Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaką rolę w dokumentowaniu historii złamania Enigmy odegrała nieznana korespondencja Mariana Rejewskiego.
- W jaki sposób przypadek w warszawskim urzędzie celnym zapoczątkował całą operację deszyfrażu.
- Kto stał za technicznym zapleczem operacji i konstruował repliki niemieckiej maszyny szyfrującej.
- Jak potoczyły się powojenne losy kluczowych postaci polskiego zespołu kryptologów.
W 1974 r. słynny matematyk i kryptolog prof. Marian Rejewski (wówczas na emeryturze) rozpoczął korespondencję z przebywającym w Londynie inż. Leonardem S. Danilewiczem, jednym z ostatnich twórców tzw. sobowtórów niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma. Danilewicz był wraz z bratem współwłaścicielem warszawskiej Wytwórni Radiotechnicznej AVA, w której produkowano m.in. sprzęt dla Biura Szyfrów.
– Korespondencja ta znajduje się w Londynie u syna Leonarda S. Danilewicza– mówi „Rzeczpospolitej” Tomasz Muskus, polonijny badacz historii, który do niej dotarł. – Nie była szerzej znana historykom, nie była też publikowana. Być może zostanie ona przekazana do któregoś z polskich muzeów – dodaje nasz rozmówca.
Polski udział w złamaniu niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma
Z kontekstu zachowanej korespondencji można wyciągnąć wniosek, że prof. Rejewski zbierał relacje do publikacji wspomnień, po tym, gdy w 1973 r. francuski generał Gustave Bertrand w opublikowanych wspomnieniach „Enigma ou la plus grande énigme de la guerre 1939-1945” ujawnił tajemnicę złamania niemieckiej maszyny szyfrującej i roli, jaką odegrało w tym polskie Biuro Szyfrów. Rejewski chciał opisać polski wkład w złamanie niemieckich szyfrów, co zostało pominięte w publikacjach, które wówczas ukazywały się w Wielkiej Brytanii.
Czytaj więcej
Wysiłek polskiego wywiadu był podporządkowany głównym celom: pokonaniu III Rzeszy i odzyskaniu niepodległości. Przez całą wojnę zakładano, że zwyci...
„Pod koniec tego roku opublikowano w Wielkiej Brytanii książkę F.W. Winterbothama pt. „The Ultra Secret”. Zapewne w roku następnym ukaże się też polska książka na ten sam temat”– pisał do Londynu Marian Rejewski.
„Jest rzeczą zrozumiałą, by właśnie polska książka była ze wszystkich najściślejszą, najkompletniejszą, najlepiej udokumentowaną. W tym jednak trudność, że osób kompetentnych pozostało przy życiu bardzo niewiele. Nie żyje Langer, Ciężki, Palluth, Fokczyński. Ja sam napisałem w roku 1967 i złożyłem w Wojskowym Instytucie Historycznym w Warszawie dość obszerną pracę wspomnieniową z mej pracy w Biurze Szyfrów Oddz. II Sztabu Głównego. Ale obejmuje ona tylko pewien aspekt, nazwijmy go naukowycałość zagadnienia”– czytamy.
Dalej matematyk wskazuje, że chciałby opisać rolę Wytwórni Radiotechnicznej AVA, w której zbudowano m.in. tzw. bomby do deszyfrażu, nazywane bombami Rejewskiego oraz repliki Enigmy, a także polską wojskową maszynę szyfrującą Lacida.
„A ponieważ Pan był jednym z czterech wspólników „Avy”, dodajmy: »jedynym pozostałym przy życiu«, więc stąd mój niniejszy list, gdyż staram się dostarczyć autorowi przyszłej książki jak najwięcej materiałów”– tłumaczył w liście do Leonarda S. Danilewicza. Zadał mu wiele szczegółowych pytań, a następnie naświetlił początki „całej afery Enigmy” jak ją nazwał Rejewski.
Początek afery z Enigmą. Przechwycenie urządzenia w urzędzie celnym
„W końcu 1927 r. lub początku 1928 r. Sztab Gł. dostał pilną wiadomość z Urzędu Celnego, że mają oni na składzie skrzynię sprzętu radiowego, o wycofaniu którego do Rzeszy przed odprawą celną, jako omyłkowo wysłanego z innym sprzętem, stara się przedstawiciel handlowy firmy niemieckiej. Jego starania były silnie poparte przez konsulat niem. (o ile taki wtedy istniał) czy też attaché handlowego. Nacisk położony na tę sprawę był tak niewspółmierny, że władze celne uznały za wskazane zawiadomienie O.II Sz.Gł. Była to sobota i istniała możność wykorzystania całej niedzieli na zbadanie zawartości bez świadków. Ponieważ miało tu chodzić o sprzęt radiowy, sprawa została powierzona por. (na owe czasy) M. Ciężkiemu, który wydelegował A. Pall. (chodzi o inż. Antoniego Pallutha – dop. red.) i L. Dan. (inż. Ludomira Danilewicza, brata Leonarda – dop. red.) na zbadanie, czy sprzęt ten przedstawia wartość dla B.Sz. (Biura Szyfrów – dop. red.). Zaopatrzeni w przyrządy i narzędzia udali się oni w niedzielę rano do składów (gdzie się mieściły – nie wiem, w każdym razie w W-wie). Po otwarciu skrzyni okazało się, że nie chodzi tu o sprzęt radiowy, ale o nowy rodzaj maszyny do szyfrowania. Połączone wiadomości Pall. (był on już wyspecjalizowanym kryptografem) i (…) brata (elektryk i mechanik) pozwoliły im w ciągu długiego dnia „przedzwonić” i odrysować układ ogólny maszyny, jej działanie i połączenia poszczególnych walców. Potem starannie zapakowano maszynę i pozostawiono dalszemu losowi. Czy miała nazwę i jaką - nie wiem. Nie był to odosobniony wypadek – w parę lat później brałem udział w podobnej wyprawie, tylko że chodziło teraz naprawdę o radiostację polową typu armii niem. na metrowe fale, omyłkowo wysłanej na wystawę razem z innym sprzętem”– czytamy w liście z 25 grudnia 1974 r.
