Formuła 1: Ci wspaniali mężczyźni w absurdalnych maszynach

W moim rankingu niezrozumiałych pasji z wędkarstwem i curlingiem konkuruje fascynacja wyścigami Formuły 1: sport tak elitarny, że przy nim gra w polo jest plebejską rozrywką, gdyż zawodników są może dwa tuziny na świecie.

Publikacja: 24.08.2023 21:00

Formuła 1: Ci wspaniali mężczyźni w absurdalnych maszynach

Foto: Adobe stock

Śledzenie zmagań uczestników Formuły 1 w telewizorze dostarcza podobnych emocji jak obserwacja mieszania herbaty. Tyle że trwa dłużej i od startu wiadomo, że wygra Hamilton. Jedyną, choć grzeszną, premią za znużenie bywa kula szczątków pędząca nad torem, lecz widok to coraz rzadszy.

Najosobliwsze, że produkcja wielogodzinnej nudy wymaga olbrzymich sztabów technicznych, kosmicznego zaplecza projektowego i absurdalnych pieniędzy, z ceną za jeden silnik przekraczającą 10 mln dol., choć dopiero specjalny przepis wymusił na „stajniach”, by ich cuda inżynierii przetrwały choć dwa weekendy ścigania.

Czytaj więcej

Bolid Michaela Schumachera na sprzedaż

Prawdziwi „tifosi” mają argument, jakiego nie umiem zweryfikować – telewizja nie przekaże odczucia prędkości, zapachu i skowytu rozkręconych do 20 tys. obrotów silników z trzema turbosprężarkami oraz emocji. To doznania dostępne wyłącznie na żywo, a archikatedrą tego niemal religijnego misterium jest włoski tor Monza.

Bodaj najsłynniejszy cyrk wyścigowy świata otwarto we wrześniu 1922 r., po ledwie paru miesiącach budowy, lecz w okolicznościach nieoczywistych. Do toru Monza bardziej pasuje kameralny koncert skrzypcowy niż wycie silników. Powstał bowiem w parku pałacu Villa Reale, który ufundowała cesarzowa Maria Teresa Habsburg, a w spadku przejęli włoscy królowie. Jednak rodzina panująca straciła serce do posiadłości w 1900 r., gdy Brasci zamordował w niej Humberta I podczas gimnastycznego pokazu, czym dowiódł szkodliwości sportu dla zdrowia.

Czytaj więcej

Formuła 1: Rywale Red Bulla muszą zabrać się do pracy

Nie zniechęciło to zamożnych zwolenników sportu motorowego w Turynie, którzy nie mieli gdzie się rozwijać, choć w 1922 r. tor wyścigowy pasował do Włoch jak czerwony lakier ferrari do wozu drabiniastego. Kraj grzązł w długu wojennym, przy gigantycznym bezrobociu koszt życia wzrósł prawie pięć razy i rozkręcała się hiperinflacja. Na południu biedota wciąż mieszkała w jaskiniach i szałasach z chrustu, a społeczeństwo wahało się między rewolucją komunistyczną i faszystowską.

Co więcej, najsłabiej uprzemysłowione wśród państw Zachodu Włochy były krajem bez samochodów. Jeden przypadał na tysiąc mieszkańców, a i tak właściciele nie mieli dokąd pojechać, gdyż ostatnie solidne drogi zbudowały legiony rzymskie. W efekcie majętni kierowcy głównie płoszyli kury w swoich miasteczkach – podróż z Reggio di Calabria do Rzymu była życiowym wyzwaniem. Owszem, włoskich inżynierów ceniono, a Fiat produkował prawie seryjnie, jednak przy potędze francuskich czy amerykańskich koncernów był manufakturą. Wszakże nawet zmotoryzowana Francja dopiero w 1924 r. zbudowała własny autodrom, a w całym świecie istniały tylko dwa tory wyścigowe z prawdziwego zdarzenia.

Wbrew trudnościom zwyciężył futurystyczny kult maszyny i pędu, ku euforii wyznawców demona prędkości. Nie zraziły ich trudności toru i włoska nonszalancja projektantów nawierzchni; pochylone zakręty wyłożono śliskim porfirem, lecz i bez tego autodrom w Monza był areną walk gladiatorów – także dla widzów. W 1928 r. samochód Materazziego zabił na miejscu 20 kibiców, a wśród kierowców tor zebrał śmiertelne żniwo w jednych zawodach Grand Prix w 1933 r. – z polskim akcentem w finałowym wyścigu, gdy w swoim bugatti spłonął Stanisław Czajkowski, przedsiębiorca z francuskim paszportem, nie bez sukcesów trwoniący majątek w wyścigach. Drugim Polakiem zapisanym w historii Monza był dopiero Robert Kubica, gdy wywalczył miejsce na podium w F1.

Mimo modernizacji i ograniczenia prędkości Monza wciąż jest trudnym torem technicznym, który co prawda pochłonął życie 40 kierowców, ale jednocześnie pozwala – na przekór dominującej mocy – wygrać umiejętnościom, co rzadkie w tej konkurencji.

Jednak czy szaleństwo w apogeum kryzysu było rozsądne? Kwestia zasadna w czasach dyktatury księgowych, dlatego warto pytać, jak zacofane Włochy stały się motoryzacyjną potęgą, konkurencyjną dla Francji i Niemiec? Wszak Monza to nie sam tor wyścigowy, lecz instytut badań i poligon eksperymentów, skąd wyszły upakowane w naszych miejskich wozidłach nowoczesne opony, hamulce, trzyliterowe skróty systemów bezpieczeństwa i strefy zgniotu. Absurdalnie droższe były tylko wyścigi kosmiczne i zbrojeniowe, lecz zrodziły powszechne w XXI w. cuda technologiczne.

Dziś rozsądek i skalkulowane samoograniczenia zwyciężają na każdym polu. W Monza ucichną nawet stuletnie protesty przeciw hałasom, gdy torem pomkną w ciszy elektryczne bolidy – lecz nie prędzej, niż pozwalają przepisy w terenie zabudowanym, by sprostać zasadom bezpieczeństwa i ekologii. Wreszcie znikną wyzwania, a z nimi – szaleństwo.

Śledzenie zmagań uczestników Formuły 1 w telewizorze dostarcza podobnych emocji jak obserwacja mieszania herbaty. Tyle że trwa dłużej i od startu wiadomo, że wygra Hamilton. Jedyną, choć grzeszną, premią za znużenie bywa kula szczątków pędząca nad torem, lecz widok to coraz rzadszy.

Najosobliwsze, że produkcja wielogodzinnej nudy wymaga olbrzymich sztabów technicznych, kosmicznego zaplecza projektowego i absurdalnych pieniędzy, z ceną za jeden silnik przekraczającą 10 mln dol., choć dopiero specjalny przepis wymusił na „stajniach”, by ich cuda inżynierii przetrwały choć dwa weekendy ścigania.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Oskarżony prokurator stanu wojennego
Historia
Klub Polaczków. Schalke 04 ma 120 lat
Historia
Kiedy Bułgaria wyjaśni, co się stało na pokładzie samolotu w 1978 r.
Historia
Pomogliśmy im odejść z honorem. Powstanie w getcie warszawskim
Historia
Jan Karski: nietypowy polski bohater