Reklama
Rozwiń
Reklama

Stulecie soboru, którego nie ma

100 lat temu poświęcono cerkiew przed Pałacem Saskim. Stała tylko 12 lat!

Aktualizacja: 12.05.2012 11:48 Publikacja: 12.05.2012 10:48

Podobno był to największy sobór w Europie (poza Rosją). W tle – budynki na placu Saskim, świadczące

Podobno był to największy sobór w Europie (poza Rosją). W tle – budynki na placu Saskim, świadczące o tym, jak bardzo architektura pseudobizantyjska nie pasowała do tego miasta.

Foto: Archiwum

Polacy jej nie lubili, choćby dlatego, że zajmowała największy plac w mieście – Saski (za komuny – Zwycięstwa, dziś – Piłsudskiego). Była symbolem obcego panowania, więc kulturalni ludzie nazywali ją – pięcioma cebulami – od kopuł, mniej kulturalni – jej dzwonnicę stojącą obok – wieżą ciśnień prawosławia, natomiast zupełnie niegrzeczni – zwali ruskim... z powodu fallicznego kształtu.  Była najwyższym obiektem lewobrzeżnej Warszawy, niestety widzialnym z każdego miejsca.

Co ciekawe, wielu Rosjan uznawało niestosowność urzędowego stawiania cerkwi w takim rejonie i wykorzystywania jej do celów propagandowych. Uważano, że poniża to Kościół prawosławny.

Sporo wstydu

Sobór metropolitalny pod wezwaniem św. Aleksandra Newskiego zaczęto budować w 1894 r. Aby to uczynić, przeniesiono na plac Zielony (dziś – Dąbrowskiego) pomnik wojskowych poległych w Noc Listopadową, który przez pół wieku stał w tamtym miejscu. Wzniesiono go, tworząc z polskich oficerów fałszywych, carskich bohaterów. Rosjanie twierdzili, że „polegli oni za wierność swemu władcy", tymczasem w Warszawie wiedziano, że były to ofiary pomyłek albo zacietrzewienia tłumu; niektórych żałowano nawet w  gazetach wychodzących podczas powstania. Niestety, następne pokolenia zapomniały o prawdzie i żelazną bryłę zwano – pomnikiem zdrajców.

Nowy obiekt sakralny wzniesiono na planie kwadratu (w eklektycznym stylu) z wcześniej wspomnianymi pięcioma cebulastymi kopułami. Dopatrywano się wpływów bazyliki św. Marka w Wenecji, natomiast „wieża ciśnień" podobna była do moskiewskiej dzwonnicy Iwana Wielkiego.

Koszt budowy był ogromny – prawie 3,3 mln rubli. Jak donosiła ówczesna prasa – początkowo sądzono, że wystarczy 1,5 mln rubli. „Na pokrycie sumy – 480 000 rb. wpłynęło drogą ofiar". Dawniej ofiarami zwano datki osób prywatnych.

Reklama
Reklama

Poświęcenie soboru odbyło się 2 czerwca 1912 r. (według naszego kalendarza). Warszawskie, polskojęzyczne gazety zlekceważyły uroczystość. Wydrukowały tylko oficjalny telegram podpisany przez „prezesa komitetu budowlanego, generała gubernatora Warszawskiego, generała – adiutanta Skałona".

Zemsta materii

Prawosławni korzystali z tej świątyni tylko przez dwa lata. Większość z 40-tysięcznej kolonii rosyjskiej (nie licząc wojska) opuściła miasto ze strachu przed nadciągającymi Niemcami. A ci szybko przerobili cerkiew na kościół garnizonowy św. Henryka, wstawiając krzesła i instalując organy (czego w prawosławiu nie uznawano). Do tego brak surowców zmusił ich do zerwania miedzianej, grubo złoconej blachy z dachów i kopuł, co szybko poskutkowało zalewaniem wnętrza świątyni przez wodę. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, cerkiew była już nieco uszkodzona. Mimo protestów osób prawosławnych, postanowiono ją rozebrać.

Wewnątrz były przepiękne freski i mozaiki znanych twórców, nic więc dziwnego, że w ich obronie występowało wiele osób, w tym i Stefan Żeromski. Część ozdób zachowano. Może by i sobór pozostał, ale od końca XIX w. Rosjan ogarnął szał stawiania  w Warszawie kościołów – budowano nowe, przerabiano na cerkwie świątynie katolickie (m.in. dzisiejszy kościół garnizonowy), a nawet obiekty cywilne (pałac Staszica). Więc Polacy mieli dość. Z 19 cerkwi pozostawiono dwie.

Kiedy na placu Saskim przystąpiono do rozbiórki, okazało się, że sobór jest niesłychanie solidną konstrukcją. Ręcznymi młotami nie udawało się wiele rozbić. W połowie 1925 r. „wszystkie części maszyny (pneumatycznej – przyp. red.) sprowadzonej ze Szwecji leżą już na placu Saskim za parkanem, oczekując na montera. Ma on przyjechać dziś z Górnego Śląska. Montowanie maszyny zajmie około trzech dni czasu".

Tysiące wybuchów

Niestety, demontaż murów w dalszym ciągu szedł ślamazarnie i sięgnięto po środki pirotechniczne. Dokonano tysięcy wybuchów, nie zawsze będących pod kontrolą. Opisała to „Rzeczpospolita", której informacja jest zarazem świadectwem pewnej histerii antysoborowej – „...tłumy przechodniów zaczęły napełniać plac Saski, by w zbożnym nastroju odwiedzić grób Nieznanego Żołnierza (...) kiedy zmrok otulił wstrętne sercu Polaka mury rozwalonego soboru – nagle bluznęły krwawym płomieniem ciemne czeluście witryn, ogłuszający huk rozdarł powłokę ciszy, zakołysały się w swych posadach okoliczne domy, zaskórny dreszcz przebiegł ziemię i grad kamieni runął na głowy przechodniów". Parę osób zostało lekko rannych, parę poturbowanych.

Zresztą i cały demontaż nie przebiegał w dobrej atmosferze. Prasa opozycyjna zarzucała władzom centralnym, dekretującym rozbiórkę, że chcą zepchnąć robotę na magistrat, a poza tym protegowana przez ministerstwo kooperatywa budowlana „nie wykonywa warunków umowy".

Reklama
Reklama

Rozbiórkę soboru Aleksandra Newskiego zakończono około 1926 r. Mimo zapewnień, nie postawiono nic na tym miejscu i pozostał plac służący tylko defiladom. Dziś wygląda on zupełnie inaczej. Grób Nieznanego Żołnierza stoi samotnie, gdyż pałac Saski, którego był integralną częścią, został zniszczony przez Niemców w 1944 r., podobnie jak bardzo piękny, stojący po prawej stronie – pałac Brühla. Na tyłach Teatru Wielkiego wybudowano szklany biurowiec autorstwa Normana Fostera, a w rejonie inkryminowanej dzwonnicy, po drugiej stronie Królewskiej, postawiono w latach 70. hotel Victoria. Kiedy kopano pod niego fundamenty, natrafiono na kanały ciepłownicze, które wiodły w stronę soboru. Niektóre źródła podają, że miał on centralne ogrzewanie.

Jak już wspomniałem, co można było uratować z cerkwi, to uratowano. W połowie 1925 r. „Gazeta Poranna" donosiła, że „wewnątrz gmachu zdjęto już z murów mozaiki i marmury". Część mozaik wywieziono do soboru w Baranowiczach, a inne – umieszczono  na Pradze w podziemiach cerkwi pod wezwaniem św. Równej Apostołom Marii Magdaleny.

Sobór stawiany był z bardzo dobrych materiałów. Posłużyły one m.in. za cokoły pomników Bogusławskiego i Moniuszki stojących przed Teatrem Wielkim, a także za podstawę rzeźby Syrenki, ustawionej  niegdyś przy ulicy Solec 8, przed klubem wioślarskim. Wedle niektórych relacji 12 kolumn powędrowało do ozdoby krypt wawelskich, a mniej wartościowe materiały na budowę zapór i śluz stawianych na rzekach wschodniej części kraju.

Historia
Agentka, której ufał Canaris. Niezwykła historia Haliny Szymańskiej
Historia
Skafandry, które zmieniły świat. Nowy skarb trafił do polskiego muzeum
Historia
Ministerstwo kultury nie chce kolejnego muzeum o zbrodni pomorskiej
Historia
Artefakty z Auschwitz znów na aukcji w Niemczech. Polski rząd tym razem nie reaguje
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama