[b]U rabina[/b] w małym miasteczku zjawił się Żyd z prośbą o przechowanie 20 tys. rubli, których nie mógł mieć przy sobie w szabat. Rebe jako świadków zwołał członków kahału i zamknął depozyt w kasie. W niedzielę rano przyjezdny zjawił się u rabina.
– Rebe, chciałem moje pieniądze.
– Jakie pieniądze?
– Rebe, bój się Boga. Cały kahał widział, że dałem ci na przechowanie 20 tys. rubli.
Rebe przywołał członków kahału.
– Czy wiecie coś o pieniądzach, które miał mi dać ten Żyd?
– Nic nie wiemy, rebe – odpowiedzieli.
– Żydzi, w waszej obecności dałem rebemu w depozyt 20 tys. rubli.
– Pierwsze słyszymy.
Kiedy wyszli, rabin wręczył przerażonemu Żydowi jego pieniądze.
– Rebe, po co była ta komedia?
– Chciałem ci pokazać, z kim ja muszę pracować.
[b]Pewien oficer[/b], mistrz strzelecki, zatrzymał się w małym żydowskim zajeździe. Ze zdziwieniem stwierdził, że na jego ścianach są wyrysowane kredą tarcze strzelnicze, a w środku każdej z nich tkwi strzała. Wezwał właściciela.
– Słuchaj, Żydzie, kto u ciebie tak dobrze strzela z łuku?
– Panie oficerze, to mój synek, co ma dziesięć lat.
Wkrótce bosonogi chłopiec stanął przed wojskowym, a ten go spytał:
– Gdzieś ty się nauczył trafiać zawsze w środek tarczy?
– Nigdzie. Ja tylko strzelam, a potem kredą rysuję kółko.
[i](na podst. „Mądrości żydowskich”, zebrał, tłumaczył i opracował Aleksander Drożdżyński, Warszawa 1960)[/i]