Reklama

Stanisław August Poniatowski. Polski Edyp

Los nie jest łaskawy dla naszego narodu. Gdybyśmy takiego króla mieli w innych czasach i w innych okolicznościach… Stanisław II August Poniatowski był naprawdę władcą europejskiego formatu. A może nawet kimś znacznie wyprzedzającym swoje czasy. Cóż z tego, skoro los rzucił go w wir wydarzeń, które przerosłyby każdego. W dodatku uległ powierzchownemu czarowi Niemki na rosyjskim tronie.

Publikacja: 10.12.2020 21:00

„Stanisław August Poniatowski w Petersburgu” – obraz Jana Czesława Moniuszki z 1908 r. przedstawia o

„Stanisław August Poniatowski w Petersburgu” – obraz Jana Czesława Moniuszki z 1908 r. przedstawia ostatniego króla Polski tuż przed jego śmiercią 12 lutego 1798 r.

Foto: Muzeum Narodowe w Warszawie

Nie oszukujmy się w kwestii tego, kto doprowadził do rozbiorów Polski. To byli Niemcy. Obojętne, czy podający się za Rosjan, Prusaków czy za Austriaków. To teutoński żywioł pochłonął I Rzeczpospolitą. Relacje między Rosją i Niemcami miały i zawsze będą mieć wyjątkowy charakter, a ich korzenie sięgają prawie 400 lat wstecz. To one świadomie doprowadziły do upadku państwa, które nie wpisywało się w ich politykę dominacji w Europie. Te słowa brzmią dzisiaj niepoprawnie politycznie i prowokacyjnie, ale czy nie są prawdziwe?

Wielki polski historyk ks. Walerian Kalinka wskazywał skłócenie Polski z Rosją jako klucz pruskiej polityki zagranicznej. „Nikt tak snadno jak Rosjanin nie przyjmuje zewnętrznych form od Europy – pisał ten znakomity myśliciel – a pomimo to w głębi duszy zostaje on cały nienaruszony, jakby nigdy spoza Wołgi nie wyjrzał”. Oto kwintesencja rosyjskiej duszy. Za sprawą Niemców z wierzchu zeuropeizowanej, a wewnątrz nadal dzikiej i agresywnej.

Stanisław Poniatowski doskonale znał Rosjan i Prusaków. Dlatego rozumiał paradoksalną konieczność utworzenia silnego sojuszu z Moskwą. „Mówię ja każdemu – żalił się król – pamiętajcie, co was i całą ojczyznę kosztować może zerwanie z Moskwą!”. Już pod koniec lat 60. XVIII wieku król dostrzegł to, czego patrioci nie umieli zrozumieć. Zagrożenie szło nie z Moskwy, ale z Królewca, mimo że ostatecznie to Moskwa zadała śmiertelny cios. Plan skłócenia Warszawy z Moskwą był niczym innym jak wcześniejszą wersją paktu Ribbentrop-Mołotow. „Nie chcą uważać – ubolewał Poniatowski – że ten nowy (pruski) protektor, czyli przyjaciel, będzie naszym opresorem, a probabiliter chciwszym niż Moskwa i ziem, i ludzi, i koni, i zbóż naszych, i zazdrośniejszym o mogące się u nas zaszczepić manufaktury i wynajdywanie soli naszej własnej”.

Ksiądz Kalinka zwraca uwagę, że obóz patriotyczny nie rozumiał króla, który poparł w 1768 r. traktat gwarancyjny z Rosją, przez co Rzeczpospolita stała się czymś w rodzaju protektoratu rosyjskiego. „Jest coś w charakterze Moskali, co czyni zależność od nich bolesną i nie do zniesienia” – pisał ksiądz Kalinka. Tak też myśleli przedstawiciele obozu patriotycznego. Nie rozumieli, że w owym czasie, przy ówczesnych możliwościach militarnych, politycznych i gospodarczych był to sojusz strategiczny, którego alternatywą był z góry przegrany konflikt z Prusami. Na zarzuty o uległość wobec Moskwy król odpowiadał: „wszak w tej gwarancji nikt więcej nie ucierpiał ode mnie. Ale w polityce i prawdziwym patriotyzmie trzeba mieć za prawidło nie resentyment, choćby najsprawiedliwszy, lecz jedynie to, co przybliżyć może najprędzej istotne dobro, a uchylić najbliżej grożące zło”. Te słowa czynią Stanisława II Augusta Poniatowskiego wielkim mężem stanu. Jego wyobraźnia polityczna i znajomość stosunków panujących na dworach europejskich pozwalały mu wybiec daleko w przód. On doskonale wiedział, co się zbliża i jaka tego będzie cena. „Wszak najbliższa teraz obawa nasza jest od króla pruskiego – tłumaczył swojemu otoczeniu. – A czemu? Bośmy bezsilni. Więc najpierwszą potrzebą naszą jest wzmocnienie”. O, gdyby ktoś tej monarszej mądrości posłuchał! Wtedy i dzisiaj.

Stanisław II August Poniatowski nie był głupiutkim i bezwolnym królem Stasiem, jak go chcieli portretować zarówno przedstawiciele obozu konserwatywnego, jak i patriotycznego. Był największym naszym patriotą, a jego mądrość i zdolność przewidywania czyniły z niego człowieka dalekowzrocznego, wyprzedzającego swoją epokę. Kiedy zapadła uchwała o utworzeniu 100-tysięcznej armii polskiej, płakał ze wzruszenia na oczach całego sejmu i ambasadora Katarzyny II, butnego księcia Nikołaja Wasiljewicza Repnina. Tak nie zachowuje się bezwolna marionetka. Cóż z tego, że uchwała została przyjęta, skoro nikt nie spieszył się z jej realizacją. Brakowało funduszy i dobrych chęci. Powstało kolejne puste prawo, które nic nie zmieniało. Nie po raz pierwszy i nie ostatni w historii naszego kraju.

Reklama
Reklama

Ostatni król Polski musiał się wiecznie szamotać między polską paranoją a rosyjskim dyktatem. Ostatecznie przegrał, a z nim cały naród. O tej lekcji z naszych dziejów powinniśmy nieustannie pamiętać.

Historia
Agentka, której ufał Canaris. Niezwykła historia Haliny Szymańskiej
Historia
Skafandry, które zmieniły świat. Nowy skarb trafił do polskiego muzeum
Historia
Ministerstwo kultury nie chce kolejnego muzeum o zbrodni pomorskiej
Historia
Artefakty z Auschwitz znów na aukcji w Niemczech. Polski rząd tym razem nie reaguje
Historia
Julia Boyd: Po wojnie nikt nie zapytał Niemców: „Co wyście sobie myśleli?”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama