Dwa zwycięstwa pod Ochmatowem

Na polach pod Ochmatowem wojska Rzeczypospolitej dwukrotnie odniosły błyskotliwe zwycięstwo: za pierwszym razem wspólnie z Kozakami pokonały Tatarów, za drugim zaś... z pomocą Tatarów pokonały Kozaków.

Publikacja: 24.08.2023 21:00

Józef Brandt, „Potyczka Kozaków z Tatarami”, obraz z ok. 1890 r.

Józef Brandt, „Potyczka Kozaków z Tatarami”, obraz z ok. 1890 r.

Foto: Wikimedia Commons

„Goniony tedy nieprzyjaciel od wojska na kilka mil, wiele trupa swego zostawił, wiele w niewolę podał. Siła ich porzuciwszy wszystko, i konie nawet zbieżałe, w lasy pieszo poszli. Ostatek noc bardzo ciemna okryła. A że na oko widzieć się mogło, jako już konie zemdlone mieli, i więźniowie sami twierdzą, że 45 dni w drodze wygorzałym polem idąc w ciężkie mrozy konie ich tak posłabiały, żeby było ze dwie godziny słońce trwało, noga by ich była nie uszła” – tymi słowami polski żołnierz Stanisław Oświęcim relacjonował wielkie starcie wojsk Rzeczypospolitej z Tatarami. Oświęcim, który był podkomendnym hetmana Stanisława Koniecpolskiego, z zachwytem na własne oczy obserwował to, co stało się 30 stycznia 1644 r. na polach pod wsią Ochmatów. Historia miała zapisać to wydarzenie jako największe zwycięstwo Polaków nad Tatarami, skutkujące uwolnieniem tysięcy jeńców.

Urażone ego

Latem 1643 r. książę Jeremi Wiśniowiecki odniósł zwycięstwo nad tatarskim zagonem, który zapuścił się w ziemie województwa ruskiego grabić wsie i miasteczka i brać ludzi w jasyr. Tryumf Wiśniowieckiego miał bardziej wydźwięk propagandowy niż wojskowy: Tatarów, których przyłapano i wzięto do niewoli, Wiśniowiecki kazał nabijać na pale, aby zniechęcić ich następców do wypadów na Polskę. Odbito przy okazji kilka tysięcy osób wziętych do niewoli i pędzonych na Krym.

Czytaj więcej

Duchy Dzikich Pól

Jednak murza perekopski Tuhaj-bej (jeden z najważniejszych dostojników Chanatu Krymskiego) potraktował tę sprawę ambicjonalnie. Dlatego postanowił zorganizować największą wyprawę na południowo-wschodnie rubieże Rzeczypospolitej, powetować sobie straty, wziąć więcej jasyru niż kiedykolwiek wcześniej i zrabować tak dużo, jak tylko można. Tuhaj-bej tak bardzo chciał zaskoczyć polskie miasta, że rozpoczął zbieranie swojego czambułu zimą. Było to wbrew dotychczasowym praktykom; wcześniej Tatarzy napadali na Polskę późną wiosną i latem, aby nie grzęznąć w stepach podczas roztopów ani nie cierpieć podczas siarczystych mrozów.

Wielki pochód

W grudniu 1643 r. Tuhaj-bej zakończył zbieranie czambułów i wkrótce wyprawił się na ich czele na ziemie południowo-wschodniej Rzeczypospolitej. Pod jego komendą szło niemal 20 tys. ordyńców – siła, która mogła puścić z dymem setki wiosek i miast, zrabować tony kosztowności. Nie wiedział, że Jeremi Wiśniowiecki – spodziewający się ataku Tatarów – przykazał komendantom stanic pilnie wypatrywać skośnookich wojowników i w razie ich pojawienia się natychmiast zaalarmować. Rycerze wyjeżdżali więc w każdy dzień w bezkresne stepy i patrzyli, czy na horyzoncie nie pojawiają się napastnicy.

Na początku stycznia 1644 r. ogromna armia Tuhaj-beja zgromadziła się w uroczyskach rzeki Inguł (lewy dopływ Bohu) w Czarnym Lesie, aby skierować się w stronę Borysławia (w dzisiejszym obwodzie chersońskim), na północ wzdłuż Dniepru i dalej do Korsunia, skąd można było wyprawić się na Kijów lub Zbaraż. Był to tzw. czarny szlak, którym najczęściej Tatarzy atakowali Rzeczpospolitą. Na stepach między Bohem a Dnieprem mogli atakować słabo bronione wsie i miasteczka – brać jasyr, czyli jeńców, aby potem sprzedawać ich na Krymie lub na targach w Konstantynopolu. Tatarzy unikali regularnych bitew; ich specjalnością były napady rabunkowe i rzeź niewinnych mieszkańców.

Pochód 20-tys. armii tatarskiej nie mógł pozostać niezauważony. Polscy rycerze natychmiast powiadomili o tym Wiśniowieckiego i wielkiego hetmana Stanisława Koniecpolskiego, który miał do swojej dyspozycji 4000 Kozaków rejestrowych i 3500 żołnierzy kwarcianych. Mógł też liczyć na 2200 żołnierzy wchodzących w skład jego prywatnej armii. Profesor Mirosław Nagielski, który przeanalizował archiwalne dokumenty, wyliczył, że magnaci wsparli Koniecpolskiego swoimi prywatnymi chorągwiami: Stanisław Lubomirski przysłał 1200 żołnierzy, Marcin Kalinowski – 1800, książę Władysław Zasławski – 1200, a Wiśniowiecki – aż 3000 jazdy. Łącznie przeciwko Tuhaj-bejowi Rzeczpospolita wystawiła 19,5 tys. szabel oraz 24 działa. W sumie dawało to przewagę: po pierwsze dlatego, że armia Rzeczypospolitej dysponowała armatami, po drugie zaś zmuszało Tatarów do walnej bitwy, czego ci ostatni wyraźnie unikali, nie mogąc dotrzymać pola polskiej szlachcie.

Groby wokół Ochmatowa dopiero co porosły trawą, gdy pole niedawnego zwycięstwa stało się znowu areną wielkiego starcia polskich sił zbrojnych.

Gorące przyjęcie

Tuhaj-bej nie zdawał sobie sprawy, że od kiedy wyruszył na czele swoich czambułów, był bacznie śledzony przez polskich zwiadowców. Hetmana Koniecpolskiego najbardziej interesowało to, w którym miejscu Tatarzy przeprawią się przez Dniepr. Skośnoocy wojownicy zrobili to w okolicach miasta Czerkasy. Było jasne, że pójdą stamtąd na zachód, w stronę Winnicy i Lwowa. Pod wsią Ochmatów hetman Koniecpolski postanowił wydać walną bitwę. Sformował swoje wojska w czworobok w taki sposób, aby piechota osłaniała jazdę. Tuhaj-bej, zaskoczony, zdał sobie sprawę, że nie uniknie bitwy. Założył więc obóz warowny na południowy wschód od polskiej armii, a tyły jego czambułów osłaniała rzeczka Hirskyj Tykicz łącząca kilka stawów. Miało to zapobiec atakowi husarii od tej strony.

Tuhaj-bej zorientował się, że stoi naprzeciwko tylko części polskich sił, a nie ich głównego trzonu. Postanowił zatem zaatakować pierwszy. Wysłał przeciw Koniecpolskiemu 6 tys. swoich wojowników. Ci zderzyli się z przednią strażą wojsk koronnych dowodzonych przez hrabiego Jana Odrzywolskiego herbu Nałęcz. Gdy trwała walka, polska jazda ruszyła po lodzie przeciwko Tatarom. Tuhaj-bej zarządził odwrót w stronę Czerkas, powierzając osłonę swojej tylnej straży łącznie 4 tys. jeźdźców. Wówczas jednak na pole bitwy nadciągnęła jazda Jeremiego Wiśniowieckiego. Książę, ubrany w srebrną zbroję, sam poprowadził szarżę przez zamarznięte jezioro. Efekt był piorunujący: tylna straż wojsk tatarskich padła, a kontrolowany odwrót wojsk Tuhaj-beja zamienił się w przeraźliwą ucieczkę. W Kiszczeniach hetman kazał zatrzymać ciężką jazdę. Dalszym pościgiem kierował już komisarz wojska zaporoskiego Mikołaj Zaćwilichowski. Kozacy dopadli uciekających Tatarów nad brzegiem rzeki Siniuchy i wysiekli tych, którzy nie zdążyli uratować się ucieczką.

Straty polskie pozostają tajemnicą, zachowane dokumenty nie mówią o nich, ale może to wskazywać, że nie były znaczne. Tuhaj-bej stracił 4 tys. ludzi. Pozostali, rozbici, na własną rękę wracali na Krym. Wielka wyprawa po jasyr skończyła się wielką klęską i wstydem. Murza wrócił do swoich posiadłości i pozostał w nich aż do roku 1648, gdy przekroczył granice Rzeczypospolitej na czele kilkunastu tysięcy Tatarów, aby wesprzeć Bohdana Chmielnickiego w jego bratobójczej walce przeciwko Polakom.

Wielki zwycięzca spod Ochmatowa – hetman Stanisław Koniecpolski – wyruszył do Warszawy, by wziąć udział w obradach Sejmu. W parlamencie zgotowano mu wielką owację i pozwolono wygłosić przemówienie w obecności króla. W stolicy przyjęto go gorąco. W kronikach zapisano, że w intencji zwycięskiego hetmana odprawiano msze w kościołach w całym kraju, wspominano go również w kazaniach. Zasłużoną sławą wielki wódz nie cieszył się długo. Zmarł 11 marca 1646 r. w wieku 55 lat.

Przerwany marsz

Groby wokół Ochmatowa dopiero co porosły trawą, gdy pole niedawnego zwycięstwa stało się znowu areną wielkiego starcia polskich sił zbrojnych. Tym razem poprzedni nieprzyjaciele – Tatarzy – stanęli po jednej stronie z Polakami. Był styczeń 1655 r. Od roku toczyła się wojna między Rzeczpospolitą a Rosją o Ukrainę. Pretekstem do jej wybuchu były geopolityczne pomysły Bohdana Chmielnickiego. Kozacki hetman lawirował między Szwecją, Rosją i Turcją i wpadł na pomysł, że wejdzie w sojusz z rosyjskim carem, co pozwoli mu uniezależnić się od Korony. Rosjanie liczyli na to, że oderwą Ukrainę i przyłączą ją do swojego carstwa; Chmielnicki dawał im do tego wygodny pretekst. W 1654 r. wojska rosyjskie wkroczyły więc do wschodnich województw Rzeczypospolitej. Sytuacja zrobiła się trudna, bo do wojny zaczęli się także przygotowywać Szwedzi.

Wydawało się, że wojna przyniesie Rosjanom zwycięstwo, zwłaszcza gdy ich oddział zapuścił się głęboko w Ukrainę i zdobył Humań. Za sukcesem nie poszła jednak dalsza ofensywa. Polskie wojska ruszyły w stronę Humania i otoczyły go, czekając aż napastnicy albo się poddadzą, albo złożą broń z powodu głodu. O pogarszającej się sytuacji w Humaniu rosyjskie dowództwo powiadomił członek załogi, który nocą wydostał się z zamku i przedarł przez polskie szeregi. Dowodzący rosyjską operacją Wasyl Szeremietiew i Wasyl Buturlin ruszyli na odsiecz. Wsparł ich Bogdan Chmielnicki, prowadząc 40 tys. Kozaków. Rosyjsko-kozacka armia – łącznie licząca 46 tys. żołnierzy – ruszyła więc na Humań, niszcząc i paląc przed sobą wszystko. Drogę postanowił im zagrodzić polski hetman Stanisław „Rewera” Potocki. Wycofał swoje oddziały spod Humania i ruszył na wschód, na spotkanie z Buturlinem. Polskim wojskom towarzyszyło 15 tys. Tatarów, z rozkazu chana pomagającym Rzeczypospolitej. Chan obawiał się rosnącej potęgi Moskwy. Sądził, że jeśli zwycięży ona Rzeczpospolitą, to zagrozi jego królestwu. Armia polsko-tatarska maszerowała w rozwiniętym szyku bojowym, z tyłem osłanianym przez tabor. Tatarzy posuwali się na prawym skrzydle.

29 stycznia 1655 r. bitwa rozpoczęła się od wzajemnych ataków konnicy, obfitujących w pojedynki między rycerzami. W drugiej części dnia starcia konnicy doprowadziły do tego, że wojska rosyjsko-kozackie utraciły część swoich skrzydeł. Zaczęła się wówczas kanonada artylerii. W obozie najeźdźców powstał wyłom, a husaria zaczęła się przygotowywać do ataku na tabor. Mogło się to skończyć tak, jak kilka lat wcześniej pod Beresteczkiem – szarża ciężkiej jazdy w centrum doprowadziła do rozbicia kozackiego obozu i straszliwej klęski. Jednak Chmielnicki dobrze pamiętał berestecką lekcję. Gdy tylko spostrzegł, że husaria szykuje się do generalnego szturmu, zarządził kontratak całością sił. Wskórał tyle, że zapobiegł szarży i ocalił swoich ludzi od katastrofy. Wieczorem wojska rosyjsko-kozackie przesunęły się w stronę pobliskich wzgórz.

Nad ranem siły napastników rozpoczęły ataki na polski obóz. Dwie wycieczki, przeprowadzone nagle z przeciwnych stron, zostały odparte przez Polaków. Plany bitwy pokrzyżowała pogoda: pole pod Ochmatowem pokryła mgła, co uniemożliwiło przeprowadzenie szarży.

Podstępna propozycja

Oblężeni zaczęli coraz bardziej odczuwać fatalną pozycję swoich wojsk. Było jasne, że w bitwie husaria zmiecie obóz kozacki z powierzchni ziemi, a pościg może się zamienić w rzeź, jakiej Kozacy jeszcze nie doznali. Chmielnicki i Buturlin uciekli się więc do podstępu: wysłali dwóch posłów. Jednego – oficjalnie – do hetmana Potockiego z propozycją rokowań. Drugiego – w tajemnicy – do dowódcy wojsk tatarskich. Ten drugi przekonał Tatarów, aby w nocy odsunęli się i wypuścili wojska rosyjskie i kozackie. Wszystko wskazuje na to, że za tę „przysługę” Chmielnicki suto zapłacił, jednak szczegóły pozostają nieznane. Umowy nie zawarto na piśmie, a z przekazania okupu także nie zachowało się żadne pisane świadectwo. Trudno jednak mieć wątpliwości co do tego, że Tatarzy zgodzili się na tę przysługę za darmo. Polacy zorientowali się w sprawie 1 lutego. Okazało się wówczas, że tabor kozacko-rosyjski przestał istnieć, a położenie wojsk tatarskich wskazywało, że to oni przepuścili przeciwnika. W rezultacie Chmielnicki ocalił swoją głowę i wyprowadził kilkadziesiąt tysięcy Kozaków z okrążenia, unikając bitwy, która musiałaby się zakończyć jego całkowitą klęską.

Historycy są podzieleni co do oceny drugiej bitwy pod Ochmatowem. Jedni twierdzą, że było to zwycięstwo, bo Kozacy i Rosjanie wycofali się na wschód, drudzy, że wręcz przeciwnie – nie udało się rozbić i unicestwić przeciwnika, trudno więc mówić o tryumfie. Jednak rezultat tego starcia pozwolił hetmanowi Potockiemu wycofać się do Lwowa wraz z żołnierzami i artylerią – niezwykle potrzebną w nadchodzącym starciu ze Szwedami.

Pierwsza bitwa pod Ochmatowem: 30 stycznia 1644 r. wojska Rzeczypospolitej wspierane przez Kozaków i

Pierwsza bitwa pod Ochmatowem: 30 stycznia 1644 r. wojska Rzeczypospolitej wspierane przez Kozaków i dowodzone przez hetmana Stanisława Koniecpolskiego pokonały siły tatarskie Tuhaj-beja

Muzeum Sztuki w Łodzi/Wikimedia Commons

Stanisław Koniecpolski (1591–1646)

Stanisław Koniecpolski (1591–1646)

Muzeum Narodowe w Warszawue/Wikimedia Commons

Tuhaj-bej (1601–1651)

Tuhaj-bej (1601–1651)

Muzeum Narodowe w Warszawue/Wikimedia Commons

„Goniony tedy nieprzyjaciel od wojska na kilka mil, wiele trupa swego zostawił, wiele w niewolę podał. Siła ich porzuciwszy wszystko, i konie nawet zbieżałe, w lasy pieszo poszli. Ostatek noc bardzo ciemna okryła. A że na oko widzieć się mogło, jako już konie zemdlone mieli, i więźniowie sami twierdzą, że 45 dni w drodze wygorzałym polem idąc w ciężkie mrozy konie ich tak posłabiały, żeby było ze dwie godziny słońce trwało, noga by ich była nie uszła” – tymi słowami polski żołnierz Stanisław Oświęcim relacjonował wielkie starcie wojsk Rzeczypospolitej z Tatarami. Oświęcim, który był podkomendnym hetmana Stanisława Koniecpolskiego, z zachwytem na własne oczy obserwował to, co stało się 30 stycznia 1644 r. na polach pod wsią Ochmatów. Historia miała zapisać to wydarzenie jako największe zwycięstwo Polaków nad Tatarami, skutkujące uwolnieniem tysięcy jeńców.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Oskarżony prokurator stanu wojennego
Historia
Klub Polaczków. Schalke 04 ma 120 lat
Historia
Kiedy Bułgaria wyjaśni, co się stało na pokładzie samolotu w 1978 r.
Historia
Pomogliśmy im odejść z honorem. Powstanie w getcie warszawskim
Historia
Jan Karski: nietypowy polski bohater