W Warszawie, Krakowie, Lublinie i Radomiu – w biurach, warsztatach i fabrykach pracujących dla Wehrmachtu – słychać było tylko stukot maszyn i pospieszne oddechy niemieckich nadzorców. Wojna z Rosją pożerała wszystko: stal, benzynę, ludzi i sen. Żadne święta nie istniały. Niemcy od miesięcy kazali pracować bez wytchnienia, odpoczynku, świętowania.
A jednak rankiem 1 maja 1942 r. coś poszło nie tak. Produkcja w dziesiątkach fabryk nagle stanęła. W „Ursusie”, gdzie montowano czołgi i pojazdy pancerne, robotnicy odłożyli narzędzia. W olbrzymich warsztatach kolejowych w Pruszkowie – dziewięć tysięcy ludzi zniknęło z hal. Biura chaotycznie meldowały, telefony dzwoniły bez końca. Nikt nie rozumiał, co się dzieje.