Jaki splot wydarzeń doprowadził do sukcesu strajku i powstania Solidarności?
Wspomniałem o tym, że sytuacja ekonomiczna była trudna i pogarszała się. Te miraże, które były tworzone przez ekipę Gierka w pierwszej połowie lat 70., ulatywały, rozwiewały się. Z drugiej strony warto pamiętać, i trzeba to jasno powiedzieć, że ekipa Gierka nie chciała odwoływać się do ostrych represji, zarówno w stosunku do opozycji, jak i buntujących się robotników. Był to wynik m.in. tego, że ta ekipa zadłużyła się na Zachodzie i bardzo im zależało na dobrym wizerunku, a Gierek miał dobry wizerunek. Pamiętam, że kanclerz Schmidt mówił, że chciałby mieć takiego ministra w swoim rządzie. A zatem ostre represje niewątpliwie ten wizerunek i możliwości zaciągania dalszych kredytów bardzo by utrudniły. Ale też trzeba powiedzieć, że po doświadczeniach grudnia 1970 r. panowała chyba pełna świadomość, że ci, którzy przeleją krew Polaków, będą potraktowani jako kozioł ofiarny, tak jak postąpiono z Gomułką w 1970 r. Jest i trzeci element, który trzeba tu uwzględnić. Myślę, że Gierek nie był człowiekiem żądnym krwi, bezwzględnym komunistą, który w imię ideologii gotów był zrobić wszystko. Tak go odbieram jako człowieka, oczywiście, absolutnie mi obcego pod względem ideowym. Człowieka, który nie rozumiał czasów, w których przyszło mu żyć. Wybrał złą drogę ideową w młodości. Ale to nie był człowiek zdolny do dokonania masowej rzezi. Zarówno on, jak i w dużej mierze ludzie, którzy go otaczali. A stłumienie strajku sierpniowego wymagało wielkiego przelewu krwi, bez porównania większego od tego, który nastąpił w grudniu 1981 r. Ale to wszystko oczywiście nie zmienia faktu, że korzystaliśmy z polskiego fenomenu, jakim był sierpień. Było to z jednej strony spotkanie sfrustrowanych, coraz bardziej niezadowolonych ze swojej sytuacji materialnej, z możliwości realizacji własnych aspiracji życiowych szerokich kręgów społeczeństwa ze środowiskami opozycji demokratycznej. Tak było w Gdańsku. Na czele robotniczego buntu stanęli ludzie, którzy już z tym systemem od dłuższego czasu walczyli. Jak się okazało – skutecznie. Inicjatorem strajku sierpniowego był Bogdan Borusewicz, członek KOR-u, który po raz pierwszy wylądował w więzieniu w 1968 r. za robienie ulotek, a przywódcą strajku został Lech Wałęsa, który był członkiem Wolnych Związków Zawodowych (WZZ) Wybrzeża, czyli również działał w opozycji. Wśród członków Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Gdańsku była spora grupa działaczy WZZ, odgrywali oni czołową rolę w strajku.
Nie było [wtedy]
lepszego trybuna
i lepszej osoby
pod względem
umiejętności
medialnych
niż Lech Wałęsa
Podkreśla się zawsze na tej ścieżce do sierpnia rolę robotniczych buntów z lat 1970 i 1976, ale nie można zapominać o istniejącej wcześniej opozycji, także w kręgach młodzieży akademickiej. Jak wyglądał ten opozycyjny Gdańsk na chwilę przed strajkami w roku 1980?
To był Gdańsk niewątpliwie coraz bardziej zbuntowany i z coraz mocniejszym oddziaływaniem środowisk opozycyjnych. W Gdańsku, w Trójmieście, były to głównie dwa środowiska. Ruch Młodej Polski, który organizował obchody 11 listopada i 3 maja. Ale współorganizował również obchody rocznicy grudnia 1970 r. Wydawał własną prasę, „Bratniaka”. Prowadził szeroką działalność samokształceniową. Drugą grupą było środowisko Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, których nieformalnym liderem był Bogdan Borusewicz, członek Komitetu Obrony Robotników. Już wtedy KSS KOR. Te dwa środowiska jednak ze sobą współpracowały i to było bardzo dobre. Na tym tle Gdańsk się pozytywnie odróżniał od wielu miejsc w Polsce, gdzie rzeczywiście rywalizacja między środowiskami opozycyjnymi czasami prowadziła do konfliktów i braku możliwości współdziałania. Tego w Trójmieście nie było. Oczywiście, trzeba także wspomnieć o Tadeuszu Szczudłowskim, członku Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, który także odegrał istotną rolę w sierpniu ’80. Ważnym momentem było wydarzenie z maja 1980 r., które zmobilizowało opozycję trójmiejską i poszerzyło znacznie zakres jej oddziaływania. Chodzi o manifestację 3 maja pod pomnikiem króla Jana Sobieskiego. Zgromadziło się na niej, wedle raportów Służby Bezpieczeństwa, która raczej miała skłonność do zaniżania liczby uczestników, około dwóch tysięcy ludzi. Po przemarszu z Bazyliki Mariackiej przemawiali: Tadeusz Szczudłowski i Dariusz Kobzdej z Ruchu Młodej Polski. Jeszcze tego samego dnia zostali zatrzymani, pobici i skazani przez kolegium do spraw wykroczeń na trzy miesiące aresztu. Swoją drogą w okresie ich uwięzienia rozeszło się około 100 tys. ulotek podpisanych przez Ruch Młodej Polski – piętnujących uwięzienie Tadeusza i Darka oraz domagających się ich uwolnienia. Codziennie odbywały się modlitwy w kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej w Bazylice Mariackiej, na które przychodziło po kilkadziesiąt osób, a czasami więcej. Można więc powiedzieć, że opozycja trójmiejska była w tym okresie bardzo aktywna. To siłą rzeczy przenosiło się na szersze kręgi mieszkańców Trójmiasta.
Jak ważną rolę odgrywały Wolne Związki Zawodowe? Czy to tam kształciła się elita robotniczego strajku?