Pierwszy brzmi mniej więcej tak: „Nie jesteśmy odpowiedzialni za to, co złego się działo, jesteśmy ofiarami, a większość z nas była bohaterami". Drugi pogląd brzmi zaś: „Ale jednak zawiniliśmy: wobec Żydów, wobec Ukraińców, Niemców, nawet wobec siebie nawzajem".
Z zakleszczenia między tymi dwoma zdaniami tylko pozornie nie ma wyjścia. Marcin Zaremba napisał książkę „Wielka Trwoga. Polska 1944 – 1947. Ludowa reakcja na kryzys". To ważna praca, w której, korzystając z warsztatu historyka, stara się dokonać socjologicznego uogólnienia, dotyczącego zachowań i strachów Polaków tuż po II wojnie światowej.
Pytamy dziś, co „Wielka Trwoga" Zaremby mówi nam o różnych polskich przemilczeniach. Ile nam tłumaczy z tego, co do dziś jest niechętnie przywoływane w polskiej debacie publicznej: na przykład z historii wcale nie szlachetnej, relacji z Ukraińcami i Żydami? Czy cokolwiek z powodów trwogi, o której pisze Zaremba, przetrwało?
Marcin Zaremba
nie ma wątpliwości: „Poparzeni jesteśmy do dzisiaj. Przetrwała pamięć wojny, powojennego bandytyzmu, pozostał brak zaufania do państwa, strach przed Żydami i Niemcami. Czas Wielkiej Trwogi zakorzenił się w nawykach i zwyczajach, w naszych fobiach".
Joanna Tokarska-Bakir
zwraca uwagę na inne odcienie strachu, twierdząc, że książka Zaremby, choć bogata w materiał, oferuje zbyt łatwe interpretacje polskiej trwogi. Strach, który według niej prawdopodobnie przetrwał w polskim społeczeństwie, jest nie tyle reakcją czysto fizjologiczną, co raczej nawykiem poznawczym. „Nawyk ten polega na kulturowo wyuczonej interpretacji określonych zdarzeń i odczuć".
Łukasz Krzyżanowski
przypomina o nierównowadze nie tylko w polskiej niepamięci, ale i w przypominaniu: książka Zaremby jego zdaniem wskazuje, że na swojego Grossa wciąż czekają zbrodnie popełnione tuż po wojnie na niemieckich, ukraińskich i białoruskich cywilach w Polsce.