Reklama

Gdzie zaginęły bezcenne dokumenty Rzeczypospolitej? Trop urywa się w Watykanie

Czy jedne z najważniejszych dokumentów pokazujących historię Rzeczypospolitej zaginęły w czasie wojny w Warszawie? A może znajdują się w jednym z najbardziej tajemniczych europejskich archiwów?

Publikacja: 01.01.2026 15:47

Zachowany w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie egzemplarz aktu uni lubelskiej.

Zachowany w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie egzemplarz aktu uni lubelskiej.

Foto: Karol Zgliński/AGAD

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Czy dokumenty unii horodelskiej i lubelskiej przetrwały II wojnę światową?
  • Jakie działania podejmuje Archiwum Główne Akt Dawnych w sprawie poszukiwanych dokumentów?
  • Kto był odpowiedzialny za przeniesienie cennych dokumentów z Nieświeża do Warszawy?
  • Czy istnieje prawdopodobieństwo, że dokumenty znajdują się obecnie w Watykanie?

Chodzi o akt unii horodelskiej zawartej 2 października 1413 r. i akt unii lubelskiej z 1569 r. Oczywiście nie te, które możemy oglądać w Archiwum Głównym Akt Dawnych czy Bibliotece Czartoryskich, ale ich wersje przeznaczone dla posłów litewskich, które były przechowywane do wybuchu II wojny światowej w rezydencji Radziwiłłów w Nieświeżu, a następnie w Warszawie. Zachowany do dzisiaj w AGAD akt unii lubelskiej dla stanów koronnych został wpisany w 2017 r. na listę Pamięć Świata jako wspólny wpis dla Polski, Łotwy, Białorusi, Litwy, Ukrainy.

Losy bezcennych dokumentów są niezwykle ciekawe, ale też niejasne. Dotychczas się wydawało, że egzemplarze tych dokumentów Rzeczypospolitej zaginęły bezpowrotnie. Jednak nie mamy takiej pewności. Nie ma jej także dyrekcja Archiwum Głównego Akt Dawnych. Dyrektor tej instytucji Robert Kostro zapowiada w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że przygotuje wniosek skierowany do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, aby wpisać te dokumenty do bazy dzieł utraconych i poszukiwanych przez państwo polskie. Okazuje się bowiem, że dotychczas nikt tego nie zrobił.

Czy akty unii horodelskiej i unii lubelskiej spłonęły albo zostały rozgrabione w czasie wojny?

Losy dokumentów, które stanowiły część tzw. Archiwum Warszawskiego Radziwiłłów odtworzyli pracownicy Archiwum Głównego Akt Dawnych – Rafał Jankowski oraz Jarosław Zawadzki.

Czytaj więcej

Robert Kostro: Co Niemcy mają jeszcze w swoich archiwach?
Reklama
Reklama

Ich zdaniem w czasie II wojny światowej archiwum radziwiłłowskie ocalało za wyjątkiem aktów unii horodelskiej i lubelskiej. – Powyższe akta wraz z aktem ustanowienia ordynacji, który ocalał, do 1940 r. znajdowały się w Archiwum Radziwiłłów w Warszawie przy ul. Marszałkowskiej 113. W marcu tegoż roku Antoni Iwanowski, kustosz archiwum, zabrał wspomniane dokumenty i doręczył je Januszowi Franciszkowi Radziwiłłowi celem lepszego zabezpieczenia.

Do wybuchu powstania warszawskiego dokumenty te znajdowały się w piwnicy pałacu przy ul. Bielańskiej 14 w żelaznej skrzyni zabezpieczającej akta przed pożarem. Według słów Janusza Franciszka Radziwiłła, po upadku powstania warszawskiego żelazna skrzynia z aktami została wyszabrowana – uważa Rafał Jankowski. Dalej wskazuje, że być może skrzynia zabrana została przez Niemców lub przez szabrowników. – Krążąca wersja, jakoby powyższe akta zamurowane zostały w pałacu przy ul. Bielańskiej 14 i w czasie pożaru pałacu (25 sierpnia 1944 r.) spłonęły, jest nieprawdziwa, gdyż akt fundacji ordynacji radziwiłłowskich ocalał i znajduje się w Archiwum Głównym Akt Dawnych, utracono jednak prawdopodobnie bezpowrotnie akty unii horodelskiej i lubelskiej – dodaje archiwista.

Z badań przeprowadzonych w latach 30. XX w. zaginionego dzisiaj egzemplarza unii lubelskiej, który był wówczas przechowywany w specjalnej witrynie zamku w Nieświeżu, wynika, że był to dokument pergaminowy, mający 76,5 cm szerokości, 58 cm wysokości oraz dziesięciocentymetrową zakładkę. Dokument zawierał 140 pieczęci zawieszonych w czterech grupach na czterech sznurkach, przewleczonych przez okrągłe otwory w zakładce wzmocnionej od wewnątrz podwójnym paskiem pergaminowym. Wśród nich znajdowały się pieczęcie biskupie i wojewodów.

Akt unii horodelskiej zawarty pomiędzy Koroną Królestwa Polskiego a Wielkim Księstwem Litewskim spisany został w trzech egzemplarzach. Pierwszy podpisali król Polski Władysław II Jagiełło i wielki książę litewski Witold. Drugi i trzeci akt szlachta polska i bojarzy litewsko-ruscy.

Skąd bezcenne dokumenty znalazły się w archiwum Radziwiłłów?

Maciej Radziwiłł, prezes Fundacji Trzy Trąby, opowiada „Rzeczpospolitej”, skąd akty unii lubelskiej i horodelskiej znalazły się w archiwum radziwiłłowskim w Nieświeżu. – Chyba jeszcze za Mikołaja Czarnego (1515-1565), kanclerza i wojewody wileńskiego, Radziwiłłowie otrzymali przywilej czy raczej zadanie gromadzenia najważniejszych dokumentów Wielkiego Księstwa Litewskiego. Z czasem stał się chyba pewien zwyczaj. Mikołaj Czarny miał główną kwaterę w Brześciu, zamek w Nieświeżu był wtedy o wiele mniejszy i składał się na niego jeden z pięciu boków pięciokątnej budowli, zwanej kamienicą. Mikołaj Krzysztof Sierotka (1549-1616), jego syn, rozbudował zamek i stworzył specjalne skrzydło, które od początku miało być archiwum. Tam gromadzone były dokumenty. W zasadzie tak było do 1920 r., mimo że zamek był kilka razy łupiony, a po złupieniu przez wojska carskie w roku 1812 stał pusty aż do 1870 r., kiedy Marie de Castellane Radziwiłłowa (1840-1915), żona kolejnego ordynata Antoniego Wilhelma, rozpoczęła renowację zamku. Rodzina powróciła do zamku i stał się on na powrót rezydencją kolejnych właścicieli. Widać, rabusie ze Szwecji i Moskwy nie interesowali się papierami. We wczesnych latach 20. XX w. ówczesny ordynat Albrecht Radziwiłł (1885-1935), zwany w rodzinie „Aba”, zdecydował się przenieść najcenniejsze zbiory do Warszawy. Zamek znajdował się zaledwie kilka kilometrów od granicy sowieckiej, która przez pierwsze lata niepodległości była bardzo słabo chroniona. Dywersyjne grupy sowieckie przechodziły na polską stronę i dokonywały różnych zamachów. Raz doszło do zamachu na życie samego Albrechta Radziwiłła. Miał szczęście, bo nic mu się nie stało – wspomina Maciej Radziwiłł.

Czytaj więcej

Maciej Radziwiłł: Na samych interesach nie zbudujemy wspólnej tożsamości
Reklama
Reklama

Właśnie to sowieckie zagrożenie – wskazuje nasz rozmówca – stało się powodem przeniesienia najcenniejszych dokumentów rodzinnych i Wielkiego Księstwa Litewskiego do Warszawy.

Czy dokumenty zostały wywiezione do Rzymu i trafiły do Watykanu?

Maciej Radziwiłł zastrzega, że jego wiedza nie jest pełna, ale dodaje, że w czasie okupacji opiekę nad archiwum sprawował Janusz Radziwiłł (1880-1967), najważniejszy spośród żyjących ówcześnie członków rodziny, który był właścicielem Ołyki i Nieborowa.

– Wiem, że była jakaś akcja ratowania archiwum w czasie powstania warszawskiego. Słyszałem też rodzinną opowieść, że akt unii lubelskiej został wywieziony jeszcze w roku 1939 czy na początku 1940 r. przez Marię z Branickich Radziwiłłową (1863-1941) do Rzymu. Ona była żoną Jerzego Radziwiłła, ordynata nieświeskiego zmarłego w roku 1915 i matką ostatnich dwóch ordynatów Albrechta, który zmarł w roku 1936 i Leona, który zmarł na emigracji w 1959 r. Maria Radziwiłłowa znana jako księżna Bichette lub po prostu „Biszeta” mieszkała na stałe w Rzymie od śmierci swojego męża. Przyjechała w roku 1939 na wakacje letnie do Nieświeża, do syna Leona. Tam zastała ją wojna. Wszyscy Radziwiłłowie przebywający w Ołyce i  Nieświeżu we wrześniu 1939 r. zostali aresztowani przez NKWD, a następnie zwolnieni po interwencji królowej Włoch, która była bliską przyjaciółką „Biszety”. Podobno Mussolini musiał zwolnić kilku włoskich komunistów w zamian za zwolnienie Radziwiłłów. „Biszeta” późną jesienią razem z synami i wnukami przyjechała do Warszawy. Następnie cała ta część rodziny dzięki wsparciu konsula włoskiego oraz Luciany Frassati-Gawrońskiej, która osobiście znała Mussoliniego, wyjechała do Rzymu, gdzie miała okazałą willę na ulicy Buoncompagni – dodaje prezes Fundacji Trzy Trąby.

I w tym momencie wspomina o najciekawszym wątku, który może rzucić światło na los bezcennych dokumentów. Otóż według rodzinnej opowieści zabrała ona ze sobą do Rzymu akt unii lubelskiej. – „Biszeta” zmarła w roku 1941. Podobno zdeponowała akt unii lubelskiej w Watykanie. Bliskim jej przyjacielem był ksiądz Walerian Meysztowicz, wpływowy duchowny zajmujący ważne pozycje w Stolicy Apostolskiej. Wnuczka „Biszety”, która zmarła kilka lat temu w wieku 104 lat i miała świetną pamięć niemal do końca życia, opowiadała mi, że odbierała jakieś rzeczy po swojej babce z Watykanu. Nic nie wiedziała o akcie unii – zastrzega jednak Maciej Radziwiłł. Jego zdaniem oprócz tego dokumentu do Rzymu zostały wywiezione inne cenne artefakty. – Jeżeli to wszystko prawda, trzeba szukać śladów w Watykanie – dodaje.

„Biszeta” zmarła w roku 1941. Podobno zdeponowała akt unii lubelskiej w Watykanie. Bliskim jej przyjacielem był ksiądz Walerian Meysztowicz, wpływowy duchowny zajmujący ważne pozycje w Stolicy Apostolskiej 

Maciej Radziwiłł

Wskazuje, że w czasie wojny pałac przy ul. Bielańskiej w Warszawie spłonął i nic się stamtąd nie uratowało. – Ale wątpię, by Janusz Radziwiłł coś tam akurat przechowywał – opowiada. Jego zdaniem bardziej prawdopodobne mogłoby być, że cenne rzeczy wywiózł on do pałacu w Nieborowie, gdzie przebywał do początków roku 1945. Ale w tym miejscu takich dokumentów nie znaleziono.

Reklama
Reklama

Maciej Radziwiłł nigdy nie słyszał, aby tak cenne dokumenty pochodzące z rodzinnego archiwum pojawiały się na rynku antykwarycznym. – Myślę, że Leon XIV chętnie oddałby te papiery Polsce, a najlepiej rodzinie – dodaje Maciej Radziwiłł.

W planach jest bowiem wizyta papieża w Polsce. Prezydent Karol Nawrocki zaprosił go do złożenia wizyty w 2027 r., chociaż termin ten nie został jeszcze potwierdzony. „Rzeczpospolita” próbuje zweryfikować wersję Macieja Radziwiłła w Apostolskim Archiwum Watykańskim, dawniej nazywanym Tajnym Archiwum Watykanu. Niestety długo już czekamy na odpowiedź.

Dyplomacja
Kanclerz Friedrich Merz oddaje zabytki zrabowane przez Niemców w Polsce. Co wróci?
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Plus Minus
Dr Kudelski: Na Dolnym Śląsku jest jeszcze wiele skrytek do odnalezienia
Historia
Zrabowany pierścień króla Zygmunta Starego w niemieckich rękach
Historia Polski
Amerykanie odnaleźli zabytek zrabowany z Gołuchowa w czasie wojny
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Historia
Skarb z austriackiego zamku trafił do Polski
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama