Reklama

Mikołaj Wolski: Zmazywaliśmy piętno zdrady przez pokolenia

Mój dziadek mawiał, że „od Branickich wymaga się podwójnie”, właśnie ze względu na winy hetmana - mówi Mikołaj Wolski, wnuk ostatniego właściciela pałacu w Wilanowie Adama Branickiego.
Mikołaj Wolski

Mikołaj Wolski

Foto: Archiwum prywatne

Jak w rodzinnej tradycji oceniana jest postawa hetmana Franciszka Ksawerego Branickiego – targowiczanina i lojalisty – wobec Rosji z końca XVIII wieku.

Hetman Franciszek Ksawery Branicki, herbu Korczak, nasz przodek, jest postacią jednoznacznie ocenianą przez historię jako przykład zdrady narodowej. Postawę hetmana można określić z francuska „aventurier”, jako osiemnastowiecznego człowieka przygód. Był postacią barwną. Mało znanym epizodem z jego życia jest pojedynek z Giacomo Casanovą z Wenecji, który zdarzył się w Warszawie. Poszło o jakąś śpiewaczkę operową, która była kochanką obu albo o jej względy się starali. Pojedynki były już wtedy zakazane, a Franciszek Ksawery został ciężko ranny, leżąc, rzucił sakiewkę z pieniędzmi Casanovie, aby ten mógł uciec z miejsca pojedynku. Casanova forsą nie grzeszył i był takim trzpiotem europejskim, a hetman zachował się w sposób ludzki, bardzo honorowy.

Nie jestem historykiem, ale czasy wtedy były zupełnie inne, inaczej było definiowane w XVIII wieku chociażby pojęcie narodu. Ksawery Branicki wybrał polityczną współpracę z Rosją, gdyż wychodził z założenia (mylnego jak się później okazało), że wasalizacja Rzeczpospolitej przez Rosję jest jedyną szansą powstrzymania rozbiorów, których inicjatorami były Prusy.  Skutki tej decyzji są znane. Trzeba pamiętać, że do Targowicy przystąpił także król Stanisław August Poniatowski czy Hugo Kołłątaj, część przedstawicieli tzw. obozu patriotycznego. Skutek jego zachowania odczuwały następne pokolenia Branickich i starały się zmazać grzech Targowicy zwielokrotnioną pracą na rzecz Polski.

Wilanów: rezydencje kro´lewskie w stolicy słyną z wyjątkowych ogrodów.

Wilanów: rezydencje kro´lewskie w stolicy słyną z wyjątkowych ogrodów.

Foto: Shutterstock

Jaka mogła być jego motywacja, gdy zdecydował się zostać wasalem carycy Katarzyny II?

Wielu historyków wskazywało, że wybór wtedy był jakby pomiędzy dżumą a cholerą. Dla hetmana bliższa była Rosja. Z racji powiązań rodzinnych częściej tam bywał. W rodzinie wspominało się, że stronnictwo patriotyczne, w tym ówcześni właściciele wilanowscy bracia Potoccy: Ignacy i Stanisław Kostka Potocki oraz inni twórcy Konstytucji 3 maja byli stronnikami Prus. Wydaje się, że ówczesna sytuacja była tak nabrzmiała politycznie, a proces upadku Rzeczypospolitej nieodwracalny, że i tak doszłoby do rozbiorów, tylko, że inicjatywa wyszłaby z innej strony.

Czy rodzina Branickich herbu Korczak do dzisiaj żyje w cieniu Targowicy, rosyjskiej kolaboracji?

W pewnym sensie tak. Targowica jest synonimem zdrady narodowej, pojęcie to weszło do publicystyki, niekiedy możemy usłyszeć, że w dzisiejszym Sejmie mamy do czynienia z Targowicą. Moja matka w czasach stalinowskich –  jeszcze w szkole i potem w czasie studiów – gdy była mowa o Targowicy, starała się unikać tego tematu, wychodziła z lekcji, szukała pretekstu, aby nie odpowiadać na pytania, np. mówiła, że ją boli gardło. To był w pewnym sensie temat wstydliwy, a ona nosiła nazwisko Branicka.

Reklama
Reklama

Hetman prezentował zupełnie inną postawę niż chociażby jego potomkowie tacy, jak np. Władysław Grzegorz Branicki, senator, generał carski, który walczył przeciwko Napoleonowi, a jego dzieci starały się zmazać z rodziny piętno zdrajców.

Przez ponad 200 lat rodzina Branickich odkupowała brzemienny grzech Targowicy. Grzech, który był bardziej skutkiem magnackiej pychy, naiwności politycznej hetmana Branickiego, a nie cyniczną i świadomą zdradą narodu polskiego i Rzeczypospolitej, jak się to zwykło przedstawiać. Patrząc na historię rodziny, można odnieść wrażenie, że z każdym pokoleniem jest próba głębszego odrzucenia postawy Franciszka Ksawerego. Przykładem tego są Aleksander – uczestnik i mecenas egzotycznych wypraw przyrodniczych do Afryki Północnej – czy jego brat Konstanty, przyrodnik, ornitolog i pionier archeologii, wreszcie najstarszy Ksawery.

Grzegorz Branicki w zasadzie zdezerterował z armii carskiej i wybrał niezależność we Francji, za co był ścigany przez rosyjskie państwo.

Tak, i naraził się na konfiskatę majątku zostawionego na terenie Imperium Rosyjskiego. Z kolei Franciszek Ksawery Branicki był niesłychanie zdolnym finansistą, jednym z założycieli wraz z Ludwikiem Wołowskim istniejącego do 2019 r. banku Crédit Foncier de France. Był przyjacielem Garibaldiego i przyjaźnił się z Napoleonem Józefem Bonaparte, synem Hieronima, najmłodszego brata cesarza, zwanego Plon-Plon, i dzięki tej znajomości starał się skierować francuską politykę w kierunku propolskim, niekiedy był też nazywany „czerwonym hrabią”, bo wspierał ruchy wyzwoleńcze – wspomagał polskich emigrantów po powstaniu listopadowym, a potem po powstaniu styczniowym.

Należał do kluczowych przedstawicieli Wielkiej Emigracji.

Mówiąc językiem współczesnym, sponsorował „Trybunę Ludów”, Adama Mickiewicza i jego działalność patriotyczną, a także twórczość Cypriana Kamila Norwida. Aby się ustatkował, jego matka kupiła mu zamek Montresor w rejonie Loary, który do dzisiaj jest w rękach rodziny, a wówczas stanowił centrum życia patriotycznego. Miejsce to jest dzisiaj udostępnione do zwiedzania. Znajduje się w nim wiele pamiątek po Branickich.

Czytaj więcej

Gdzie zaginęły bezcenne dokumenty Rzeczypospolitej? Trop urywa się w Watykanie

W jaki sposób kosmopolityczne korzenie rodziny Branickich – z silnymi wpływami francuskimi i rosyjskimi – wpłynęły na decyzję o skierowaniu znacznej części fortuny na cele patriotyczne i krzewienie oświaty?

To była jakaś forma zadośćuczynienia za grzechy hetmana. Jego potomkowie uczestniczyli w wielu inicjatywach nie tylko patriotycznych, ale też naukowych, np. w podróżach do krajów egzotycznych i badaniach przyrodniczo-zoologicznych. Mało kto wie, że Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie powstało dzięki subwencjom od Branickich, a w Czerwonym Pałacu Branickich na Frascati w Warszawie było muzeum przyrodnicze. Wszystkie pokolenia starały się zmazać to piętno. W rodzinie wspomina się powiedzenie mojego dziadka Adama: „od Branickich wymaga się podwójnie”, właśnie ze względu na winy hetmana.  

Jeszcze przed Rothschildami, to właśnie Braniccy uchodzili za najpotężniejszą finansową rodzinę Europy. W jaki sposób została wypracowana ta fortuna?

Było to możliwe dzięki posiadaniu dóbr w Białej Cerkwi, które były wielkości współczesnej Belgii. Znajdowały się one ok. 80 km na południe od Kijowa. Hetman Franciszek Ksawery był żonaty z Aleksandrą Katarzyną Engelhardt, o której mówiło się, że jest nieślubną córką carycy Katarzyny II. Powszechnie uważa się, że dobra białocerkiewskie hetman dostał od carycy za zdradę, za udział w Targowicy. W rzeczywistości jednak uzyskał je znacznie wcześniej od króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, za pomoc w stłumieniu Konfederacji Barskiej.

Reklama
Reklama

Pod koniec XIX wieku Braniccy stali się spadkobiercami pałacu Sobieskiego w Wilanowie i licznych dóbr wilanowskich, w tym Lasów Kabackich. Adam Branicki, ostatni właściciel Wilanowa, był filantropem i patriotą, który udostępniał pałac władzom II Rzeczypospolitej na cele reprezentacyjne oraz podarował państwu w 1932 r. bibliotekę wilanowską, sprzedał też pobliskie działki. Czy te wybory nie wynikały z tego, że utrzymanie majątku stało się zbyt kosztowne?