Czytaj więcej
Testowanie NATO na pewno będzie kontynuowane. Rosjanie obserwują nasze reakcje. Wiedzą, że Sojusz reaguje politycznie, a nie militarnie, dlatego pr...
Dalej wspomniał, że dopiero po latach okazało się, iż maszyna z „komory celnej” była przeznaczona do użytku koncernów handlowych i różniła się od typu wojskowego.
Jak napisał we wspomnieniach Marian Rejewski epizod ten był początkiem zainteresowania Biura Szyfrów Enigmą. 15 lipca 1928 r. niemieckie wojskowe stacje radiowe zaczęły nadawać pierwsze depesze zaszyfrowane maszynowo, Polacy je przechwytywali, ale początkowe próby dekryptażu z użyciem maszyny handlowej nie przyniosły rezultatów. Wojskowa Enigma miała inne okablowanie wirników.
Jakie były losy członków zespołu, który pracował nad Enigmą
W liście, do którego dotarł Tomasz Muskus, Rejewski opisał też znaczenie Wytwórni Radiotechnicznej AVA, której głównym partnerem było Biuro Szyfrów.
Leonard Danilewicz w styczniu 1975 r. odpowiedział lakonicznie na list matematyka wskazując na problemy zdrowotne. Opisał m.in. znane mu losy zespołu, który złamał niemiecki szyfr. „Płk. Gwido Langera widziałem w Londynie w r. 1945 wkrótce po wydobyciu go z obozu w Niemczech. Był to człowiek złamany zarówno fizycznie jak i psychicznie. Wynędzniały starzec o ziemistej cerze i zgasłych oczach – dawniej krępy, skłonny do otyłości, z okazałym podbródkiem, zdrową cerą i pełen energii, która nie pozwalała mu być bezczynnym. Zmarł po kilku tygodniach. Mjr. Maksymiliana Ciężkiego, który był uwolniony jednocześnie z Langerem, nie widziałem, gdyż pozostał pod opieką lekarza – wkrótce zmarł. Antoni Palluth zginął w maju (25?) 1945 od odłamka w czasie bombardowania fabryki lotniczej w zagłębiu Ruhrygdzie był w obozie pracy przymusowej, w tym samym czasie, tamże, zmarł na serce Edward Fokczyński. (Danilewicz popełnił błędy: Palluth zmarł w kwietniu 1944 r. a Fokczyński w lipcu 1944 r. w niemieckim obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, Gwido Langer zmarł w marcu 1948 r. w Kinross w Szkocji – red.) Wszyscy czterej bardzo przeżywali brak wiadomości o rodzinach, które zostały ewakuowane 5.9.1939 do Janowej Doliny i o których słuch zaginął. Tem należy tłumaczyć ich, wielokrotnie wzmiankowane przez Bertranda, pijackie wyskoki, które nie były zgodne z ich dawnymi zwyczajami i charakterami. Zostali ujęcie przez Gestapo przy przekraczaniu granicy hiszpańskiej po likwidacji placówki Bertranda. Mój brat, jeden z współtwórców (z Langerem i Ciężkim) i wyłączny konstruktor strony mechanicznej i elektrycznej maszyny Lacida i jej dalszych odmian, zmarł nagle w Londynie w r. 1971.”– pisał Leonard Danilewicz.
Czytaj więcej
W murach warszawskiego Pałacu Saskiego rozegrała się batalia, która zaważyła na losach świata. Trzech młodych matematyków rozpoczęło trudną walkę z...
Opisał też działanie Lacidy, która została zaprojektowana przez Biuro Szyfrów dla polskiej armii. Jej nazwa pochodziła od inicjałów twórców: ppłk. Karola Gwidona Langera, por. Maksymiliana Ciężkiego i inż. Danilewicza. W liście do Rejewskiego Danilewicz opisał m.in. szczegóły techniczne budowy Lacidy np. liczbę kontaktów na bębenkach. Wskazał, że oparta była ona na przenośnej maszynie Remington.
Z fragmentów korespondencji, z którą mogliśmy się zapoznać dzięki Tomaszowi Muskusowi, wynika że była ona prowadzona co najmniej do września 1975 r. – Na ostatni list Rejewski nie otrzymał już odpowiedzi– mówi Tomasz Muskus. Leonard S. Danilewicz zmarł 14 sierpnia 1976 r. w Londynie.