Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Członkinie Związku Niemieckich Dziewcząt (BDM) w drodze na majówkę; między 1939 a 1944 r.
Fragment książki Jana Jakuba Grabowskiego „Suki, wiedźmy i bestie. Historie nadzorczyń z niemieckich obozów koncentracyjnych”, która ukazała się nakładem wydawnictwa HI:STORY (Otwarte). Tytuł, śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji.
Przez wiele lat ich udział w funkcjonowaniu III Rzeszy był jednak niemal całkowicie bagatelizowany. Przełom w postrzeganiu tej kwestii nastąpił dopiero pod koniec XX wieku. Wynikało to zarówno z długo utrzymującego się przekonania o „męskim” charakterze wojny, jak również ze wstydu, niechęci, wyparcia oraz spłycania, wręcz infantylizacji całego zagadnienia. Sprowadzano je do istnienia kilku „bestii”, co nadawało zjawisku incydentalny i – co chyba najbardziej istotne dla mas – sensacyjny charakter. Do takiego stanu rzeczy przyczyniła się również powszechna w dyskursie humanistycznym marginalizacja kobiet. Zazwyczaj myślimy o pomijaniu ich osiągnięć i pozytywnego wkładu w historię, milczy się tymczasem także o ich udziale w okrucieństwach, w tym dokonywanych podczas II wojny światowej. Jeśli już mówiono o Niemkach w ciągu długich powojennych dekad, to – jak wskazuje Wendy Lower – były one najczęściej przedstawiane jako: „ciche bohaterki, które muszą posprzątać bałagan po wstydliwej przeszłości, ofiary gwałcicieli z Armii Czerwonej albo flirciary zabawiające amerykańskich żołnierzy. Rodzące się nurty feministyczne podkreślały wiktymizację kobiet, a nie ich zbrodniczą działalność […]”. Był to jednak mit, w dodatku tak silny, że nie zdołały go zburzyć ani relacje świadków, ani powojenne procesy, ani wreszcie książki czy filmy mające na celu dotarcie do jak najszerszego grona odbiorców.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: