W liście do uczestników obchodów 82. rocznicy powstania Brygady Świętokrzyskiej prezydent Karol Nawrocki napisał, że Narodowe Siły Zbrojne „walczyły przeciwko dwu wrogom”, a Brygada „chroniła rodaków przed Niemcami i ich kolaborantami, przed Sowietami i komunistycznymi dywersantami, wreszcie przed pospolitymi bandytami”. Kontrowersje związane z jej marszem na Zachód miały wynikać z „koniecznych kompromisów”. Kilka zdań dalej prezydent wezwał jednak do uczciwego poszukiwania prawdy, także tej niewygodnej.

Właśnie ten standard nakazuje zapytać, czy formuła „koniecznych kompromisów” rzeczywiście opisuje zakres stosunków części NSZ i zaplecza Brygady z aparatem niemieckim. Materiał źródłowy wskazuje na zjawisko wcześniejsze niż marsz ze stycznia 1945 r., bardziej trwałe i regularne: porozumienia o nieagresji, wymianę informacji, interwencje w sprawie aresztowanych, przekazywanie miejsc postoju oddziałów, pomoc w legalizacji ludzi, dostawy broni, amunicji, radiostacji i żywności, transport oraz współdziałanie przeciw środowiskom komunistycznym.

Nie chodzi o tezę, że Brygada była formacją podporządkowaną Gestapo ani o zbiorową ocenę jej żołnierzy. Pytanie dotyczy zakresu i znaczenia udokumentowanej współpracy części struktur NSZ i zaplecza Brygady z Niemcami – oraz tego, czy prezydenckie określenie jej jako „koniecznych kompromisów” nie zaniża skali zjawiska.

Jedną z najbardziej szczegółowych relacji o tych kontaktach pozostawił Otto Büssing, funkcjonariusz niemieckiego aparatu bezpieczeństwa. Znajduje się ona w archiwum IPN.

Czytaj więcej

Kontrowersyjne gesty prezydenta. Dlaczego gloryfikuje Brygadę Świętokrzyską?

Büssing o kontaktach części NSZ z Gestapo

Büssing nie był neutralnym obserwatorem. Jako SS-Sturmscharführer i Kriminalsekretär związany był z kieleckim aparatem bezpieczeństwa, po wojnie sądzony za zbrodnie i skazany na śmierć, miał oczywisty interes w pomniejszaniu własnej roli, przesuwaniu odpowiedzialności na przełożonych i wykazywaniu śledczym swojej użyteczności. Zachowane oświadczenie z 7 września 1948 r. jest podpisanym memoriałem, nie stenogramem przesłuchania. Büssing nie twierdził też, że wszystkie opisywane wydarzenia widział osobiście: część znał ze służby, meldunków i rozmów, część przedstawiał jako przypuszczenia.

Nie był jednak przypadkowym Niemcem powtarzającym zasłyszane po wojnie historie. Z jego oświadczeń wynika, że pracował przy gromadzeniu i analizie informacji o polskim podziemiu: czytał meldunki V-Mannów i protokoły przesłuchań, sporządzał raporty o AK, AL i NSZ, prowadził mapy rozmieszczenia oddziałów, miał dostęp do meldunków wielu formacji i wykonywał zadania związane z referatem IV B. Jego późniejsze relacje powtarzają te same miejsca, ludzi i mechanizmy, choć taka wewnętrzna zgodność nie stanowi niezależnego potwierdzenia.

Co znamienne, również Leszek Żebrowski, autor zdecydowanie przychylny NSZ, pisał o Hubercie Jurze, że „bez sięgnięcia do archiwów niemieckich wiele spraw z nim związanych pozostanie niewyjaśnionych”. W tym przypadku taka konfrontacja jest możliwa: powojenną relację Büssinga można zestawić z dokumentami niemieckiego aparatu bezpieczeństwa wytworzonymi podczas okupacji.

„Ścisła współpraca” i system Fuchsa

Według Büssinga z nadrzędnej placówki w Radomiu wyszło polecenie, aby podległe placówki niemieckiej policji bezpieczeństwa ściśle współpracowały z NSZ; kluczową rolę w organizowaniu tych kontaktów odgrywał komisarz Paul Fuchs. Büssing nie podał daty tej decyzji, nie można więc pewnie przypisać jej ani do konkretnego miesiąca, ani nawet roku. Wiadomo jednak, że podobny mechanizm działał już 17 grudnia 1943 r., gdy Polski Oddział Dywersyjny NSZ „Las” zwrócił się do szefa Sipo i SD w Tomaszowie o zwolnienie trzech zatrzymanych. Autorzy pisma informowali, że dwaj zatrzymani uczestniczyli w zabiciu czterech Żydów, a wszyscy pomagali wykrywać Żydów i komunistów, wyrażając przekonanie, że niemiecki adresat taką działalność aprobuje.

