Zanim Ameryka stała się mitem, była przede wszystkim zapachem. Krzysztof Kolumb zanotował, że zbliżając się do nieznanego lądu, czuł woń tak intensywną, jakby cała wyspa oddychała lasem. Ponad 100 lat później pierwsi purytańscy osadnicy opisywali podobne doświadczenie: Ameryka pachniała żywicą i mokradłami, słodkimi łąkami, dzikością, która jednocześnie onieśmielała i przyciągała. Pachniała obietnicą.
Dla ludzi uciekających przed religijnymi i politycznymi napięciami starej Anglii ten zapach był czymś więcej niż zmysłowym doznaniem. Był sygnałem, że tuż przed nimi otwiera się świat zaczynający się od nowa – nieobciążony europejską historią, jakby czekający, by nadać mu formę, porządek i znaczenie.