Ostatnia bitwa Haralda Srogiego

Ponad rok temu Netflix rozpoczął emisję drugiego sezonu serialu „Wikingowie: Walhalla” (premiera ostatniego sezonu: jeszcze w tym roku). Jednym z bohaterów, w którego wcielił się Leo Suter, jest Harald Sigurdsson, zwany też Haraldem Srogim. Zanim został królem Norwegii, poślubił córkę wielkiego księcia Rusi Kijowskiej – Jarosława Mądrego, którego w serialu zagrał wybitny polski aktor Marcin Dorociński. Nie ma dzisiaj zapewne nikogo, komu obce byłyby nazwa i legenda wikingów. Czy jednak do końca wiadomo, o kim mowa? I kim był słynny „ostatni wiking”?

Publikacja: 22.02.2024 21:00

Leo Suter jako Harald Sigurdsson, Sam Corlett jako Leif Eriksson i Frida Gustavsson w roli Freydis E

Leo Suter jako Harald Sigurdsson, Sam Corlett jako Leif Eriksson i Frida Gustavsson w roli Freydis Eriksdotter

Foto: Materiały prasowe Netflixa

Warto zauważyć, że występujący dzisiaj pod tą wspólną nazwą skandynawscy wojownicy w średniowieczu określani byli różnie – jako Normanowie, Danowie, Waregowie, Rusowie itd., w zależności kontekstu sytuacyjno-czasowego oraz od tradycji ludów, z którymi ci morscy piraci wczesnego średniowiecza się stykali. Samo słowo „viking”, oznaczające w języku staronordyckim morską wyprawę (wojenną, handlową czy eksploracyjną), przylgnęło jednak na trwałe do średniowiecznych mieszkańców Skandynawii.

Era wikingów

Spopularyzowany w XIX i XX stuleciu wizerunek klasycznego wikinga często rażąco odbiega od rzeczywistości. Za przykład niech posłuży chociażby spotykany i dziś wyróżnik normańskiego wojownika w postaci „rogatego” hełmu, który jest – co warto podkreślić – czystą mistyfikacją, niemającą uzasadnienia ani w przekazach kronikarskich czy ikonograficznych z epoki, ani w materiale archeologicznym. Podobnie rzecz się miała z dominującym rzekomo wśród Skandynawów zamiłowaniem do wojaczki i dalekich morskich wypraw, którymi w rzeczywistości zajmował się znikomy odsetek ich „aktywnej zawodowo” populacji. Większość zajmowała się gospodarką lokalną – rolnictwem, hodowlą, rybołówstwem czy rzemiosłem. Nawet zresztą wśród tych spośród Normanów, których ciągnęło z różnych względów w langskipach (długich łodziach) na morze, byli i tacy, którzy woleli spokojniejsze formy działalności, np. handel, eksplorację nowych ziem czy ich zasiedlanie. To im właśnie, nie zaś morskim piratom, epoka średniowiecza zawdzięcza spektakularne poszerzenie swej wiedzy geograficznej o wschodzie i zachodzie Europy, a nawet amerykańskiej północy.

Czas dominacji Normanów na morzach i lądach Europy, czyli tzw. era wikingów, trwała bez mała trzy stulecia – od końca VIII do drugiej połowy XI wieku. A jednak wraz ze stabilizacją władzy ich wodzów, jarlów i konungów na podbitych czy zasiedlonych przez siebie terytoriach oraz – paradoksalnie – także rosnącą wśród samych wikingów przychylnością wobec religii chrześcijańskiej, epoka wypraw pirackich powoli odchodziła w przeszłość. Pokusy płynące z korzystania ze zdobyczy cywilizacyjnych i materialnych bez konieczności ciągłego ich zdobywania oraz walorów utrzymania pod auspicjami nowej religii swego panowania były zbyt wielkie, aby dawny etos wikinga mógł przy nich się ostać. Co ciekawe jednak, wciąż trafiały się wśród nich niespokojne duchy, dla których dawna droga przygód i morskich wypraw niekoniecznie stanowiła zamkniętą kartę dziejową. Przykładem tych tendencji, przybierających w ciągu X i XI stulecia na sile, mogą być dzieje pirata, wodza i wreszcie króla Haralda Srogiego, który przeszedł do historii jako „ostatni wiking”.

Stiklestad, Kijów i… sprawa polska

Kim tak naprawdę był Harald Srogi? W jego biografii jest wiele elementów spornych, a bezsporne fakty mieszają się z późniejszą legendą, a nawet literacką fikcją. Pewne punkty jego historii da się jednak w sposób w miarę prawdopodobny zrekonstruować.

Jak utrzymuje XIII-wieczny islandzki historyk Snorri Sturluson, autor „Sagi o Haraldzie Srogim” (będącej częścią jego dzieła o norweskich królach zatytułowanego Heimskringla), Harald był po mieczu przedstawicielem bocznej gałęzi rządzącego Norwegią rodu Ynglingów (potomków legendarnych władców szwedzkiej Uppsali), pochodził zatem z wysokiego królewskiego rodu. Według tego przekazu, opartego na wcześniejszych poematach skaldów, nasz wiking był praprawnukiem pierwszego króla Norwegii Haralda Pięknowłosego, panującego na przełomie IX i X wieku. Jednak ojciec naszego bohatera, Sigurd Syr, był już tylko drobnym i niewiele znaczącym konungiem Ringerike – jednym z wielu norweskich „królestw” dzielnicowych. Dla Haralda Srogiego większe znaczenie miał jednak fakt, że jego matka Asta była wcześniej żoną konunga Vestfoldu, Haralda Grenske, z którego to związku pochodził najsłynniejszy średniowieczny władca norweski – król Olaf II Święty. Od kiedy w 1015 r. ten ostatni zdobył tron swojego kraju, urodzony około tego czasu Harald dorastał jako monarszy brat.

Kadr z drugiego sezonu serialu „Wikingowie: Walhalla” (odcinek 2). Od lewej widoczni: Marcin Dorociń

Kadr z drugiego sezonu serialu „Wikingowie: Walhalla” (odcinek 2). Od lewej widoczni: Marcin Dorociński jako władca Rusi Kijowskiej Jarosław Mądry i Leo Suter w roli Haralda Sigurdssona

Materiały prasowe Netflix

W nurt wiekopomnych wydarzeń został wciągnięty w chwili wypędzenia Olafa z ojczyzny w 1028 r. przez Kanuta Wielkiego, zaborczego władcę Danii i Anglii, czego dokonał do spółki z norweskimi poddanymi „świętego” króla, którym najwidoczniej nie w smak była jego polityka narzucająca poddanym obce im wzorce chrześcijańskie. Warto też pamiętać, że Kanut Wielki był w połowie Piastem jako potomek po kądzieli Mieszka I, będąc też w tym czasie sojusznikiem jego wnuka imiennika. Jak się okazało, miało to przy późniejszych wyborach Haralda pewne znaczenie.

Młody Harald jako 15-latek stanął u boku matczynego brata, kiedy ten podejmował próbę odzyskania tronu. Tragiczna dla Olafa konfrontacja z jego norweskimi przeciwnikami pod Stiklestad 29 lipca 1030 r., dla Haralda również mogła się zakończyć przedwczesną śmiercią, gdyby jeden z towarzyszy broni w porę nie wyniósł go rannego z pola bitwy. Wylizawszy się z ran, wyruszył na kilkunastoletnią tułaczkę, „srożąc się” po całej Europie jako wiking, by nie bez przyczyny zasłużyć na swój przydomek: „Hårdråde”, czyli właśnie „Srogi”, „Surowy” lub nawet „Bezlitosny”. Droga jego tułaczki wiodła śladami Olafa Świętego przez Szwecję na Ruś Kijowską, gdzie według sagi miał zostać (pomimo młodego wieku) jednym ze znaczniejszych wodzów przybocznych oddziałów Waregów – chętnie przyjmowanych przez wielkiego kniazia kijowskiego Jarosława Mądrego w szeregi swych wojsk.

I właśnie tam trafiła się Haraldowi dodatkowa „okazja” w postaci wojny Rusi z piastowską Polską! W 1031 r. ruski kniaź ruszył w sojuszu z niemieckim cesarzem Konradem II na zachód z wyprawą na króla Mieszka II, prowadząc w awangardzie swoich najlepszych Waregów – Haralda i Eilifa. Jeśli wierzyć krótkiej wzmiance w poemacie skalda Tjodolfa Arnorssona, to właśnie oni przyczynili się w jakiejś bitwie z Polanami do zwycięstwa:

Dwaj wodzowie, gdzie Eilif, tam Harald,

Razem stroili na kształt kła szyk bojowy.

Wschodni Wenedowie wzięci w kleszcze,

Nie było lekkie dla Lechitów prawo wojny.

Mieszko musiał zatem ratować się ucieczką z kraju i to do nieprzychylnych sobie Czech, pozostawiając kraj swemu bratu Bezprymowi przywiedzionemu na ruskich włóczniach i wareskich toporach. Harald jednak mógł swój udział w tej wyprawie traktować jako rewanż za krzywdy brata i swoje własne, na osobie krewnego i sojusznika Kanuta, jakim jawił się wówczas w jego oczach Mieszko. Nie mogąc dosięgnąć bezpośredniego sprawcy, odpłacał drugiemu pięknym za nadobne.

Nad Bosforem. Harald II na bizantyjskim żołdzie

Po kilku latach jednak Haraldowi i jego drużynie zaczynała doskwierać w Kijowie nuda i aby temu zaradzić, postanowili poszukać sobie nowego pracodawcy. Najlepiej było pożeglować do Konstantynopola, by wejść w szeregi tamtejszej gwardii wareskiej – uprzywilejowanej elitarnej formacji zaciężnej – i służyć ówczesnej bazylissie Zoe i kolejnym, panującym u jej boku małżonkom. Tak też się stało, a Harald dzięki swojej sile, odwadze, sprytowi i talentom dowódczym awansował wkrótce na dowódcę owej gwardii – szczyt marzeń każdego normańskiego najemnika.

To właśnie czasy służby na bizantyjskim żołdzie stały się największym laurem do wieńca chwały „ostatniego wikinga”. Wieści o jego czynach w wojnach cesarskich – na Bałkanach, w Italii i na wyspach śródziemnomorskich – przedostały się nie tylko do bizantyjskich, ale i zachodnich kronik, jak choćby do dzieła Adama z Bremy. Dość powiedzieć, że – przynajmniej co do kolejnych etapów „kariery” Haralda – więcej do powiedzenia mieli skaldowie sagamandrzy niż współcześni mu kronikarze. On zaś sam walczył wówczas z Saracenami, Longobardami i Turkami na wyspach Morza Egejskiego, na Sycylii, w Afryce i w Azji Mniejszej, gromił zbuntowanych Bułgarów, tłumił też bunty podnoszone przeciw jego cesarskim mocodawcom.

Olaf II Haraldsson (Święty), król Norwegii w latach 1016–1028, zginął w bitwie pod Stiklestad 29 lip

Olaf II Haraldsson (Święty), król Norwegii w latach 1016–1028, zginął w bitwie pod Stiklestad 29 lipca 1030 r. Niewiele brakowało, by tego dnia do Walhalli trafił też Harald Sigurdsson

Peter Nicolai Arbo/Jorunn/wikipedia/domena publiczna

Działaniom Haralda niemal zawsze towarzyszyło powodzenie. Stoczył podobno 18 zwycięskich bitew i zdobył aż 80 miast! Ale przy okazji także rabował, podpalał, mordował i gwałcił, czyli... zachowywał się jak typowy wiking. Nieobce mu też były podstępy i fortele wojenne. Do legendy przeszedł szczególnie pewien epizod (chętnie przez stulecia powtarzany, a nawet przypisywany z czasem innym wikingom) z walk na Sycylii, kiedy to nie mogąc zdobyć jakiegoś miasta, Harald symulował ciężką chorobę, by następnie wysłać do obrońców poselstwo z wieścią o swojej śmierci: „Powiedzieli im o zgonie swego dowódcy i poprosili duchownych, aby pozwolili go pochować w mieście. Dotarło to do mieszczan, a było wśród nich wielu zarządzających tamtejszymi klasztorami czy innymi ważnymi przybytkami sakralnymi, a każdy chciał mieć szczątki [Haralda] w swoim kościele, bo wiedzieli, że pochówkowi towarzyszyć będzie wielka ofiara. Odział się tedy odświętnie cały tłum duchownych i wyszedł z miasta z piękną procesją, niosąc święte relikwie. A Waregowie przygotowali wielki orszak. Niesioną wysoko trumnę okryto całunem, a nad nią powiewały chorągwie. W ten sposób orszak wszedł przez bramę miejską, która była ciasna. Tu trumnę trzeba było opuścić. I wtedy Waregowie zadęli w trąby do ataku i chwycili za miecze. Wtedy też wyruszyła cała uzbrojona armia Waregów z obozu i wbiegła do miasta z okrzykiem bitewnym na ustach”. Dla skaldów i sagamandrów rzeczywiste dokonania Haralda mogły się jednak okazać wciąż za mało chwalebne. Wymyślili zatem jego rzekomą wyprawę do Ziemi Świętej i zajęcie Jerozolimy – na pół wieku przed pierwszą krucjatą – gdzie sama sława jego imienia miała jakoby bez walki otwierać bramy i nakłaniać Saracenów do uznania władzy basileusa. Rzecz jasna, te akurat epizody nie mogły mieć wówczas miejsca, choć niewykluczone, że informacje o nich stanowiły jakieś dalekie odbicie wcześniejszych o kilkadziesiąt lat walk w Syrii i Palestynie w czasach cesarza Jana I Tzimiskesa, kiedy to w 975 r. Bizantyjczycy faktycznie byli o krok od odbicia z rąk muzułmanów Świętego Miasta chrześcijan. Nie da się wykluczyć, że w tamtych walkach uczestniczyły także jakieś oddziały najemników.

Wszystko jednak ma kiedyś swój kres. Gdy Harald dał się wplątać w intrygi, przewroty i knowania na bizantyjskim dworze, jego gwiazda zaczęła wyraźnie blednąć. Według skaldów czarę niechęci przepełniły plotki o romansie dowódcy gwardii wareskiej z samą Zoe, której trzeci już z kolei mąż, bazyleus Konstantyn IX Monomach, kazał hardego i nazbyt frywolnego wikinga uwięzić. Jak było faktycznie i czy rzeczywiście Harald posunął się wówczas do tego, by przyprawić cesarzowi rogi, do końca nie jest pewne. Tak naprawdę bowiem powodem aresztowania były – jak często bywa w takich sytuacjach – spory pieniężne z bizantyjską administracją oraz chęć porzucenia przez Haralda służby na cesarskim dworze, co dla Konstantynopola mogło potencjalnie okazać się groźne. Najemnik przez lata odkrył bowiem wiele cesarskich sekretów, nie wspominając już o potencjalnej jego wiedzy co do atutów i słabości bizantyjskiego wojska i systemu obrony cesarskiej stolicy. Wszystkie te poufne informacje mogły okazać się bardzo cenne dla wrogów bizantyjskiego cesarza, których w świecie nie brakowało.

W końcu jednak Haraldowi udało się zbiec, znowu – wedle legendarnej wersji z sagi – dokonując przy tej okazji zadziwiających czynów, których ukoronowaniem miało być prześlizgnięcie się swoim statkiem ponad łańcuchem spinającym oba brzegi Złotego Rogu, nad którą to zatoką leżał Konstantynopol. Miało to miejsce już w 1045 r.

Harald III Srogi — król Północy

Droga powrotna ponownie wiodła przez Ruś, gdzie w Nowogrodzie Wielkim Harald odnowił starą znajomość z Jarosławem Mądrym, przy okazji poślubiając też jego córkę Elżbietę. Wzmocniony tym sojuszem szykował się już do kolejnych czekających go wyzwań. Sława wielkiego wojownika i wodza, która za nim szła, powodowała, że nie musiał się martwić o brak ochotników pragnących zaciągnąć się pod jego sztandary.

W Skandynawii pod jego nieobecność zaszły jednak wielkie zmiany. Kanut Wielki od dawna już nie żył, jego ród wygasł, a stworzone przez niego imperium rozpadło się na części. Jednak nad nordycką częścią dawnego władztwa Kanuta, obejmującą Norwegię i Danię, panował wówczas Magnus Dobry, syn Olafa Świętego. Pomimo bliskich związków z ojcem norweskiego władcy Harald podjął wówczas z nim walkę (oczywiście, jak na wikinga przystało, dokonując najazdów, łupiąc, paląc i pustosząc) i to w sojuszu z innym pretendentem do korony Swenem Estrydsenem – warto zaznaczyć, że bliskim krewnym, choć w linii żeńskiej, samego Kanuta Wielkiego. Jak zatem widać, dawne urazy i namiętności z czasem u gorącokrwistego wikinga przygasły wobec politycznych konieczności chwili. Ostatecznie jednak skuszony przez Magnusa perspektywą podziału władzy i skarbów Harald przystał do swego królewskiego bratanka. Nie żałował chyba swej decyzji, gdyż wkrótce, w 1047 r., Magnus bezpotomnie zmarł, pozostawiając Haraldowi całą Norwegię. Królestwo Danii przypadło wtedy Swenowi. Wydawało się zatem, że każdy z nich otrzymał swoją dolę.

Czytaj więcej

Dlaczego nie powstało jednolite imperium wikingów?

Zdobycie władzy królewskiej powinno było doprowadzić do ustatkowania się niespokojnego wikinga, tak jak to miało miejsce przy innych takich okazjach w przeszłości, jak choćby w przypadku Rolfa Piechura vel Rollona z Normandii (znany nam z serialu „Wikingowie” jako rzekomy brat Ragnara Lodbroka, choć w rzeczywistości niemający z nim żadnych potwierdzonych związków rodzinnych). Nic bardziej mylnego! Zew morza i przygód oraz nieposkromione ambicje kazały Haraldowi wciąż szukać nowych wrogów do pokonania, bitew, podbojów i łupów. Jego prawie 20-letnie panowanie wypełniły zatem niemal same wojny. Większość z nich prowadził z Duńczykami i Swenem II Estrydsenem, swoim dawnym towarzyszem broni, a obecnie śmiertelnym wrogiem, usiłując zawładnąć także i jego królestwem. A choć przeważnie zwyciężał na lądzie i morzu, nie udawało mu się zmusić Swena do ustąpienia. Wyniszczająca wojna między rywalami prowadziła jednak tylko do znacznego upływu krwi z obu stron, drenując skarbiec norweski z wszelkich zasobów i pieniędzy, nie przynosząc zaś ostatecznego rozstrzygnięcia. Przekroczywszy już pięćdziesiątkę, Harald w końcu odpuścił i zwrócił wzrok ku Anglii – jednemu z trzech dawnych królestw Kanuta Wielkiego, do którego dziedzictwa też najwyraźniej się poczuwał.

Korzystając z przesilenia politycznego nad Tamizą po śmierci w 1066 r. króla Edwarda Wyznawcy i kłopotów z uznaniem władzy nowego monarchy Harolda II Godwinsona, władca Norwegii zgłosił swoje roszczenia do korony Anglii. Nie był zresztą jedyny w tych dążeniach, do swoistej ówczesnej „gry o tron” szykował się też daleki potomek Rollona, książę Normandii Wilhelm Bastard (późniejszy Zdobywca). Z drugiej zaś strony Morza Północnego całej tej rywalizacji przyglądał się bacznie Swen II Estrydsen mający własne angielskie plany sukcesyjne, które – co ciekawe, także z polską pomocą – miał próbować już w niedalekim czasie nieskutecznie realizować. Latem tego samego roku Harald Srogi najechał z silną flotą Northumbrię, by 20 września pokonać miejscowych możnowładców Edwina i Morcara w bitwie pod Fulford niedaleko Yorku. Kilka dni później natknął się jednak na przeważające siły Harolda Godwinsona.

Ostatni bój Haralda Srogiego

Był 25 września 1066 r., w pobliżu Stamford Bridge w północnej Anglii. Losy rozegranej wówczas bitwy, dla Anglosasów będące tylko epizodem wobec czekającej ich za chwilę przełomowej rozprawy z Wilhelmem Zdobywcą, a dla wikingów – końcem całej ich epoki – długo przechylały się to na jedną, to na drugą stronę. Przełomem mogło okazać się zdobycie przez Anglosasów mostu nad rzeką Derwent, dzięki czemu mogli osaczyć na drugim brzegu główne siły Haralda. Mimo wszystko mógł on jeszcze nawet wówczas odnieść sukces lub w najgorszym razie wycofać się bezpiecznie w stronę morza do czekających na wybrzeżu okrętów. Gdyby tylko dalej zachował wtedy szyk swoich wojów i kryjąc się za ścianą z tarcz, doczekał przyjścia posiłków prowadzonych przez Eysteina Orre, jednego ze swych wiernych dowódców! Jednak zamiast okryć się we własnym przekonaniu niesławą, wolał poprowadzić swoich ludzi do szturmu na wroga, szukając tym sposobem zwycięstwa. Zamiar godny dumnego wikinga, za którego król niewątpliwie do końca się uważał.

Czytaj więcej

Na uczcie u Odyna

Te ostatnie chwile walki i życia Haralda opisał na podstawie poematów skaldów wspomniany już Snorri Sturluson, któremu zawdzięczamy literacką impresję tych wydarzeń. Według jego wersji w trwającym od paru godzin zażartym boju między armią anglosaską a oddziałami norweskich wojowników dochodzi wreszcie do końcowego rozstrzygnięcia. Niewzruszony szyk, w którym za murem z tarcz stali Skandynawowie, nagle łamie się, gdy ruszają do desperackiego ataku. Na czele walczy mężnie wojownik mierzący sześć stóp, czyli około dwóch metrów wzrostu – to król Harald Srogi, władca Norwegii i najsłynniejszy wiking swoich czasów. Jego sięgająca za uda kolczuga wydaje się niezniszczalna, jego tarcza – nie do przebicia, a pod razami jego długiego miecza padają najpotężniejsi anglosascy rycerze. Legenda głosi, że idąc do boju, recytował wówczas ułożony przez siebie skaldyczny wiersz:

Nie nam kryć się

Za tarczą w walce

Z lęku przed oręża

Szczękiem, rzekła

Ta, co nosi naszyjnik,

Bym głowę niósł wysoko

Prosiła, w walce,

Gdzie miecz spotyka czaszkę.

W pewnym jednak momencie da się słyszeć świst rozcinającej powietrze strzały, wystrzelonej z łuku przez anglosaskiego piechura. Harald z miejsca zatrzymuje się, po czym z wolna osuwa na ziemię z gardłem przebitym na wylot ostrym pociskiem. Walczący wciąż i padający obok swojego króla towarzysze broni nie przeczuwali, że wraz ze śmiercią ich wodza dobiegała właśnie końca długa era wikingów…

Warto zauważyć, że występujący dzisiaj pod tą wspólną nazwą skandynawscy wojownicy w średniowieczu określani byli różnie – jako Normanowie, Danowie, Waregowie, Rusowie itd., w zależności kontekstu sytuacyjno-czasowego oraz od tradycji ludów, z którymi ci morscy piraci wczesnego średniowiecza się stykali. Samo słowo „viking”, oznaczające w języku staronordyckim morską wyprawę (wojenną, handlową czy eksploracyjną), przylgnęło jednak na trwałe do średniowiecznych mieszkańców Skandynawii.

Pozostało 98% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia świata
Krwawiący czarnoziem. Lwów, spleciona historia Ukraińców i Polaków
Historia świata
Zdobycie Bastylii. Rewolucja pożera własne dzieci
Historia świata
Skomplikowane drogi Polaków do niemieckich oddziałów Schutza. Tak chcieli bronić Wołynia
Historia świata
Sentinelczycy, najbardziej izolowana populacja na świecie
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Historia świata
III Rzesza: rasowe i cywilizacyjne „wyniesienie” niemieckiego narodu
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą