Tytułowe dzieło – „Magistrat reperuje jezdnię”, idealnie pasuje do 2010 roku. Jakby nic przez ten czas się nie zmieniło. Paru leniwych pracowników grzebie w ziemi, natomiast wokoło mamy gigantyczny korek. Jest takie łacińskie powiedzenie – nihil novi sub sole, czyli nic nowego pod słońcem.
I teraz pytanie – dlaczego przez te 85 lat nie potrafiono w mieście wypracować trzyzmianowej metody likwidowania szkody? Innymi słowy, miast pracować (lub pracę tę symulować) przez osiem godzin, robotnicy wykonywaliby ją przez całą dobę, skracając męki warszawiaków.
[srodtytul]Święty[/srodtytul]
Nic takiego nie nastąpiło, gdyż cały czas nad ratuszem czuwał „Święty Biurokracjusz, patron Magistratu”. Pod takim właśnie tytułem ukazała się w 1917 roku, na łamach „Robotnika”, informacja o koszmarnie długim przebiegu dokumentów, a w konsekwencji decyzji – w sprawie pogłębiarki wyrzuconej na wiślany brzeg podczas wiosennej powodzi. Początkowo była ona o 150 metrów od nurtu rzeki i łatwo było ją ściągnąć na wodę, ale nim biurokraci się porozumieli, nurt przesunął się i „czerpaczka rzeczna” znalazła się już 300 metrów od brzegu (swego czasu wspominaliśmy o tym wydarzeniu).
Równie radosnych działań urzędników było więcej. Jak dalece bolały one mieszkańców stolicy, świadczą dwa inne rysunki – a mianowicie przezabawny obrazek biuralistów szukających adresu podatnika winnego urzędowi dwa grosze i kolejny – koszmarnej kolejki przed zamkniętym okienkiem. Czy trzeba ten temat rozwijać?
Prawdę mówiąc, apogeum urzędniczego terroru miało miejsce w czasach wczesnej komuny, czyli w latach 50., kiedy to biuraliści okopywali się w swych zamkniętych na klucz pokojach, wywieszając tabliczki z napisem: „Przerwa”. Dawno temu taki emerytowany już urzędnik opowiadał mi, że pod koniec lat 50. w jednej z dzielnicowych rad narodowych (oni mieli dobre nazwy!) wydany został tajny okólnik zalecający ustalanie godzin sporządzania „śniadanio-obiadów”, tak by wszystkie wydziały nie zostały zamknięte w jednym czasie. I wystarczyło przejść się pod drzwiami, żeby wywąchać, co tam jest teraz gotowane oraz smażone. O święty Biurokracjuszu...
[link=http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/1,523988.html]Czytaj więcej w Życiu Warszawy[/link]