O zasługach Andrzeja Wielowieyskiego liczni mądrzy i bardziej kompetentni ode mnie ludzie wiele już powiedzieli i napisali. Ja jednak pragnę podzielić się kilkoma osobistymi wspomnieniami z nim związanymi, ponieważ jego cień czy też życzliwy oddech na plecach towarzyszył mi praktycznie od urodzenia.
Przedstawiciel „świadomego laikatu”
Andrzej Wielowieyski (nazywaliśmy go „Wielowiej”) pozostanie dla mnie przede wszystkim ważną postacią polskiego Kościoła katolickiego XX w., w szczególności jako współtwórca i lider warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej (KIK). Interesowały go nie tylko w sprawy społeczne czy polityczne, ale angażował się także – jako wybitny przedstawiciel tzw. świadomego laikatu – w sprawy i życie Kościoła katolickiego w Polsce i na świecie. Traktował bardzo poważnie przesłania wynikające z soboru watykańskiego II (1962–1965), opierające się na idei „aggiornamento”, czyli na swoistym i odważnym otwarciu się Kościoła na nowoczesność. Sobór zaproponował przemyślenie i odnowienie relacji między instytucją kościelną a współczesnym światem, zmienił sposób postrzegania roli świeckich, uprościł liturgię i otworzył katolicyzm na dialog z innymi religiami.
Andrzej Wielowieyski (1927–2026) – prawnik i publicysta, senator i poseł na Sejm RP, poseł Parlamentu Europejskiego, kawaler Orderu Orła Białego
Ponadto wszyscy podkreślają dziś, że Wielowieyski był ważną postacią ruchu „Solidarność” (od jego początku w Stoczni Gdańskiej), a później współtwórcą nowej demokratycznej Polski budowanej po 1989 r., w której dziś żyjemy. Ma w tym wielkim dziele znaczący i niepodważalny udział.
Jego córka Dominika, znana dziennikarka, wspominając go na zakończenie mszy żałobnej w kościele w Falenicy, przypomniała, że podczas głosowania w Zgromadzeniu Narodowym latem 1989 r. jej ojciec oddał swój głos na generała Wojciecha Jaruzelskiego (o co wielu miało do niego pretensje). Być może to właśnie dzięki temu głosowi „komunistyczny generał został demokratycznie wybrany prezydentem nowej Polski”. Co ciekawe, zabiegał o to (dość nieoczekiwanie) ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych George H.W. Bush podczas swojej podróży do Polski w lipcu 1989 r. Okoliczności te przypomniał Marcin Napiórkowski, dyrektor Muzeum Historii Polski, w jakże ważnej i ciekawej książce: „1989. Pozytywny mit” (Katarzyna Szyngiera, Marcin Napiórkowski i Mirosław Wlekły; Znak 2024).
Grudzień ’88: konferencja w Paryżu
Osobiście chyba bardziej zapamiętałem wizytę Andrzeja Wielowieyskiego w Paryżu w grudniu 1988 r., na kilka tygodni przed rozpoczęciem obrad Okrągłego Stołu. Przy okazji 40. rocznicy uchwalenia w stolicy Francji – przez Zgromadzenie Ogólne ONZ – Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, prezydent François Mitterrand (słynął z tego, że miał gest i lubił wielkie imprezy) zaprosił licznych noblistów, całą śmietankę polityczną, intelektualną i związkową zachodniego świata. Głównymi bohaterami uroczystości byli jednak dwaj laureaci Pokojowej Nagrody Nobla z obszaru pod dominacją sowiecką: Andriej Sacharow (fizyk, noblista z 1975 r.) oraz Lech Wałęsa (elektryk, noblista z 1983 r.). Trzeba przypomnieć, że była to pierwsza (od jesieni 1981 r.) zagraniczna wizyta Lecha Wałęsy – będącego nadal „osobą prywatną”, choć już kilkanaście dni wcześniej zapędził w kozi róg szefa komunistycznego związku zawodowego (OPZZ), Alfreda Miodowicza, podczas pamiętnej debaty w kontrolowanej przez komunistów telewizji. Dlaczego władze PRL zgodziły się na tę zagraniczną wizytę Lecha Wałęsy? Na to pytanie powinni odpowiedzieć historycy.
Czytaj więcej
Powstał w czasie politycznej odwilży i szybko stał się jednym z ważniejszych miejsc niezależnej debaty w PRL. W Klubie Krzywego Koła spotykali się...
Obecność Wielowieyskiego w Paryżu nie była przypadkowa. To, że w podroży do Francji Lechowi Wałęsie towarzyszył Bronisław Geremek, było zrozumiałe i naturalne. Profesor pełnił w latach 80. rolę „ministra spraw zagranicznych” nieuznawanego przez władze PRL przewodniczącego legendarnego związku NSZZ „Solidarność”. Geremek był znany i ceniony nad Sekwaną nie tylko jako doradca „Solidarności” i osoba mocno represjonowana (wyszedł jako jeden z ostatnich internowanych, a potem został wyrzucony z PAN), ale przede wszystkim jako wybitny historyk, uznany specjalista od francuskiego średniowiecza, władający biegle językiem francuskim.
Wielowieyski, choć także należał do grona doradców Lecha Wałęsy od 1983 r., nie był aż tak znany nad Sekwaną (prócz kręgów katolickich). Co prawda, od grudnia 1981 r. zasiadał w Prymasowskiej Radzie Społecznej. Był również w tym czasie redaktorem wznowionego pod koniec 1982 r. pisma „Królowa Apostołów” (z dopiskiem pod tytułem: „pismo katolików świeckich”). Było to jedno z kilku pism katolickich zawieszonych przez władze komunistyczne na początku lat 50., które formalnie „odwieszono” – ponoć „w nagrodę” za koncyliacyjną i wyważoną postawę Kościoła w czasach stanu wojennego. Wielowieyski posiadał długoletnie i bogate doświadczenie międzynarodowe, piastując różne funkcje w KIK. Znał Europę, znał świat. Miał tam wiele kontaktów i przyjaciół.
Pax Romana
We wrześniu 1987 r. miałem zaszczyt spotkać Wielowieyskiego w Rzymie podczas XXV Światowego Kongresu Międzynarodowego Ruchu Inteligencji Katolickiej MIIC-Pax Romana (zasiadał wówczas we władzach). Na Kongres zostałem zaproszony jako przedstawiciel sekcji studenckiej MIEC-Pax Romana – jej światowa centrala mieściła się właśnie w Paryżu. Kongres odbywał się w tym samym czasie, co przygotowania do Synodu Biskupów (Jan Paweł II zwołał go na październik 1987 r.), którego głównym tematem było „powołanie i misja świeckich w Kościele i w świecie”.
Jeszcze wcześniej, będąc od początku 1984 r. na stypendium naukowym we Francji, to właśnie pod skrzydłami i za zgodą Andrzeja Wielowieyskiego mogłem zainicjować i rozwinąć współpracę studentów zagranicznych z niezależnie myślącą polską młodzieżą akademicką (wywodzącą się z ruchu Samorządu Studentów na Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu – w większości byli to równocześnie działacze rozwiązanego w stanie wojennym podziemnego NZS-u, a także kilku ważniejszych ośrodków Duszpasterstw Akademickich w Polsce). Dzięki współpracy z ruchem MIEC-Pax Romana polscy studenci mogli uczestniczyć w różnych zjazdach, konferencjach i kongresach, które ten ruch organizował. W latach 1984–1989 udało się nam zaprosić na dłuższe lub krótsze pobyty w różnych krajach zachodnich ponad 200 osób z Polski (potem także z innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej). Te zagraniczne podróże i pobyty były w większości finansowane przez Radę Europy w Strasburgu, a także z innych źródeł (w tym kościelnych). W Polsce po 1989 r. uczestnicy tych międzynarodowych imprez odegrali znaczącą rolę, angażując się w dyplomację (jak ambasadorowie: Artur Dmochowski, Joanna Kozińska-Frybes, Marcin Nawrot, Jan Tombiński), świat mediów (np. Monika Bułaj, Bogusław Chrabota, Marzena Wilkanowicz-Devoud), bankowość (np. Andrzej Mikosz) czy – choć rzadziej – w politykę (np. Przemysław Aleksandrowicz i Zbigniew Czerwiński).
Czytaj więcej
Jego autobiografia, wydana osiem lat temu, nosi tytuł „Losowi na przekór”. Takie tytuły zazwyczaj nadaje się życiorysom niezłomnych bojowników prze...
Niezależnie od tych osobistych doświadczeń Andrzej Wielowieyski pozostanie w mojej pamięci jako najwybitniejszy działacz środowisk inteligencji katolickiej w Polsce okresu PRL-u (takie osoby jak Jerzy Turowicz, Tadeusz Mazowiecki, Jerzy Zawieyski czy Stanisław Stomma byli też bardzo ważni, ale urodzonymi „działaczami” nie byli). Miał nie tylko zdolności przywódcze i organizacyjne oraz niespożytą energię, ale przede wszystkim potrafił słuchać ludzi, co jest cechą rzadką i dość wyjątkową dla urodzonych liderów. Był współtwórcą oraz liderem warszawskiego KIK (powstałego na fali odwilży październikowej, początkowo jako Ogólnopolski Klub Postępowej Inteligencji Katolickiej, a od 1958 r. jako Klub Inteligencji Katolickiej), pełniąc przez wiele lat m.in. funkcję jego sekretarza i wiceprezesa.
Nigdy nie miałem okazji z nim długo i poważnie porozmawiać, pomimo częstych spotkań. Ale jego postać i duch były stale obecne w moim rodzinnym domu, praktycznie od początku mego świadomego życia. Przyjaźnił się z moją mamą – Aleksandrą Olędzką-Frybesową, poetką, eseistką, a przede wszystkim tłumaczką. Zakładali i działali razem w warszawskim KIK-u. I co najważniejsze, a przypomniałem to sobie, słuchając kazania podczas mszy żałobnej w kościele w Falenicy, to właśnie on odkrył przed nią (a za jej pośrednictwem – również przede mną) postać oraz myśli Simone Weil.
„Wybór pism” Simone Weil
W przedmowie do książki Simone Weil, którą Andrzej Wielowieyski przygotował („Zakorzenienie. Wybór pism”, Znak, Kraków 1961), pisał: „Tezy Simone Weil, mimo pewnych skrajności, mają […] wielką wartość, ponieważ próbują dać równocześnie odpowiedź na trzy wielkie problemy człowieka: 1/ wartości i sensu jego życia, 2/ swobody poznania i wyboru, która implikuje rozwiązania pluralistyczne, 3/ jego podstawowych potrzeb społecznych i indywidualnych, wśród których czołowe miejsce zajmuje potrzeba »zakorzenienia« i »uduchowionej pracy«”.
Simone Weil szybko stała się dla mojej matki ulubioną myślicielką i autorką, której różne książki i pisma miała później przetłumaczyć i spopularyzować w Polsce. To za namową Andrzeja Wielowieyskiego przetłumaczyła i wydała w połowie lat 60. „Świadomość nadprzyrodzoną” (PAX, Warszawa 1965), do której Wielowieyski napisał wstęp. Była to książka dla mnie osobiście tak ważna i znacząca, że zabierałem ją ze sobą na spływy, zimowiska i obozy wędrowne organizowane przez Sekcję Rodzin warszawskiego KIK-u (chętnie na nie jeździłem w latach 70.; poznałem tam wielu wspaniałych ludzi, których część mogłem po latach znów spotkać podczas uroczystości w Falenicy).
Fascynacja i swoiste zauroczenie mojej mamy myślą i postacią Simone Weil towarzyszą mi przez całe życie. Dobrze pamiętam, jak w roku 1983 Oficyna Wydawnicza „Krąg” wydała w podziemiu dwutomowy „Wybór pism” Simone Weil. Książka krążyła w drugim obiegu, będąc ważną lekturą dla środowisk opozycyjnych szukających duchowego i intelektualnego oparcia. Jak mi podpowiedziała tzw. sztuczna inteligencja, której nauczyłem się używać ostatnio dzięki praktycznym lekcjom udzielonym mi przez przyjaciół, Grzesia Bogutę i jego żonę Vivę-Marię: „Choć tłumaczami tekstów w dwutomowej edycji »Kręgu« byli także inni autorzy (np. Czesław Miłosz, który jako pierwszy odkrył Weil dla Polaków), to właśnie Aleksandra Olędzka-Frybesowa stworzyła kanoniczne dla polskiego czytelnika przekłady esejów i myśli Weil”.
Panie Andrzeju! Za wszystko, a w szczególności za otwarcie na myśli Simone Weil, raz jeszcze serdecznie dziękuję.