Muszę dodać dosyć ważną rzecz, która w świadomości społecznej zupełnie jest nieobecna. Otóż muzeum w Wilanowie zostało założone przez Stanisława Kostkę Potockiego na początku XIX wieku, wtedy udostępnił on do zwiedzania publiczności apartamenty króla Jana III Sobieskiego i królowej. Tym samym stworzył jedno z pierwszych na ziemiach polskich prywatne muzeum. Znajdowało się ono w lewym skrzydle pałacu i części centralnej, a prawa część wykorzystywana była na cele mieszkalne. W 1893 r. moja rodzina odziedziczyła pałac od Augustowej Potockiej, która nie miała dzieci i wybrała jako spadkobiercę, swojego kuzyna Ksawerego Branickiego.

A wracając do pana pytania po utracie majątku w Białej Cerkwi, który został przejęty przez bolszewików, możliwości utrzymania Wilanowa wymagały wielkiego wysiłku finansowego. Rodzina miała jeszcze majątek Roś w pobliżu Białegostoku, dzisiaj na terenie Białorusi, gdzie znajdowała się potężna stadnina koni. Dochody z Rosi pomagały finansować Wilanów, ale nie do końca to wystarczało.

Postawę hetmana można określi z francuska „aventurier”, jako osiemnastowiecznego człowieka przygód

Mikołaj Wolski

W latach 20. XX wieku sytuacja finansowa Branickich była trudna, sprzedawali ziemię w pobliżu pałacu oraz Las Kabacki.

Chodziło o to, aby spróbować utrzymać pałac w Wilanowie. Ale pojawiło się zadłużenie. W rodzinie mówiło się, że te długi zostały spłacone w czasie okupacji, kiedy administratorem dóbr wilanowskich był pan Szenic. Ale też dowodów na to dzisiaj nie mam. Gdy przyszedł kataklizm drugiej wojny światowej Adam Branicki robił co mógł, by ratować pałac i majątek.

Podczas II wojny światowej siostry Branickie, w tym pana matka Anna, były aktywne w Armii Krajowej i Powstaniu Warszawskim, a część rodziny doświadczyła wywózki do obozu w Krasnogorsku. Jak te doświadczenia wpłynęły na powojenne losy rodziny?

W Krasnogorsku byli moi oboje dziadkowie, czyli Beata i Adam Braniccy, i dwie spośród trzech córek, Maria i Anna.

W 1945 r., gdy Armia Czerwona znajdowała się blisko Warszawy, rodzina, szukając schronienia, udała się do Nieborowa. Następnie zostali aresztowani przez NKWD w Walewicach. W grupie zatrzymanych znajdowało się łącznie 16 osób z czterech rodzin arystokratycznych: z Radziwiłłów, Zamoyskich, Krasickich i Branickich, w tym dwoje dzieci Ferdynand i Krystyna Radziwiłłowie, ale też młoda Magdalena Krasicka, moja matka Anna i jej siostra Maria, późniejsza De Virion. Najważniejszą osobą wywiezioną był Janusz Radziwiłł, który był politykiem i miał być ewentualnie zakładnikiem Stalina. Istotną postacią był też Adam Branicki, właściciel Wilanowa i znana osobistość II RP.

Reklama
Reklama

Na początku wywieziono ich na Łubiankę, gdzie byli więzieni przez tydzień. Następnie zostali przewiezieni do Krasnogorska, około 30 km od Moskwy, do obozu, gdzie byli jeńcy krajów Osi: Niemcy, Węgrzy, Japończycy. Tam spędzili w ciężkich warunkach ok. 2,5 roku. W 1947 r. wrócili do Polski. W rodzinie krążyły różne legendy na temat tego, kto im pomógł. Podobno swój udział miała królowa Włoch. Po powrocie do Warszawy zostali ponownie aresztowani i osadzeni w więzieniu przy ul. Cyryla i Metodego. Adam Branicki więziony przez Niemców na Pawiaku, wywieziony przez Sowietów do Krasnogorska, został po powrocie do kraju uwięziony przez komunistów. To był dla dziadka gwóźdź do trumny. Wycieńczony gruźlicą zmarł niebawem w szpitalu w Otwocku.

Czytaj więcej

Marek Kozubal: Skończmy z kłamstwami o historii muzeów

Kolejnym ciosem było odebranie dóbr wilanowskich oraz pałacu przez komunistyczne władze. Rodzina utraciła m.in. dzieła sztuki, których była właścicielką.

Po powrocie z Rosji rodzina znalazła się w bardzo trudnym położeniu, bo dodatkowo obowiązywało okrutne komunistyczne prawo, które zakazywało im zbliżać się na odległość 50 km do miejsca, gdzie znajdował się ich majątek. W Warszawie na jakiś czas zaprosił ich do siebie na Saską Kępę słynny architekt, przedstawiciel modernizmu, Bohdan Lachert. Ale potem musieli się wynieść do Krakowa, gdzie mieszkała najmłodsza córka Beata razem z mężem Leszkiem Rybińskim, z którym wzięła ślub w czasie Powstania Warszawskiego. Oboje walczyli w AK w oddziałach Kedywu. Beata jako jedyna uniknęła wywózki do ZSRR. W Krakowie z trudem wiązali koniec z końcem. Pozwoliły im przeżyć jakieś resztki majątku ukryte przez służbę z Wilanowa, które sprzedawali.

Czytaj więcej

Maciej Radziwiłł: Na samych interesach nie zbudujemy wspólnej tożsamości

Czym się wtedy zajmowali?

Pracą chałupniczą. Matka i jedna z sióstr jadały w stołówce dla bezdomnych, a kolejna siostra w niej podawała. Był to bardzo ciężki czas. Rodzina mieszkała w ścisku w małym mieszkaniu na placu Matejki w Krakowie. Potem matka zaczęła studiować socjologię w Warszawie.

Reklama
Reklama

Anna Branicka Tadeuszowa Wolska już po utracie pałacu nadal dbała o rodowe dziedzictwo kulturalne.

Tak. Matka starała się zawsze pielęgnować tradycję i o nią walczyła. Składała odwołania w czasach komunistycznych o zwrot przynajmniej prywatnego majątku z części mieszkalnej, która znajdowała się poza pomieszczeniami muzealnymi od początku XIX wieku. Pewne pamiątki rodzinne udało się jej odzyskać za rządów premiera Józefa Cyrankiewicza.

Czy pamięć o Branickich jest obecna w muzeum w Wilanowie, bo można odnieść wrażenie, że jest zacierana?

W ubiegłym roku byłem trzykrotnie w pałacu w Wilanowie, dwukrotnie na interesującej mnie szczególnie wystawie poświęconej platerom warszawskim, jak i na wystawie Sobieskich i Stuartów. Przeszedłem zatem całą ekspozycję stałą muzeum i nie znalazłem ani jednej wzmianki o rodzinie Branickich. Tak jakby od śmierci Augustowej Potockiej w 1892 r. do 1945 r. była czarna dziura. Rodzina Branickich objęła w posiadanie pałac i muzeum w 1893 r. i zarządzała nim przez dwa pokolenia aż do zakończenia wojny. Rozumiem, że można ich nie lubić, nie cenić ich działalności, ale nie można pominąć faktu, że byli właścicielami Wilanowa przez 53 lata.

Nie można też zapominać o ich zasługach chociażby z czasu okupacji. W Wilanowie ukrywała się grupa Żydów, oficer francuski Bernard de Roquefeuil, który był przysłany przez AK w Wilanowie, udawał ogrodnika. Administrator wilanowski pan Gliński raz w tygodniu woził z folwarku warzywa i owoce do Getta. Pałac w Wilanowie dawał również schronienie wielu ludziom, którzy stracili dach nad głową. Moja babka i jej córki działały w Armii Krajowej. We wrześniu 1939 r. był tam szpital polowy. Babcia „Bunia”  z narażeniem życia zamurowała wtedy i tym samym ocaliła część artefaktów wilanowskich m.in. srebra,, które mogły stać się łatwym łupem. Dzisiaj nie są one nawet właściwie opisane na wystawie w muzeum.

Czy prowadzicie działania, aby uregulować status prawny pałacu?

Mamy prawników, którzy nas reprezentują, ale wszystko idzie bardzo opornie. Moim marzeniem byłoby uregulowanie w cywilizowany sposób relacji pomiędzy dyrekcją muzeum a rodziną, jak to jest w innych dawnych rezydencjach magnackich: Nieborowie, Dzikowie czy Rogalinie. Pałace są w posiadaniu Skarbu Państwa, ale przedstawiciele dawnych właścicieli zasiadają np. w radach programowych, nadzorczych. Istnieje bliska współpraca.

Kim jest rozmówca

Mikołaj Wolski

syn Anny Branickiej herbu Korczak ostatniej właścicielki dóbr wilanowskich i pałacu w Wilanowie. Socjolog, kolekcjoner sreber i platerów. W czasach PRL był współpracownikiem Komitetu Prymasowskiego, który niósł pomoc internowanym po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 r. Ma status działacz opozycji antykomunistycznej. 

Historia
Skarb z austriackiego zamku trafił do Polski
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Bank Pekao przyjął Plan Dekarbonizacji
Polityka
Odzyskane dzieła sztuki tylko dla państwa. Co z interesem spadkobierców?
Kraj
Komin w Guzowie na kursie kolizyjnym z CPK
historia
Muzeum w Nieborowie otrzymało wyjątkowy depozyt
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama