsko-bereskiego zboru Braci Polskich z 1632 r.

Foto: Artur Aloszyn

Proces zakończono dopiero w 1644 r. Jerzego Czaplica skazano na karę pieniężną w wysokości 1 tys. złotych. Gdy ministrowie, wezwani w charakterze oskarżonych, wbrew nakazowi trybunału nie stawili się przed sądem, karę finansową dla Jerzego Czaplica podniesiono do 10 tys. zł. Trybunał lubelski nakazał Czaplicom zamknięcie i zburzenie szkół oraz zborów w Kisielinie i Beresku, a także wygnanie Braci Polskich z tych miejscowości.

Okazało się, że zasada mówiąca, że „sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”, była już znana i praktykowana w I Rzeczypospolitej – Czaplicowie wyroku sądu nie wykonali: szkół i zborów nie zburzyli ani pozwanych nie dostarczyli. Braci Polskich, do których należała większa część ludności obu miasteczek, również nie wygnali.

Orest Lewickij zauważył, że od czasów procesu z braćmi Czaplicami rozpoczęły się na Wołyniu procesy przeciwko arianom, przeważnie z inicjatywy katolickiego i unickiego duchowieństwa. Janusz Tazbir podkreśla, że z akt zboru kisielińsko-bereskiego wynika, iż istniał on aż do momentu wygnania Braci Polskich z kraju, czyli do 1660 r., a nie – jak podaje kilka innych źródeł – do roku 1644, czyli zakończenia procesu Czapliców.

Współtwórcy Księstwa Ruskiego

Kolejne lata po procesie nie były łatwe dla Kisielina. Właściciel miejscowości – Aleksander Czaplic – w czasie „potopu” w roku 1655 opowiedział się po stronie szwedzkiej. Król Jan Kazimierz już 12 marca 1656 r. darował miasteczko wraz z przyległościami swemu dworzaninowi, rotmistrzowi Adamowi Charlewskiemu. Od Charlewskiego Kisielin przejął łowczy kijowski, Stanisław Kowalewski.

W tym czasie Aleksander Czaplic związał się z Kozakami i miał przyczynić się do zawarcia ugody hadziackiej z 16 września 1658 r., która zakładała powstanie Wielkiego Księstwa Ruskiego i zamieniała Rzeczpospolitą Obojga Narodów w Rzeczpospolitą Trojga Narodów. Aleksander Czaplic miał być przy podpisywaniu ugody w obozie strony kozackiej pod przewodnictwem Iwana Wyhowskiego. Warto dodać, że duży wkład w zawarcie ugody hadziackiej miał także inny członek wspólnoty Braci Polskich, Jerzy Niemirycz (1612–1659). W trakcie przygotowań do zawarcia umowy hadziackiej Niemirycz formalnie przyjął prawosławie. Zginął w walce z Kozakami sprzeciwiającymi się ugodzie.

Wkrótce Aleksander Czaplic powrócił na stronę polską i w efekcie w 1659 r. zwrócono mu Kisielin, co odbyło się za wstawiennictwem szlachty powiatu łuckiego. Do dobrowolnego przekazania majątku jednak nie doszło, dlatego Aleksander Czaplic – korzystając z nieobecności Stanisława Kowalewskiego – zajechał zbrojnym pocztem Kisielin: opanował go i uwięził przy okazji żonę Kowalewskiego wraz ze służbą. Czaplicowie po przejęciu Kisielina znieśli nabożeństwa katolickie i, jak pisze Aleksander Kossowki, „rozsiewali nauki heretyckie”.

Strona tytułowa drugiego tomu „Wirydarza poetyckiego” z 1911 r.; ze zbiorów D. Ciepieli

Strona tytułowa drugiego tomu „Wirydarza poetyckiego” z 1911 r.; ze zbiorów D. Ciepieli

Foto: Dariusz Ciepiela

Aleksander Czaplic nie zdecydował się na porzucenie swojej wiary: po wygaśnięciu ostatecznego terminu wygnania Braci Polskich z kraju, co nastąpiło 10 lipca 1660 r., Stanisław Kowalewski 30 grudnia 1660 r. uzyskał ponownie majątki po Aleksandrze i Dorocie z Rupniowskich Czaplicach „jako aryjanach”. Aleksander wyjechał do Prus w roku 1660, gdzie zmarł około 1664 r.

Aleksander Kossowski pisał, że z końcem XVII w. Wołyń prawie „oczyścił się z herezji”, zawierucha wojen kozackich zmiotła gminy różnowiercze na Wołyniu i Podolu. Kossowski podaje, że na Wołyniu było ponad 20 zborów ariańskich, ale tych zburzonych podczas wojen kozackich już nie odbudowywano. Wylicza, że zbory Braci Polskich, nie licząc Kisielina, na Wołyniu były w miejscowościach: Babin, Beresko, Beresteczko, Dążwa, Haliczany, Hoszcza, Iwanice, Lachowce, Miłostów, Ostróg, Ostropol, Rafałówka, Sobieszyn, Sokul, Starokonstantynów, Szczeniatów, Szpanów, Tychoml, Wodyrady, Zaporów i Zasław.

Kisielin ma jeszcze jeden ważny wkład do polskiej historii i kultury. Otóż w tym miasteczku 16 maja 1643 r. urodził się Jakub Teodor Trembecki. Pochodził z rodziny Braci Polskich, był poetą, który nie tylko pisał własne wiersze, ale dokumentował również dokonania kolegów. Efektem tego zbieractwa jest zbiór znany pod tytułem „Wirydarz poetycki”, w którym znalazły się utwory m.in. Braci Polskich: Zbigniewa Morsztyna, Andrzeja Morsztyna i Wacława Potockiego, a także prace samego Trembeckiego.

W całości „Wirydarz poetycki” został wydany dopiero przez Aleksandra Brücknera we Lwowie w latach 1910 (tom pierwszy) i 1911 (tom drugi). Jakub Teodor Trembecki nie był tak przywiązany do wierzeń Braci Polskich jak np. Aleksander Czaplic i po 1660 r. przeszedł najpierw na kalwinizm, a później na katolicyzm. Trembecki zmarł w 1720 r.

Przedwojenny Kisielin: Żydzi, Polacy i Ukraińcy

Drugi raz w historii Polski Kisielin pojawia się kilkaset lat później: 11 lica 1943 r., w czasie rzezi wołyńskiej. Przebieg wydarzeń w Kisielinie tego dnia jest dobrze opisany i udokumentowany, napisał o nich Włodzimierz Sławosz Dębski w książce „Było sobie miasteczko. Opowieść wołyńska”. Jak podaje autor, swoją pracę oparł na własnych wspomnieniach oraz relacjach 80 świadków.

Jak informuje Dębski, przed wybuchem II wojny światowej ludność Kisielina składała się z trzech narodowości: Polaków, Ukraińców oraz Żydów, do tego była jedna rodzina niemiecka. Polaków w Kisielinie można było podzielić na trzy grupy: takich, co mieszkali tam od dawna, osiedlonych w ostatnich dekadach XIX w. lub na początku wieku XX oraz przybyłych w latach 20. i 30. XX w. U schyłku II RP w Kisielinie mieszkało ok. 245 Polek i Polaków tworzących 62 rodziny; 10 osób żyło samotnie. Na początku wojny ta liczba zmniejszyła się do 211 osób. Dębski podaje szczegółową listę osób narodowości Polskiej z Kisielina, wraz z nazwiskami, wykonywanym zawodem i liczbą dzieci.

Sytuacja ludności ukraińskiej w miasteczku przedstawiała się podobnie jak ludności polskiej. Z szacunków wynika, że przed wojną w Kisielinie mieszkało ok. 244 Ukrainek i Ukraińców tworzących 66 rodziny. Ukraińcy i Polacy mieli po ok. 24,5 proc. udziału w ludności Kisielina, natomiast aż 51 proc. miała stanowić ludność żydowska: było to ok. 489 osób.

Muzeum w Kisielinie: kopia tzw. pasiaka Petro Miszczuka – mieszkańca Kisielina, który przeżył niemie

Muzeum w Kisielinie: kopia tzw. pasiaka Petro Miszczuka – mieszkańca Kisielina, który przeżył niemieckie obozy koncentracyjne

Foto: Artur Aloszyn

Przed wybuchem II wojny światowej Kisielin był siedzibą gminy – wójtem z wyboru był Polak Stanisław Gołębiowski, ziemianin, a „podwójtem z wyboru” – Ukrainiec Stepan Nowosad, rolnik. W miejscowości znajdowały się: szkoła siedmioklasowa, posterunek policji i agencja pocztowa; urząd pocztowy mieścił się w pobliskich Oździutyczach. Linie telefoniczne były budowane po 1922 r.

II wojna światowa dla Kisielina rozpoczęła się 18 września 1939 r. Jak pisze Włodzimierz Sławosz Dębski, tego dnia Ukraińcy i Żydzi z Kisielina wylegli na ulice i rozpoczęli przygotowania do powitania bolszewików. Odświętnie ubrani, stali we wschodniej części rynku, spodziewając się „wyzwolicieli” od strony lasu. Do Kisielina radzieckie oddziały tego dnia jednak nie dojechały. Ciekawa była przygoda właścicieli samochodu Morris Oxford, którymi byli Ukrainiec Witka Podlewskyj, Żyd Rywin oraz mieszaniec niemiecko-czeski Misza Zenft, którzy pojechali witać bolszewików. Po dwóch godzinach wrócili pieszo, mówiąc, że samochód zabrał im ruski „lejtinant”.

Dopiero 23 września 1939 r. późnym popołudniem w miasteczku pojawiły się „cztery, brudnozielone, rachityczne ciężarówki” z radzieckimi żołnierzami. Na początku 1940 r. – najpierw w lutym, a potem w kwietniu – przeprowadzono dwie wywózki Polaków na Syberię. Z samego Kisielina wywózka objęła kilka rodzin, więcej Polaków wywieziono z sąsiednich miejscowości. W kwietniu 1941 r. odbył się pobór do Armii Czerwonej urodzonych w latach 1919–1920. Część poborowych nigdy już nie wróciła. Co ciekawe, dwie osoby trafiły z czasem do armii generała Władysława Andersa. Jeden po zakończeniu wojny wrócił do Kisielina, a drugi wyemigrował do Kanady.

Eksterminacja Żydów i Romów przez Niemców

W czerwcu 1941 r. w Kisielinie pojawili się Niemcy. W maju 1942 r. rozpoczęli wywózki na roboty przymusowe. Jak w wielu innych miejscach, także w Kisielinie powstało getto. Zostało ono założone już 1 listopada 1941 r., było ogrodzone płotem z drutu kolczastego. Do kisielińskiego getta sprowadzono także Żydów z okolicznych miejscowości. Włodzimierz Sławosz Dębski podaje, że do likwidacji getta w Kisielinie doszło 15 sierpnia1942 r., ale są też źródła mówiące o 12 sierpnia.

W czasie likwidacji getta na rynek podjechało kilka samochodów ciężarowych, Żydów zaczęto spędzać i ładować do ciężarówek. Najpierw zabrano dzieci – były one odświętnie ubrane. Gdy samochody wróciły puste, ładowano na nie starsze osoby. Żydów rozstrzeliwano jakieś 200 metrów od polskiego cmentarza, ciała wrzucano do dołu o wymiarach ok. 5 na 20 metrów. Zginęło w ten sposób blisko 500 osób.

Po likwidacji getta Niemcy przystąpili do eksterminacji ludności romskiej. Włodzimierz Sławosz Dębski nie podaje liczby ofiar romskich, w książce znajdujemy jedynie informację, że w rejonie kisielińskim policja aresztowała Romów, następnego dnia dwoma furmankami zwiozła ich w pobliże mogił żydowskich i tam rozstrzelała.

W czasie wojny w regionie panowała straszna bieda, nie było możliwości zakupu odzieży czy butów. W lecie chodzono w drewniakach – do podeszwy z lipowego drewna, łamanej pod palcami, mocowano taśmy i paski. W takich drewniakach chodzili głównie Polacy. W zimie jedynym rozwiązaniem były wspólne ciepłe buty dla całej rodziny: ustalano grafik, kto w niedzielę pójdzie w nich do kościoła.

Rzeź wołyńska w Kisielinie

Do najgorszych wydarzeń dla Kisielina i okolic doszło latem 1943 r. – wtedy miały tam miejsce mordy na Polkach i Polakach w czasie tzw. rzezi wołyńskiej. Włodzimierz Sławosz Dębski podaje, że pierwsze zabójstwa Polaków dokonane przez ukraińskich nacjonalistów w regionie Kisielina nastąpiły w nocy z 15 na 16 kwietnia 1943 r. Zamordowani zostali wtedy Władysław Kwiatkowski i Piotr Jasiński z Jachimówki, Mieczysław Jędruszczak i Olanicki (brak imienia) z Adamówki oraz Jacek Kraszewski z Dunaju.

Pod koniec czerwca przyszła wiadomość o masowych mordach w powiecie łuckim i w południowej części powiatu horochowskiego. Napięcie rosło, a postawa ludności polskiej w Kisielinie była podzielona: część spodziewała się, że do podobnych wydarzeń dojdzie także u nich, a część, zwłaszcza starsi, miała nadzieję, że nic złego się nie wydarzy. Zagrożenie stopniowo się jednak zbliżało do miasteczka.

Współczesny widok na Kisielin. W centrum: cerkiew prawosławna

Współczesny widok na Kisielin. W centrum: cerkiew prawosławna

Foto: Artur Aloszyn

W nocy z 8 na 9 lipca spalono zabudowania Jana Kraszewskiego w jednej z sąsiednich wsi – łunę było widać w Kisielinie. 10 lipca w lesie kisielińskim pojawiła się grupa UPA. W niedzielę rano, 11 lipca, upowcy wchodzili do niektórych domów, aby się umyć i napić.

11 lipca 1943 r. oddziały UPA zaatakowały ok. 99 polskich miejscowości, celem ataku stał się również kościół rzymskokatolicki w Kisielinie. Włodzimierz Sławosz Dębski szczegółowo opisuje całe to tragiczne zdarzenie.

Zamiast broni: cegły i maszyna do szycia

Dzień 11 lipca 1943 r. był pochmurny, około godziny jedenastej zaczął padać deszcz. Z okolicznych wiosek przyszli nieliczni wierni na sumę. W czasie mszy szeptano, że coś się dzieje, bo w pobliżu domów okalających kościół od zachodu i północy kręcą się uzbrojeni Ukraińcy. Po nabożeństwie wierni zaczęli stopniowo wychodzić z kościoła i wtedy ze wszystkich stron nadbiegli upowcy. Zaniepokojeni ludzie cofnęli się do kościoła i zamknęli drzwi.

Ukraińcy kazali wychodzić po cztery osoby. Kilka osób z wewnątrz kościoła mówiło, żeby kościół otworzyć, a córka organisty nawet zaczęła otwierać drzwi kościoła od środka. Wierni w kościele podzieli się na dwie grupy: jedni schowali się na piętrze i zabarykadowali drzwi do klatki schodowej, inni zostali na dole i otworzyli drzwi. Z kościoła wyszło kilkanaście osób, upowcy odprowadzili ich za dzwonnicę i rozstrzelali.

Reszta, która pozostała w kościele, postanowiła się bronić. Jeden z Ukraińców zaczął rąbać siekierą w drzwi, podobnie robił jeden z obrońców. W pewnym momencie siekiery się spotkały, a w drzwiach powstała spora dziura. Obrońcy zaczęli przez nią rzucać cegłami, co odstraszyło napastników. Jednocześnie ksiądz Witold Kowalski zaczął spowiadać „na śmierć”.

Po chwili Ukraińcy podłożyli ogień pod drzwi. U niektórych z broniących spowodowało to radość, gdyż oceniali, że zamknie to drogę do ataku. Zdecydowano się jednak ogień ugasić, ale pojawił się problem z realizacją tego pomysłu, gdyż broniący mieli tylko pół wiadra wody. Wtedy Włodzimierz Sławosz Dębski chwycił dwa puste wiadra, wszedł do pokoju, gdzie spowiadał ksiądz, i kazał przebywającym tam kobietom sikać do wiader. Za chwilę oba wiadra były pełne. Ogień przygaszono.

Czytaj więcej

Bracia polscy. Diabły kłamliwe czy ojcowie nowoczesnego państwa?

Pierwszym rannym wśród obrońców został ksiądz Kowalski – kula przeszła przez kość policzkową. Ciężko ranny w nogę został także Włodzimierz Sławosz Dębski, którego dosięgły odłamki granatu wrzuconego do kościoła. Opatrywała go Aniela Sławińska, jego późniejsza żona.

Obrońcy używali do obrony wszelkich możliwych sposobów. Jeden z atakujących Ukraińców wchodził po drabinie i już chwytał się rękami za parapet okna, gdy dwóch obrońców chwyciło maszynę do szycia i rzuciło nią w stronę napastnika. Rzut okazał się celny i upowiec spadł z drabiny.

Obrona kościoła w Kisielinie trwała do ok. godz. 23. Wtedy napastnicy sami odeszli i obrońcy stopniowo wychodzili z budynku. W książce „Było sobie miasteczko” opis obrony kościoła zajmuje 22 strony; są to relacje nie tylko Włodzimierza Sławosza Dębskiego, ale także kilku innych osób. W publikacji jest również pełna lista osób, które zginęły w kościele w Kisielinie 11 lipca 1943 r. – to łącznie 86 osoby, w tym 4 osoby, które poniosły śmierć w trakcie obrony kościoła.

Już w nocy z 11 na 12 lipca 1943 r. pierwsi Polacy zaczęli uciekać z Kisielina i okolic. Włodzimierz Sławosz Dębski szybko uciekać nie mógł, gdyż był ranny w nogę ośmioma odłamkami granatu. Pierwsze dni po wydarzeniach w kisielińskim kościele spędził w stodole ukraińskiej rodziny Parfeniuków. Trzeba go było zawieźć do szpitala – do placówki w Łokaczach zawiozła go wozem konnym Ukrainka Paraska Padlewska. W szpitalu Dębskiemu amputowano nogę.

Daleko od szosy

Dzisiaj Kisielin to niewielka wieś na skraju Ukrainy, znacznie bliżej stąd jest do granicy z Polską i Białorusią niż do Kijowa. Obecnie mieszka tu ok. 250 osób, działa tam szkoła i przedszkole, a zatem są tam nie tylko ludzie starsi. Dziś wszyscy mieszkańcy Kisielina to Ukraińcy, ale niektórzy z nich mają pochodzenie mieszane, np. w jednej czwartej są Polakami lub Czechami.

– Do Kisielina przyjeżdża sporo wycieczek z Polski. Co roku jest to średnio 300 lub więcej osób; zdarzały się lata, gdzie liczba ta sięgała 1 tys. Polacy odwiedzają głównie ruiny kościoła rzymskokatolickiego i pomnik upamiętniający pomordowanych w 1943 r. – mówi „Rzeczpospolitej” Artur Aloszyn, jeden z inicjatorów powstania Muzeum w Kisielinie.

Do Kisielina przyjeżdżają także niewielkie grupy Żydów, aby zobaczyć pomnik upamiętniający rozstrzelanie mieszkańców miejscowego getta.

Obecnie do Kisielina nie dochodzi żaden transport publiczny, dlatego wszelkie wizyty trzeba planować z własnym lub wynajętym samochodem.

Wnętrze Muzeum w Kisielinie (powstało w listopadzie 2023 r.)

Wnętrze Muzeum w Kisielinie (powstało w listopadzie 2023 r.)

Foto: Artur Aloszyn

W regionie jednym z ciekawszych obiektów jest niemiecka linia obrony z czasów I wojny światowej, w skład której wchodzą m.in. bunkry betonowe i ceglane. Ta linia obrony zaczyna się w okolicach Kisielina i biegnie aż na Białoruś. W Kisielinie są również stare cmentarze: katolicki i prawosławny oraz pozostałość po cmentarzu żydowskim – uchował się zaledwie jeden nagrobek. Warto także zobaczyć ruiny fundamentów pałacu Olizarów, którzy byli ostatnimi właścicielami Kisielina – do roku 1939. Pałac został przebudowany z zamku kisielińskiego, który stał jeszcze w XVII i XVIII w.

Do dzisiaj zachował się tradycyjny układ miasteczka: jest tam prostokątny rynek, dzisiaj podzielony na dwie prywatne działki (znajduje się tam ogród). Blisko rynku są: cerkiew i ruiny kościoła rzymskokatolickiego. W pobliżu znajdowała się również dzielnica żydowska.

Widocznych śladów po Braciach Polskich w Kisielinie i okolicach nie ma.

– W niektórych miejscach można znaleźć informację, że cerkiew prawosławna to stary przebudowany zbór Braci Polskich, co jest nieprawdą, ponieważ cerkiew w tym roku będzie obchodziła 250. rocznicę swojej budowy. Można również spotkać informację, że kościół rzymskokatolicki to przebudowany zbór Braci Polskich, co także jest nieprawdą, bo ten kościół został zbudowany w 1720 r. Być może jakieś ślady po Braciach Polskich można by znaleźć dzięki wykopaliskom archeologicznym, ale takich badań do tej pory nie było i nie są one planowane – dodaje Artur Aloszyn.

Prywatne muzeum

O historii Kisielina opowiada miejscowe muzeum.

– Muzeum w Kisielinie to jest prywatna inicjatywa kilku osób. Pod koniec lipca 2026 r. zarejestrowaliśmy Stowarzyszenie Muzeum Kisielina, które będzie zajmowało się prowadzeniem muzeum; do tej pory działaliśmy bez żadnej rejestracji, robiliśmy to w wolnym czasie – mówi Artur Aloszyn.

Muzeum w Kisielinie powstało w listopadzie 2023 r. Zajmuje się badaniem i dokumentowaniem historii Kisielina i okolicznych miejscowości. Posiada swoją siedzibę w budynku, na wykup i remont którego otrzymało pieniądze od prywatnego fundatora, jednego z członków stowarzyszenia. Siedziba muzeum znajduje się ok. 300 metrów od rynku w Kisielinie. Nie ma stałych godzin otwarcia, żeby je zobaczyć – trzeba się wcześniej umówić. Zwiedzanie jest bezpłatne, możliwa jest także wycieczka po Kisielinie i okolicach, ale wtedy za to już trzeba zapłacić.

W organizację i funkcjonowanie muzeum zaangażowane są obecnie cztery osoby. Placówka utrzymuje się z prywatnych pieniędzy, czasami otrzymuje granty oraz jednorazowe wsparcie, ale nie ma długoterminowego wsparcia. Być może teraz się to zmieni, po zarejestrowaniu stowarzyszenia.

– Nie spodziewałem się, że muzeum tak szybko się rozkręci, że tak szybko pozyskamy eksponaty. Myśleliśmy, że to potrwa dłużej, dlatego też wcześniej się nie zarejestrowaliśmy – tłumaczy Artur Aloszyn.

Czytaj więcej

Unitarianie z USA, Niemiec i Brazylii szukali w Polsce śladów arian

Wśród eksponatów zebranych w muzeum są: stare meble, kufer, narzędzia z gospodarstw rolnych i wyposażenie domów, np. maselnice służące do ubijania masła czy urządzenia do produkcji tkanin. Ciekawym obiektem jest pasiak jednego z mieszkańców Kisielina, który był w kilku niemieckich obozach koncentracyjnych. Pasiak nie jest jednak oryginalny, jego właściciel – Petro Miszczuk – ubierał go na różne okolicznościowe wydarzenia jeszcze w latach 90. XX w. W swoich zbiorach muzeum posiada także książki, w tym dwa tomy „Wirydarza poetyckiego” z 1910 r. i 1911 r. oraz przemowę generała Ludwika Kropińskiego w liceum w Krzemieńcu. Ciekawym eksponatem jest również kopia akt zboru Braci Polskich w Kisielinie i Beresku z 1632 r. Dokument zawiera m.in. listę wiernych oraz zapisy finansowe zboru.

W muzeum znajdują się zdjęcia z kościoła rzymskokatolickiego oraz drobne przedmioty znalezione podczas prac porządkowych w ruinach kościoła. W zbiorach jest m.in. cegła z datą 1922 r., która została wykorzystana do odbudowy kościoła, bo po I wojnie światowej budynek był bardzo zniszczony i wymagał remontu.

Eksponaty są zdobywane w przeróżny sposób: jako dary od lokalnej społeczności lub zakupy na aukcjach internetowych, również w Polsce.

– Szperam po archiwach, jeżdżę na ekspedycje i chodzę po ludziach, zapisuję wspomnienia, robię albo skanuję zdjęcia – tłumaczy Aloszyn.

W kisielińskim muzeum na razie nie ma informacji o bytności Braci Polskich w regionie oraz o wydarzeniach z 11 lipca 1943 r., ale jak zapewnia Artur Aloszyn, takie informacje mają pojawić się w przyszłości. Dodaje, że ta informacja zawsze pojawia się w trakcie oprowadzania wycieczek.