Zepchnięte z cokołów. O walce Polaków z pomnikami

Skupiała się na nich nienawiść do zaborcy, okupanta, narzuconej siłą władzy. Zwykle obalano je lub usuwano przy pierwszej nadarzającej się okazji, co miało symbolizować początek nowej lepszej epoki. Oto kilka najbardziej spektakularnych odsłon walki Polaków z pomnikami.

Publikacja: 28.12.2023 21:00

Demontaż pomnika Dzierżyńskiego. Warszawa, 16 listopada 1989 r.

Demontaż pomnika Dzierżyńskiego. Warszawa, 16 listopada 1989 r.

Foto: ANDRZEJ IWAŃCZUK/REPORTER

Pierwsza Rzeczpospolita pomnikami nie stała. Aż do końca XVIII w. powstały jedynie dwa publiczne monumenty niezwiązane z kultem religijnym. Król Władysław IV ufundował na cześć swojego ojca Zygmunta III posąg na kolumnie, która ozdobiła pl. Zamkowy w Warszawie, a Stanisław August Poniatowski uhonorował w Łazienkach króla Jana III Sobieskiego. Nieliczne monumenty fundowali także magnaci, wśród nich wyróżnia się statua hetmana Stefana Czarnieckiego ustawiona w 1763 r. na rynku w Tykocinie za pieniądze Jana Klemensa Branickiego. W staropolskim krajobrazie zdecydowanie przeważały pomniki religijne, najczęściej w formie kapliczek.

Kiedy Polacy zaczęli przejawiać większą ochotę na upamiętnianie zasłużonych postaci lub wydarzeń w formie spiżowych, brązowych czy kamiennych monumentów, utracono niepodległość i takie przedstawienia były na cenzurowanym. Z czasem stało się to możliwe jedynie w Galicji. Z kolei na ziemiach zagarniętych przez Prusy i Rosję z roku na rok było pod tym względem gorzej. Zaborcy prowadzili dość konsekwentną politykę pomnikową, szczególnie w drugiej połowie XIX stulecia, kiedy stała się ona jednym z najistotniejszych elementów rusyfikacji i kulturkampfu. W reprezentacyjnych przestrzeniach polskich miast i miasteczek pojawiały się rzeźby gloryfikujące władców Rosji i Niemiec, obcych polityków, generałów, sławiące ważne wydarzenia. Dla Polaków były to kwestie bolesne – świadectwo umacniania się zaborców i jednoczesnego oddalania się perspektywy odzyskania niepodległości. Co gorsza, upamiętnienia te zwykle dotyczyły postaci lub wydarzeń, które odegrały niechlubną rolę w naszych dziejach. Tak odbierano na przykład bardzo liczne monumenty i charakterystyczne kamienne wieże poświęcone Ottonowi von Bismarckowi. Polacy reagowali bezsilnym gniewem i oburzeniem.

Czytaj więcej

Bohaterowie przeszłości muszą odejść

Uczucia te z pewnością towarzyszyły mieszkańcom Poznania, kiedy w nocy z 3 na 4 kwietnia 1919 r. spontanicznie oczyścili miasto z pruskich monumentów podkreślających germański charakter miasta oraz potęgę zjednoczonych Niemiec. Co ciekawe, te negatywne uczucia kumulowały się dosyć długo, nie wybuchły nawet w czasie powstania wielkopolskiego. Wydaje się, że pragmatyczni poznaniacy woleli wtedy skupić się doraźnie na walce zbrojnej, zamiast rozpraszać energię na czyny symboliczne. Los tych pomników był jednak przesądzony. Pierwszy krok wykonał w marcu 1919 r. zarząd miasta, nakazując usunięcie pomnika Bismarcka z dzisiejszego pl. Mickiewicza. Decyzję przyspieszyło notoryczne obrzucanie go przez poznaniaków kamieniami i cegłami.

Głowa Bismarcka

Wstępem do spontanicznej repolonizacji stolicy Wielkopolski była masowa demonstracja, zorganizowana wieczorem 3 kwietnia 1919 r. na Starym Rynku w odpowiedzi na, jak odnotował reporter „Kuriera Poznańskiego”, „groźne wieści nadchodzące z dalekiego zachodu, jakoby koalicja zachwiała się, wskutek zabiegów przebiegłych i chytrych Niemców, i przynależny nam według sprawiedliwości Gdańsk oraz Pomorze Kaszubskie zamierzała nadal pozostawić przy Niemczech”. Przy świetle pochodni przemawiali kolejni przedstawiciele różnych grup społecznych i politycznych, m.in. dr Paweł Gantkowski, Kazimierz Krajna, ks. Antoni Ludwiczak, redaktor Jan Marweg, który odczytał jednogłośnie przyjętą rezolucję w sprawie polskości Gdańska. Następnie tłum z pochodniami i chorągwiami przemieścił się na pl. Wolności, gdzie kontynuowano wiecowanie. Olbrzymie wrażenie na wszystkich zgromadzonych zrobiła przemowa byłego powstańca styczniowego, ppłk. Feliksa Józefowicza. Na tym formalnie manifestacja zakończyła się, ale rozemocjonowani ludzie nie zamierzali się rozejść, pomimo bardzo późnej godziny. Pora dnia nie jest tutaj bez znaczenia. „Noc (…) jest czasem, w którym dokonać się może zawieszenie norm dnia codziennego i przekroczenie obowiązującego porządku. (…) Noc rozbudza emocje, które stłumione są w ciągu dnia, którym łatwiej dać upust. I to właśnie w nocy odbywa się zazwyczaj spontaniczne burzenie pomników” – pisze Małgorzata Praczyk w opracowaniu poświęconym trzem głównym aspektom zjawiska, jakim jest pomnik – materialności, polityce i emocjom.

Demontaż pomnika Iwana Paskiewicza w Warszawie, 13 kwietnia 1917 r. Kilka lat później „Paskiewicza”

Demontaż pomnika Iwana Paskiewicza w Warszawie, 13 kwietnia 1917 r. Kilka lat później „Paskiewicza” oddano na złom i przetopiono

nieznany – D. Kobielski, Warszawa międzywojenna, Wydawnictwo Artystyczno-Graficzne, Warszawa 1969

„Ni stąd, ni zowąd sprowadzono grube liny i nie trwało kwadransa, zrzucono z cokołu pomnik Fryderyka” (chodzi o monument cesarza Fryderyka III stojący od 1901 r. na placu Wolności) – pisał „Kurier Poznański”. Później ten sam los spotkał odsłonięty w roku 1889 pomnik cesarza Wilhelma I przed komendą Głównego Dowództwa, Bismarcka (od 1903 r.) na pl. Mickiewicza, Wojownika Brandenburskiego z fontanny na placu przed zamkiem (od 1911 r.), potem zabrano się do Lwa Nachodzkiego (1870) stojącego przed budynkiem Arkadii, a upamiętniającego żołnierzy pruskich, którzy polegli w bitwie pod Nachodem, pomnik feldmarszałka Augusta von Gneisenaua (od 1913 r.) z fortu Haake oraz popiersie Friedricha Ludwiga Jahna, niemieckiego propagatora gimnastyki, ustawione na terenie Zielonych Ogródków. „Dzisiaj nie widnieje żaden pomnik niemiecki, który długo lub krótko drażnił uczucia narodowe polskie” – z dumą donosił reporter „Kuriera”. I dodawał: „Odruch patriotyczny ludu (…) zniósł z oblicza naszego prastarego grodu znamiona rządów prusackich i piętno niewoli. Powalono z piedestałów molochy i bożki nowoczesnego prusactwa, na które zbyt długo patrzeć nam kazano”.

Zniszczone rzeźby nie leżały zbyt długo u stóp postumentów, z których je strącono. W ruch ponownie poszły liny i jeszcze te samej nocy „zawleczono [je] na plac Wolności i tam ułożono (…) na ziemi” niczym trofea zdobyte w zwycięskiej bitwie. Posąg Bismarcka przetransportowano w dwóch częściach, ponieważ głowa statuy odpadła od spiżowego korpusu podczas zrzucania z cokołu. Już następnego dnia rano władze Poznania nakazały przewieźć wszystkie obalone pomniki do magazynu na terenie Głównej Strażnicy Ogniowej przy ul. Masztalarskiej. Wszystkie zostały dokładnie zważone, ponieważ odzyskany materiał miał posłużyć jako budulec nowych polskich pomników w Poznaniu. I tak też się stało, np. głowę Bismarcka wykorzystano do odlewu figury Jana di Quadro, a korpus postaci przetopiono na postać Chrystusa do Pomnika Najświętszego Serca Pana Jezusa, który był jednocześnie wotum dziękczynnym za odzyskaną niepodległość.

Siedmiu łajdaków

Warszawa czasów zaborów miała dwa pomniki, które budziły wyjątkowo negatywne uczucia, oba związane z powstaniem listopadowym – pomnik zdobywcy Warszawy feldmarszałka Iwana Paskiewicza i obelisk upamiętniający oficerów lojalistów poległych w noc listopadową. Były one świadectwem lekceważenia Polaków przez kolejnych rosyjskich władców i miały deprecjonować polski patriotyzm, przypominając o narodowych klęskach. Efekt był jednak przeciwny do zamierzonego. „Przed pomnikami carów, ich namiestników czy »służalców« (…) organizowano – posługując się językiem Orwella – pięć minut nienawiści. Były to swoiste antynabożeństwa, »czarne msze« narodowej pogardy. Jedni latami omijali plac Saski, aby nie spojrzeć na pomnik generałów, inni specjalnie tamtędy przechodzili, by na niego napluć” – pisał prof. Janusz Tazbir.

Czytaj więcej

Bułhakowowi grozi eksmisja

Odlana z brązu figura Paskiewicza stanęła na wysokim postumencie w 1870 r. przed Pałacem Namiestnikowskim (dzisiaj Prezydenckim) przy Krakowskim Przedmieściu, w miejscu przeznaczonym pierwotnie na pomnik konny księcia Józefa Poniatowskiego. Historia obu monumentów wzajemnie się zresztą przeplata, ponieważ posąg polskiego wodza został przez Rosjan po upadku powstania skonfiskowany, wywieziony do Modlina, a w 1840 r. car Mikołaj I podarował go Iwanowi Paskiewiczowi, który ustawił go na tarasie swojego pałacu w Homlu. Wrócił do Warszawy dopiero w 1922 r. w ramach akcji rewindykacji zabytków i dzieł sztuki na mocy traktatu ryskiego. Pomnika Paskiewicza już wtedy w stolicy nie było. Warszawiacy wykorzystali pierwszą nadarzającą się okazje, aby się go pozbyć. 13 kwietnia 1917 r. magistrat, za zgodą niemieckich władz okupacyjnych, zdecydował o jego demontażu, a kilka lat później „Paskiewicza” oddano na złom i przetopiono. Cokół wykorzystano do budowy pomnika Poniatowskiego odsłoniętego na placu Saskim w 1923 r. Historia zatoczyła koło.

30-metrowy obelisk odsłonięty na placu Saskim 29 listopada 1841 r. – w rocznicę wybuchu powstania listopadowego – upamiętniał siedmiu polskich wyższych oficerów wiernych carowi, którzy ponieśli śmierć z rąk powstańców. Do jego powstania znacznie przyczynił się sam car Mikołaj I. Ponoć własnoręcznie naszkicował projekt, wybrał miejsce, był też autorem inskrypcji umieszczonej na pomniku: „Polakom poległym 17 (29) listopada 1830 r. Za wierność swemu Monarsze”. Pomysł władcy Rosji zmaterializował się w Warszawie dzięki pracy znanych artystów i projektantów. Za całość odpowiadał architekt Antonio Corazzi; cztery dwugłowe orły i osiem lwów, zdobiące postument, wyrzeźbił Konstanty Hegel (twórca Syrenki z Rynku Starego Miasta), a spiżowe, pozłacane wieńce laurowe, wykonał warszawski brązownik Jakub Trouvé. Aby jeszcze bardziej upokorzyć buntowniczych Polaków, rzeźby lwów i orłów odlano ze spiżu przetopionego z armat zdobytych na powstańcach.

Warszawiacy nazywali monument pomnikiem hańby, a jeszcze dosadniej wyrażali swój stosunek w popularnym w stolicy złośliwym wierszyku: „Osiem lwów i czterech ptaków pilnuje siedmiu łajdaków”. Pomnik zniknął z pl. Saskiego jeszcze pod koniec XIX w., gdy zapadła decyzja o budowie w tym miejscu soboru św. Aleksandra Newskiego. Przeniesiono go na pl. Zielony (obecnie pl. Dąbrowskiego). Otaczająca go gęsta roślinność stanowiła doskonałą osłonę dla członków polskich organizacji niepodległościowych, którzy regularnie oblewali go farbą, a tuż po wybuchu I wojny światowej, 29 listopada 1914 r., próbował wysadzić go w powietrze oddział dywersyjny POW. Ostatecznie znienawidzony obelisk rozebrano w tym samym czasie co pomnik Paskiewicza.

Sobór św. Aleksandra Newskiego na pl. Saskim w Warszawie. Świątynia została rozebrana w latach 1924–

Sobór św. Aleksandra Newskiego na pl. Saskim w Warszawie. Świątynia została rozebrana w latach 1924–1926

M.J.Meshchaninova's collection

Większym problemem było pozbycie się budowli, która na pl. Saskim zajęła miejsce „pomnika hańby” i była jego ideologiczną kontynuacją – gigantycznego soboru, wybudowanego w latach 1894–1912. Ta prawosławna katedra w brutalny, nieliczący się z otoczeniem sposób, została „wrzucona” w najbardziej reprezentacyjną przestrzeń Warszawy, zdominowała centrum miasta, a jej pozłacane kopuły i licząca ponad 70 m dzwonnica były widoczne z daleka. Nie było wyraźniejszego symbolu podległości Polski i rusyfikowania jej stolicy. „Sobór ten jest widomym symbolem naszej niewoli, hańby i poniżenia. Był on nie w celach kultu postawiony, ale w celach zaborczej polityki gwałtu” – ubolewał na łamach „Gazety Warszawskiej” pisarz Stanisław Pieńkowski, gorący zwolennik rozbiórki budowli po odzyskaniu nieodległości. Kwestia ta budziła jednak spore kontrowersje ze względu na skalę przedsięwzięcia i związany z tym koszt oraz artystyczną wartość sporej części jego wnętrza. Stefan Żeromski wysunął nawet propozycję, aby „w rubasznym cerkwi czerepie uczynić mauzoleum narodowe”. Ostatecznie jednak władze państwowe i samorządowe nie popełniły błędu, jaki zrobiono kilkadziesiąt lat później w przypadku innego symbolu rosyjskiej dominacji, Pałacu Kultury i Nauki, i w latach 1924–1926 świątynię rozebrano. Ze względu na kubaturę obiektu i na zabytkową zabudowę wokół placu, była to operacja bardzo skomplikowana. Wymagała prawie 15 tys. niewielkich kontrolowanych wybuchów, a wiele prac przeprowadzano ręcznie, dekonstruując ściany cegła po cegle. Materiały z rozebranego soboru wykorzystano przy budowie wielu kościołów i obiektów użyteczności publicznej w Warszawie, a sześć jaspisowych kolumn wsparło baldachim nad wyjściem z krypt królewskich na Wawelu.

Krwawy Feliks

16 listopada 1989 r. na placu Feliksa Dzierżyńskiego zgromadził się tłum warszawiaków. Wszystkie oczy wpatrzone były w wysoki monument przedstawiający patrona tego miejsca, rewolucjonistę i twórcę bolszewickiego aparatu terroru, zwanego Krwawym Feliksem. Nikt jednak nie patrzył na niego z szacunkiem. Wszyscy w napięciu obserwowali, jak pracownicy Wojewódzkiej Dyrekcji Dróg Miejskich oplątują linami korpus figury, by dźwig mógł unieść ją do góry i zdjąć z postumentu. Pretekstem do przeniesienia pomnika w inne miejsce była budowa metra, ale tak naprawdę chodziło o usunięcie z reprezentacyjnego miejsca w stolicy znienawidzonego symbolu zniewolenia Polski przez Sowietów. Kiedy dźwig rozpoczął pracę, stała się rzecz nieoczekiwana – rzeźba rozpadła się na trzy części. Nogi i głowa Krwawego Feliksa roztrzaskały się o płyty u stóp cokołu, a zdekapitowany korpus przez chwilę chybotał się na linie, by w końcu również spaść na ziemię. Ludzie wiwatowali, bili brawo, z zapałem odłupywali fragmenty na pamiątkę. Przy okazji wyszło na jaw, że rzeźba Dzierżyńskiego, autorstwa Zbigniewa Dunajewskiego, nie została wykonana z brązu, jak powszechnie uważano, ale z kiepskiej jakości betonu, pokrytego cienką blachą chemicznie pobrązowioną. W sposób symboliczny podkreślało to zakłamanie i fasadowość komunizmu – za pięknymi hasłami krył się nagi terror i zniewolenie.

Pomnik Feliksa Dzierżyńskiego stanął na pl. Bankowym w epoce głębokiego stalinizmu, 21 lipca 1951 r., a uroczystego odsłonięcia dokonał Bolesław Bierut w towarzystwie przedstawicieli Józefa Stalina – Wiaczesława Mołotowa i Gieorgija Żukowa. Przy okazji zmieniono nazwę placu (pl. Bankowy oficjalnie wrócił na mapę Warszawy krótko po obaleniu pomnika w 1989 r.), ale warszawiacy nigdy nie zaakceptowali nowego patrona). Podobnie jak jego pomnika, który był darzony powszechna niechęcią. Tu pozwolę sobie na małą dygresję osobistą – brat mojego pradziadka, uwięziony przez Czeka i w ramach tortur kilkukrotnie stawiany przed plutonem egzekucyjnym, zawsze gdy droga wypadała mu akurat przez pl. Bankowy, „salutował” pomnikowi Czerwonego Kata przekleństwem lub pogardliwym splunięciem.

Z monumentem Dzierżyńskiego jest także związana tragiczna historia z okresu stanu wojennego. 10 lutego 1982 r. kilkoro uczniów warszawskich szkół zaplanowało i przeprowadziło konspiracyjną akcję o kryptonimie „Cokół”, obrzucając postument pomnika słoikami z farbą i butelkami z benzyną. Jednym z uczestników był 16-letni Emil Barchański. Kilka tygodni później został zatrzymany przez SB. Podczas przesłuchania bito go i torturowano. Odważny chłopak nie dał się złamać, a podczas procesu otwarcie mówił o metodach stosowanych przez śledczych bezpieki i twierdził, że może ich wskazać. Esbecy poczuli się zagrożeni. 5 czerwca 1982 r. ciało Barchańskiego wyłowiono z Wisły. Jest uznawany za najmłodszą ofiarę stanu wojennego. Sprawców morderstwa nigdy nie złapano i nie osądzono.

Historia Polski
Odcisk palca na chlebie sprzed 8600 lat
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Historia Polski
2 kwietnia mija 19. rocznica śmierci Jana Pawła II
Historia Polski
Kołtun a sprawa polska. Jak trwała i trwa plica polonica
Historia Polski
Utracona szansa: bitwa nad Worsklą. Książę Witold przeciwko Złotej Ordzie
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Historia Polski
Tajemnica pierwszej koronacji. Jakie sekrety kryje obraz Jana Matejki