Jeszcze wyraźniej widać to w dokumencie z 5 lutego 1944 r. „Tom” wystąpił o uwolnienie sześciu ludzi swojego oddziału, a niemiecka placówka rzeczywiście ich zwolniła. Uzgodniono zarazem dalszy kontakt: miał utrzymywać stałą łączność z Sicherheitspolizei, podawać miejsce postoju oddziału, informować o jego działalności, wskazywać rozpoznanych komunistów i przekazywać ważniejsze osoby związane z organizacjami komunistycznymi. Było to więc porozumienie regulujące dalszą współpracę, nie tylko doraźna interwencja w sprawie więźniów.

Büssing opisywał szerszy system podobnych relacji. Objęte porozumieniami grupy NSZ miały powstrzymywać się od rozbrajania Niemców oraz ataków na ich jednostki, urzędy i szlaki zaopatrzeniowe. Niemcy mieli w zamian zwalniać zatrzymanych, ułatwiać zdobywanie dokumentów i udzielać pomocy materialnej i logistycznej – amunicji, żywności, pojazdów, paliwa i wyposażenia radiowego. Trasy i miejsca postoju wybranych oddziałów miały być przekazywane niemieckim placówkom, aby uprzedzać Wehrmacht, Schutzpolizei, żandarmerię i Feldgendarmerie i unikać przypadkowych starć.

Nie był to formalny sojusz NSZ z III Rzeszą ani podporządkowanie polskich oddziałów Gestapo, lecz system wzajemnych świadczeń. Część struktur NSZ zyskiwała ochronę własnych ludzi, możliwość interweniowania w sprawie aresztowanych, dokumenty, zaopatrzenie i większą swobodę poruszania się; Niemcy – informacje o podziemiu komunistycznym, ograniczenie ataków na własne jednostki i linie zaopatrzeniowe oraz pomoc w zwalczaniu przeciwnika na zapleczu frontu.

„Tom”: V-Person Gestapo

Hubert Jura, w polskiej konspiracji używający m.in. pseudonimu „Tom”, został zarejestrowany przez radomskie Gestapo jako V-Person pod kryptonimem „Georg”; w kwietniu 1944 r. zmieniono je na „Lorenz”. Jego przypadek pozwala prześledzić powiązania między wcześniejszymi kontaktami części struktur NSZ z niemieckim aparatem bezpieczeństwa a środowiskiem, które później znalazło się w otoczeniu Brygady Świętokrzyskiej.

Nie chodzi więc jedynie o to, że Jura „rozmawiał z Niemcami”. Jako V-Person funkcjonował w systemie informacyjnym niemieckiej policji bezpieczeństwa. Akta odnotowują jego meldunki, interwencje w sprawie zatrzymanych, prośby o amunicję i informacje o planowanych działaniach oddziału. W meldunku z 12 lutego 1944 r. „Georg” podał Niemcom harmonogram przemarszu oddziału, daty pobytu i planowane kwatery, a także informacje o osobach, przeciw którym zamierzano wystąpić – nie tylko uznawanych za komunistów, lecz również wiązanych z Batalionami Chłopskimi. Dokument ten powstał podczas okupacji, nie kilka lat po wydarzeniach.

Historia „Toma” pokazuje zarazem, dlaczego NSZ nie wolno traktować jako jednolitego bloku. Część organizacji uznała jego kontakty z Niemcami za zdradę; na Jurę wydano wyrok śmierci i podejmowano próby jego wykonania. Po konflikcie z macierzystymi strukturami działał autonomicznie, korzystając z ochrony Fuchsa.

Büssing przedstawiał zarazem „Toma” jako człowieka poruszającego się po sieci niemieckich placówek. Wymieniał jego kontakty z Fuchsem w Radomiu, Wiesem w Tomaszowie, Kochem w Jędrzejowie, Essigiem w Kielcach oraz z funkcjonariuszami w Piotrkowie; wspominał również o Warszawie i Krakowie. Według niego sieć ta pozwalała „Tomowi” interweniować w sprawie zatrzymanych i przekazywać m.in. miejsce postoju grupy „Bohuna”. W różnych oświadczeniach Büssinga przy placówce piotrkowskiej pojawiają się nazwiska Altmanna i Wittmanna.

