Uważam, że wyprodukowany przez History Channel serial „Wikingowie” wykonał fantastyczną robotę. Nie jest, co prawda, wiernym odzwierciedleniem przeszłości ludów północnych, wiele w nim błędów faktograficznych, przeoczeń, półprawd i nadinterpretacji, ale najważniejsze, że serial ten przyciągnął przed ekrany młodsze pokolenia widzów i wzbudził w nich zainteresowanie naszą historią. Specjalnie używam słowa „naszą”, ponieważ jestem przekonany, a wiele poszlak to sugeruje, że także nasi przodkowie należeli w jakimś stopniu do kręgu kultury wikińskiej. Ktoś powie, że nasi przodkowie nie posługiwali się przecież językiem nordyckim, który oderwał się z grupy języków germańskich; nie czcili Odyna i nie wierzyli, że śmierć w bitwie otworzy im drogę do pałacu Odyna w Asgarcie. To prawda: wikingowie mieli swój odrębny system wierzeń i własną mitologię, ale nie zapominajmy, że dość szybko asymilowali się ze społecznościami, które podbijali lub do których dołączali w pokojowy sposób. Jeżeli więc do nas dotarli, łatwo mogli się wtopić w lokalne otoczenie społeczne.