Rok 880 – pierwszy chrzest Polski?

Pamiętny rok 966 to nie tylko data przyjęcia wiary Chrystusa przez pierwszego „historycznego” władcę Mieszka I. To także moment, z którym niekiedy wiąże się – słusznie czy niesłusznie – początki polskiej państwowości i narodziny „narodowej” tożsamości. Jak się jednak często przypuszcza, krzyż mógł zostać przyniesiony nad Wisłę niemal stulecie wcześniej, a to za sprawą apostoła Słowian – św. Metodego. Czy jednak pogląd ten jest prawdziwy?

Publikacja: 18.05.2023 21:00

„Wprowadzenie do Polski wiary chrześcijańskiej”: Mieszko I wznosi krzyż na „skruszonych bałwanach po

„Wprowadzenie do Polski wiary chrześcijańskiej”: Mieszko I wznosi krzyż na „skruszonych bałwanach pogańskich Lechitów”

Foto: Głębocki Adrian, Hadziewicz Rafał/Biblioteka Narodowa/polona.pl

Początki historii ziem nad Wisłą, Odrą i Wartą giną w mroku niepamięci. Jeśli cofnąć się wstecz w czasy „przedmieszkowe”, to okazuje się – w przeciwieństwie do naszych sąsiadów: Połabian, Czechów, Węgrów czy Rusinów – jak niewiele wiadomości kronikarze mieli do przekazania o tej mało znanej epoce dziejów Polski. Dotyczy to zwłaszcza przełomu IX i X stulecia, kiedy w nieustannych bojach, fermentach społecznych i zmianach politycznych tworzyła się polska państwowość. Wiąże się to z istnieniem w obecnej południowej Polsce tworu polityczno-plemiennego, zwanego państwem Wiślan. Pozostałości struktury osadniczej tego ludu, jak i ślady jego kultury materialnej i kontaktów ze światem zewnętrznym (także tym chrześcijańskim) są od lat przedmiotem badań archeologów, etnografów czy ludoznawców. Jak to często w takich przypadkach bywa, poszukiwania te nie prowadzą do jednoznacznych ustaleń. Nie wiadomo, jaki był zasięg terytorialny państwa Wiślan, jego organizacja polityczna i (poza jednym przypadkiem) także aktywność zewnętrzna. Byli i są Wiślanie jednym z tych ludów, które – poniósłszy klęskę w starciu z przeciwnikiem zewnętrznym – wkrótce upadły lub zaginęły w pomroce dziejowej, niewiele po sobie pozostawiając śladów, także w obszarze ich religijności.

A jednak spośród tej mgły niewiedzy, domysłów i spekulacji prześwitują niekiedy pewne konkrety. W przeciwieństwie bowiem do konkurencyjnego ośrodka Polan w dzisiejszej Wielkopolsce, o którym wiedzę czerpiemy z piastowskiej tradycji dynastycznej, spisanej w XII w. przez Galla Anonima (tzw. teorię Wielkiej Lechii tu pomijamy), Wiślanie wspomniani zostali w trzech niezależnych od siebie wzmiankach źródłowych z IX stulecia. Znajdują się one w „Geografie Bawarskim”, zawierającym spis plemion na północ od Dunaju – jako „Vuislane”; dodatkach anglosaskiego króla Alfreda Wielkiego do przetłumaczonej przez niego „Choreografii” Pawła Orozjusza (części wstępnej jego traktatu z początku V w. „Historia przeciw poganom”) – pod nazwą „Wisle land”; wreszcie w jednym ustępie „Żywota św. Metodego”, będącym hagiograficznym życiorysem zasłużonego dla chrystianizacji Słowian arcybiskupa Moraw – jako „Wisla”. Mamy tu zatem tradycję spisaną w trzech językach – odpowiednio: łacińskim, staroangielskim i starocerkiewno-słowiańskim. Zwłaszcza jednak ostatni z wymienionych tekstów stanowi główną kanwę dla teorii o wczesnym przenikaniu na obszary południowej Polski elementów religii chrześcijańskiej. Jak się jednak okazuje, sprawa ta wcale nie jest taka oczywista.

Książę pogański „na Wiśle”

Jednym z dylematów mediewistów jest sama odpowiedź na pytanie, jak w ogóle doszło do powstania państwa Wiślan – tworu na tyle potężnego, że usłyszano o nim w krajach tak odległych, jak Bawaria i Anglia. Na uwagę zasługuje tu jego niezwykle korzystne położenie wzdłuż jednego z głównych szlaków handlowych Chazarów, prowadzącego od Pragi w kierunku Moraw, dalej przez Kraków na Kijów i jeszcze dalej na wschód do chazarskich miast nad Wołgą i Morzem Kaspijskim. Tłumaczyłoby nie tylko intensywny rozwój Krakowa (na uwagę zasługuje odkryty tam „skarbiec” zawierający kilka ton żelaznych grzywien-płacideł używanych jako waluta), ale i powstanie wzdłuż owego szlaku potężnego, największego na ziemiach polskich założenia grodowego w Stradowie. Jeśli bowiem przyjąć, że gród ten mógł pełnić rolę ośrodka handlu i wymiany z kupcami chazarskimi, przestają dziwić jego potężne rozmiary (około 25 ha) i położenie na obszarze dość słabo zaludnionym. Tym samym konflikt między Wiślanami a Morawianami w drugiej połowie IX w. mógł mieć tak naprawdę podłoże nie tyle religijne, ile gospodarcze – w celu wywalczenia dla siebie lepszej pozycji przetargowej jako pośrednika w handlu dalekosiężnym między Wschodem a Zachodem.

Czytaj więcej

W poszukiwaniu Mieszka I

Antagonistami w polityczno-militarnym sporze byli zatem: z jednej strony – potężny władca Wielkich Moraw, książę Świętopełk Wielki z rodu Mojmirowiców, intensywnie wspierający chrześcijaństwo i kontrolujący poza Morawami także obszar Czech, część Słowacji oraz znaczne obszary Panonii, czyli dzisiejszych środkowych Węgier; z drugiej zaś – bezimienny „silny bardzo” książę Wiślan, jak twierdzą niektórzy uczeni „maksymaliści”, stojący na czele luźnego związku plemion Wiślan i Lędzian, obejmującego historyczną Małopolskę (późniejszą ziemię krakowską i sandomierską) oraz być może pewne obszary przygraniczne w kraju Gołęszyców na Śląsku i w kraju Lędzian na obszarze późniejszych Grodów Czerwieńskich i Lubelszczyzny. Charakterystyczne jest, że „Geograf Bawarski”, podając informację o Wiślanach, nie podał w przeciwieństwie do większości wymienianych przez siebie plemion ilości posiadanych grodów, co dowodzi, że musiała być to liczba znaczna. Patrząc na kontrolowane terytorium, siły obu przeciwników mogły być zatem wyrównane, ze wskazaniem jednakże na Morawian dysponujących większymi zasobami ludzkimi i – co za tym idzie – lepszymi możliwościami mobilizacyjnymi.

Co konkretnie wiadomo o wydarzeniach, będących wstępem do potencjalnej chrystianizacji Wiślan i za nimi być może innych plemion południowej Polski? Wspomina o tym biograf św. Metodego w znanym i wielokrotnie analizowanym fragmencie odnoszącym się do daru proroczego swojego bohatera: „Książę pogański, silny bardzo, siedzący na Wiśle, urągał wiele chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał. Posławszy zaś do niego [kazał mu] powiedzieć [Metody]: »Dobrze [będzie] dla ciebie, synu, ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi, abyś nie był przymusem ochrzczony w niewoli na ziemi cudzej; i będziesz mnie wspominał«. Tak się też stało”. Z urywkiem tym łączy się niekiedy kolejny, bezpośrednio po nim następujący ustęp, mówiący o bezskutecznej przez pewien czas walce księcia morawskiego Świętopełka z poganami i ostatecznie wydaniu ich za sprawą Boga (i rady św. Metodego) w książęce ręce. Wszystko to daje dość wyraźny obraz wypadków rozgrywających się najpewniej na przełomie lat 70. i 80. IX stulecia, w każdym razie jeszcze za życia św. Metodego (ten zmarł 6 kwietnia 885 r.). Dla wygody warto przyjąć zatem jako potencjalną datę tego aktu rok 880 ery chrześcijańskiej.

„Koronacja pierwszego króla” (in. „Koronacja Chrobrego”) – obraz Jana Matejki z 1889 r.

„Koronacja pierwszego króla” (in. „Koronacja Chrobrego”) – obraz Jana Matejki z 1889 r.

Matejko Jan/Ligier Piotr/Muzeum Narodowe w Warszawie

Najazdy wiślańskie na Morawy doprowadziły zatem w pewnym momencie do rozstrzygnięcia niekorzystnego dla pogańskiego księcia – został on wzięty do niewoli na obcej ziemi i zmuszony do przyjęcia chrześcijaństwa. Co zdarzyło się dalej, tego historia nie przekazuje i skazani w tym jesteśmy na domysły. Możliwości są w zasadzie dwie. Mógł książę Wiślan pozostać po wzięciu do niewoli na Morawach, a jego potomkowie po upadku tego państwa około 906 r. emigrować na południe (na poparcie tej tezy istnieje nawet pewien przekaz z obszaru Bizancjum). Państwo Wiślan mogło wówczas trwać dalej przez jakiś czas w dotychczasowym kształcie pod innym władcą, mogło jednak też wkrótce się rozpaść, na co wskazuje niemal zupełny brak informacji o nim w X stuleciu. Inną możliwością jest jednakże teoria, nieznajdująca co prawda potwierdzenia w przekazach z epoki, ale ze względu na swój potencjał ideologiczny przeważająca wśród zajmujących się tym problemem mediewistów. Jest to mianowicie pogląd o powrocie księcia Wiślan do swego kraju w charakterze hołdownika Świętopełka wraz z morawską załogą wojskową i chrześcijańskim duchowieństwem, dzięki któremu miała dokonać się chrystianizacja kraju Wiślan – pierwszy chrzest Polski. Precedens już zapewne nastąpił, podobnie bowiem rzecz się miała z chrztem księcia czeskiego Borzywoja, o czym pisał autor „Legendy Chrystiana” w końcu X w. W przypadku Małopolski powszechne uznanie tego aktu za bezsporny stawiałoby w zupełnie innym świetle wszystkie późniejsze wydarzenia związane z procesem jednoczenia ziem polskich przez Piastów, łącznie z wymową pamiętnego 966 r. Jak zatem było naprawdę?

