Ich zdaniem w czasie II wojny światowej archiwum radziwiłłowskie ocalało za wyjątkiem aktów unii horodelskiej i lubelskiej. – Powyższe akta wraz z aktem ustanowienia ordynacji, który ocalał, do 1940 r. znajdowały się w Archiwum Radziwiłłów w Warszawie przy ul. Marszałkowskiej 113. W marcu tegoż roku Antoni Iwanowski, kustosz archiwum, zabrał wspomniane dokumenty i doręczył je Januszowi Franciszkowi Radziwiłłowi celem lepszego zabezpieczenia.
Do wybuchu powstania warszawskiego dokumenty te znajdowały się w piwnicy pałacu przy ul. Bielańskiej 14 w żelaznej skrzyni zabezpieczającej akta przed pożarem. Według słów Janusza Franciszka Radziwiłła, po upadku powstania warszawskiego żelazna skrzynia z aktami została wyszabrowana – uważa Rafał Jankowski. Dalej wskazuje, że być może skrzynia zabrana została przez Niemców lub przez szabrowników. – Krążąca wersja, jakoby powyższe akta zamurowane zostały w pałacu przy ul. Bielańskiej 14 i w czasie pożaru pałacu (25 sierpnia 1944 r.) spłonęły, jest nieprawdziwa, gdyż akt fundacji ordynacji radziwiłłowskich ocalał i znajduje się w Archiwum Głównym Akt Dawnych, utracono jednak prawdopodobnie bezpowrotnie akty unii horodelskiej i lubelskiej – dodaje archiwista.
Z badań przeprowadzonych w latach 30. XX w. zaginionego dzisiaj egzemplarza unii lubelskiej, który był wówczas przechowywany w specjalnej witrynie zamku w Nieświeżu, wynika, że był to dokument pergaminowy, mający 76,5 cm szerokości, 58 cm wysokości oraz dziesięciocentymetrową zakładkę. Dokument zawierał 140 pieczęci zawieszonych w czterech grupach na czterech sznurkach, przewleczonych przez okrągłe otwory w zakładce wzmocnionej od wewnątrz podwójnym paskiem pergaminowym. Wśród nich znajdowały się pieczęcie biskupie i wojewodów.
Akt unii horodelskiej zawarty pomiędzy Koroną Królestwa Polskiego a Wielkim Księstwem Litewskim spisany został w trzech egzemplarzach. Pierwszy podpisali król Polski Władysław II Jagiełło i wielki książę litewski Witold. Drugi i trzeci akt szlachta polska i bojarzy litewsko-ruscy.
Skąd
bezcenne dokumenty znalazły się w archiwum Radziwiłłów?
Maciej Radziwiłł, prezes Fundacji Trzy Trąby, opowiada „Rzeczpospolitej”, skąd akty unii lubelskiej i horodelskiej znalazły się w archiwum radziwiłłowskim w Nieświeżu. – Chyba jeszcze za Mikołaja Czarnego (1515-1565), kanclerza i wojewody wileńskiego, Radziwiłłowie otrzymali przywilej czy raczej zadanie gromadzenia najważniejszych dokumentów Wielkiego Księstwa Litewskiego. Z czasem stał się chyba pewien zwyczaj. Mikołaj Czarny miał główną kwaterę w Brześciu, zamek w Nieświeżu był wtedy o wiele mniejszy i składał się na niego jeden z pięciu boków pięciokątnej budowli, zwanej kamienicą. Mikołaj Krzysztof Sierotka (1549-1616), jego syn, rozbudował zamek i stworzył specjalne skrzydło, które od początku miało być archiwum. Tam gromadzone były dokumenty. W zasadzie tak było do 1920 r., mimo że zamek był kilka razy łupiony, a po złupieniu przez wojska carskie w roku 1812 stał pusty aż do 1870 r., kiedy Marie de Castellane Radziwiłłowa (1840-1915), żona kolejnego ordynata Antoniego Wilhelma, rozpoczęła renowację zamku. Rodzina powróciła do zamku i stał się on na powrót rezydencją kolejnych właścicieli. Widać, rabusie ze Szwecji i Moskwy nie interesowali się papierami. We wczesnych latach 20. XX w. ówczesny ordynat Albrecht Radziwiłł (1885-1935), zwany w rodzinie „Aba”, zdecydował się przenieść najcenniejsze zbiory do Warszawy. Zamek znajdował się zaledwie kilka kilometrów od granicy sowieckiej, która przez pierwsze lata niepodległości była bardzo słabo chroniona. Dywersyjne grupy sowieckie przechodziły na polską stronę i dokonywały różnych zamachów. Raz doszło do zamachu na życie samego Albrechta Radziwiłła. Miał szczęście, bo nic mu się nie stało – wspomina Maciej Radziwiłł.