Reklama

Witold Mędykowski: Twierdzenie, że polscy burmistrzowie byli odpowiedzialni za Holokaust, jest nieprawdziwe

W swojej najnowszej książce Grzegorz Rossoliński-Liebe stara się stworzyć fikcyjny obraz okupacji - mówi dr hab. Witold W. Mędykowski, polsko-izraelski historyk zajmujący się Holokaustem.
Warszawskie getto

Warszawskie getto

Foto: Bundesarchiv, Bild 101I-134-0791-29A / Knobloch, Ludwig / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 DE <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/deed.en>, via Wikimedia Commons

„Rzeczpospolita”: W swojej pracy „Polscy burmistrzowie i Holokaust. Okupacja, administracja i kolaboracja” Grzegorz Rossoliński-Liebe poddał analizie działalność 50 urzędników zaangażowanych do pracy w 22 miastach na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Według niego wspierali oni Niemców w prowadzonej przez nich polityce zagłady Żydów, byli ich „partnerami”. Na ile prawdziwa może być taka teza?

Dr hab. Witold W. Mędykowski: Jest z gruntu fałszywa. Przede wszystkim należy uściślić kilka rzeczy. Zacznijmy od samego tytułu „Polscy burmistrzowie i Holokaust” – autor nie stawia tu pytania, tylko sugeruje, że polscy burmistrzowie ponosili odpowiedzialność za Holokaust. Na okładce książki zamieszczono fotografię Juliana Spitosława Kulskiego, który był z pochodzenia Żydem, a w czasie wojny za zgodą Polskiego Państwa Podziemnego i rządu na uchodźstwie pełnił funkcję komisarycznego burmistrza Warszawy. W dalszej części tytułu: „okupacja, administracja i kolaboracja” autor w zasadzie nie określa, z czyją okupacją mieliśmy do czynienia. Już zatem w samym tytule brakuje Niemców. Jakby Niemców w zasadzie w Generalnym Gubernatorstwie nie było, jakby nie sprawowali okupacji. Na pierwszy plan wysuwani są burmistrzowie – przedwojenni samorządowcy, którym podlegała gospodarka komunalna zabezpieczająca byt zwykłych ludzi. Niemcy większości z nich nie usunęli, nie mając przecież zamiaru troszczyć się o lokalną ludność. Poddali ich za to ścisłemu nadzorowi i terrorowi. I tu pojawiają się istotne pytania: czy ci ludzie byli burmistrzami Polakami, czy polskimi burmistrzami? Czyja to była okupacja i komu podlegała administracja?

Trzeba uściślić określenie „polscy burmistrzowie”. Autor książki używa bowiem kryterium etnicznego. Według statystyk w pięciu dystryktach Generalnego Gubernatorstwa w 1944 roku było 1512 burmistrzów. Aby wskazać, że to w zasadzie byli tylko Polacy, autor dokonuje ciekawego zabiegu, gdyż stwierdza, że nie badał dystryktu Galicja, ponieważ nie ma dostępu do archiwów. A to był bardzo duży dystrykt: obejmował dawne województwa lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie. I właśnie tam około 97 proc. burmistrzów stanowili Ukraińcy. Pomijanie tego obszaru jest poważnym mankamentem. Trzeba podkreślić, że wielu burmistrzów było etnicznymi Niemcami czy Niemcami z Rzeszy, jest w tej grupie także część osób, bez określonej narodowości. Ze statystyk wynika, że 48 proc. burmistrzów było Polakami. Mówienie o „polskich burmistrzach” sugeruje, że mieliśmy wówczas do czynienia z polską administracją. A przecież ludzie ci nie reprezentowali Polski – byli zatrudnieni w instytucjach samorządowych pod kontrolą Niemców.

Czytaj więcej

Julian S. Kulski, człowiek Starzyńskiego

Administracja lokalna składała się często z Polaków, ale wykonywali oni polecenia niemieckich nadzorców. To wydaje się oczywiste, ale czy dla autora publikacji?

Autor jest historykiem, ale według wszelkich prawideł naukowych ta książka – jednocześnie jego habilitacja – nie jest rzetelną pracą naukową. Historyk zwykle zadaje jakieś pytania badawcze, stawia tezę i w procesie studiowania archiwów i innych materiałów próbuje ją udowodnić bądź obalić. W tym przypadku nie widać takiego procesu – wygląda na to, że książka została napisana pod z góry założoną tezę, że polscy burmistrzowie byli ważną grupą sprawców Holokaustu.

Czy system prawny i państwowy w Generalnym Gubernatorstwie przenikał się z systemem prawnym II RP, czyli czy w Generalnym Gubernatorstwie mieliśmy do czynienia z zachowaniem struktur państwowych przedwojennej Polski i kontynuacją państwa polskiego – jak sugeruje autor?

Niestety tak twierdzi, a to kompletna bzdura! Okupację niemiecką w Polsce badano 80 lat i w ramach tych badań powstały fundamentalne prace takich autorytetów naukowych jak Czesław Madajczyk, Czesław Łuczak czy Tomasz Szarota. I oni nie dostrzegli, że w Generalnym Gubernatorstwie „wiodącą siłą polityczną” – ważniejszą od okupanta – byli urzędnicy samorządów. Tymczasem stypendysta Gerda Henkel Foundation i Fritz Thyssen Stiftung dostrzegł to zanim rozpoczął badania.

Reklama
Reklama

Nie można mówić, że w czasie wojny i okupacji mieliśmy do czynienia z jakąkolwiek ciągłością państwa polskiego. Przypomnijmy podstawowe fakty: czym w ogóle było Generalne Gubernatorstwo? Zacznijmy od tego, że po agresji niemieckiej na Polskę część terytoriów znalazła się pod okupacją Rzeszy Niemieckiej. Adolf Hitler wydał 12 października 1939 r. dekrety, w wyniku których część ziem polskich została przyłączona do Rzeszy. Te decyzje zostały opublikowane w niemieckim dzienniku urzędowym. Z pozostałych obszarów utworzono Generalne Gubernatorstwo składające się początkowo z czterech dystryktów. Niemcy utworzyli zatem całkowicie nową jednostkę administracyjną. Więc powtórzę – nie istniała ciągłość państwa polskiego w Generalnym Gubernatorstwie. Natomiast ciągłość państwa polskiego wynikała z istnienia rządu na emigracji i polskiego państwa podziemnego w kraju, a nie z faktu, że dla zarządzania okupowaną ludnością Niemcy zachowali polską obsadę straży pożarnej, wodociągów, poczty czy biur meldunkowych. Inaczej musieliby to robić sami – czyli pracować dla Polaków.

W okupowanej Polsce natomiast mieliśmy niemieckiego gubernatora Hansa Franka i niemieckie władze okupacyjne. Hans Frank miał pełnię władzy ustawodawczej, wykonawczej i w pewnym zakresie też sądowniczej, mógł na przykład uchylać wyroki śmierci. On stanowił prawo i je egzekwował, był szefem całej administracji cywilnej. Obszar Generalnego Gubernatorstwa miał wszelkie cechy obszaru kolonialnego przeznaczonego do eksploatacji siły roboczej oraz surowców, stanowił wojskowy okręg Rzeszy i okręg partyjny NSDAP, a aparatem tzw. bezpieczeństwa kierował Wyższy Dowódca SS i Policji. A byli to wyłącznie Niemcy.

Ale jednocześnie na wielu stanowiskach w administracji pozostali Polacy, jaki był ich udział w zagładzie Żydów? Na ile samodzielnie mogli podejmować decyzje?

Cała administracja funkcjonowała pod nadzorem niemieckim. W każdym mieście powiatowym powstały niemieckie jednostki administracyjne, które były obsadzane przez niemieckich urzędników. W niektórych miejscowościach burmistrzami zostali Polacy, którzy zajmowali się administracją, ale – powtórzmy – wszelkie decyzje należały do Niemców. Nie dlatego Niemcy dokonali agresji na Polskę, aby oddać władzę polityczną i administrację Polakom. Twierdzenie, że burmistrzowie byli odpowiedzialni za Holokaust, jest nieprawdziwe.

Holokaust był to państwowy projekt niemiecki, a nie europejski czy międzynarodowy.

Witold W. Mędykowski

Trzeba przede wszystkim wyjaśnić, czym był Holokaust?

Otóż były to prześladowania, masowe mordy i zagłada Żydów w latach 1933-1945, czyli od początku władzy Hitlera w Niemczech, a na okupowanych terenach polskich od 1939 do 1945 r. Mieliśmy do czynienia z różnymi etapami prześladowań. Początkowo tworzono dzielnice – miejsca zamieszkania wyznaczone dla Żydów. 21 września 1939 r. Reinhard Heydrich wysłał telefonogram do grup operacyjnych, które składały się z jednostek Policji Bezpieczeństwa, czyli Gestapo i Służby Bezpieczeństwa. Rozkazał w nim, aby koncentrować Żydów w izolowanych miejscach przeznaczonych tylko dla Żydów. To właśnie funkcjonariusze Gestapo nadzorowali tworzenie rad żydowskich, zarządzanie gettami i wydawanie decyzji dotyczących sytuacji w tych dzielnicach, a rady żydowskie miały bezwzględnie wykonywać te polecenia. W Warszawie Niemcy rozdzielili administrację getta od Zarządu Miejskiego, który był odpowiedzialny za wszelkie służby komunalne, takie jak dostarczanie wody, kanalizację, usuwanie śmieci, dbanie o czystość, prąd, gaz. Autor zarzuca tej administracji miejskiej, że wyznaczała np. granice getta – czyli że jej pracownicy byli współodpowiedzialni za ich powstanie. Oskarża na przykład Kulskiego o to, że teren getta był niewielki, że w getcie panowało duże zagęszczenie ludności. Zapomina jednak, że burmistrzowie nie mieli w tym zakresie kompetencji – po prostu musieli realizować zarządzenia. To Niemcy wprowadzili w Generalnym Gubernatorstwie system kartkowy i wyznaczyli racje żywnościowe dla ludności zarówno żydowskiej, jak i polskiej.

Autor książki, o której rozmawiamy, stara się stworzyć fikcyjny obraz okupacji. Okupacja trwała wiele lat, ludzie musieli przecież jakoś funkcjonować, musiał działać transport – wszyscy od 16., a potem od 14. roku życia mieli przecież obowiązek pracy i jakoś musieli do niej dojechać. Musiała odbywać się dystrybucja żywności, pobór podatków, wydawanie kart żywnościowych, bez których umarliby z głodu, wydawanie różnych dokumentów, np. przepustek, kart pracy, kart rozpoznawczych. Tym zajmowała się administracja samorządowa.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Jak powstawało warszawskie getto

Gdy od początku 1942 r. zaczęła się akcja Reinhard, czyli eksterminacyjny etap zagłady Żydów, wysiedlaniem ich z gett do obozów zagłady zajmował się niemiecki aparat terroru. Działania z tym związane realizował sztab akcji, na czele którego stał dowódca SS i policji w dystrykcie lubelskim, SS-Gruppenführer Odilo Globocnik. To on ustalał datę wysiedlenia i wysyłał na miejsce specjalne komanda do ewakuacji. Składały się one z oddziałów policji niemieckiej oraz specjalnych oddziałów szkolonych w obozie w Trawnikach, złożonych z byłych sowieckich jeńców wojennych – Ukraińców, Łotyszy itd. To oni zachowywali się w sposób bardzo brutalny – często rozstrzeliwali dzieci, kobiety, starców, osoby kalekie, a pozostałe osoby ładowali do pociągów i wysyłali do obozów. Jak już powiedziałem, rola administracji lokalnej była świadomie marginalizowana, gdyż Niemcy po prostu nie ufali Polakom. W niektórych miejscowościach ograniczała się na przykład do zorganizowania furmanek na rozkaz Niemców.

Autor też wskazuje, że polscy burmistrzowie byli beneficjentami pracy przymusowej robotników żydowskich i czerpali z tego zyski, a tym samym Polacy czerpali korzyści z tragedii Żydów.

Autor zapomina, że społeczeństwo polskie zostało pozbawione przez Niemców przywódców, nie działały partie polityczne czy organizacje społeczne, a tylko nieliczne organizacje pomocowe, jak Rada Główna Opiekuńcza czy Polski Czerwony Krzyż. Ponad 400 tys. jeńców było w niemieckiej niewoli. Wielu znajdowało się po stronie sowieckiej i w obozach internowanych w innych krajach. Polskie społeczeństwo zostało przez Niemców spacyfikowane, rozbite, pozbawione przywódców, sterroryzowane. To samo dotyczyło administracji. Prezydent Warszawy Stefan Starzyński, aresztowany przez Gestapo w październiku 1939 roku, został zamordowany; jego zastępcę Jana Pohoskiego Niemcy rozstrzelali w Palmirach; Julian Kulski był wielokrotnie aresztowany i przesłuchiwany przez Niemców. Rossoliński-Liebe pisze, że polscy urzędnicy i ich niemieccy przełożeni byli „kolegami z pracy”. Ale to chyba oczywiste, że to żadna współpraca, kiedy ktoś może kogoś drugiego aresztować, wysłać do obozu lub zabić.

Autor dokonuje też innego zabiegu. Na przykład wprowadza nieistniejące w historiografii pojęcie „rząd krakowski” – jakby w kontrze do rządu londyńskiego. Czy to oznacza, że Hans Frank reprezentował jakiś polski rząd, jakiś rząd krakowski? Nie. Reprezentował niemieckie władze okupacyjne, a – co istotne – według ustaw norymberskich z 1935 roku tylko Niemcy mogli być obywatelami III Rzeszy. W Generalnym Gubernatorstwie nie istniało pojęcie obywatelstwa czy praw obywatelskich. Polacy i Żydzi byli „podludźmi” – mieszkańcami podbitego i przeznaczonego do kolonizacji kraju. Rządzącą i terroryzującą „rasą panów” byli Niemcy i Volksdeutsche – czyli Niemcy etniczni. Ale uprzywilejowani byli także np. Ukraińcy.

Czytaj więcej

Generalne Gubernatorstwo – kolonialne zaplecze Niemiec

„W przeciwieństwie do niektórych starostów powiatowych i etnicznych niemieckich burmistrzów, nie ma zapisów, by polscy burmistrzowie mordowali Żydów własnymi rękami w dniu deportacji” – pisze niemiecki historyk. „Dlaczego tak się nie stało – gdyż nie wolno im było nosić broni; gdyż zamordowanie Żyda nie było ich obowiązkiem, gdyż takie zachowanie zdyskredytowałoby ich w oczach miejscowej ludności – pozostaje to kwestią otwartą. Wielu burmistrzów było obojętnych na deportacje Żydów i nic z tym nie zrobili, ponieważ przyzwyczaili się do prześladowań Żydów” – uważa Rossoliński-Liebe. Czy są dowody, że etniczni Polacy zasiadający na różnych szczeblach administracji okupacyjnej, z własnej inicjatywy prześladowali Żydów?

Czyli burmistrzowie nie mordowali Żydów, bo im Niemcy zabronili posiadania broni… Znakomity przykład „logiki” z tej książki. Oczywiście byli burmistrzowie, którzy nie darzyli Żydów sympatią, ale to jeszcze nie zbrodnia! Autor opisuje przypadki trzech Niemców, którzy fizycznie brali udział w zabójstwach Żydów. Za to w licznych wywiadach używa sformułowania, że polscy burmistrzowie byli „sprawcami zza biurka”. I to jest skandaliczne! Dotychczas za sprawcę zza biurka uchodził np. Adolf Eichmann, który zajmował się koordynacją transportów Żydów z różnych krajów Europy do obozów zagłady. Był takim właśnie biurokratą-zbrodniarzem. Burmistrzowie w ogóle nie mieli takiej władzy.

Reklama
Reklama

Autor ani razu nie wspomina w książce o konferencji w Wannsee. A to książka o Holokauście.

Witold M. Mędykowski

Owszem, w ramach systemu represji sołtysi byli zobowiązani do podpisywania dokumentów, że biorą odpowiedzialność osobistą za brak Żydów na ich terenie. Byli zatem zmuszani do donoszenia władzom. Ale, jak powiedziałem, był to element niemieckiego terroru. Co oczywiście wcale nie znaczy, że w podbitym społeczeństwie nie było wielu patologii, donosicielstwa, bandytyzmu czy brutalizacji życia społecznego.

Niekiedy z publikacji tej wynika, że występują „jacyś” bliżej niezidentyfikowani sprawcy zbrodni, ktoś rozstrzelał Żydów. Nie ma wzmianki, że za morderstwami stały oddziały niemieckiej policji, SS czy żandarmerii. Jaki jest cel tak opisywanej historii?

Z opisu Holocaustu w tej książce właściwie znikają jego rzeczywiści sprawcy: Hans Frank, Odilo Globocnik czy Friedrich Wilhelm Krüger, który był Wyższym Dowódcą SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie, odpowiedzialnym za terror. Ginie cała struktura morderczego aparatu zagłady, a sprawcy niemieccy znikają w cieniu lub są zupełnie wymazani. Dla przykładu: autor ani razu nie wspomina w książce o konferencji w Wannsee. A to książka o Holokauście!

W tej pracy Holokaust – czyli masową eksterminację Żydów – opisuje się niemal zupełnie poza kontekstem wojny i okupacji. Autor bardzo niewiele pisze o losie Polaków lub prześladowaniu innych narodowości. Sporadycznie wspomina Intelligenzaktion, czyli akcję niszczenia polskiej inteligencji czy inne represje. Brakuje jednak kontekstu. Ta książka jest napisana w języku niemieckim, ale może będzie wydana też w języku angielskim. Niezorientowany czytelnik będzie przekonany, że poza Holokaustem w okupowanej Polsce panowała niemal sielanka.

Czy słusznie, jak pisze autor, w czasie debaty historyków, która ma miejsce od zakończenia wojny, „zredukowano odpowiedzialność za Holokaust jedynie do decyzji podejmowanych przez władze niemieckie”?

Autor książki jest przedstawicielem niemieckiej nowej polityki historycznej, która zamazuje niemieckie sprawstwo tej niewyobrażalnej zbrodni i poprzez krytykę niemieckich historyków, którzy podkreślali właśnie niemieckie sprawstwo, stara się wprowadzić pojęcie transnarodowości sprawców. Twierdzi, że Holokaust był projektem europejskim i przesuwa akcenty na inne narody – w tym przypadku Polaków, których wygodnie obarczać zbrodniami twierdząc, że przecież „Holokaustu dokonano w Polsce”. W rzeczywistości jest to próba rozmycia niemieckiej odpowiedzialności – decyzje dotyczące wyniszczenia wszystkich europejskich Żydów zostały bowiem podjęte w czasie konferencji w willi Wannsee 20 stycznia 1942 roku Uczestniczyli w niej tylko Niemcy, zarówno dowódcy policji i SS, jak też niemieccy przedstawiciele okupowanych terenów i Rządu Rzeszy Niemieckiej. Zatem był to państwowy projekt niemiecki, a nie europejski czy międzynarodowy. Tym samym autor neguje istniejący stan wiedzy, oparty na 80 latach badań naukowych, neguje tradycyjną historiografię niemiecką oraz całą polską, aby powiedzieć, że wszystko było inaczej. Że to Polacy byli winni.

Reklama
Reklama

Co istotne, od pewnego czasu z dyskursu eliminuje się określenie „niemiecka odpowiedzialność” na rzecz „odpowiedzialności nazistów”. Ale kim byli ci naziści? Członkami NSDAP – Narodowo-Socjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników? Czyli Niemcami. A II wojnę światową rozpętało państwo niemieckie. I na jego siły zbrojne i aparat represji i urzędniczy spada za nią, i za koszmar okupacji i zbrodni, z Holokaustem na czele, pełna odpowiedzialność. Odpowiadali za to wszyscy Niemcy, którzy „wykonywali tylko rozkazy”.  Pamiętajmy: tramwaje w Warszawie oznaczano napisem „tylko dla Niemców” (nur für Deutsche), a nie „tylko dla nazistów”.

Dr hab. inż. Witold Wojciech Mędykowski

Dr hab. inż. Witold Wojciech Mędykowski

Foto: Archiwum prywatne

Kim jest rozmówca

Dr hab. inż. Witold Wojciech Mędykowski

Historyk, politolog, absolwent uniwersytetów w Lublinie, Tel Awiwie oraz Jerozolimie. Jest doktorem nauk politycznych (ISP PAN) oraz doktora nauk judaistycznych (Uniwersytet Hebrajskim w Jerozolimie). Stopień doktora habilitowanego uzyskał na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Przez wiele lat pracował w archiwach oraz instytucjach badawczych w Izraelu. Zainteresowania naukowe: stosunki polsko-żydowskie, Holokaust, II wojna światowa, konflikty etniczne, historia gospodarcza, politologia, archiwistyka. 

Historia Polski
Polski Bond wyciągnięty z cienia
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Historia
Którędy Niemcy prowadzili Żydów na śmierć w Treblince
Historia
Muzeum Getta Warszawskiego nie chce tramwaju z gwiazdą Dawida
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Polityka
Muzeum Getta Warszawskiego zwalnia wybitnego historyka. Obawia się porównań do Gazy?
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama