– W ostatnich dwunastu miesiącach udało mi się sprowadzić sporo ciekawych poloników. Łącznie dziewiętnaście portretów z kolekcji Potockich z Łańcuta. Większość znajduje się już na zamku w Łańcucie. Wracają na swoje miejsce po 82 latach – opisuje Maciej Radziwiłł, prezes Fundacji Trzy Trąby, przedsiębiorca, działacz społeczny, a w czasie PRL drukarz prasy podziemnej.

O szczegółach odnalezienia kolekcji złożonej przez ordynata łańcuckiego w zamku Hohenems w Austrii napisaliśmy w „Rzeczpospolitej”.    

W ostatnim czasie do Polski wróciło też kilka obrazów, które przed II wojną światową znajdowały się w pałacu w Mankiewiczach. – Pałac ten był siedzibą ordynatów dawidgródeckich. Majątek należał do Radziwiłłów od końca wieku XVI. Dziś to Białoruś. W Mankiewiczach (dziś to część miasta Stolin) zachował się jedynie park i ogrodzenie. Sam pałac został zniszczony przez Niemców – dodaje Radziwiłł.

Obrazy znajdowały się w tym pałacu do 1920 r., należały do Stanisława Wilhelma Radziwiłła (1880-1920) adiutanta marszałka Józefa Piłsudskiego, który poległ w wojnie polsko-bolszewickiej i jego żony. Po śmierci Stanisława Wilhelma w czasie wojny z bolszewikami Dolores Radziwiłłowa przeniosła się do Paryża.

Scena zaślubin rodziców Stanisława Wilhelma Radziwiłła

Scena zaślubin rodziców Stanisława Wilhelma Radziwiłła

Foto: Materiały prywatne

Jeden z obrazów przedstawia scenę zaślubin rodziców Stanisława Wilhelma Radziwiłła. Ślub odbył się 3 października 1857 w Żaganiu. – Wśród gości było wielu przedstawicieli ówczesnych elit europejskich. Na organach grał sam Ferenc Liszt. Kościół w Żaganiu zachował się w całkiem dobrym stanie i wygląda dziś tak samo jak niemal 170 lat temu – dodaje Maciej Radziwiłł.

Stanisław Wilhelm Radziwiłł uczył się w Akademii Wojennej w Berlinie. Musiał zmienić obywatelstwo na rosyjskie, bo inaczej nie mógłby dziedziczyć majątków ziemskich na terenie Imperium Rosyjskiego. Walczył w wojnie rosyjsko-japońskiej w 1905 r., odznaczył się w I wojnie światowej w czerkieskiej Dywizji Dzikiej.

Po odzyskaniu niepodległości w latach 1919-1920 walczył przeciwko bolszewikom. – Chociaż niewiele miał w sobie krwi polskiej, oddał życie za Polskę. W 1926 r. Józef Piłsudski odznaczył Stanisława Wilhelma Krzyżem Orderu Virtuti Militari – dodaje Maciej Radziwiłł.

Czytaj więcej

Skarb z austriackiego zamku trafił do Polski

Między innymi te artefakty pochodzące z Mankiewicz można już oglądać w oddziale Muzeum Narodowego w Nieborowie, gdzie znajdują się także inne depozyty przekazane przez Fundację Trzy Trąby.

Paryskie srebra Czartoryskich w Puławach

Z kolei do Muzeum Czartoryskich w Puławach został przekazany depozyt składający się z kolekcji sreber z herbami Czartoryskich. Są to wyroby znanego w drugiej połowie wieku XVIII gdańskiego złotnika Marcina Holke.

Srebra te kiedyś zdobiły stół pałacu w Puławach, który władze carskie skonfiskowały Czartoryskim za udział Adama Jerzego Czartoryskiego w powstaniu listopadowym. Potem trafiły do Paryża, do Hotelu Lambert, paryskiej siedziby Czartoryskich na wygnaniu. Hotel Lambert był centrum polityki i kultury polskiej na emigracji.

Srebra Czartoryskich, które zostały odnalezione w Paryżu trafiły do Puław

Srebra Czartoryskich, które zostały odnalezione w Paryżu trafiły do Puław

Foto: Materiały prywatne

Srebra wróciły do Puław po niemal 200 latach. Tam też trafią nieco późniejsze XIX-wieczne wyroby paryskich złotników z herbami Czartoryskich i Bourbonów orleańskich. Te ostatnie powstały po ślubie Władysława Czartoryskiego z Marguerite d’Orleans, wnuczką Ludwika Filipa króla Francji.

Portrety Potockich wracają do Łańcuta

Do kolekcji muzeum w Łańcucie trafił natomiast portret Mikołaja Potockiego (1845-1921) pędzla Françoisa Flamenga (1856-1923). – Mikołaj był wnukiem Stanisława Szczęsnego Potockiego, jednego z przywódców konfederacji targowickiej i synem Mieczysława, po którym odziedziczył wielką fortunę we Francji – opisuje Maciej Radziwiłł. – Mieczysław był typem awanturnika. Kilka razy popadał w konflikt z władzami carskimi. Za swoje postępki był przez wiele lat więziony w carskich więzieniach. Jego kłopoty nie miały jednak podłoża politycznego. Uwięziony kazał przesyłać duże sumy do Francji, które zostały bardzo korzystnie zainwestowane. Mikołaj Potocki, mimo że miał bardzo trudne relacje z ojcem, został jednak jedynym spadkobiercą wielkiej fortuny Mieczysława Potockiego. Sam pomnożył ją jeszcze. Przed śmiercią zapisał cały majątek dalekiemu kuzynowi Alfredowi Potockiemu z Łańcuta – dodaje przedsiębiorca.  

Portret Hieronima Wincentego Radziwiłła

Portret Hieronima Wincentego Radziwiłła

Foto: Materiały prywatne

Kolejnym restytuowanym obiektem jest portret Mikołaja Potockiego, który wisiał w jego pałacu przy avenue Friedland w Paryżu. Alfred Potocki po śmierci kuzyna sprzedał tę nieruchomość. Stała się ona siedzibą Konfederacji Przemysłu i Handlu okręgu paryskiego. Obraz został przeniesiony do zamku w Łańcucie. W 1944 r. ordynat Alfred Potocki w obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej ewakuował kolekcję malarstwa do Austrii a potem do Lichtensteinu.

– W latach 70. wdowa po Alfredzie sprzedała wiele dzieł z Łańcuta na aukcji w Paryżu. Portret zakupiony został przez Konfederację Przemysłu i Handlu, bo jej siedzibę nadal nazywa się Hôtel Potocki. Przez kolejne prawie 50 lat obraz zdobił ścianę pałacu. W 2025 r. Konfederacja Przemysłu i Handlu postanowiła przenieść swoją siedzibę w inną lokalizację i portret wystawiono na aukcję – opisuje kulisy nabycia tego portretu Maciej Radziwiłł.

Rozmówca „Rzeczpospolitej” wskazuje, że wiele obrazów, które nabył zostało wystawionych na sprzedaż w domu aukcyjnym Sotheby’s oraz na innych aukcjach. Wśród nowych zdobyczy są m.in. portret Karola Stanisława „Panie Kochanku”, paradna kryształowa pieczęć z herbami Radziwiłłów i książąt Sayn-Wittgenstein oraz portret Macieja Radziwiłła ostatniego kasztelana wileńskiego z małym Dominikiem późniejszym pułkownikiem napoleońskim.

Do jego kolekcji trafiły też portrety Sofii i Hieronima Wincentego Radziwiłła. – Odkupiłem obrazy od pewnego handlarza, który kupił je niedawno w mało znanym antykwariacie w Niderlandach – dodaje.  

Portrety Sofii, żony Hieronima Wincentego Radziwiłła znajdował się w zamku Schillingsfurst w Niemcze

Portrety Sofii, żony Hieronima Wincentego Radziwiłła znajdował się w zamku Schillingsfurst w Niemczech

Foto: Materiały prasowe

Podejrzewa on, że obrazy powstały po śmierci Hieronima Wincentego, a przynajmniej portret jego żony mógł powstać później, bo trzyma żałobny wizerunek profilowy, zapewne męża. Dodaje, że prawdopodobnie dwa wielkie portrety Sofii i Hieronima Wincentego pochodzą z zamku Schillingsfurst (Bawaria w Niemczech), ale wcześniej znajdowały się w pałacu Werki (dzisiaj na terenie Wilna), a jeszcze wcześniej w pałacu w Białej (miejscowość ta była nazywana w przeszłości m.in. Białą Radziwiłłowską lub Białą Książęcą).  

– Zamek Hohenlohe w Schillingsfurst przeszedł we władanie dalekiego kuzyna. W ostatnich latach sprzedawał on sporo przedmiotów z wyposażenia zamku. Sprzedał około 30 portretów Radziwiłłów – kopii z galerii nieświeskiej. Nabywcą było muzeum w Mirze na Białorusi, gdzie znajduje się niedawno odrestaurowany zamek Radziwiłłów – opisuje Maciej Radziwiłł.

Dodaje, że udało mu się wymienić kilka portretów radziwiłłowskich na zakupione przeze niego obrazy związane z rodziną Hohenlohe i królestwem Bawarii. – Pozyskałem wtedy bardzo ciekawy i cenny portret trumienny Kanclerza Wielkiego Litewskiego Karola Stanisława Radziwiłła z początku wieku XVIII. Według mnie to jeden z najlepszych zachowanych portretów trumiennych – dodaje.

Restytucja poza Ministerstwem Kultury

W tym przypadku Fundacja Trzy Trąby nie współpracowała z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które zajmuje się m.in. restytucją utraconych dzieł sztuki. – Przedmioty wywiezione z ziem dawnej Rzeczypospolitej przed odzyskaniem niepodległości w 1918 r. nie są traktowane przez MKiDN jako straty, bo w tamtych czasach nie istniały jakiekolwiek przepisy prawne regulujące wywóz dzieł sztuki – tłumaczy nam Maciej Radziwiłł.  

Czytaj więcej

Urzędnicy aresztowali buławę hetmana Branickiego. Od trzech lat leży w magazynie

Nie jest tajemnicą, że resort kultury nie wspiera działań miłośników poloników związanych z prywatnymi fundacjami, które zajmują się restytucją dzieł sztuki wiele lat temu wywiezionych z Rzeczpospolitej. Chodzi m.in. o majątek, który z Łańcuta wywiózł ordynat Alfred Potocki w 1944 r., a który został rozproszony po całej Europie. W „Rzeczpospolitej” opisaliśmy przypadki, gdy takie obiekty stają się osią sporu prawnego.

Trzy lata temu po interwencji MKiDN do Polski wrócił z muzeum samorządowego w Pontevedrze w Hiszpanii dyptyk „Mater Dolorosa” i „Ecce Homo” z warsztatu Dierica Boutsa, który został zrabowany podczas II wojny światowej z zamku w Gołuchowie. Jeszcze gdy znajdowały się one w Hiszpanii, przedstawiciele spadkobierców, czyli rodziny Czartoryskich sygnalizowali roszczenia do nich.

Ciągle otwarty jest spór prawny o własność zaginionej w czasie II wojny światowej buławy hetmana Klemensa Branickiego. Została ona zatrzymana przez policję przy udziale urzędników ministerstwa kultury na polecenie prokuratury w postępowaniu karnym. Buławę kilka lat temu kupił od spadkobiercy właściciela poznański kolekcjoner. Sprawę buławy hetmana opisaliśmy jako pierwsi w „Rzeczpospolitej”.