Ponad dwadzieścia historii. Dziesiątki nazwisk. Setki akcji, meldunków, decyzji podejmowanych z dala od frontów, ale nie mniej brzemiennych w skutki. Cykl „Polskie sekrety wojny” publikowany niemal przez rok na łamach „Rzeczpospolitej” był opowieścią o ludziach, którzy działali w cieniu, ale ich decyzje i dokonania miały olbrzymi wpływ na losy wojny. Opowieścią o ludziach bardzo znanych i tych, którzy dzisiaj są całkowicie zapomniani. Teraz czas spojrzeć na ich wysiłek z szerszej perspektywy.
Polski wywiad w czasie wojny
Jesienią 1939 r. Polska przegrała kampanię militarną, ale wojny nie zakończyła. Państwo podziemne, które zaczęło się rodzić jeszcze w płonącej Warszawie, szybko stało się jednym z najlepiej zorganizowanych i najskuteczniejszych systemów konspiracyjnych w okupowanej Europie. Jego kręgosłupem był wywiad – kluczowy i niezwykle skuteczny element tej struktury.
Pałac Saski w Warszawie w 1934 r. To tu znajdowała się siedziba Oddziału II, tzw. Dwójki – polskiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego
Polski wywiad czasu II wojny światowej nie był ani jedną strukturą, ani jednym środowiskiem. Tworzyli go oficerowie przedwojennej „Dwójki”, emisariusze rządu na uchodźstwie, cichociemni, kurierzy, a także tysiące anonimowych współpracowników rozsianych po całej Europie. Od konspiracyjnej Służby Zwycięstwu Polski, przez Związek Walki Zbrojnej, kontrowersyjnych „Muszkieterów”, aż po Armię Krajową i Bataliony Chłopskie — wszędzie tam funkcjonowały sprawne piony informacyjno-wywiadowcze. Równolegle działał na emigracji Oddział II Sztabu Naczelnego Wodza, ściśle współpracujący z brytyjskim wywiadem. Wywiad AK współpracował nawet… z Japonią, Finlandią, Szwecją i Węgrami.
Była to sieć o imponującym zasięgu i skali. Obejmowała nie tylko okupowaną Polskę, gdzie działało nawet kilkadziesiąt tysięcy informatorów, ale także III Rzeszę, Związek Sowiecki, Europę Zachodnią, Bałkany, Bliski Wschód, a nawet oba kontynenty amerykańskie. Jej efektem były dziesiątki tysięcy raportów – według powojennych szacunków aż 76 tys. z nich przekazano aliantom i w zdecydowanej większości miały wysoką wartość operacyjną. Ponad 40 proc. informacji wywiadowczych, którymi dysponował wywiad Wielkiej Brytanii w czasie II wojny światowej, pochodziło ze źródeł polskich, ocenianych jako niezwykle dokładne i przydatne. Jedną z takich brytyjskich ocen przytoczył w swoich pamiętnikach Kazimierz Leski „Bradl”: „Korzystamy również z okazji, aby wyrazić głębokie uznanie dla wyjątkowo świetnej pracy, która spotkała się z zasłużonym podziwem i gorącym uznaniem we wszystkich sekcjach”.
Czytaj więcej
Agentka polskiego wywiadu w czasie II wojny światowej wykorzystała swój urok, inteligencję i… gadatliwego marynarza-kuzyna, by ustalić, gdzie ukryw...
To właśnie w tych raportach kryły się informacje o niemieckich planach, ruchach wojsk, zapleczu przemysłowym i nowych rodzajach broni. To Polacy jako pierwsi złamali szyfr Enigmy. To oni wskazali aliantom ośrodek w Peenemünde, gdzie powstawały tajne bronie nazistów V-1 i V-2. Agenci docierali do portów Kriegsmarine, szlaków transportowych na front wschodni, a nawet do bezpośredniego otoczenia Adolfa Hitlera.
W tej historii są jednak nie tylko sukcesy. Są także straty, dekonspiracje oraz dramaty – aresztowania, takie jak ujęcie generała Stefana Roweckiego „Grota”. To cena, jaką płaci się za działalność w świecie, w którym jeden błąd mógł kosztować życie całej siatki.
Bilans pozostaje jednak jednoznaczny. Polski wywiad był jednym z najważniejszych źródeł informacji dla aliantów, a według niektórych ocen najlepszym w okupowanej Europie. Jego wkład w zwycięstwo nad III Rzeszą nie zawsze jest dostrzegany, ale bez niego obraz tej wojny byłby niepełny. Nie bez powodu jeden z wysokich rangą oficerów amerykańskiego wywiadu, gen. Hayes A. Kroner, zastępca szefa amerykańskiego wywiadu wojskowego stwierdził, że „Armia Polska posiada najlepszy wywiad na świecie. Wartość jego jest dla nas nieoceniona. Niestety, w zamian możemy dać bardzo niewiele”.
Wyjątkowi ludzie i tajne akcje
Historia polskiego wywiadu w czasie II wojny światowej to nie tylko liczby, raporty i struktury. To przede wszystkim konkretni ludzie i konkretne działania, często pojedyncze decyzje, które uruchamiały łańcuch wydarzeń o strategicznym znaczeniu. Właśnie w tej skali – jednostkowych biografii i operacji – najlepiej widać realny wpływ polskiego wywiadu na przebieg wojny. Polskie Państwo Podziemne rozrosło się do spektakularnych rozmiarów, z agentami w całej Europie. Docierali oni do wielu cennych informacji, do których nie mieli dostępu alianci. To było szpiegostwo w starym dobrym stylu.
Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów była działalność siatki stworzonej przez mjr Mieczysława Słowikowskiego w Afryce Północnej. Pod przykrywką działalności gospodarczej Polacy zbudowali rozległy system wywiadowczy obejmujący Maroko i Algierię. W czasie, gdy alianci mieli tam bardzo ograniczone możliwości rozpoznania, to właśnie polskie meldunki dostarczały informacji o siłach przeciwnika, nastrojach ludności i realiach politycznych. Na ich podstawie przygotowano operację „Torch” – pierwszy wielki desant aliantów, który otworzył drogę do dalszej ofensywy w Europie.
Jeszcze większe znaczenie miały działania podjęte przed wybuchem wojny. Przekazanie aliantom wyników prac nad złamaniem szyfru Enigmy było momentem przełomowym. Polscy matematycy nie tylko rozszyfrowali system, ale też stworzyli narzędzia, które pozwoliły Brytyjczykom kontynuować pracę na masową skalę. W efekcie alianci mogli czytać znaczną część niemieckiej korespondencji wojskowej, co miało kluczowe znaczenie m.in. w Bitwie o Atlantyk i obronie Wysp Brytyjskich. Dermot Turing, bratanek słynnego kryptologa Alana Turinga zauważył, że „Udział polskich matematyków w złamaniu kodu Enigmy nie został dotąd sprawiedliwie oceniony, trzeba im oddać sprawiedliwość”. Z kolei gen. Gustave Bertrand, związany z francuskimi służbami kryptologicznymi działającymi przy Deuxieme Bureau, w swojej książce „Enigma ou la plus grande énigme de la Guerre 1939–1945” opublikowanej w 1973 r. napisał wprost: To tylko im należy się cała zasługa i chwała za doprowadzenie pod względem specjalistycznym do końca tej niewiarygodnej historii. Nastąpiło to dzięki ich wiedzy i uporczywości, niemających sobie równych w świecie! Pokonali trudności, które Niemcy uważali za »niemożliwe do przezwyciężenia«”.
Czytaj więcej
Gdy Europie groziło widmo nowej śmiercionośnej broni, to polski wywiad ustalił, że na wyspie Uznam powstaje niemiecki projekt mogący odmienić bieg...
Równie istotne były działania wymierzone w niemiecki program rakietowy. To dzięki informacjom polskiego wywiadu alianci zlokalizowali ośrodek w Peenemünde, gdzie rozwijano broń V-1 i V-2. Precyzyjny nalot w 1943 r. znacząco opóźnił wdrożenie tej technologii. Niedługo później polskie podziemie zdobyło egzemplarz rakiety V-2, który został szczegółowo przebadany, a następnie – w ramach brawurowej operacji lotniczej „Most” – przekazany do Londynu. Był to jeden z najbardziej śmiałych sukcesów wywiadowczych całej wojny. To m.in. dlatego sir John Colville, sekretarz trzech brytyjskich premierów, napisał w swoich pamiętnikach: „Prawdopodobnie najlepszymi i najwszechstronniejszymi graczami w tej grze wywiadowczej podczas II wojny światowej byli Polacy.
