Jak trener i konserwator mebli przekonali świat o odkryciu pisma

Czasopismo „Science” opublikowało artykuł o wynikach badania dotyczącego 126 tys. plotek zamieszczonych na Twitterze w latach 2006–2017 i rozprzestrzenionych przez 3 miliony osób.

Publikacja: 06.06.2024 21:00

Wizerunki lwów – jaskinia Chauveta, położona w dolinie rzeki Ardèche (Francja), zawiera malowidła na

Wizerunki lwów – jaskinia Chauveta, położona w dolinie rzeki Ardèche (Francja), zawiera malowidła naskalne z okresu górnego paleolitu

Foto: HTO

Wniosek? „Fałsz rozchodzi się szybciej i dalej niż prawda we wszystkich kategoriach informacji (...). Fałszywe wiadomości są bardziej nowatorskie od prawdziwych, przez co siła ich przekazu jest większa”. Także archeologia dostarcza dowodów na potwierdzenie prawdziwości tych słów.

W fachowym czasopiśmie „Cambridge Archaeological Journal” ukazał się zbiorowy artykuł, którego autorzy twierdzą, że przeniknęli tajemnice geometrycznych znaków występujących w dużej liczbie na ścianach grot, towarzyszących wizerunkom zwierząt i ludzi z epoki lodowej, sprzed 36–15 tys. lat.

Czytaj więcej

Fenicjanie. Starożytni globaliści

Entuzjazm mediów dla „bajecznego odkrycia”

Trudno nie unieść brwi ze zdumienia przy lekturze już pierwszych zdań artykułu (ukazał się 5 stycznia 2023 r.), ponieważ autorzy, pisząc o czasach „jaskiniowców”, o tzw. paleolicie, starszej epoce kamienia, wciąż jeszcze łupanego, a nie gładzonego, mówią o „pierwszym specyficznym do odczytania sposobie komunikowania się w Europie, czyli o pierwszym piśmie w dziejach Homo sapiens”. Trudno, aby nie budziło to wątpliwości, skoro pierwszą i najstarszą forma pisma jest pismo klinowe zrodzone na Bliskim Wschodzie, w Mezopotamii, około 5500 lat temu, w środowisku wysoko rozwiniętej cywilizacji i rolnictwa o co najmniej 5 tys. lat tradycji, gdy formowały się już pierwsze państwa. Jednak nie przeszkodziło to mediom prześcigać się w entuzjazmie dla „bajecznego odkrycia”.

„Archeolog amator odkrył system pisma pochodzący z epoki lodowej” – informował „Guardian”. „Archeolog amator pomógł rozgryźć kod sztuki naskalnej” – oznajmiło BBC. Ostateczne błogosławieństwo temu „odkryciu” dał szacowny amerykański periodyk naukowy „New Scientist”, wybijając tłustym drukiem: „Zagadkowe symbole w malowidłach naskalnych mogłyby być najstarszą formą pisma”, przy czym użycie trybu warunkowego nie osłabia w oczach czytelników tego „imprimatur”.

Od połowy XIX stulecia postacie zwierząt, ludzi oraz figury i znaki geometryczne stwarzają prehistorykom, znawcom sztuki i filozofom ogromny problem interpretacyjny.

Jednak zasad obowiązujących w nauce nie dyktują media. Nawet najlepiej i najbarwniej opowiedziana historia nie może zastąpić reguły weryfikacji w badaniach i odkryciach naukowych. W tym przypadku weryfikację wypada rozpocząć od autorów artykułu. Jest wśród nich jeden archeolog Paul Pettitt wykładający w Durham University – w tym gronie tylko on ma na koncie publikacje w czasopismach naukowych, czyli takich, które posiadają komitety redakcyjne oddające nadsyłane artykuły ekspertom do zrecenzowania i na podstawie ich opinii artykuły kwalifikowane są do druku.

Kolejni autorzy artykułu to: emerytowany profesor historii, trener osobisty oraz konserwator mebli. Ten ostatni – Bennett Bacon – pasjonat archeologii, spędził „niezliczoną ilość godzin” na oglądaniu obrazów malarstwa naskalnego w internecie oraz w British Library. Zachwyt mediów wzbudziło to, że zespół w takim składzie (głównym autorem i „odkrywcą” jest konserwator mebli i zapaleniec w dziedzinie prehistorycznej sztuki) rozwikłał zagadkę, na której profesjonalni badacze łamią sobie zęby od połowy XIX wieku.

Czytaj więcej

Tajemnica garnków na wodę. Czas na odkrycie "czarnej" historii Australii

Zacząć od faktów

A tak konkretnie, to co naprawdę „odkrył” Bennett Bacon et consortes? Enigmatyczne znaki widnieją na wielu jaskiniowych naskalnych malowidłach z epoki lodowej. Dokumentowane są od ponad 150 lat – rysowane, fotografowane, a obecnie skanowane. Autorzy artykułu twierdzą, że tworzą one „system prymitywnego pisma używanego przez łowców-zbieraczy do rejestrowania informacji o cyklach reprodukcyjnych i migracjach zwierząt”. A bardziej szczegółowo: „Linia pionowa z kropką i punkt są dwoma najczęściej występującymi znakami wskazującymi miesiące i tworzącymi kalendarz fenologiczny [okresowość w życiu roślin i zwierząt] i meteorologiczny o zasięgu lokalnym, zaczynający się wiosną i rejestrujący czas, począwszy od miesięcy księżycowych. Znak »Y« – trzeci najczęściej występujący – oznaczał »narodziny«”.

Od połowy XIX stulecia, czyli od czasu, gdy zaczęto odkrywać tzw. sztukę jaskiniową (np. obrazy z jaskini Chauveta we Francji liczą około 37 tys. lat), postacie zwierząt, ludzi oraz figury i znaki geometryczne stwarzają prehistorykom, znawcom sztuki i filozofom ogromny problem interpretacyjny. Czy należy je traktować jako bardzo ważne przedstawienia symboliczne wyrażające jakieś pradawne idee? Czy może były to elementy jakiejś rzeczywistej prakonstrukcji syntaktycznej, składniowej? A może znaki odnoszą się do płci? Lub może jeszcze coś innego, coś, co nie może być  zrozumiane przez takich ludzi jak my, ludzi współczesnych, ponieważ jest już na to za późno, upłynęło zbyt wiele czasu? Naukowcy rozpatrują te możliwości z całą powagą. I także z całą powagą, traktując siebie poważnie, stwierdzają, że nie znają odpowiedzi. Co więcej, współczesna prehistoria skłania się do twierdzenia, że nigdy nie uda się przeniknąć tej zagadki.

Specjalistom trudno wyobrazić sobie, że wewnątrz jaskini, w miejscu niezwykle trudno dostępnym, w którym niewiele widać, w którym mogą się zmieścić obok siebie najwyżej dwie osoby jakiekolwiek praktyczne znaczenie może mieć informacja o sezonie polowania na żubry.

Myśleć jak jaskiniowcy

Oczywiście, że specjaliści co pewien czas obdarzają świat hipotezami bardziej lub mniej poważnymi. Jest wśród nich także hipoteza protopisma, kalendarza księżycowego, kalendarza meteorologicznego, systemu liczenia. Bennett Bacon w gruncie rzeczy wyważa dawno otwarte drzwi. Żadna z tych hipotez dotychczas nie przekonała większości naukowców. Francuski badacz Georges Sauvet wskazywał, że wiele znaków nigdy nie miało związku ze sobą, ponieważ – mimo, że figurują obok siebie – dzieli je dystans kilku, a nawet kilkunastu tysiącleci. Owszem, badacze obracają się w sferze prawdopodobieństwa (według naszych pojęć), jednak tego prawdopodobieństwa nie przekraczają. I oto Bennett Bacon jednym pociągnięciem pióra rozwiewa 150-letnie wątpliwości, dylematy, „rozszyfrowuje enigmę”. Warto dodać, że ograniczył się do studiowania paleolitycznej sztuki w internecie i bibliotece, nie pofatygował się do prawdziwych jaskiń.

„Problem nie polega na tym, że zagadkową kwestię porusza jakiś amator, lecz na tym, że opiera się na XIX-wiecznych stwierdzeniach, które już dawno utraciły ważność, na informacjach, spośród których wiele okazało się fałszywych” (Patrick Paillet, Muséum national d'Histoire naturelle w Paryżu). „Autorzy artykułu utrzymują, że żadna sekwencja znaków, o jakich mówią, nie zawiera więcej niż 13 jednakowych znaków, z czego wnioskują, że chodzi o »notatki kalendarzowe oparte na cyklu księżycowym«. Tymczasem znamy jedną sekwencję 59 znaków, dwie po 29 znaków, trzy po 16, oraz po jednej sekwencji liczącej 14, 17, 20, 28 znaków, ale nie są one uwzględnione” (Jean-Loic Le Quellec, autor monumentalnego dzieła „La caverne originelle”, Paris 2022).

Czytaj więcej

Kolos Konstantyna powrócił do Rzymu. Można go zobaczyć w Muzeach Kapitolińskich

I tym podobne głosy krytyki rozlegają się z wielu ośrodków badających czasy „jaskiniowe”. Co do jednego ogromna większość specjalistów w tym zakresie jest zgodna: trudno im wyobrazić sobie, że wewnątrz jaskini, w miejscu niezwykle trudno dostępnym, w którym niewiele widać, w którym mogą się zmieścić obok siebie najwyżej dwie osoby – a w takich właśnie miejscach często znajdują się galerie prehistorycznej sztuki – jakiekolwiek praktyczne znaczenie może mieć informacja o sezonie polowania na żubry...

Żenada

Polskie podwórko archeologiczne nie jest wolne od fałszywych wiadomości. W kwietniu 2021 r. „Journal of Archaeological Science” opublikował artykuł napisany przez badaczy pracujących w ramach Warszawskiego Projektu Interdyscyplinarnych Badań Mumii (WMP – Warsaw Mummy Project). Informowali w nim, że starożytna egipska mumia kobiety, należąca do Uniwersytetu Warszawskiego i eksponowana w Muzeum Narodowym w Warszawie, została zabalsamowana wraz z siedmiomiesięcznym płodem. Stwierdzono to dzięki analizie obrazów uzyskanych promieniami rentgenowskimi oraz tomografem komputerowym.

Ponowne „odkrywanie” tego, co już zostało odkryte przez poprzedników, zdarza się w nauce.

Nie wszyscy specjaliści w to uwierzyli. Po upływie roku, w lipcu 2022 r., pismo „Archeological and  Anthropological Sciences” opublikowało polemiczny artykuł zaprzeczający temu „odkryciu”. Co ciekawe, jego autorami są inni badacze, z innego zespołu, ale także pracujący w ramach Warsaw Mummy Project. Zespołem tym kieruje bioarcheolog z Uniwersytetu Warszawskiego Kamila Braulińska. Analizy wykorzystujące techniki holograficzne (najnowszy trend w medycynie) umożliwiły ustalenie, że w miednicy mumii nie ma płodu, są natomiast cztery „pakunki” umieszczone tam przez starożytnych egipskich balsamistów. W co najmniej jednym z nich znajduje się jakiś zabalsamowany organ tej kobiety – to praktyka często stosowana w państwie faraonów.

Z czego wyniknął więc błąd interpretacyjny w 2021 r.? Z naturalnego dążenia człowieka (naukowcy nie są od tego wolni) do „dostrzegania”, doszukiwania się w przypadkowych szczegółach znajomych kształtów. Zjawisko to nosi nazwę pareidolii. „Zjawisko to, w połączeniu z  brakiem konsultacji stawianych teorii ze specjalistą radiologii, przyniosło niestety jedynie efekt globalnej sensacji, a nie rzetelnego opracowania naukowego. Okazało się, jak ważna w badaniach jest współpraca ze specjalistami z różnych dziedzin” – w rozmowie z portalem PAP Nauka w Polsce powiedziała Kamila Braulińska. Tymczasem, jak zaznacza w rozmowie z PAP radiolog dr Łukasz Kownacki, „informacji o takiej konsultacji nie było w żadnym artykule naukowym ani w wywiadach i mało prawdopodobne, by którykolwiek radiolog poparł taką interpretację”. Ciężarną mumię uwolniono od płodu w Zakładzie Diagnostyki Obrazowej Europejskiego Centrum Zdrowia Otwock.

Czytaj więcej

Prehistoria. Nowe spojrzenie bez europocentryzmu i egoizmu

Równie żenująca sytuacja miała miejsce w grudniu 2022 r. Muzeum Miasta Gdańska na specjalnej i „nagłośnionej” konferencji prasowej poinformowało o odkryciu w piwnicach dawnego magistratu pozostałości osadnictwa słowiańskiego z X wieku, co miałoby wskazywać na powstanie Gdańska około roku 930, czyli o 60 lat wcześniej, niż dotychczas przyjmowano. Tymczasem to, co zostało zaprezentowane na grudniowej konferencji prasowej, w rzeczywistości odkryto już kilka dekad wcześniej. Mniejsza o nazwiska profesorów zaangażowanych w tę sprawę i ich wzajemne pretensje. Istotne jest, że prof. Tomasz Ważny z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, pionier polskiej dendrochronologii (metoda datowania na podstawie słoi drzew), powiedział PAP, że ponowne „odkrywanie” tego, co już zostało odkryte przez poprzedników, zdarza się w nauce.

Wniosek? „Fałsz rozchodzi się szybciej i dalej niż prawda we wszystkich kategoriach informacji (...). Fałszywe wiadomości są bardziej nowatorskie od prawdziwych, przez co siła ich przekazu jest większa”. Także archeologia dostarcza dowodów na potwierdzenie prawdziwości tych słów.

W fachowym czasopiśmie „Cambridge Archaeological Journal” ukazał się zbiorowy artykuł, którego autorzy twierdzą, że przeniknęli tajemnice geometrycznych znaków występujących w dużej liczbie na ścianach grot, towarzyszących wizerunkom zwierząt i ludzi z epoki lodowej, sprzed 36–15 tys. lat.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Zegarki, broszki, obrączki. Niemcy zwracają wyjątkowe depozyty
Historia
Marek Aureliusz, niedoszły król Polski
Historia
Historia fotografii. Jak powstało słynne zdjęcie z wojny w Wietnamie?
Historia
Żaglowce nie znikają. Wyjątkowa wystawa w Gdańsku
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
Historia
Autorka sagi „Lilie królowej”: W tym biznesie w średniowieczu rządziły kobiety
Historia
Car Mikołaj I. „Pałkarz” czy ofiara własnego systemu?