Później jednak środowisko NSZ-ONR ponownie zaczęło korzystać z jego możliwości. Robert Rudnicki, powołując się na relację Józefa Wyrwy, odnotowuje, że „Tom” dostarczał dokumenty i przepustki, znaki rejestracyjne, kupony na benzynę i smary oraz informacje o ruchach i zamiarach Niemców. W lutym 1945 r. jego rolę przy Brygadzie sformalizowano: Jura został oficerem do zleceń dowództwa, przydzielonym do dyspozycji Władysława Marcinkowskiego „Jaxy”, zastępcy dowódcy Brygady.

Nie oznaczało to zaufania. „Jaxa” wspominał, że podejrzewał, iż „Tom” nawiązał kontakt z Brygadą z polecenia Fuchsa, lecz zarazem przyznawał, że możliwość wykorzystania jego kontaktów z krajem „bardzo nam odpowiadała”. Pisał też, że Jura, „nie zrywając stosunków z Fuchsem”, zajął się pomocą Brygadzie w Czechach i Niemczech. Także Tomasz Greniuch opisuje Organizację „Toma” jako samodzielny aparat wywiadowczo-kontrwywiadowczy, który z czasem stał się użyteczny dla struktur oenerowskich.

Z działalności Jury nie można wyprowadzać oskarżenia wobec całego ruchu narodowego ani wszystkich struktur NSZ. Pozostaje jednak pytanie, dlaczego człowiek, którego część NSZ próbowała zlikwidować za współpracę z Gestapo, został później ponownie wykorzystany przez środowisko Brygady – mimo utrzymującej się wobec niego nieufności.

Czytaj więcej

Najbardziej wyklęci z wyklętych

Kieleckie zaplecze „Toma”

W polskim zapisie jednego z przesłuchań Büssing rozpoznał „Maksa” na fotografii i określił go jako jednego z ważniejszych funkcjonariuszy NSZ na Kielecczyźnie. Kierował on placówką przy ul. Złotej – Goldstraße – nazywaną w zeznaniach „policją bezpieczeństwa NSZ”. Büssing wiązał ją z szerszym aparatem wywiadu i bezpieczeństwa, którego zwierzchnikiem na szczeblu dystryktu miał być „Tom”. Placówka zajmowała się m.in. sprawdzaniem członków, zbieraniem informacji, dokumentami i interwencjami w sprawie aresztowanych. „Maks” bardzo często odwiedzał Gestapo, przekazywał miejsca postoju grup leśnych i dane potrzebne do przygotowywania dokumentów. W 1945 r. miał przejść do grupy „Bohuna”, gdzie zamierzano powierzyć mu prowadzenie kartoteki personalnej.

Odrębnym elementem tego aparatu było około dwudziestoosobowe kieleckie komando NSZ z.b.V. – w relacji Büssinga rozwinięte jako „zur besonderen Verfügung”, czyli „do specjalnej dyspozycji” – kierowane przez „Gustawa” i „Niedzielę”. Büssing twierdził, że obu poznał w 1944 r. w kieleckim Gestapo. Często przychodzili do placówki, gdzie prowadzono z nimi rozmowy i wymieniano informacje o własnej grupie oraz innych oddziałach. Komando zajmowało się m.in. zdobywaniem pieniędzy i broni, aprowizacją i propagandą; według Büssinga podlegało „Tomowi”.

Tożsamość obu dowódców można ustalić z dużą pewnością. „Niedzielą” był Marian Łagowski, przedwojenny oficer marynarki, działacz ZJ i NSZ, później zastępca kierownika Akcji Specjalnej Okręgu V Kieleckiego, a od sierpnia 1944 r. żołnierz Brygady. „Gustaw” to Telesfor Piechocki, organizator ZJ na Kielecczyźnie i kierownik Akcji Specjalnej; od 11 sierpnia do 13 września 1944 r. był komendantem kwatery głównej Brygady, a 20 stycznia 1945 r. ponownie do niej dołączył. Büssing znał obu pod pseudonimami i właśnie jako „Gustawa” i „Niedzielę” opisywał ich wizyty w Gestapo. Nie można jednak dokładnie datować wszystkich tych spotkań w obrębie 1944 r., dlatego nie można automatycznie uznać, że odbywały się już podczas ich formalnej służby w Brygadzie.

Relacja Büssinga, zestawiona z topografią okupacyjnych Kielc, pozwala częściowo odtworzyć tę sieć. Placówka „Maksa” mieściła się przy Złotej – Goldstraße – obok siedziby Gestapo przy Fochstraße 10/12 (obecnie ulica Paderewskiego). „Gustaw” i „Niedziela” mieli kwaterę w pobliżu Adolf-Hitler-Platz (dzisiejszy Rynek) i mieszkanie przy Bodzentyńskiej. W relacjach pojawiają się także mieszkanie przy Bahnhofstraße (dzisiejsza ul. Sienkiewicza), którego front miał być zamaskowany jako sklep, oraz działający przy tej ulicy punkt kontaktowy „Roberta” i „Toma”.

Büssing twierdził ponadto, że grupa „Gustawa” i „Niedzieli” działała pod przykrywką przedsiębiorstwa budowlanego. Czesław Brzoza podaje nazwę firmy przykrywkowej Organizacji „Toma” – „Tiefbau-Gesellschaft AG” – oraz wymienia jej placówki m.in. w Kielcach i Krakowie, a także centralę w Częstochowie. Ta ostatnia mieściła się tuż obok siedziby tamtejszego Gestapo.

Związek tego aparatu z grupą „Bohuna” miał wymiar praktyczny. Niemiecki samochód ciężarowy z kierowcą woził żywność do grupy leśnej w rejonie Włoszczowy, a w drodze powrotnej zabierał jej ludzi udających się na urlop. W 1944 r. Fuchs miał ponadto dostarczyć grupie „Bohuna” radiostację. Gdy aparat nie działał z powodu niewłaściwego ustawienia lub dostrojenia, wysłał do lasu niemieckiego fachowca, który go uruchomił.

Współpracy towarzyszyła zarazem niemiecka infiltracja agenturalna. W powiązanej grupie działał zawodowy rusznikarz, członek NSZ, którego Gestapo umieściło tam jako V-Manna, aby informował o jej życiu i działalności. Niemcy mogli więc jednocześnie wspierać część struktur NSZ i próbować je infiltrować. Jak wynika z dokumentów znajdujących się w IPN, na początku stycznia 1945 r. Abwehra ulokowała w częstochowskiej siedzibie Organizacji „Toma” swoją agentkę, Janinę Enderle, która miała kontrolować Jurę. Znalazła się ona później w Brygadzie.

Powojenny wykaz personalny określa „Maksa” jako zastępcę „Toma”. Dokument ma jednak charakter retrospektywny i nie znamy jego pełnej podstawy źródłowej, dlatego wzmacnia rekonstrukcję ich związku organizacyjnego, ale nie pozwala pewnie utożsamić „Maksa” z Maksymilianem Rollandem.

Organizacja „Toma”, jej kielecka placówka bezpieczeństwa i komando z.b.V. nie były Brygadą Świętokrzyską. Nie można więc przypisywać Brygadzie jako jednostce ich wcześniejszych porozumień. Brygada Świętokrzyska powstała w sierpniu 1944 r. Biografie Łagowskiego, Piechockiego i Jury pokazują jednak ciągłość części ludzi i funkcji.

Pasują do tego niemieckie dokumenty analizowane przez Bartosza Wójcika. Wydział Obce Armie Wschód i regionalny aparat bezpieczeństwa przedstawiały NSZ jako środowisko ideowo niechętne Niemcom, lecz uznające zagrożenie sowieckie za groźniejsze i gotowe do lokalnych porozumień przeciw komunistom. W odniesieniu do części oddziałów raporty mówiły o unikaniu starć z Wehrmachtem, a nawet o waffenbrüderliches Verhalten – zachowaniu właściwym „towarzyszom broni”.

Nie był to niemiecki obraz własnej formacji pomocniczej, lecz niezależnego polskiego przeciwnika politycznego, z którym w określonych sytuacjach można było współdziałać przeciw wspólnemu wrogowi. To opis precyzyjniejszy zarówno od peerelowskiej formuły „hitlerowscy kolaboranci”, jak i od współczesnych „koniecznych kompromisów”.

„Dwaj wrogowie”, ale czy dwie wojny?

Prezydent pisze, że NSZ „walczyły przeciwko dwu wrogom”, a Brygadę przedstawia jako formację chroniącą Polaków również przed Niemcami. Problem nie polega na tym, że Brygada z Niemcami nie walczyła. Walczyła. Pytanie dotyczy skali i charakteru tych działań.

W literaturze związanej z tradycją Brygady wymieniano ponad dwadzieścia jej starć z Niemcami i około 200 zabitych żołnierzy okupanta. Bartosz Wójcik skonfrontował te dane z komunikatami Wehrmachtu i dokumentacją niemieckiego aparatu bezpieczeństwa. Dokumenty potwierdzają osiem lub dziewięć zdarzeń; brak natomiast śladów części najbardziej spektakularnych zwycięstw, którym wspomnienia przypisują dziesiątki zabitych Niemców.

