Rewolucja francuska, matka wszystkich rewolucji

14 lipca 1789 r. w czasie zamieszek rozpoczynających rewolucję francuską lud Paryża zdobył znajdujący się tuż za rogatkami stolicy zamek la Bastille. Twierdzy pilnowało zaledwie 129 żołnierzy, w tym 97 weteranów i 32 najemników ze szwajcarskiego pułku Salis-Samade. Zdobycie Bastylii nie miało większego znaczenia strategicznego. Uwolniono zaledwie kilku więźniów, nieważnych zresztą dla dalszego przebiegu rewolucji.

Publikacja: 13.07.2023 21:00

Inauguracja Francuskiego Zgromadzenia Narodowego 5 maja 1789 r. W lewej części sali zasiadali zwolen

Inauguracja Francuskiego Zgromadzenia Narodowego 5 maja 1789 r. W lewej części sali zasiadali zwolennicy republiki i radykalnych zmian społecznych. Później zasilili szeregi Klubu Bretońskiego przemianowanego latem 1790 r. na Stowarzyszenie Przyjaciół Konstytucji (Société des amis de la Constitution). Ponoszą oni odpowiedzialność za terror państwowy w latach ­ 1789–1799, którego ofiarą mogło paść nawet 35 tys. ludzi

Foto: Bibliotheque nationale de France/Wikimedia Commons

Czy tego dnia komukolwiek przeszła przez głowę myśl, że w tak banalny sposób zaczyna się nie tylko wielka rewolucja republikańska, ale też początek nowej ery, która przyniesie w ciągu kolejnych dwóch stuleci więcej ofiar niż przez całe dotychczasowe dzieje ludzkości? Czy ktokolwiek mógł sobie wyobrazić tego dnia, jaki los czeka rodzinę króla Ludwika XVI? Czy komukolwiek starczyło wyobraźni, żeby ujrzeć Delfina Francji, którego z przyczyn legitymistycznych powinniśmy nazywać królem Ludwikiem XVII, żyjącego w skrajnym poniżeniu niegodnym nawet niewolnika?

Czy jego śmierć, podobnie jak króla i królowej, miała jakikolwiek sens? Czy rewolucja uwolniła Francuzów od feudalnych podziałów? Tylko pozornie. Efektem rewolucji stał się destrukcyjny podział społeczeństwa francuskiego na zwolenników republiki, monarchistów i bonapartystów. Nikt, kto 21 stycznia 1793 r. oglądał egzekucję Ludwika XVI na placu Rewolucji w Paryżu, nie mógł przypuszczać, że zaledwie 11 lat później, 2 grudnia 1804 r., w pobliskiej katedrze Notre Dame pewien korsykański oficer koronuje się w obecności papieża Piusa VII na cesarza Francuzów. Ale już na pewno żaden upokorzony arystokrata francuski, który zdołał uratować się przed rewolucyjnym terrorem, nie śmiał marzyć, że 6 kwietnia 1814 r. na tronie Francji znowu zasiądzie władca z dynastii Burbonów.

Czytaj więcej

Polak, Francuz – dwa bratanki

Każda rewolucja pożera własne dzieci i każda zdradza swoje postulaty. Najlepszym tego przykładem jest właśnie Wielka Rewolucja Francuska, która rozpoczęła się od zdobycia Bastylii, uważanej za symbol terroru ancien regime’u, a skończyła się niebywałym bezprawiem lewicowego Stowarzyszenia Przyjaciół Konstytucji (Société des amis de la Constitution), bardziej znanego w historii jako jakobini.

Ci fanatycy uznali nawet Boga za strażnika ancien regime’u. Kult rozumu zamienił jego świątynie w plugawe miejsca zgromadzeń bluźnierców. Każda kolejna rewolucja wzorowała się na tej francuskiej i radykalizowała swój stosunek do Stwórcy. Pojawił się nowy „bóg”, o którym Goethe napisał: „Ten mały bożek ziemi w życia błędnym kole, pcha swój ciężar w jednakim, upartym mozole”.

Nowa władza nie potrzebowała już sakralnego namaszczenia. Bóg był niepotrzebny i miał zniknąć z przestrzeni publicznej. Tak jak król, który odtąd nie miał być już bożym pomazańcem, ale – jak głosili jakobini – co najwyżej „zwykłym posrańcem”. Fanatycy ze Stowarzyszenia Przyjaciół Konstytucji starali się odebrać ludowi jego najgłębsze przekonania i wierzenia. Z ich doświadczeń skorzystali ponad 100 lat później bolszewicy, a później hiszpańscy komuniści, niemieccy narodowi socjaliści i wielu innych wycierających sobie gęby hasłami „wolności, równości i braterstwa”. Wszyscy oni zastosowali bardzo proste rozwiązanie: należy zabić wszystkich krzewicieli wiary i zniszczyć wszystkie obiekty sakralne. Sowieci postanowili nawet sprowadzić samego Boga przed trybunały ludowe. A kiedy się nie stawił przed obliczem takiego sądu, uznali go in absentia (zaocznie) za winnego wszystkich zbrodni i podłości ludzkich od początku istnienia świata. W ten oto sposób oskarżyciele i najwięksi zbrodniarze w historii nie tylko zamieniali się w błaznów. Wystawiając Bogu oficjalne wezwania na proces, a później orzekając karę śmierci pod nieobecność oskarżonego, potwierdzili Jego istnienie. Niczego nie zmieniali, jedynie pogarszali. Nie ma i nie było bardziej zbrodniczej ideologii niż ta, która wylęgła się w umysłach ludzi zasiadających po lewej stronie sali francuskiego Zgromadzenia Narodowego w 1789 r.

Wielką Rewolucję Francuską można zatem oceniać z różnych perspektyw: jako spektakularne rozliczenie klas wyższych za podłości feudalizmu, ale też jako ostrzeżenie przed kolejnymi wcieleniami jakobinów, którzy niezależnie od czasu i miejsca – niczym legendarny Flecista z Hameln – prowadzą ogłupiałe narody ku samozagładzie. Dzisiaj to ostrzeżenie jest szczególnie aktualne.

Czy tego dnia komukolwiek przeszła przez głowę myśl, że w tak banalny sposób zaczyna się nie tylko wielka rewolucja republikańska, ale też początek nowej ery, która przyniesie w ciągu kolejnych dwóch stuleci więcej ofiar niż przez całe dotychczasowe dzieje ludzkości? Czy ktokolwiek mógł sobie wyobrazić tego dnia, jaki los czeka rodzinę króla Ludwika XVI? Czy komukolwiek starczyło wyobraźni, żeby ujrzeć Delfina Francji, którego z przyczyn legitymistycznych powinniśmy nazywać królem Ludwikiem XVII, żyjącego w skrajnym poniżeniu niegodnym nawet niewolnika?

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Oskarżony prokurator stanu wojennego
Historia
Klub Polaczków. Schalke 04 ma 120 lat
Historia
Kiedy Bułgaria wyjaśni, co się stało na pokładzie samolotu w 1978 r.
Historia
Pomogliśmy im odejść z honorem. Powstanie w getcie warszawskim
Historia
Jan Karski: nietypowy polski bohater