Polski wywiad zajmował się codziennym rozpoznaniem w okupowanej Europie, a jego ustalenia trafiały na biurka najwyższych szczebli dowodzenia. Siatki agenturalne dostarczały informacji o ruchach wojsk, produkcji przemysłowej, systemach umocnień czy planach operacyjnych. Dzięki nim alianci poznali m.in. szczegóły niemieckich przygotowań do ataku na Związek Sowiecki, lokalizacje zakładów zbrojeniowych czy plany Wału Atlantyckiego. W wielu przypadkach prowadziło to bezpośrednio do nalotów lub decyzji strategicznych.
Nie brakowało też operacji opartych na dezinformacji. Przykładem może być działalność agenta Mieczysława Czerniawskiego współtworzącego aliancki system „double cross”, który skutecznie wprowadzał Niemców w błąd co do skuteczności rakiet V, czy miejsca przyszłego desantu we Francji. To właśnie tego typu działania sprawiały, że wywiad nie tylko dostarczał wiedzy, ale aktywnie kształtował decyzje przeciwnika. Komandor Wilfred Dunderdale, łącznik brytyjskiego wywiadu przy wywiadzie polskim, zauważył: „Polska Służba Wywiadowcza wniosła bezcenny wkład w planowanie i udane przeprowadzenie inwazji (...) oraz przyczyniła się do ostatecznego zwycięstwa sił Sprzymierzonych w Europie”.
Enigma – model K 470 – wyeksponowana w Centrum Szyfrów Enigma w Poznaniu
Szczególne miejsce zajmują w tej historii misje o charakterze niemal niewyobrażalnym. Dobrowolne przedostanie się rotmistrza Witolda Pileckiego do Auschwitz było operacją bez precedensu. Zorganizowana przez niego siatka konspiracyjna i przesyłane raporty należały do pierwszych świadectw zbrodni ludobójstwa dokonywanych w obozie. Choć jego apele o interwencję nie przyniosły oczekiwanego efektu, pozostają jednym z najważniejszych dokumentów epoki i symbolem odwagi wykraczającej poza granice wojskowego obowiązku.
Dopełnieniem obrazu wkładu w zwycięstwo aliantów są biografie ludzi (opisanych przeze mnie w ramach cyklu na łamach „Rzeczy o Historii”), których losy najlepiej oddają skalę i różnorodność działań polskiego wywiadu. Każda z nich to osobna opowieść, ale razem tworzą spójną opowieść o służbie prowadzonej na wszystkich frontach tej wojny.
Jerzy Iwanow-Szajnowicz był jednym z tych agentów, którzy działali samotnie, a ich skuteczność liczono w realnych stratach przeciwnika. W okupowanej Grecji prowadził akcje sabotażowe wymierzone w niemiecką logistykę i marynarkę wojenną. Stał się legendą jeszcze za życia: symbolem oporu, który potrafił sparaliżować działania całych jednostek. Schwytany i stracony przez Niemców, do dziś pozostaje bohaterem dwóch narodów.
Czytaj więcej
W grudniu 1942 r. skazano go na potrójną karę śmierci. Miesiąc później, 4 stycznia 1943 r., wyrok wykonano – w dramatycznych okolicznościach.
Krystyna Skarbek działała inaczej. Jej bronią była inteligencja, odwaga i umiejętność gry z przeciwnikiem. Poruszała się po okupowanej Europie z niezwykłą swobodą, podejmując ryzyko, którego unikali nawet doświadczeni agenci. Ratowała współpracowników, przenosiła informacje, prowadziła działania wywiadowcze i dywersyjne. Jej legenda narodziła się jeszcze w czasie wojny, ale jej tragiczny finał w powojennym Londynie przypomina, jak wysoką cenę płacili ludzie tej służby – także po jej zakończeniu.
Elżbieta Zawacka „Zo” była z kolei symbolem wytrwałości i determinacji. Jako kurierka przemierzała okupowaną Europę dziesiątki razy, utrzymując łączność między krajem a rządem na uchodźstwie. Jej wyprawa z Warszawy do Londynu – przez III Rzeszę, Francję i Hiszpanię – należała do najbardziej brawurowych misji kurierskich tej wojny. A potem została jedyną kobietą wśród cichociemnych, elitarnych żołnierzy przerzucanych do okupowanej Polski.
Jeszcze inną drogę wybrał Michał Rybikowski, który działał w samym sercu aparatu przeciwnika. Funkcjonując pod fałszywą tożsamością i wykorzystując pracę w japońskiej ambasadzie, zdobywał informacje z wnętrza III Rzeszy. Jego działalność była nieustanną grą z Gestapo – grą, w której każdy błąd mógł oznaczać natychmiastową śmierć.
Czytaj więcej
W październiku do polskich kin wszedł film „Skarbek”, brytyjsko-polsko-amerykańska produkcja w reżyserii Jamesa Marquanda. Tytułową bohaterkę zagra...
Na styku wielkiej polityki i wywiadu działała Halina Szymańska. Dzięki osobistej relacji z admirałem Wilhelmem Canarisem, szefem Abwehry, miała dostęp do informacji o najwyższym znaczeniu strategicznym. Przekazywała aliantom dane dotyczące planów operacyjnych Niemiec: od działań na Morzu Śródziemnym po zamierzenia wobec Malty czy kulisy spisków przeciwko Hitlerowi. Jej działalność pokazuje, jak ważną rolę odgrywały relacje, zaufanie i umiejętność poruszania się w świecie elit III Rzeszy. Wagę informacji od Polaków docenił sam płk William Donovan, dyrektor amerykańskiego Biura Służb Strategicznych (OSS): „Sprawozdania II Oddziału Polskiego Sztabu Generalnego przedstawiają dla Sztabu Amerykańskiego niezwykłą wartość. Należą one do najpoważniejszych kontrybucji, jakie Sztab Amerykański otrzymuje”.
Tajna służba to nie tylko zdobywanie informacji, ale także ratowanie życia. W Stambule polski konsul Wojciech Rychlewicz prowadził działania, które dziś nazwalibyśmy operacją humanitarną pod przykryciem dyplomatycznym. Wystawiając dokumenty umożliwiające uzyskanie wiz państw neutralnych, pomagał Żydom uciekać z okupowanej Europy. Jego działalność przez lata pozostawała niemal nieznana, choć dla setek ludzi oznaczała ocalenie.
Polski wywiad prowadził również działania, które wyprzedzały swoją epokę. Akcja „N” była przykładem nowoczesnej wojny psychologicznej – starannie przygotowane materiały propagandowe, stylizowane na niemieckie, trafiały do żołnierzy i ludności III Rzeszy, podważając wiarę w zwycięstwo i siejąc nieufność wobec własnego dowództwa. Była to walka o morale przeciwnika, prowadzona równie konsekwentnie jak działania zbrojne.
Czytaj więcej
W czasie II wojny światowej, balansując między światem salonów a tajnymi strukturami wywiadu, hrabina zyskała zaufanie Niemców, współpracowała z po...
Nie mniej ważne były operacje zapewniające funkcjonowanie samego państwa podziemnego. Akcja „Góral”, czyli błyskawiczne przejęcie ogromnych środków finansowych w centrum okupowanej Warszawy, pokazała, że konspiracja potrafi działać z precyzją i rozmachem. Zdobyte pieniądze zasiliły struktury podziemne, w tym także wywiad, umożliwiając dalsze prowadzenie działalności na szeroką skalę.
Czasem o powodzeniu operacji decydowała jedna osoba i jedna informacja. Tak było w przypadku agentki o pseudonimie „Milena”, działającej w warszawskim Pałacu Brühla. To dzięki jej danym możliwe było przeprowadzenie zamachu na Franza Kutscherę, jednego z najważniejszych funkcjonariuszy niemieckiego aparatu terroru w okupowanej stolicy. Jej praca pokazuje, jak ogromne znaczenie miała precyzja i wiarygodność pojedynczego źródła.
Z tych historii wyłania się obraz wywiadu, który nie miał jednego oblicza. Obok takich postaci jak Pilecki czy Słowikowski działały setki nieznanych, cichych bohaterów – kurierów, radiotelegrafistów, analityków, drukarzy, fałszerzy dokumentów… W okupowanej Francji rozbudowane siatki, tworzone przez polskich oficerów, obejmowały tysiące współpracowników, w tym znaczną liczbę kobiet. Ich zadaniem było zbieranie informacji, utrzymywanie łączności i przekazywanie meldunków – często kosztem ogromnego ryzyka. Aresztowania, tortury i deportacje były codziennością tej służby.
Czytaj więcej
„Powinniśmy poświęcać więcej uwagi temu, co działo się w Polsce oraz polskiemu wkładowi w wysiłek wojenny aliantów” – mówi Clare Mulley, autorka be...
Natomiast działalność na wschodnich Kresach nie tylko sprowadzała się do rozpoznania i niszczenia niemieckich szlaków komunikacyjnych, ale także rozpracowywano plany sowieckiego „sojusznika”. Płk Harold Perkins z SOE (Special Operations Executive – Kierownictwo Operacji Specjalnych) powie potem: „Znam niewielu Anglików, którzy mogliby dorównać polskiemu wywiadowi pod względem wiedzy z pierwszej ręki o Rosji, rosyjskiej mentalności i rosyjskich metodach”.
To właśnie suma tych pojedynczych działań – często niewidocznych i niedocenianych – przesądzała o sile polskiego wywiadu. I to ona sprawia, że jego historia nie jest tylko opowieścią o strukturach, ale przede wszystkim o ludziach, którzy w najtrudniejszych warunkach potrafili wpływać na bieg światowej wojny. Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że to oni sprawiali, że pojedyncze operacje przekładały się na decyzje podejmowane w Londynie, Waszyngtonie czy w sztabach alianckich armii. Wojna toczyła się na frontach, ale jej wynik często rozstrzygał się wcześniej – dzięki pozyskanym informacjom, które ktoś zdobył, przesłał i właściwie zinterpretował. W tej niewidzialnej części konfliktu Polacy odegrali rolę znacznie większą, niż przez lata sądzono.
Co ujawniła historia MI6?
Dopiero po dziesięcioleciach od zakończenia wojny zaczęto w pełni dostrzegać skalę i znaczenie działań polskiego wywiadu. Jednym z przełomowych momentów było opublikowanie oficjalnej historii brytyjskiego wywiadu MI6 autorstwa historyka Keitha Jeffery’ego. Książka ta, obejmująca lata 1909–1949, po raz pierwszy tak szeroko ujawniła kulisy współpracy brytyjsko-polskiej i jednoznacznie potwierdziła, jak istotną rolę odgrywali w niej Polacy.
Z perspektywy Londynu polski wywiad jawi się jako struktura nie tylko rozległa, ale przede wszystkim wyjątkowo skuteczna. W szczytowym okresie dysponował on dziesiątkami siatek agenturalnych działających zarówno w krajach okupowanych, jak i neutralnych. Co istotne, nie były to struktury przypadkowe – część z nich oceniano jako szczególnie „produktywne”, zdolne do dostarczania dużej liczby wartościowych raportów w krótkim czasie.
Czytaj więcej
W pierwszym artykule cyklu przedstawiamy Romana Czerniawskiego – podwójnego, a nawet potrójnego agenta: oficera polskiego wywiadu, szpiega Abwehry...
Brytyjczycy zwracali uwagę nie tylko na ilość, ale przede wszystkim na jakość informacji. Przykładem może być działalność siatek działających we Francji, które szczegółowo rozpracowywały ruchy wojsk niemieckich, transporty kolejowe czy aktywność Kriegsmarine w portach atlantyckich. To właśnie meldunki polskich agentów pozwalały wcześniej dostrzegać kierunki niemieckich przygotowań, choćby plany związane z działaniami w Afryce Północnej.
Książka pokazuje również coś jeszcze: inicjatywę. W wielu regionach świata – od Bliskiego Wschodu po Azję Środkową – polscy agenci wyprzedzali działania brytyjskie, budując własne siatki, zanim pojawili się tam funkcjonariusze MI6. Dotyczyło to m.in. Iranu czy Afganistanu, gdzie Polacy tworzyli struktury wywiadowcze i kanały przerzutowe jeszcze na początku wojny.
Autor książki podkreśla również wagę źródeł ulokowanych blisko centrum decyzyjnego III Rzeszy. Polskie siatki potrafiły docierać do informatorów mających dostęp do najwyższych szczebli dowodzenia, a ich meldunki obejmowały m.in. sytuację na froncie wschodnim. To poziom penetracji, który w świecie wywiadu należał do rzadkości.
Plan parteru budynku przy Strasse der Polizei (obecnie Al. Szucha 25, siedziba MEN), w latach 1939–1944 siedziby niemieckiego Urzędu Komendanta Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa Dystryktu Warszawskiego GG (Gestapo) opracowany przez wywiad AK na przełomie 1942/1943 r.
Nie zabrakło także odniesień do najbardziej znanych sukcesów, takich jak rozpracowanie ośrodka w Peenemünde czy działalność siatki Mieczysława Słowikowskiego w Afryce Północnej. W obu przypadkach brytyjska historia MI6 jednoznacznie wskazuje, że bez informacji dostarczonych przez Polaków działania aliantów byłyby znacznie trudniejsze lub opóźnione. Co szczególnie uderzające, z książki wyłania się obraz wywiadu, który nie był jedynie „partnerem” dla Brytyjczyków, ale często działał równolegle, a momentami nawet wyprzedzał ich inicjatywy. Polacy nie tylko przekazywali informacje – tworzyli własne sieci, prowadzili operacje i wpływali na kierunki działań alianckich.
Dla współczesnego czytelnika ta publikacja ma znaczenie podwójne. Z jednej strony odsłania kulisy współpracy wywiadowczej, przez lata objętej ścisłą tajemnicą. Z drugiej – stanowi ważne potwierdzenie tego, co przez dekady funkcjonowało głównie w polskiej historiografii i pamięci, że wkład polskiego wywiadu w zwycięstwo aliantów był nie tylko realny, ale momentami kluczowy. W tym sensie książka Jeffery’ego nie tyle odkrywa nową historię, ile nadaje jej międzynarodowy wymiar, pokazując, że opowieść o polskim wywiadzie jest zarówno częścią narodowej narracji, jak i elementem wspólnej historii zwycięstwa nad III Rzeszą.
Zwycięstwo bez wolności
Wysiłek polskiego wywiadu – podobnie jak całego Polskiego Państwa Podziemnego – był podporządkowany jednemu celowi: pokonaniu III Rzeszy i przywróceniu niepodległości. Przez całą wojnę zakładano, że zwycięstwo aliantów przyniesie Polsce miejsce wśród wolnych państw Europy. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej skomplikowana i znacznie bardziej gorzka.
Już w trakcie wojny zapadały decyzje, które w praktyce przesądzały o powojennym losie Europy Środkowo-Wschodniej. Na konferencji w Casablance w 1943 r. alianci zachodni, pod presją geopolityczną i w porozumieniu ze Związkiem Sowieckim, zrezygnowali z wariantu uderzenia przez Bałkany. Oznaczało to, że to Armia Czerwona będzie główną siłą „wyzwalającą” Europę Wschodnią, w tym Polskę.
Ten kierunek został ostatecznie przypieczętowany w lutym 1945 r. podczas konferencji jałtańskiej. Przywódcy Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego uzgodnili nowy porządek powojenny, który w praktyce oddawał Polskę w strefę wpływów Stalina. Decyzje te zapadły ponad głowami polskich władz na uchodźstwie i wbrew wysiłkowi milionów obywateli, którzy przez lata walczyli u boku aliantów.
Czytaj więcej
Rankiem 10 kwietnia 1943 r. w samym sercu Berlina rozległ się potężny wybuch. Za zamachem na Hauptbahnhof stał elitarny oddział AK dowodzony przez...
W tym kontekście historia polskiego wywiadu nabiera szczególnego wymiaru. Ludzie, którzy dostarczali aliantom kluczowych informacji, współtworzyli zwycięstwo, a często ratowali życie żołnierzy i cywilów, nie mogli wrócić do własnego kraju. Dla wielu z nich powrót oznaczałby aresztowanie, represje, a nawet śmierć z rąk aparatu bezpieczeństwa podporządkowanego Moskwie.
Symbolicznym gestem tej zmiany była Parada Zwycięstwa w Londynie w 1946 r. Polacy – mimo swojego ogromnego wkładu – nie zostali na nią zaproszeni. Decyzja ta miała wymiar polityczny: Wielka Brytania nie chciała drażnić Stalina, który już umacniał swoją władzę w Europie Wschodniej. Był to moment, w którym sojusz wojenny ustępował miejsca nowemu układowi sił, a Polska znalazła się po jego niewłaściwej stronie. Brytyjski pisarz i felietonista „Timesa” Ben Macintyre prawdziwie stwierdził, że „wkład Polski w zwycięstwo aliantów podczas II wojny światowej był niezwykły, a może nawet decydujący, ale przez wiele lat był haniebnie pomniejszany, zepchnięty w cień zimnowojennej polityki”.
Paradoks historii polega na tym, że polski wywiad działał skutecznie do samego końca wojny. Wspierał aliantów, dostarczał informacji, uczestniczył w operacjach, które przybliżały klęskę III Rzeszy. Jednak zwycięstwo, które współtworzył, nie przyniosło Polsce wolności. Dlatego bilans tej działalności jest podwójny. Z jednej strony – imponujący dorobek operacyjny, uznanie aliantów i realny wpływ na przebieg wojny. Z drugiej – polityczna rzeczywistość, w której o losach państw decydowały nie zasługi, ale przede wszystkim interesy wielkich mocarstw. To właśnie ten rozdźwięk między wkładem a nagrodą stanowi najbardziej gorzkie podsumowanie historii polskiego wywiadu w czasie II wojny światowej. I być może najważniejszą lekcję, jaka z niej płynie.