W 1913 r. nikt w Ameryce nie miał wątpliwości, że doktryna Monroego powoli się wypala i nie pasuje już do globalnej rzeczywistości. Powoli rodziła się epoka globalizmu i Amerykanie chcieli mieć w niej swój znaczący udział. Mimo to 7 grudnia 1914 r. prezydent Woodrow Wilson ogłosił formalną neutralność Stanów Zjednoczonych i zaproponował amerykańskie mediacje między stronami europejskiego konfliktu. Niemcy uznały tę deklarację za obłudną. Niemiecki wywiad w USA donosił o wielkiej sprzedaży broni państwom ententy. Nikt w Berlinie nie miał wątpliwości, że amerykańskie konwoje handlowe przemierzające Atlantyk stanowią większe zagrożenie dla państw centralnych niż amerykański korpus ekspedycyjny. Dlatego wkrótce do amerykańskiej opinii publicznej zaczęły docierać coraz częstsze doniesienia o atakach niemieckich łodzi podwodnych na amerykańskie statki handlowe. Prawdę mówiąc, Amerykanie sami prowokowali te incydenty. Amerykańscy armatorzy systematycznie łamali neutralność i dostarczali do doków brytyjskich i francuskich portów coraz większe dostawy surowców, broni i zaopatrzenia. Raporty przesyłane do sztabu generalnego armii niemieckiej nie pozostawiały złudzeń: liczba amerykańskich konwojów handlowych pokonujących Atlantyk była znacznie wyższa niż w czasach pokoju.