Pozwanym jest Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, które w tej chwili włada obrazami, o które jest spór prawny. – Pozew dotyczy wydania tych obiektów na rzecz spadkobierców – informuje „Rzeczpospolitą” mecenas Maciej Obrębski. – W ramach tej sprawy sąd rozstrzygnie kwestie własności – dodaje pełnomocnik BK (podajemy inicjały jednego ze spadkobierców).  

Przypomnijmy, że „Rzeczpospolita” jako pierwsza napisała o roszczeniach wobec obrazów z kolekcji Lubomirskich. Już po naszej publikacji I Wydział Cywilny Sądu Okręgowego w Słupsku przekazał pełnomocnikowi oraz do muzeum postanowienie o zabezpieczeniu roszczenia, czyli dwóch obrazów, które do wybuchu wojny w 2022 r. należały do Ordynacji Przeworskiej Andrzeja Lubomirskiego. Znaczna część jego spuścizny pozostała w Ukrainie.

W tym przypadku roszczenie dotyczy „Portretu Roksolany”, nieznanego autorstwa (olej z XVI w.) oraz „Portretu młodzieńca” Alojzego Rejchana z 1850 r. Ich wartość została oszacowana przez spadkobierców Lubomirskiego na 150 tys. zł. Sąd zakazał przekazywania tych obiektów trzecim podmiotom i wywożenia za granicę.

Czytaj więcej

Przechowywane w Polsce obrazy z Ukrainy mogą nie wrócić do Lwowa. Miały być bezpieczne od bomb

Mecenas Obrębski tłumaczy, że zamiarem spadkobierców Andrzeja Lubomirskiego jest, aby „obrazy, które niegdyś tworzyły Muzeum Lubomirskich we Lwowie, będące wraz z Ossolineum jedną z najważniejszych instytucji polskiej kultury w XIX wieku i w okresie międzywojnia, pozostały w obecnych granicach Rzeczypospolitej”. – Jedynie będąc dostępne dla polskiej publiczności, będą w pełni realizować cele, jakie postawili przed sobą w 1823 r. hrabia Maksymilian Ossoliński i książę Henryk Lubomirski. Jedną z możliwych opcji byłoby pozostawienie odzyskanych obrazów w depozycie polskiej instytucji kultury, np. powstającego przy Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu – Muzeum Książąt Lubomirskich – powiedział nam adwokat spadkobierców Maciej Obrębski.

To nie jest spór pomiędzy państwem ukraińskim i polskim

Po publikacji w „Rzeczpospolitej” lwowskie muzeum wydało oświadczenie w którym, czytamy, że „historyczne procesy przemieszczania dóbr kultury w XX wieku, w szczególności w wyniku decyzji władz radzieckich po II wojnie światowej, nie mogą być utożsamiane z działaniami niepodległej Ukrainy ani ukraińskich instytucji muzealnych”. „Lwowskie Muzeum Historyczne jest państwowym depozytariuszem Funduszu Muzealnego Ukrainy i ponosi odpowiedzialność za jego należyte zabezpieczenie. Wyrażamy szacunek dla polskiego systemu prawnego i liczymy na bezstronne oraz sprawiedliwe rozpatrzenie sprawy zgodnie z normami prawa międzynarodowego, etyki muzealnej oraz obowiązującego prawa” – napisano na stronie muzeum.

Czytaj więcej

Ruszyła budowa Muzeum Książąt Lubomirskich. W tle trwa spór o to, kto jest właścicielem jego zbiorów

Sprawą odzyskania obrazów przez lwowską placówkę ma się zająć ukraińskie Ministerstwo Sprawiedliwości, które we współpracy z Ministerstwem Kultury i Ministerstwem Spraw Zagranicznych opracowuje wspólne stanowisko prawne. W razie potrzeby resort sprawiedliwości w Kijowie zaangażuje prawników. Poinformowano o tym na konferencji prasowej we Lwowie.

Ukraińscy urzędnicy wskazali, że wystawa w Słupsku będzie kontynuowana. Teraz eksponowanych jest tam 605 obiektów z Lwowskiego Muzeum Historycznego. Roman Chmelyk, jego dyrektor, podkreślił, że wystawa wpisuje się w politykę państwa popularyzującą kulturę ukraińską za granicą. Według niego, w czasie wojny takie wystawy mają również znaczenie dla bezpieczeństwa, ponieważ eksponaty są przechowywane w bardziej stabilnych warunkach.

Chmelyk podkreślił, że sąd w Polsce nie rozstrzygnął jeszcze kwestii własności obrazów. – Obrazy nie zostały zajęte. Do czasu merytorycznego rozpatrzenia sprawy sąd zakazał dyrektorowi muzeum w Słupsku przekazywania obrazów innym osobom, instytucjom i przewożenia ich przez granicę – dodał.

Zastępca Kierownika Wydziału Majątku Wspólnego Gmin Lwowskiej Rady Obwodowej Wiktor Kusy podkreślił, że eksponaty pochodzą ze środków Funduszu Muzealnego Ukrainy, a nie są majątkiem komunalnym. – Mamy spór o interesy prywatne. To nie jest spór między państwem polskim a państwem ukraińskim – podkreślił Wiktor Kusy.

Czy to jest prowokacja?

Ukraiński portal ZAXID.NET zwrócił uwagę, że „o tym międzypaństwowym sporze poinformowało nie samo muzeum, ani władze ukraińskie, lecz polski dziennik „Rzeczpospolita”. Urzędnicy również nie spieszyli się z komentowaniem niewygodnej sytuacji.

Prezentowana na wystawie kolekcja muzealna stanowi część państwowego Funduszu Muzealnego Ukrainy, dlatego zgodę na jej wywóz za granicę wydało Ministerstwo Kultury za pośrednictwem właściwego departamentu obwodowego.

– To prowokacje polityczne. Dotychczas nie było przypadków, aby nasze eksponaty zostały zatrzymane za granicą. Nie sądzę, aby do tego doszło. Te dobra znajdują się w państwowym Funduszu Muzealnym Ukrainy, a ich właścicielem jest państwo ukraińskie, a nie osoba prywatna – powiedziała Iryna Hawryluk, kierowniczka Departamentu Kultury, Narodowości i Religii Lwowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej, którą przywołuje portal ZAXID.NET.

Dyrektor lwowskiego muzeum na konferencji prasowej zwrócił uwagę, że po likwidacji Muzeum Lubomirskich we Lwowie przez władze sowieckie pod koniec 1939 r. i na początku 1940 r., jego zbiory zostały rozdzielone pomiędzy kilka lwowskich muzeów, a Ukraina uważa te eksponaty za swoją własność.

Czytaj więcej

Misja restytucja. Jak Polska tropi utracone dzieła sztuki

– Te obrazy i cała kolekcja są własnością państwa ukraińskiego. Nikt nie ukrywa tego, co posiadamy. Drukowane są katalogi wskazujące na pochodzenie tych przedmiotów. Zostały one nabyte całkowicie legalnie – zaznaczył.

To nie jest pierwsze roszczenie wobec Ukrainy

Roman Chmelyk zwrócił uwagę, że nie jest to pierwszy przypadek, gdy za granicą pojawiają się roszczenia majątkowe dotyczące ukraińskich eksponatów muzealnych. Jako przykład podał wystawę w Izraelu z 1994 r., kiedy spadkobiercy lwowskiego kolekcjonera Maksymiliana Goldsteina domagali się zwrotu części eksponatów. Wówczas strona ukraińska wygrała sprawę w dwóch instancjach sądowych, po czym cała wystawa wróciła na Ukrainę.

O czym mówi przedstawiciel ukraińskiej instytucji? Sprawa Maksymiliana Goldsteina dotyczyła losów kolekcji polskiego bankowca i mecenasa sztuki. Zgromadził on zabytki kultury żydowskiej m.in. z terenu Galicji, zabiegał o powołanie Muzeum Żydowskiego we Lwowie. Po zajęciu Lwowa przez wojska niemieckie Goldstein i jego rodzina zostali zmuszeni do zamieszkania w getcie. Maksymilian Goldstein nie przeżył Zagłady, a jego bezcenna kolekcja została rozproszona, część zabytków trafiła do lwowskich muzeów.

Sprawa w Izraelu prawdopodobnie dotyczyła kolekcji Goldsteina, która znajdowała się w Muzeum Rzemiosła Artystycznego we Lwowie, gdzie została przez niego zdeponowana w 1941 r. Zostało to potwierdzone umową notarialną. Roszczenia pojawiły się, gdy w Izraelu została zorganizowana wystawa, na której zostały wystawione eksponaty pochodzące z tej kolekcji, były to judaika. W 1996 r. sąd izraelski odrzucił żądanie spadkobierców z uwagi na brak jurysdykcji, wskazując na fakt, iż zbrodnia miała miejsce poza Izraelem. Sąd izraelski prawdopodobnie nie rozpoznawał kwestii jej własności.

Warto dodać, że roszczenia dotyczyły także 12 obrazów z kolekcji Lubomirskich, które na przełomie 2023 i 2024 r. były eksponowane na Zamku Królewskim w Warszawie na wystawie „Geniusz Lwowa. Lwów jako ośrodek sztuki i jego kolekcje artystyczne”. W imieniu ŁBS (podajemy inicjały spadkobiercy) mecenas Obrębski wystąpił do Sądu Okręgowego w Warszawie o ich zabezpieczenie. Gdy informacja na ten temat została przekazana do muzeum, wystawa natychmiast została zamknięta, a obrazy wywiezione na Ukrainę. Sąd oddalił wniosek o zabezpieczenie, głównie z tego powodu, że obrazy nie były już w posiadaniu muzeum.

Mecenas Obrębski zwraca uwagę, że w 2004 roku Ukraina przekazała Holandii 139 grafik i trzy rysunki z kolekcji Franza Koenigsa, które po wojnie znajdowały się w Kijowie. - Później spadkobiercy Koenigsa zgłosili własne roszczenia wobec państwa holenderskiego. Przypadek ten pokazuje, że Ukraina nie zawsze przyjmowała stanowisko o nienaruszalności własnych zbiorów państwowych i w określonych okolicznościach dokonywała zwrotów – mówi mec. Maciej Obrębski.