Mój Marzec ’68 z całą brutalnością nieludzkiego systemu komunistycznego uderzył mnie nie wtedy, gdy jako 15-letni chłopak, wychowany w antykomunistycznej rodzinie, biegałem z kolegami po Wrocławiu, szukając demonstracji, zadym i ulotek, lecz kilka miesięcy później. Stałem wtedy na peronie wrocławskiego Dworca Głównego. Żegnaliśmy Zonsztajnów, żydowską rodzinę, która emigrowała do Izraela.
Razem z ojcem żegnaliśmy wielu przyjaciół. Często ci, którzy odprowadzali znajomych, sami po jakimś czasie wsiadali do pociągu, ale Zonsztajnowie byli wyjątkowi. Mieszkali u nas kilka miesięcy, gdy repatriowali się z Magadanu. Obydwoje komuniści z przekonania, w czasie wojny uciekali do Związku Sowieckiego jak do raju. Sioma Zonsztajn z Terespola, jego żona z Finlandii. Poznali się w łagrze, gdzie wylądowali, bo uznano ich za szpiegów.