Morskie Oko wcale nie jest szmaragdowe – myśli dwudziestosiedmioletnia Helena, gwiazda krakowskiej sceny, stojąc na brzegu najsłynniejszego tatrzańskiego jeziora. Dotarła tutaj, żeby się przekonać, czy opowieści ojca, które zapamiętała z dzieciństwa, są prawdą. Wyobrażała sobie przez lata jezioro o barwie zielonego przezroczystego szkła, przez które patrzy się na słońce. Tymczasem jest buro, na wodę pada cień i Helena widzi przed sobą czarną toń. Nie mogła się doczekać tej konfrontacji, więc gdy zbliżali się do celu wycieczki, zostawiła za sobą przewodników i przyspieszyła. Chciała przez chwilę chłonąć to wyobrażone piękno sama. A tu takie rozczarowanie. Nie do końca oczywiście, bo jednak Tatry robią wrażenie, nie sposób nie odczuć grozy, patrząc na piętrzące się nad Morskim Okiem stalowe Mięguszowieckie Szczyty. Patrzy więc i patrzy, wciągając głęboko do płuc chłodne powietrze.