Niemieckie meldunki nie są oczywiście kompletne ani nieomylne i mogły pomijać incydenty lub zaniżać straty. Trudno jednak zakładać, że w wewnętrznej dokumentacji wojskowej regularnie znikały straty liczone w dziesiątkach ludzi.

Najlepiej potwierdzoną większą akcją antyniemiecką pozostaje zasadzka pod Kluczewskiem, podczas której Brygada zdobyła znaczną ilość broni. Realnym starciem był też Caców, choć niemieckie straty okazują się znacznie niższe niż w tradycji brygadowej. Najkrwawsze dla samej Brygady było starcie pod Pogwizdowem w styczniu 1945 r., do którego doszło przed nawiązaniem uzgodnionego kontaktu z niemieckim dowództwem.

Ostrożności wymagają również relacje o niemal bezkrwawych akcjach przynoszących cenne uzbrojenie. W źródłach dotyczących Akcji Specjalnej pojawia się praktyka pozorowanych napadów na niemieckie transporty, służących dozbrojeniu NSZ. Nie pozwala to uznać późniejszych potyczek za inscenizowane, ale każe krytycznie traktować wspomnienia o spektakularnych zdobyczach osiąganych bez strat.

Najbardziej wymowny jest jednak bilans Wójcika: według jego wyliczeń na jednego zabitego po stronie niemieckiej przypadało około 27 zabitych przeciwników komunistycznych i sowieckich. W polemice z Leszkiem Żebrowskim podtrzymuje on zarzut co najmniej dziesięciokrotnego zawyżania antyniemieckiego wysiłku Brygady i wskazuje na systematyczny charakter jej działań przeciw komunistom. Nie jest to drobna korekta liczb. Zestawienie obu wrogów w jednej narracji może sugerować symetrię, której źródła w przypadku Brygady nie pokazują.

Czytaj więcej

Krzysztof Bosak: Brygada NSZ wyzwoliła czeski obóz koncentracyjny

Wspólny wróg

Argument apologetyczny często głosi, że AL, GL i sowieckie grupy dywersyjne nie walczyły z Niemcami, lecz przygotowywały przyszłą dominację komunistyczną. To drugie jest istotne: działały w interesie Moskwy i rozpoznawały struktury niepodległościowe. Nie były jednak wojskowo obojętne dla okupanta. Według Wójcika od sierpnia do grudnia 1944 r. oddziały komunistyczne odpowiadały za około 90 proc. spośród 130 ataków na infrastrukturę i transport kolejowy odnotowanych przez Wehrmacht i Gestapo w dystrykcie radomskim.

Kiedy więc Brygada zwalczała AL, grupy sowieckie i ludzi PPR, działała zgodnie z doraźnym interesem niemieckim. Nie znaczy to, że wykonywała niemieckie rozkazy; wyjaśnia jednak, dlaczego jej działania były dla Niemców użyteczne i dlaczego aparat bezpieczeństwa próbował wykorzystać tę zbieżność interesów. Taka była logika polityki Fuchsa: nie sympatia do NSZ, lecz wykorzystanie konfliktu w polskim podziemiu, odciążenie własnych sił i skierowanie części polskiego przeciwnika przeciw innemu wrogowi.

Niemcy nie zaprzestali przy tym represji przeciw pozostałemu polskiemu podziemiu. Według danych przywołanych przez Wójcika jeszcze w grudniu 1944 r. blisko 80 proc. spośród ponad tysiąca osób aresztowanych przez miejscowe Gestapo, wojsko i żandarmerię stanowili członkowie AK, Delegatury Rządu i innych struktur lojalnych wobec legalnych władz RP. To istotny kontekst dla prezydenckiego zdania, że Brygada „chroniła rodaków przed Niemcami”: ludzie związani z tym środowiskiem rzeczywiście interweniowali w sprawie konkretnych więźniów, lecz system ten działał równolegle z konsekwentnym rozbijaniem przez okupanta zasadniczych struktur Polskiego Państwa Podziemnego.

Granicę widziało także PPP

Oskarżenia o współpracę części NSZ z Niemcami nie były wytworem powojennej propagandy komunistycznej. Problem dostrzegano już podczas okupacji – zarówno w Armii Krajowej, jak i wewnątrz obozu narodowego.

W meldunku z 14 listopada 1944 r. komendant Okręgu AK Radom–Kielce płk Jan Zientarski „Ein” informował Londyn, że dowódcy NSZ „kontaktują się i współpracują z Gestapo”, wskazując zarazem zwalczanie PPR, AL i sowieckich oddziałów partyzanckich jako główny kierunek ich działalności. Była to ocena dowódcy AK z czasu, gdy Brygada działała jeszcze na Kielecczyźnie.

Na początku listopada por. Franciszek Brzozowski „Adam”, pełniący obowiązki szefa Obwodu AK Radomsko, nakazał uznać wcześniejsze porozumienia z NSZ za nieistniejące „wobec stwierdzonej współpracy z Niemcami” i ostrzegał żołnierzy AK przed kontaktami z tą organizacją. 19 grudnia 1944 r. komendant główny AK gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” stwierdził z kolei, że z NSZ jako organizacją, „na której ciąży wina współpracy z Niemcami”, AK nie utrzymuje kontaktu, i zakazał pertraktacji z jej przedstawicielami. Jednocześnie zezwalał przyjmować do AK żołnierzy, którzy z NSZ wystąpią. Krytyka dotyczyła więc polityki organizacji i jej kierownictwa, nie zaś automatycznego potępienia każdego żołnierza.

Podobną granicę wyznaczano wewnątrz samego ruchu narodowego. Endecki „Biuletyn Wewnętrzny” pisał jesienią 1944 r. o „szeregu wypadków współpracy NSZ-ONR z Niemcami”, odcinając od tej polityki Stronnictwo Narodowe i związany z nim nurt NSZ. Meldunki AK nie zawsze precyzyjnie rozróżniały poszczególne odłamy NSZ, dlatego ich ocen nie należy automatycznie odnosić do całej organizacji. Nie zmienia to zasadniczego faktu: spór o dopuszczalność kontaktów z Niemcami i oskarżenia o przekroczenie tej granicy istniały już podczas okupacji.

Marsz na Zachód

Najmocniejszym argumentem obrońców Brygady pozostaje marsz na Zachód. Decyzję dowództwa można racjonalnie wyjaśnić zagrożeniem sowieckim: Brygada chciała uniknąć rozbrojenia przez Armię Czerwoną i dotrzeć do aliantów zachodnich. Nie została wcielona do Wehrmachtu ani Waffen-SS, zachowała własne dowództwo i odmówiła użycia całej formacji przeciw Sowietom. Marsz nie odbywał się jednak wbrew Niemcom.

Co znamienne, również Robert Rudnicki, zasadniczo broniący polityki Brygady, pisze, że jej dowództwo, „aby zyskać na czasie, podjęło rozmowy z Niemcami”, wiążąc z ich następstwem działalność „Toma” przy organizowaniu kursów dla ludzi przeznaczonych do przerzutu do kraju. David i Todd Morganowie, korzystając z ponad dwustustronicowych akt Counter Intelligence Corps przechowywanych w NARA, pokazują z kolei, że amerykańskie służby przez lata badały zarzuty dotyczące relacji Brygady z Niemcami.

W późniejszej fazie marszu Fuchs i „Tom” pośredniczyli w kontaktach Brygady z niemieckim aparatem. Dowództwo odrzuciło zaangażowanie całej jednostki przeciw Armii Czerwonej, zgodziło się jednak na szkolenie wybranych żołnierzy przez niemiecki FAK 202 i wysyłanie niewielkich patroli za linię sowiecką. O niemieckich instruktorach, wyposażeniu i przerzucie grup desantowych mówią także zachowane w IPN zeznania pojmanych uczestników tych działań, wymagające – jak wszystkie źródła śledcze – krytycznej lektury. W 2020 r. Łukasz Ulatowski sygnalizował ponadto odnalezienie dokumentów RSHA wiążących patrole dywersyjne Brygady z niemieckim Referatem VI C2c; wobec braku zapowiadanego pełnego opracowania ich znaczenie pozostaje jednak niejasne.

Brygada korzystała z niemieckiej aprowizacji, uzgodnionych tras, kwater i oficerów łącznikowych. Określenie „kompromis” nie jest więc fałszywe, ale nie oddaje zakresu konkretnych świadczeń ani tego, że relacje te miały historię wcześniejszą niż styczeń 1945 r. Jiří Friedl, podkreślając zarazem, że pełnego mechanizmu kontaktów nie udało mu się odtworzyć, określa marsz jako balansowanie na granicy kolaboracji; dla czeskiego ruchu oporu już widok polskiej formacji przemieszczającej się z niemieckimi łącznikami wystarczał, żeby uznać ją za współpracującą z okupantem.

Czytaj więcej

Estera Flieger: Jak lewica uprawia politykę historyczną

Holýšov i „gra wywiadowcza”

Uwolnienie więźniarek obozu w Holýšovie w maju 1945 r. było rzeczywistą zasługą Brygady Świętokrzyskiej, której żołnierze wystąpili tam zbrojnie przeciw Niemcom. Pokazuje to granice wcześniejszego współdziałania: nie oznaczało ono trwałej lojalności wobec III Rzeszy ani politycznego podporządkowania. Nie unieważnia jednak wcześniejszych porozumień, wymiany świadczeń i kontaktów z niemieckim aparatem bezpieczeństwa.

Kontrolowane kontakty wywiadowcze środowiska Związku Jaszczurczego z Niemcami były starsze niż NSZ. Sebastian Bojemski wskazuje, że jeszcze przed ich powstaniem utworzono specjalną komórkę do kontaktów z Niemcami, politycznie kontrolowaną przez Władysława Brodowskiego. Za pośrednictwem Ryszarda Sędka kontakt nawiązano najpóźniej w pierwszej połowie 1941 r.; zadaniem komórki miały być kontrwywiad oraz zdobywanie informacji o celach i zamiarach Niemców.

Inny wymiar takich kanałów pokazuje misja Tadeusza Salskiego, jednego z twórców NSZ i przedstawiciela ich kierownictwa politycznego. Stefan Falkowski z radomskiego Gestapo twierdził już w 1945 r., że przy niemieckiej pomocy wysyłano kurierów NSZ na Zachód, a w opracowaniu z 1949 r. wskazał Salskiego, którego podróż do Londynu w 1943 r. miał ułatwić niemiecki wywiad. Relacja Falkowskiego wymaga ostrożności, lecz częściowo koresponduje z powojennym zeznaniem Antoniego Szperlicha: według niego wyjazd Salskiego uzgodnili Otmar Wawrzkowicz i Paul Fuchs, a Salski miał korzystać z dokumentów Organizacji Todta. Wiadomo niezależnie, że w grudniu 1943 r. dotarł do Londynu i przedstawiał gen. Kazimierzowi Sosnkowskiemu stanowisko NSZ w sprawie scalenia z AK. Jeśli niemiecka pomoc rzeczywiście miała miejsce, kanał kontaktowy z Fuchsem służyłby więc nie tylko sprawom lokalnym, lecz także przedsięwzięciu wysokiej rangi politycznej.
Bojemski ma rację w jednym zasadniczym punkcie: sam kontakt organizacji konspiracyjnej z przeciwnikiem nie jest jeszcze dowodem kolaboracji. Może służyć rozpoznaniu, dezinformacji lub zdobywaniu informacji i tak interpretuje on działalność wywiadu Związku Jaszczurczego. Nie ma też podstaw, by z kontaktów z 1941 r. prowadzić prostą linię do późniejszej polityki części NSZ.

82. rocznica powołania Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych. Na zdjęciu od lewej: zastęp

82. rocznica powołania Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych. Na zdjęciu od lewej: zastępca prezesa IPN dr hab. Karol Polejowski i doradca prezydenta RP Jan Józef Kasprzyk prezentują okolicznościowy list od prezydenta Karola Nawrockiego. Warszawa, 11 sierpnia 2026 r.

Foto: Sławek Kasper / IPN

Inny charakter miały jednak relacje udokumentowane od 1943 r. Pojawiały się w nich wzajemne świadczenia: interwencje w sprawie aresztowanych, informacje o przeciwnikach, uzgadnianie miejsc postoju i zasad unikania starć oraz pomoc materialna; Hubert Jura „Tom” został ponadto zarejestrowany przez Gestapo jako V-Person. Określenie „gra wywiadowcza” może więc opisywać polskie intencje – ochronę ludzi, zdobywanie informacji czy zachowanie sił – ale nie wyczerpuje charakteru relacji, z której wymierne korzyści odnosili również Niemcy. Obie strony mogły próbować się wzajemnie wykorzystać. Holýšov nie unieważnia wcześniejszych kontaktów, tak jak wcześniejsze kontakty nie pozwalają sprowadzić Brygady do roli niemieckiej formacji pomocniczej.

Jak więc nazwać tę relację? W odniesieniu do udokumentowanych relacji z lat 1943–1945 najtrafniej mówić o instrumentalnej i asymetrycznej współpracy części struktur NSZ oraz późniejszego zaplecza Brygady z niemieckim aparatem bezpieczeństwa i wojskowym – informacyjnej, logistycznej, taktycznej i miejscami operacyjnej. Nie był to formalny sojusz ani trwałe podporządkowanie, lecz wymiana świadczeń przynosząca obu stronom konkretne korzyści.

Także słowa „kolaboracja” należy używać precyzyjnie. Brygada nie była formacją kolaboracyjną w takim sensie jak jednostki wcielone do niemieckich sił zbrojnych lub policji i podporządkowane niemieckiemu dowództwu. Niektóre opisane działania miały jednak charakter kolaboracyjny: przekazywanie informacji, koordynowanie przemarszów, uzgadnianie nieagresji, współdziałanie przeciw wspólnemu przeciwnikowi oraz korzystanie z niemieckiej ochrony i zaplecza. Można więc odrzucić uproszczoną tezę o „niemieckiej Brygadzie”, a zarazem uznać, że określenie „konieczne kompromisy” nie oddaje ani czasu trwania, ani zakresu tych stosunków.

List prezydenta i „biała legenda”

Problem listu prezydenta Karola Nawrockiego nie polega na przypomnieniu dwóch totalitaryzmów, sowieckiego zagrożenia, represji wobec polskiego podziemia czy znaczenia marszu Brygady na Zachód. Wszystko to należy do jej historii. Problemem jest obraz formacji prowadzącej równorzędną walkę z dwoma wrogami, chroniącej Polaków „przed Niemcami i ich kolaborantami”, podczas gdy stosunki z okupantem zostają sprowadzone do „koniecznych kompromisów”, kojarzonych głównie z marszem na Zachód w styczniu 1945 r. Źródła takiej symetrii nie potwierdzają.

Żołnierze Brygady Świętokrzyskiej NSZ (po lewej) i grupa uwolnionych przez Brygadę więźniarek (po pr

Żołnierze Brygady Świętokrzyskiej NSZ (po lewej) i grupa uwolnionych przez Brygadę więźniarek (po prawej) z wyzwolonego 5 maja 1945 r. obozu w Holýšovie – filii obozu koncentracyjnego KL Flossenbürg

Foto: IPN

Udokumentowane kontakty części NSZ z niemieckim aparatem bezpieczeństwa sięgały 1943 r., a w 1944 r. obejmowały stałą łączność, przekazywanie informacji i miejsc postoju oraz inne wzajemne świadczenia. Hubert Jura „Tom” został zarejestrowany jako V-Person, a Telesfor Piechocki „Gustaw” i Marian Łagowski „Niedziela”, których Büssing opisywał jako kierujących kieleckim komandem z.b.V. i odwiedzających Gestapo, w 1944 r. służyli również w Brygadzie. Pokazuje to ciągłość personalną, nie dowodzi jednak przejęcia przez formalną Brygadę każdego wcześniejszego porozumienia. Jednocześnie niemiecka dokumentacja nie potwierdza obrazu symetrycznej wojny Brygady z Niemcami i komunistami.

Problem kontaktów z Niemcami dostrzegały już podczas okupacji: Armia Krajowa, część samego obozu narodowego i niekomunistyczna prasa podziemna. Fałszywość części tez komunistycznej „czarnej legendy” nie uzasadnia więc budowania „legendy białej”. Odrzucenie propagandy PRL nie wymaga przyjęcia jej dokładnego przeciwieństwa.

Hubert „Tom” Jura – zarejestrowany przez radomskie Gestapo jako V-Person, organizator tzw. Organizac

Hubert „Tom” Jura – zarejestrowany przez radomskie Gestapo jako V-Person, organizator tzw. Organizacji Toma

Foto: Aryan 8814/ Wikipedia

Sam prezydent napisał, że warunkiem rzetelnej debaty jest „gotowość do uczciwego poszukiwania prawdy, choćby niewygodnej”. Zasada ta powinna obowiązywać nie tylko wobec historiografii PRL, lecz także wobec narracji historycznych budowanych współcześnie przez instytucje państwa.

Szacunek dla żołnierzy Brygady nie wymaga przemilczania polityki jej kierownictwa i zaplecza. Dojrzała pamięć historyczna powinna jednocześnie uznać niepodległościowe i antykomunistyczne motywacje wielu jej żołnierzy, realność sowieckiego zagrożenia, znaczenie marszu na Zachód i uwolnienie więźniarek w Holýšovie – oraz nazwać współpracę z niemieckim aparatem tam, gdzie pokazują ją dokumenty. Dopiero wtedy „prawda niewygodna” staje się zasadą historycznego opisu, a nie ceremonialną figurą.