Szatan, władca tego świata

Moda na satanizm dotarła do Polski w latach 80. XX wieku, ale już w okresie międzywojennym mieliśmy wyznawców Szatana, a Juliusz Słowacki w dzieciństwie błagał diabła o doczesną sławę...

Publikacja: 03.11.2022 21:00

Proces „czarownic z Salem” (1692 r.). Ilustracja autorstwa Howarda Pyle’a

Proces „czarownic z Salem” (1692 r.). Ilustracja autorstwa Howarda Pyle’a

Foto: Everett Collection/shutterstock

Wejście do zapomnianego bunkra w Rudzie Śląskiej w lesie za terenem kopalni Halemba zostało starannie zamurowane. Jednak czyjaś ręka wybiła kilka pustaków i do środka można się dostać. Nad wejściem widnieje poprzerastany przez mech i trudny do przeczytania napis „DEMON”. Obok walają się dopalone i zapomniane znicze. Kiedy wejdziemy do środka, wita nas widok, jaki znamy ze wszystkich bunkrów. Betonowe ściany pokryte wykwitami soli i liszajem niszczejącej zaprawy, rdzewiejące elementy drzwi, wystające rury i jakieś pręty, błoto na podłodze, wilgotne ściany i komary, które tu znalazły zaciszne miejsce do życia i rozmnażania się. Poprzedni goście budynku pozostawili tu po sobie ślady, jakie zwykle zostawiają barbarzyńcy znaczący teren. To są podpisy, daty, słowa bez znaczenia wyryte w ścianach, namazane kredą lub farbą.

Ostatnie pomieszczenie, ukryte najgłębiej w trzewiach bunkra, różni się od pozostałych. Ale nie stanem technicznym (to nadal obskurna betonowa dziura w ziemi), lecz rodzajem napisów na ścianach. Te zostały wykonane farbą o barwie świeżej krwi. Są to odwrócone krzyże, krzyż Konfucjusza, symbole Amon i Ra, pentagram, trzy szóstki... Na jednej ze ścian znajduje się napis „Dies Mies Jeschet boenedoesef douvena enithemaus”, co podobno oznacza: „Ta podwójna ofiara dobra jest dla miejsca dwóch żyć”. Słów tych użył H.P. Lovecraft, opisując rytuał wskrzeszenia Josepha Curwena w opowiadaniu „Przypadek Charlesa Dextera Warda”. Ponoć są to słowa dawno zapomnianego języka.

W tym najgłębszym pomieszczeniu, w nocy z 2 na 3 marca 1999 r., czwórka znajomych, których los połączył już w piaskownicy, spotkała się, aby odprawiać satanistyczne ceremonie. Spotykali się tu już wcześniej. Palili świece, uprawiali seks, dzielili się sekretną satanistyczną wiedzą pochodzącą z przemycanych z RFN gazetek i kaset wideo. Przeczytali też tłumaczenie „Biblii Szatana”.

Tego dnia około godz. 20 w bunkrze pojawiają się: 20-letni Tomasz i 19-letni Robert, a z nimi 18-letni Kamil i 19-letnia Karina. W trakcie zaimprowizowanej czarnej mszy Tomasz i Robert każą uklęknąć Kamilowi i Karinie wewnątrz narysowanego na ziemi pentagramu. Robert szczegółowo opowiadał o zdarzeniu: „Kazaliśmy im uklęknąć przed nami – plecami do siebie – i pochylić głowy. Mieliśmy przy sobie świeczki. Ja trzymałem jedną w lewej ręce. W tej samej ręce miałem kartkę z formułką. W połowie odczytywania formułek wyciągnęliśmy noże, unieśliśmy je nad ich głowami. Ja dźgnąłem Kamila w okolice pleców, boków. Po pierwszym pchnięciu Kamil na mnie spojrzał. Było to bardzo nieprzyjemne, wystraszyłem się. Zacząłem zadawać kolejne uderzenia wszędzie, gdzie się odsłonił. W końcu znieruchomiał, więc przestałem. Widziałem, że Tomek szamoce się z Kariną”. Ofiary otrzymały po 19 pchnięć nożem.

Sprawcy planowali popełnić samobójstwo, aby wraz z przyjaciółmi znaleźć się w królestwie Antychrysta, ale stchórzyli. Sąd Okręgowy w Katowicach skazał Tomasza na dożywocie. Robert otrzymał karę 25 lat więzienia. Sąd orzekł, że w trakcie popełniania mordu sprawcy byli świadomi swych czynów.

Ja chcę

„O, jakże spadłaś z niebios świetlana gwiazdo, synu jutrzenki! Powalony jesteś na ziemię, pogromco ludów. To ty mawiałeś w twoim sercu: Przewyższę niebiosa, wyniosę mój tron ponad gwiazdy Boga i u krańców północy osiądę na górze zboru. Wzbiję się na szczyty chmur, dorównam Najwyższemu” (Księga Izajasza 14:12-14, Nowa Biblia Gdańska).

To Bóg stworzył Lucyfera, który był potężnym, inteligentnym i pięknym duchem. Najwyższym rangą wśród wszystkich aniołów. Jego imię oznacza „niosący światło”. Bóg dał mu wolną wolę. W efekcie Szatan odwrócił wzrok od Boga i zamiast słuchać głosu bożego, zaczął słuchać własnej woli. Grzech powstał w momencie, gdy Szatan wypowiedział słowa „ja chcę”. Szatan został zrzucony z nieba, aby nie kwestionować woli bożej, jego dobroci, mądrości i miłości. Jego zamiarem jest ustanowić samego siebie jako Boga świata. Boży plan natomiast polega na powstrzymaniu go od zdobycia tej władzy. „Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony” – mówi Jezus w Ewangelii Jana (12,31).

Gdy chrześcijaństwo rozszerzyło się na Bliski Wschód, Afrykę Północną i Europę, Kościół rzymskokatolicki uznał niektóre grupy chrześcijan za heretyków. Teologowie zarzucali im świadome oddawanie czci diabłu. Wiązało się to z oskarżeniami o angażowanie się w kazirodcze orgie seksualne, mordowanie niemowląt i akty kanibalizmu. Były to zarzuty, które wcześniej padały pod adresem chrześcijan w czasach Imperium Rzymskiego.

Ale pierwszy odnotowany przykład takiego oskarżenia w zachodnim chrześcijaństwie miał miejsce w Tuluzie w 1022 r., kiedy to dwóch duchownych zostało osądzonych za rzekome oddawanie czci diabłu. Przez całe średniowiecze oskarżenie to było kierowane wobec wielu grup chrześcijańskich, w tym paulicjan, bogomiłów, katarów, waldensów i husytów. Templariusze zostali oskarżeni o czczenie bożka znanego jako Baphomet, a Lucyfer pojawiał się na ich spotkaniach pod postacią kota. Podobne zarzuty stawiano również Żydom.

Obserwacja przedchrześcijańskich systemów wierzeń, gdzie istniała możliwość zawierania paktów z bogami, a także odwołania do wsparcia w ramach chrześcijańskiego kultu świętych, skierowała myśl chrześcijańską w kierunku tezy, że pewne osoby mogą zawrzeć pakt z Szatanem. W tę koncepcję wpisywał się średniowieczny mag, alchemik Johann Georg Faust (ok. 1480–1536), który ponoć zaprzedał duszę diabłu. Opowieść o nielubianym magu parającym się czarną magią, który wywoływał ducha Heleny Trojańskiej, a wszędzie, gdzie się pojawiał, organizował niezrozumiałe dla ludzi spektakle, i który przyznawał się do konszachtów z diabłem, znalazła swoje odzwierciedlenie wśród wielu postaci literackich.

Gdy późne średniowiecze ustąpiło miejsca wczesnemu okresowi nowożytnemu, w Kościele nastąpił rozłam. 31 października 1517 r. Marcin Luter przybił na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze 95 tez. Rozpoczął się nowy rozdział w historii religii – powstał ruch protestancki. W następstwie reformacji i kontrreformacji zarówno katolicy, jak i protestanci oskarżali się wzajemnie o celową współpracę z Szatanem. To właśnie w tym kontekście pojawiły się terminy „satanista” i „satanizm”.

