[b]Rz: Weźmie pan udział w sobotnich uroczystościach rocznicowych w Hucie Pieniackiej?[/b]
Franciszek Bąkowski, sekretarz stowarzyszenia huta pieniacka: To mój moralny obowiązek. Jeździmy tam praktycznie co roku, w zeszłym było nas dziesięć osób, wynajęliśmy busika i pojechaliśmy. Była modlitwa, przedstawiciele władz Hołubicy (gminy, na której terenie leżała przed wojną Huta), konsul i dużo młodzieży z polskich szkół we Lwowie. Ale z Polski tylko my.
[b]Dzisiaj po Hucie Pieniackiej nie został już żaden ślad, ocalał tylko cmentarz, jeszcze z okresu przedwojnia.[/b]
To była leśna osada otoczona wioskami ukraińskimi, ale w samej Hucie mieszkali niemal wyłącznie Polacy i kilka osób pochodzenia żydowskiego.
W stosunkach z Ukraińcami z sąsiednich wsi nie było niechęci. Mój ojciec był kowalem, miał kuźnię i warsztat – remontował powozy m.in. dla senatora Edwarda Dubanowicza, który mieszkał w pobliskiej Hucie Szklanej oddalonej od naszej wioski o trzy kilometry. I pamiętam, że ojciec podkuwał konie również dla Ukraińców, niekiedy bardzo tanio, po kosztach – płacili 2 złote, tyle co za dwie podkowy.
Huta była rozbudowana, szkoła, sklepy, sady i ogrody, ludzie pracowici – Ukraińcy z pobliskich miejscowości przyjeżdżali do niej kupować codzienne produkty, załatwiać różne sprawy u szewca, krawców.
[b]Czy przed masakrą 28 lutego 1944 r. docierały do wsi sygnały, że może dojść do pacyfikacji? Zmienił się stosunek Ukraińców do polskiej ludności?[/b]
Były takie sygnały. Nasz dom stał na obrzeżu Huty. Codziennie wystawiano w nim wartę, mężczyźni z bronią. Stosunki pogorszyły się w 1943 roku, kiedy zaczęły się też napady UPA na Polaków na Wołyniu. Docierało do nas wielu uciekinierów z Wołynia, którym UPA spaliło domy.
Czuliśmy się jednak w miarę bezpiecznie, w okolicy Huty działał oddział Samoobrony AK z dowódcą Kazimierzem Wojciechowskim, którego Ukraińcy spalili potem w dniu masakry żywcem przed kościołem: oblali benzyną i podpalili. Ale wartę wystawialiśmy – pamiętam, że przed 28 lutego przynajmniej cztery razy podnoszono alarm, bo szykował się napad, wtedy mama brała nas małych za ręce i biegliśmy się schronić do kościoła.
Tydzień przed mordem mały oddział ukraiński wszedł do wsi i zaczął rabować. Oddział Samoobrony podjął walkę i zastrzelił dwóch żołnierzy z dywizji SS Galizien. Ukraińcy ze Lwowa zrobili im propagandowy pogrzeb, a siedem dni później postanowili skarcić Hutę Pieniacką.
[b]Pamięta pan wejście oddziałów ukraińskich do wsi?[/b]
Była czwarta rano. W białych kombinezonach, niezauważeni na śniegu, żołnierze i dużo cywilów Ukraińców. Otoczyli wioskę, weszli do nas na podwórze. Byliśmy: ja – najmłodszy w rodzinie, moi bracia Kazik i Józef i siostra Stefcia. Mama powiedziała: „Idźcie do pani Polańskiej”, naszej krewnej. Mnie i Kazika do niej wysłała. Pamiętam jak dziś słowa Józka: „Ja idę z rodzicami”.
Spędzili wszystkich mieszkańców, wzięli mojego ojca, matkę, brata do jednej ze stodół, jako jednych z pierwszych. I podpalili. Stefcia była w innej grupie z dziewczynami, 40 osób, Ukraińcy zadrutowali wierzeje, polali benzyną i podłożyli ogień. To była stodoła rodziców koleżanki mojej siostry, więc znała dokładnie to pomieszczenie – jak zobaczyła dym, języki płomienia, wiedząc, że w stodole jest wyjście do ogrodu, otworzyła te drzwi i wraz z kilkoma osobami uciekła. Oczywiście, Ukraińcy ich zauważyli, strzelali, ale w Hucie są debry, czyli wyżłobione doliny, tam leżał śnieg, więc udało im się ukryć.
Polaków mordowano wyjątkowo okrutnie. Jedna kobieta, która się ukryła w kościele, zaczęła rodzić u stóp ołtarza. Żołdak dosłownie wyrwał jej to dziecko i rozdeptał. Opowiedziała mi o tym po latach dziewczynka – dziś oczywiście już dorosła kobieta – której jeden z Ukraińców kazał wynieść z kościoła zwłoki noworodka.
[b]W Hucie zginęli pana rodzice i brat.[/b]
I najbliżsi krewni z dziećmi. A mnie chyba ocaliła opatrzność: pani Polańska stała na podwórzu ze mną i moim bratem oraz trojgiem własnych dzieci. I żołnierz SS Galizien powiedział ze śląskim akcentem: „Matka, schowaj się z tymi dziećmi”. Ukryliśmy się w skrytce na ziemniaki. Po jakimś czasie się uciszyło, więc przez pastwiska, lasem uciekliśmy do Majdanu Pieniackiego.
Do Huty wróciłem trzy dni później – nasz dom i jeszcze dwa stały, ale zrabowane. Spalono je kilka dni później. Widok straszny. Tylko pogorzeliska i trupy, pomordowane dzieci, kobiety.
[b]Wielu ukraińskich polityków, nie tylko nacjonalistów, mówi, że za zbrodnię w Hucie odpowiadają Niemcy.
Z kolei śledztwo krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej niezbicie wskazuje, że w mordzie wzięli udział Ukraińcy z SS Galizien pod niemieckim dowództwem i co najmniej jedna sotnia UPA.[/b]
To byli ukraińscy żołnierze i wielu cywilów. A Ukraińcy z sąsiednich wsi stali z podwodami i rabowali.
Nie pomagali Polakom, przeciwnie – pomagali wyszukiwać tych, którzy się ukrywali, bo znając wioskę, wiedzieli, gdzie mogliśmy się schować.