Igrzyska rzymskie

Początki tych widowisk giną w mrokach przeszłości. Choć stanowiły kwintesencję kultury rzymskiej, zostały zapożyczone od innych kultur. Problem tylko w tym, że do dzisiaj nie wiemy, od których.

Publikacja: 09.02.2023 20:45

Płaskorzeźba przedstawiająca walkę gladiatorów w rzymskim Koloseum, zwanym też Amfiteatrem Flawiuszó

Płaskorzeźba przedstawiająca walkę gladiatorów w rzymskim Koloseum, zwanym też Amfiteatrem Flawiuszów

Foto: David Gonzalez Rebollo/shutterstock

Musimy na początku oddzielić trzy rodzaje widowisk, którymi pasjonowali się starożytni Rzymianie, a które nasz wspaniały pisarz i noblista Henryk Sienkiewicz trochę pomieszał, Hollywood zaś zrobiło z tego prawdziwe filmowe eintopfgericht. Czym innym były bowiem walki gladiatorów, nazywane od III wieku przed Chrystusem słowem „munus”, a czym innym popularne później walki ze zwierzętami na arenach nazywane „venationes” czy wyścigi kwadryg odbywające się na hipodromach.

Czytaj więcej

Daremna śmierć gladiatora

Na podstawie przekazu żyjącego w I wieku kronikarza Mikołaja z Damaszku przyjęło się, że walki gladiatorów na arenach i przed publicznością wymyślili prawdopodobnie Etruskowie. Brytyjski historyk Christopher Epplett, autor książki „Gladiatorzy i walki z dzikimi zwierzętami na arenach” (Wydawnictwo Astra, 2019), wskazuje, że łacińskie słowo „lanista”, oznaczające trenera gladiatorów, ma rodowód etruski. Powołuje się przy tym na Izydora z Sewilli, który w VI lub VII wieku napisał wielkie dzieło „Etymologiarum sive Originum libri XX”. Niektóre wykopaliska wskazują jednak, że widowiska te mogły powstać w Kampanii, o czym świadczą malowidła nagrobne z IV wieku p.n.e. ukazujące postaci podobnie uzbrojone do rzymskich gladiatorów. Pochodzący z Padwy rzymski historyk Tytus Liwiusz wspominał w swoim monumentalnym dziele „Od założenia miasta”, że takie walki urządzano w Kampanii podczas biesiad organizowanych przez wyższe sfery. Potwierdza to Syliusz Italikus w eposie historycznym „Punica” opisującym drugą wojnę punicką (218–201 r. p.n.e.). W okresie wojen punickich zwyczaj organizowania walk gladiatorów dotarł do Wiecznego Miasta. Malowidła z grobowców w Kampanii i Lucan wskazują, że widowiska gladiatorskie wcale nie były oprawą jakichś radosnych wydarzeń. Wręcz przeciwnie. Z nie do końca jasnych dla nas powodów były wystawiane w czasie uroczystości żałobnych. Nie wiemy, czy był to obyczaj pokutny, mający na celu uhonorowanie zmarłego przed bogami, czy może był jedynie formą zabawienia gości przybyłych na stypę. A może zwyczaj ten przywędrował na Półwysep Apeniński wraz z uciekinierami z Troi? W Pieśni XXIII „Iliady” Homer opisuje hoplomachię (walkę do pierwszej krwi) zorganizowaną przez Achillesa na cześć zabitego Patroklosa.

„Zobowiązanie”

Rzymianie także początkowo organizowali walki gladiatorów podczas uroczystości żałobnych. Pierwsza taka hoplomachia odbyła się w 264 r. p.n.e. W ten sposób dwaj konsulowie rzymscy, Marek Brutus i Decymus Brutus, postanowili uhonorować ich zmarłego ojca Decymusa Juniusa Brutusa Perę. Widowisko odbyło się na niewielkiej arenie na Forum Boarium i zapewne musiało być jakąś dziwną nowinką dla Rzymian. Obaj konsulowie pochodzący z rodu Juniusów walczyli wcześniej zarówno w północnej Italii, a więc na obszarach zajętych przez Etrusków, jak i w Kampanii. Od którego z tych ludów zapożyczyli żałobne walki na arenie, pozostaje tajemnicą.

Nie ma jednak wątpliwości, że w III wieku p.n.e. był to dla Rzymian zwyczaj nowy i niemający charakteru rozrywkowego. Być może dlatego, jak podkreśla Christopher Epplett, łacińskie słowo „munus”, którym nazywano walki gladiatorów, oznaczające „obowiązek”, odnosiło się do powinności wobec zmarłego. Później znaczenie tego słowa się zmieniło. Oznaczało „zobowiązanie” osoby zajmującej wysokie stanowisko do organizowania walk gladiatorów dla ludu rzymskiego. Walki gladiatorów przeobraziły się zatem z honorowej walki na cześć zmarłego w drogie populistyczne widowisko dla mas organizowane przez polityków. Stąd słynne określenie, które nic nie straciło na swojej aktualności: „igrzyska zamiast chleba”. W starożytnym Rzymie często brakowało drugiego, ale nigdy nie mogło zabraknąć pierwszego.

Igrzyska dla ludu, teatr dla elit

Ale nie bądźmy zbyt surowi w ocenie mentalności mieszkańców Wiecznego Miasta i całego Imperium Rzymskiego. Nie wszyscy obywatele rzymscy fascynowali się walkami gladiatorów, walkami ze zwierzętami czy wyścigami kwadryg. Współcześnie nasze społeczeństwo dzieli się także na miłośników różnych rodzajów zorganizowanych turniejów sportowych i tych, którzy tego typu rozrywkę uważają za zbyt wulgarną. Przy czym należy podkreślić, że przymiotnik „wulgarny” jest właśnie pochodzenia rzymskiego i odnosi się do ludzi o niewysublimowanym guście, pozbawionych artystycznej wrażliwości i subtelności.

Mimo ogromnej popularności walk gladiatorów, walk ze zwierzętami czy wyścigów kwadryg była to rozrywka tylko części społeczeństwa rzymskiego. Wśród elit stosunek do tego typu przedstawień był bardzo zróżnicowany. Nasze wyobrażenie Rzymian zasiadających w wielkich amfiteatrach i upajających się widokiem kaźni niewinnych ludzi jest zniekształcony przez literaturę i film. Część rzymskich warstw wyższych brzydziła się takimi spektaklami. Żyjący w II wieku p.n.e. słynny komediopisarz Publius Terentius Afer w jednej ze swoich komedii, zatytułowanej „Hecyra” (Teściowa), narzekał, że wulgarne widowiska cyrkowe wypierają swoją popularnością łagodny i mądry teatr. W ciągu wieków walki powoli przestawały być hołdem składanym zmarłym, a stawały się prostacką rewią dla tłumów.

Arystokracja i politycy dostrzegli w nich mechanizm manipulowania tłumami. Igrzyska uspokajały wszelkie zamieszki i bunty, rozładowywały niepokoje i niedostatki klas niższych, odciągały uwagę od błędów przywódców i od wszechobecnej korupcji urzędniczej. Edytorzy, którzy byli ich organizatorami, stali się wpływowymi ludźmi powiązanymi z najwyższymi kręgami władzy. Czy to nie przypomina organizatorów koncertów sylwestrowych, prezesów TVP, twórców wszystkich tych programów w stylu „Tańca z gwiazdami”?

Pod koniec istnienia republiki pogrzeby były już jedynie formalnym pretekstem do organizowania widowisk. Ostatnim takim wydarzeniem w republice były igrzyska zorganizowane przez Gajusza Juliusza Cezara w 65 r. p.n.e. na cześć swojego zmarłego 20 lat wcześniej ojca Gajusza Juliusza Cezara Starszego. Wówczas w widowisku wystąpiło 64 gladiatorów w 32 walkach. To dowodzi, że organizacja takich widowisk na cześć zmarłego stawała się jedynie pretekstem, który można było wyciągnąć z rękawa przy każdej możliwej okazji.

Starożytne Animal Planet

Jak już wspomniałem, literatura i film pomieszały nam widowiska, które ogólnie nieco niepoprawnie nazywamy dzisiaj rzymskimi igrzyskami. Walki gladiatorów stały się niezwykle popularne w dwóch ostatnich stuleciach przed Chrystusem. I one zaczęły dominować na arenach. Zwycięzcy gladiatorzy stawali się gwiazdami starożytnej popkultury, zachwycali sprawnością, techniką walki, umiejętnościami widowiskowymi.

Starożytna rzymska mozaika podłogowa przedstawiająca gladiatorów w Galeria Borghese

Starożytna rzymska mozaika podłogowa przedstawiająca gladiatorów w Galeria Borghese

Vasilii L/shutterstock

Zupełnie inną formą rozrywki były mało subtelne, krwawe i wyjątkowo prymitywne „venationes”. Nazwa ta pochodzi od łacińskiego słowa „venatio” oznaczającego polowanie na arenie. Chyba nie ma większego ryzyka w stwierdzeniu, że to były widowiska dla prawdziwych sadystów. No bo kto normalny jest w stanie oglądać, jak słaniające się z głodu zwierzęta wzajemnie się rozszarpują lub rozszarpują bezbronnych ludzi. „Venationes” były znacznie starsze od walk gladiatorów. Jak twierdził wspomniany historyk Tytus Liwiusz, w pradawnych, osnutych mgłą zapomnienia czasach przed założeniem Rzymu, gdy Latynowie żyli jeszcze w niewielkiej osadzie na wzgórzu Palatyn, ich wodzowie gromadzili dzikie zwierzęta leśne i przyglądali się, jak można je oswoić. To dało początek prostej rozrywce polegającej na obserwacji walk zwierząt. Później dołączyły do niej ofiary ludzkie, najczęściej skazańcy, nieposłuszni niewolnicy czy pojmani jeńcy. Jeszcze do dzisiaj takie widowiska można odnaleźć w różnych częściach świata, gdzie urządza się nielegalne walki psów, kogutów czy innych drapieżników. Dla starożytnych Rzymian to była pewna forma poznawania świata. Nie było ogrodów zoologicznych, „venationes” pozwalały więc masom ujrzeć lwy, lamparty, tygrysy, hieny, szakale, zebry, słonie, krokodyle nilowe lub inne niezwykłe stworzenia z dalekich krain. Nie było książek przyrodniczych, nie było podręczników do biologii, nie było Discovery Channel czy Animal Planet. Ale byli treserzy dzikich zwierząt i ich opiekunowie – ludzie, którzy musieli się znać na tym, jak te stworzenia utrzymać przy życiu w klatkach. Pełnili oni rolę taką, jaką dzisiaj pełni David Attenborough; opowiadali o dzikich bestiach i wskazywali, które są silniejsze. Jakże miło jest współcześnie siedzieć w miękkim fotelu przed olbrzymim telewizorem i oglądać filmy przyrodnicze we wspaniałej rozdzielczości. A przecież większość z nich ukazuje, jak zwierzęta się wzajemnie pożerają. Ciepły głos komentatora uspokaja widza, że taka właśnie jest przyroda, że trzeba się wzajemnie pożerać, żeby przetrwać. Ostatecznie przeżyje tylko najsilniejszy.

„Venationes” miały dokładnie takie samo zadanie. Były prostymi testami siły drapieżników. Rzymskie dzieci – tak samo jak współczesne – zadawały pytania swoim ojcom prowadzącym ich do cyrku: „Pater, estne elephas fortior leone?” (Ojcze, czy słoń jest silniejszy od lwa?). O tym, czy słoń był w stanie pokonać lwa, młody człowiek mógł się przekonać na własne oczy. Przez kilka minut mógł obserwować widowisko z odległego świata, którego nigdy nie będzie mógł odwiedzić.

Menażerie królewskie

Tak jak dzisiaj ociekające krwią programy przyrodnicze kształtują (a właściwie często wypaczają) nasz pogląd o świecie zwierząt, tak „venationes” pomagały go zrozumieć starożytnym. Ten głód wiedzy o przyrodzie nie był wynalazkiem rzymskim. Już w starożytnym Babilonie i Egipcie powstawały duże rezerwaty egzotycznych zwierząt przywiezionych z odległych wypraw wojennych. Wbrew naszym opiniom o naszych starożytnych przodkach w miejscach tych dbano o budzące lęk zwierzęta, a czasami nawet oddawano im boską cześć. Aleksander Macedoński był pod wielkim wrażeniem „paradeisoi” (rezerwatów dzikich zwierząt) stworzonych przez perskich królów. Tradycja tworzenia takich menażerii najsilniej przetrwała w Egipcie rządzonym przez Ptolemeuszy. Gajusz Juliusz Cezar musiał być pod ich wrażeniem, kiedy przebywał na dworze Kleopatry w Aleksandrii.

Prywatne menażerie, wzorowane na hellenistycznych, egipskich i perskich, stały się niezwykle popularne wśród elit rzymskich. Trzymano w nich zwierzęta afrykańskie, które ze względu na brak wiedzy o ich potrzebach żywieniowych najczęściej szybko zdychały. Ale imperium było tak rozległe, że było skąd sprowadzać nowe. Stare zwierzęta, które się znudziły, często trafiały do cyrków lub na bezkrwawe pokazy zwierząt dla ludu. Drapieżniki afrykańskie i azjatyckie stanowiły też ozdobę wielkich parad triumfalnych rzymskich wodzów. Dla ludu rzymskiego takie pochody były jedyną okazją, aby na własne oczy zobaczyć nosorożce, antylopy, gepardy, słonie indyjskie i afrykańskie, lwy, zebry czy inne „bestie” z odległych rubieży imperium.

Ten pokaz był naocznym dowodem, że imperium nie ma granic i nikt nie jest go w stanie pokonać. Triumfalne parady nawiązywały do pochodu wojsk Aleksandra Macedońskiego, który ciągnął za sobą w świat całą menażerię zdobytą w podbitych krajach. Pierwszą paradę miejską z pokazem zdobycznych zwierząt zorganizował w 275 r. p.n.e. Ptolemeusz II. To na niej najbardziej wzorowali się późniejsi wodzowie rzymscy.

Czy „venationes” wymyślili Grecy?

Nie wszyscy historycy są zgodni z Tytusem Liwiuszem, że „venationes” były starożytną tradycją pochodzącą jeszcze od Latynów. Zresztą on sam wprowadza dość sporo zamieszania w tej kwestii, ponieważ wspomina, że pierwsze polowanie na arenie zostało zorganizowane w 186 r. p.n.e. przez Marka Fulwiusza Nobilora na cześć jego zwycięstwa nad Związkiem Etolskim. Sugeruje to zapożyczenie igrzysk od Greków. Nie należy przy tym mylić walk gladiatorów i „venationes” na arenie z igrzyskami organizowanymi co cztery lata w Olimpii.

Walka gladiatora Murmillo z lwem berberyjskim w rzymskim Koloseum Studio artist of Firmin Didot/ Col

Walka gladiatora Murmillo z lwem berberyjskim w rzymskim Koloseum Studio artist of Firmin Didot/ Collectionsbalsorano/wikipedia/domena publiczna

Christopher Epplett podkreśla, że na greckie pochodzenie „venationes” wskazuje treść listu króla Teodoryka Wielkiego z VI wieku n.e. Ostrogocki władca pisze: „Ta okrutna zabawa, krwawa rozkosz, ta – by tak rzec – zwierzęcość ludzka zapoczątkowała swój żywot wśród czczących ją Ateńczyków, którzy pod pretekstem boskiej sprawiedliwości w próżności swojej stworzyli to poniżające widowisko”. List Teodoryka jest jedynym źródłem wspominającym o greckim pochodzeniu „venationes”. Jednak cóż on mógł wiedzieć o pochodzeniu tradycji, która za jego życia miała już ok. 1000 lat? W greckich miastach bez wątpienia organizowano pokazy walk dzikich zwierząt, podobnie jak w metropoliach perskich czy egipskich, ale ich rzymska oprawa była bez wątpienia rodzimym produktem z Italii.

Niektórzy historycy spekulują, że ociekające krwią „venationes” wyewoluowały z bezkrwawych pokazów przejętych przez Rzymian od swoich południowych sąsiadów. Ale tezę tę obala malowidło z „Grobowca Augurów” z końca VI wieku p.n.e. z nekropolii Monterozzi, przedstawiające zakapturzonego człowieka trzymającego maczugę i walczącego z wypuszczonym na niego dzikim psem.

Choć walki gladiatorów, krwawe walki ze zwierzętami i wyścigi kwadryg nie narodziły się w Rzymie, to w ciągu wieków stały się najbardziej rozpoznawalnym elementem rzymskiej obyczajowości.

Musimy na początku oddzielić trzy rodzaje widowisk, którymi pasjonowali się starożytni Rzymianie, a które nasz wspaniały pisarz i noblista Henryk Sienkiewicz trochę pomieszał, Hollywood zaś zrobiło z tego prawdziwe filmowe eintopfgericht. Czym innym były bowiem walki gladiatorów, nazywane od III wieku przed Chrystusem słowem „munus”, a czym innym popularne później walki ze zwierzętami na arenach nazywane „venationes” czy wyścigi kwadryg odbywające się na hipodromach.

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Zegarki, broszki, obrączki. Niemcy zwracają wyjątkowe depozyty
Historia
Marek Aureliusz, niedoszły król Polski
Historia
Historia fotografii. Jak powstało słynne zdjęcie z wojny w Wietnamie?
Historia
Żaglowce nie znikają. Wyjątkowa wystawa w Gdańsku
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
Historia
Jak trener i konserwator mebli przekonali świat o odkryciu pisma
Historia
Autorka sagi „Lilie królowej”: W tym biznesie w średniowieczu rządziły kobiety