W okresie wczesnonowożytnym strach przed satanistami osiągnął swoje „historyczne apogeum” w postaci procesów czarownic. Najwcześniejsze procesy miały miejsce w północnych Włoszech i Francji, po czym rozprzestrzeniły się na inne obszary Europy i brytyjskie kolonie północnoamerykańskie. Między XV a XVIII wiekiem od 30 do 50 tys. osób zostało straconych „za czary i konszachty z szatanem”. Miało to miejsce w rejonach, gdzie dominowali zarówno katolicy, jak i protestanci.

Szatan puka do naszych drzwi

Hellfire Club to nazwa kilku ekskluzywnych klubów dla wyższych sfer, założonych w Wielkiej Brytanii i Irlandii w XVIII wieku. Wiele współczesnych im tytułów prasowych przedstawiało je jako zgromadzenia ateistycznych grabieżców, na których wyśmiewano chrześcijaństwo i wznoszono toasty za diabła. Poza tym niewiele wiadomo o działalności tych klubów. Włoski socjolog Massimo Introvigne zasugerował, że mogły się one angażować w formę „zabawnego satanizmu”, w którym Szatan był przywoływany „w celu okazania zuchwałej pogardy dla konwencjonalnej moralności”.

Rewolucja francuska z 1789 r. zadała cios hegemonii Kościoła rzymskokatolickiego w części Europy i wkrótce wielu katolickich autorów zaczęło twierdzić, że została ona opanowana przez spiskową grupę satanistów. Jednym z pierwszych orędowników tej teorii był francuski ksiądz katolicki Jean-Baptiste Fiard, który publicznie głosił, że mnóstwo ludzi, od jakobinów po wróżbitów, było częścią satanistycznego spisku.

W pierwszej połowie XX w. brytyjski powieściopisarz Dennis Wheatley napisał szereg bestsellerowych powieści, w których jego bohaterowie walczyli z grupami satanistycznymi. W tym samym czasie autorzy literatury faktu, tacy jak Montague Summers i Rollo Ahmed, opublikowali książki, w których twierdzili, choć nie przedstawili żadnych dowodów, że grupy satanistyczne praktykujące czarną magię są nadal aktywne na całym świecie. Satanizm, okultyzm i wiedza tajemna stawały się modne.

Ta moda dotarła także do Polski. W 1924 r. miała miejsce w Warszawie seria samobójstw. „Express Poranny” donosił, że „wszyscy samobójcy mieli przy sobie w chwili śmierci kartki z literą ש (Szin), oznaczającą w okultyzmie Szatana”. Tropy prowadziły do zarządzanej przez znanego okultystę Czesława Czyńskiego organizacji Ordo Albi Orientis (Zakon Białego Wschodu). Czyński, po aresztowaniu go przez komisarza Jana Józefa Jarocińskiego, przyznał się do uprawiania satanizmu i oskarżył swoich uczniów o udział w zbrodniach. Ostatnim samobójcą był student politechniki, katolik, narodowiec, który walczył z okultyzmem i myślą masońską. Jak Wallenrod postanowił wejść w szeregi wroga i od środka rozbić organizację. W tym celu zbliżył się do Ordo Albi Orientis. Jednak kilka tygodni później zamknął się w domu, gdzie wbił sobie nóż w serce. Postawiono tezę, że zrobił to pod wpływem hipnozy, aby tajemnica o tropionych przez niego ludziach nie została ujawniona.

Sprawę Czyńskiego rozdmuchała prasa doszukująca się w zdarzeniach sensacji. Anonimowi świadkowie opisywali msze i orgie, w jakich rzekomo brał udział, ale mylono nazwiska i miejsca. Fakty i oskarżenia mieszano ze zwykłymi wymysłami. Łączono okultyzm, narkotyki i seksualne rozpasanie. Spekulowano, że jeden z samobójców, Bogusław Wójcicki, zginął, bo wyparł się satanizmu. Cóż, ten „Express Poranny”, który zaangażował się w nagłośnienie informacji o warszawskiej sekcie, twierdził, że za zatonięcie Titanica również odpowiadali sataniści, którzy na burcie rozdartej przez górę lodową napisali: „Nie masz Boga, który by zdołał ten okręt w odmętach morskich pogrążyć”.

Morderczy kanadyjscy sataniści

W 1966 r. Anton Szandor LaVey, zwany też Czarnym Papieżem, stworzył w San Francisco Kościół Szatana. LaVey jest autorem Biblii Szatana, która w praktyce jest wykładem filozofii i myśli satanistycznej. Istotę satanizmu laveyańskiego, zwanego też filozoficznym, streszczają dwa zdania: „Czyń, cokolwiek chcesz, dopóki żadna niezasługująca na to osoba nie zostanie skrzywdzona twoim działaniem” oraz „Życie to wielkie zaspokojenie – śmierć to wielka abstynencja! Bierz więc jak najwięcej z życia tu i teraz”.

W 1980 r. została opublikowana książka napisana przez kanadyjskiego psychiatrę Lawrence’a Pazdera i jego pacjentkę (późniejszą żonę) Michelle Smith pod tytułem „Michelle Remembers”. Opisywała morderczych kanadyjskich satanistów. Kiedy praca dotarła do USA, „podpaliła beczkę prochu” amerykańskich niepokojów. W całym kraju rozpowszechniły się bezpodstawne teorie spiskowe o sektach dopuszczających się masowego wykorzystywania dzieci. Talk-show i programy informacyjne podsycały strach, a władze badały setki zarzutów. Policja podawała wskazówki dotyczące rozpoznawania pogańskich symboli, a czujni rodzice kopali w okolicach przedszkoli, poszukując tajnych tuneli. Doszło do tego, że firma Procter & Gamble – sprzedająca pastę do zębów, mydło i podpaski – z powodu swojego ówczesnego logotypu musiała wielokrotnie zaprzeczać, że działa jako agent Szatana. Zjawisko to przeszło do historii jako tzw. panika satanistyczna.

Dotarło do Polski w latach 80. XX w. To wówczas Jerzy Urban chciał stworzyć festiwal muzyki antyklerykalnej. Podobno znalazł nawet zespoły, które chciały na nim zagrać… W 1989 r. zaczął wydawać skrajnie antyklerykalny tygodnik „Nie”.

Wywiad MO w toalecie

Za dzień inicjacji ruchu satanistycznego w Polsce uznaje się 26 czerwca 1986 r. To wówczas odbyła się prawdopodobnie pierwsza w Polsce czarna msza w wieży Bismarcka w Szczecinie. W liturgii wzięły udział trzy osoby, które jako spełnienie ofiary wypiły tanie wino.

Informacja o tej mszy nie przebiła się do opinii publicznej – w przeciwieństwie do wydarzenia, które miało miejsce miesiąc później na Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie. Zaczęło się od występów zespołów KAT i Test Fobii Kreon. To były pierwsze polskie zespoły, które zaczęły wprowadzać modę na thrash metal. W czasie koncertu wokalista Test Fobii Kreon Zbigniew Zaranek połamał krzyż i rzucał kawałkami w publiczność, która razem z nim krzyczała: „Precz z Jezusem! Niech żyje Szatan!”. Zapewne emocje i nastrój koncertu spowodowały, że 20 młodych ludzi, uczniów lokalnej zawodówki, postanowiło odprawić czarną mszę. „W nocy z 1 na 2 sierpnia br. 20-osobowa grupa satanistów pod przywództwem Wojciecha J. wyjęła trumnę z grobowca na cmentarzu rzymskokatolickim w Jarocinie, schwytała i zabiła psa, a następnie po wyjęciu wnętrzności odprawiła mszę w intencji szatana, używając do tego celu trzech krzyży, zniczy nagrobnych oraz stuły kapłańskiej” – napisał w raporcie pracownik MO. Następnie sataniści udali się do domu. Po drodze umyli się w ulicznej fontannie. Prowodyrzy, Tomasz J. i Wojciech J., szybko zostali złapani i skazani na rok i półtora roku więzienia bez zawieszenia. Według informacji, które posiada Jacek Cieślak, szef działu kultury w „Rzeczpospolitej”, wywiad milicyjny zdobył informację o czarnej mszy w trakcie czynności operacyjnych polegających na podsłuchiwaniu metalowców w publicznej toalecie.

To zdarzenie zostało opisane przez prasę. „Na Przełaj”, „Razem”, „Gazeta Młodych”, „Sztandar Ludu” czy Telewizja Polska pokazująca film „Oto Ameryka” ze słynną, ale i kiczowatą sceną czarnej mszy, ale przede wszystkim pismo „Nowa Wieś”, które w 1986 r. zamieściło „Ilustrowaną encyklopedię młodego heavymetalowca”, gdzie objaśniono, co znaczą terminy: czarna msza, sadyzm i masochizm. Te publikacje stały się kompendium wiedzy polskich satanistów. Dodatkowym źródłem były kasety wideo dotyczące kontrkultury przemycane z Zachodu. Nic dziwnego, że subkulturami zainteresowały się struktury MO i SB. Inwigilację rozpoczęły od mierzenia długości nogawek punków i wydzielenia członków Oazy jako odrębnej grupy niezależnej. „Wydział III SB w Kaliszu wystąpił do wszystkich wydziałów III w kraju z prośbą o nadesłanie informacji o udziale w festiwalu osób z ich terenu. [...] W jej wyniku Wydział III WUSW w Białymstoku zapobiegł uczestnictwu aktywnego »satanisty« ze swojego terenu, a jego odpowiednik z Konina oddelegował na festiwal funkcjonariusza ds. terroryzmu w celu rozpoznania działalności miejscowej grupy »punk« i »Oazy«” – czytamy w aktach SB.

Szczególny nacisk funkcjonariusze kładą jednak na działania grup satanistycznych. Rozpoznanie przynosi pogłębioną wiedzę: „wyróżnia się metalowców i satanistów zwanych także szatanistami. […] Aktualnie »wyznawcy szatana« dzielą się na: szatanistów, satanistów, lucyferianów. Lucyferianie to odłam, który różni się składaniem rytualnej ofiary. Najpierw w czasie mszy pije się symboliczne białe wino, następnie składa się Lucyferowi ofiarę z nieletniej dziewczyny. Nagą dziewicę (w niektórych sektach ze względu na trudności odstępuje się od tego wymogu) układa się na ołtarzu zasypanym kościelnymi hostiami. Uczestnicy składają cześć Lucyferowi poprzez zgwałcenie dziewczyny. Według uzyskanych informacji Lucyferianie występują w Gdańsku i Krakowie”.

W innym raporcie napisano: „Na wybrzeżu działają aktualnie 4 sekty. Różnią się one elementem żywej ofiary, którą składają w obrządku czarnej mszy. Wyróżnia się ofiary z gołębia, z kota, z psa, z dziecka. Ostatni odłam jest szczególnie dobrze zakonspirowany i nie uzyskano na jego temat szerszych informacji”.

Wywiadowcy dostrzegli także wyraźny konflikt na podwórku subkultur: „Duży procent »oazowców« został zrobiony na »punków«, tzn. stroje, wygląd, język, ksywy nie różnią się od punkowskich. Opieka nad punkami jest widoczna przy tak zwanych punktach kościelnych. Można przyjąć tezę, że kościół chce przygotować punków do walki z satanistami”. Trochę to brzmi jak opis dziko żyjących zwierząt. Brakuje tylko dopisku: czytała Krystyna Czubówna...

Gdy w 1987 r. do Polski miał przyjechać papież Jan Paweł II, pojawiła się plotka, że jego wizyta ma pokazać potęgę satanistycznego kultu. Mówiło się o porwanej 12-letniej dziewczynce w Warszawie, porwaniu i złożeniu ofiary ze 150 dzieci, a w Płońsku o zgwałceniu 150 dziewcząt. Rodzice zaczęli bać się o bezpieczeństwo dzieci. I powinni się bać, zwłaszcza rodzice tych dorastających – jak wynika z badań socjologicznych, polskimi satanistami byli uczniowie szkół średnich w wieku 15–17 lat, mieszkający w małych miasteczkach.

Narasta panika. Księża grzmią z ambon: „Słyszałeś o zbiorowych samobójstwach, słyszałeś o znieważaniu cmentarzy, słyszałeś o innych przerażających, mrożących krew w żyłach wyczynach dzisiejszych sekciarzy, satanistów?” – mówił w kazaniu ks. Ignacy Dec z archidiecezji wrocławskiej. Nawet prymas Józef Glemp grzmiał o nich w homilii wygłoszonej na Jasnej Górze, dopatrując się w satanizmie nowego zagrożenia dla młodego pokolenia. Tymczasem polski satanizm sprowadzał się do picia taniego wina i wódki, a później niszczenia krzyży na grobach. Czasem zdarzało się, że nieletniemu zarekwirowano czaszki, które po podłączeniu do magnetofonu migały w rytm muzyki, albo takie, które miały być rekwizytami w czarnej mszy. Czasem zamęczono kota, psa lub kurę albo namalowano 666 na murze kościoła.

Jedno z bardziej gorszących przestępstw przytacza Patryk Wasiak w miesięczniku „Focus”: „Sonia ps. Roksa. Lat 17, nie uczy się i nie pracuje, często przebywa w melinach. Zasady satanizmu zna z filmu »Oto Ameryka«. W dniu popełnienia przestępstwa Sonia w trakcie zabawy alkoholowej namówiła Zdzisława K. do udania się do kaplicy cmentarnej. Chciała bowiem, aby wszystko było jak na filmie. W związku z tym w kaplicy cmentarnej, na katafalku, przy zapalonych gromnicach, odbyli stosunek płciowy. Potem ukradli kir i gromnicę”. Wiele przestępstw przypisywano satanistom, a później okazywało się, że to zwykły rodzinny konflikt czy bandyckie zachowanie, tyle że sprawca lub podejrzany ubierał się na czarno i słuchał metalu.

Polscy sataniści byli tak samo siermiężni jak rzeczywistość, w której dorastali. Nie było ofiar z dziewic i monumentalnych czarnych mszy, na których pojawiał się sam Władca Ciemności. Były za to dewastacje cmentarzy po pijaku, pobicia i okaleczenia kolegów. Milicyjne protokoły mówią raczej o zagubionych nastolatkach, którzy w narkotykach lub alkoholu szukali ucieczki, niż o zorganizowanej sekcie. Z badań socjolożki Jadwigi Czajkowskiej wynika, że „jedną z najbardziej skrupulatnie przestrzeganych przez badanych norm była norma dotycząca sposobu i stylu oznaczania i ubierania się. Wykonywanie rytualnych czynności dawało członkom ugrupowań poczucie realizowania cenionych wartości, do których można zaliczyć zło, okrucieństwo, bezwzględność, siłę, odwagę i stanowczość”. Prowadziło to do zwykłych chuligańskich zachowań – z wyjątkiem jedynego w Polsce rytualnego mordu, tego w Rudzie Śląskiej.

Wnętrze bunkra w Rudzie Śląskiej, w lesie za kopalnią Halemba. W nocy z 2 na 3 marca 1999 r. w tym p

Wnętrze bunkra w Rudzie Śląskiej, w lesie za kopalnią Halemba. W nocy z 2 na 3 marca 1999 r. w tym pomieszczeniu doszło do podwójnego rytualnego zabójstwa. Ofiary otrzymały po 19 pchnięć nożem

PAP/Roman Koszowski

Wejście do zapomnianego bunkra w Rudzie Śląskiej w lesie za terenem kopalni Halemba zostało starannie zamurowane. Jednak czyjaś ręka wybiła kilka pustaków i do środka można się dostać. Nad wejściem widnieje poprzerastany przez mech i trudny do przeczytania napis „DEMON”. Obok walają się dopalone i zapomniane znicze. Kiedy wejdziemy do środka, wita nas widok, jaki znamy ze wszystkich bunkrów. Betonowe ściany pokryte wykwitami soli i liszajem niszczejącej zaprawy, rdzewiejące elementy drzwi, wystające rury i jakieś pręty, błoto na podłodze, wilgotne ściany i komary, które tu znalazły zaciszne miejsce do życia i rozmnażania się. Poprzedni goście budynku pozostawili tu po sobie ślady, jakie zwykle zostawiają barbarzyńcy znaczący teren. To są podpisy, daty, słowa bez znaczenia wyryte w ścianach, namazane kredą lub farbą.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Przez Warszawę przejdzie marsz pamięci
Historia
Prezydentura – zawód najwyższego ryzyka
Historia
Czesław Lasik: zapomniany agent wywiadu
Historia
Indyjscy „wyklęci” wracają do łask
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Historia
IPN poszukuje na Litwie szczątków poległych żołnierzy AK