Rzeka dawno przestała być wielka i słynna, dziś leniwie wlecze się mulistym dnem doliny, a nad jej brzegiem z nudną regularnością pojawiają się kolejne brzydkie arabskie miasteczka. To, co nadaje im ów specyficzny urok, to brud, zwały śmieci, porzuconych opon i wyciekające z warsztatów samochodowych liszaje ropy i zabrudzonego smaru. Wokół masa poprzebieranych dzieciaków; wszystkie bose, ale w kolorowych do szaleństwa sweterkach. Zasmarkane, umazane, jakby w okolicy nie było wody. Ciemne jak węgle oczy i czupryny kryją natarczywą ciekawość świata. Po cóż tu przyjechałeś, człowieku? – zdają się pytać, chichocząc jak stado ruchliwych małpek.