Małopolska chrześcijańska czy pogańska?

Można przypuszczać, że po tym pierwszym chrzcie Polski powinny były pozostać jakieś ślady – materialne czy pisane. Charakterystyczna dla wymienionego okresu jest słaba ilość znalezisk archeologicznych identyfikowanych jako związanych z kulturą i religią chrześcijańską. Uderzający jest zwłaszcza kompletny brak pozostałości kościołów, klasztorów czy w ogóle miejsc kultu Chrystusa. Nawet najważniejsze odkrycie wymieniane niegdyś w kontekście chrystianizacji państwa Wiślan, czyli wylewka gipsowa identyfikowana jako dno misy służącej do zbiorowego chrztu ludności, a znajdująca się w podziemiach kościoła św. Mikołaja w Wiślicy, w świetle ostatnich badań datowana jest już nie na IX, a na XI w. Podobnie ma się rzecz z najbogatszym pod względem ilości wczesnośredniowiecznych znalezisk chrześcijańskich stanowiskiem archeologicznym w południowej Polsce, a mianowicie wzgórzem wawelskim w Krakowie. Nie da się ukryć, że nawet najstarsze z nich można co najwyżej datować na drugą połowę X w., a zatem na czasy rządów czeskich, nie zaś wpływów Wielkich Moraw. Nie da się zatem obronić poglądu o tak wczesnym masowym zaszczepieniu kultu chrześcijańskiego wśród miejscowej ludności.

Z drugiej jednak strony kulty pogańskie musiały mieć się całkiem dobrze, nic w każdym razie nie wskazuje na likwidowanie w tym czasie ich ośrodków i zastępowanie przez świątynie chrześcijańskie, jak to często miało miejsce w sytuacji przymusowej chrystianizacji. Najlepszym tego przykładem jest najbardziej znane w Małopolsce pogańskie sanktuarium na Łysej Górze – obecnym Świętym Krzyżu – które na przełomie IX i X w. poddane zostało rozbudowie przez dodanie imponującego, istniejącego po dziś dzień wału kultowego. Jego sława jako ośrodka słowiańskiego „bałwochwalstwa” ciągnęła się zresztą przez całe średniowiecze, by pod koniec XV w. zostać utrwalona w kronice Jana Długosza. Reliktem tych wierzeń jest obecna fama tego wzgórza jako miejsca sabatów czarownic. Nie udało się jej zabić nawet podniesieniem pobliskiego klasztoru benedyktynów do rangi głównego ośrodka pielgrzymkowego w średniowiecznej Polsce, promieniującego na całe królestwo dzięki posiadanej relikwii Prawdziwego Krzyża.

O pozostawaniu w tym czasie kraju nad górną Wisłą w pogaństwie mówi już bez ogródek cesarz bizantyński Konstantyn VII Porfirogeneta w spisanym około połowy X w. dla jego syna Romana traktacie „O rządzeniu państwem”. Opisując poszczególne ludy słowiańskie na Bałkanach, w rozdziale 33 cesarz stwierdza: „Ród księcia Zachlumian, prokonsula i patrycjusza Michała, syna Wyszewica, przybył od nie ochrzczonych [ludów] mieszkających nad rzeką Wisła, które nazywane są Ditzike i osiedlił się nad rzeką zwaną Zachluma”.

Ten bardzo interesujący fragment można rozpatrywać wielowątkowo. Z jednej strony na uwagę zasługuje zwrot o „nie ochrzczonej” populacji znad Wisły, co stanowi wyraźną wskazówkę o utrzymującym się pogaństwie tych obszarów. W przeciwnym bowiem wypadku można by się było spodziewać jakiegoś cesarskiego komentarza.

Jest jednakże i drugi aspekt opowiedzianej historii, a są nim same korzenie księcia Michała. Statut emigranta z tych obszarów paradoksalnie może bowiem wiązać się z rodem „pogańskiego księcia” Wiślan. Pewną przeszkodą jest nazwa ludu, z którego się miał wywodzić, poprawianego uparcie przez badaczy na „Litzike” – jakoby odpowiednik Lędzian. Szkopuł w tym, że sami Lędzianie wspominani są w innym miejscu przez Konstantyna jako „Lendzanoi”, co podważa tę lingwistyczną kombinację. Wydaje się zatem, że w owych „Ditzike” mamy przekręconą nazwę… samych Wiślan! Daje to nawet do myślenia, czy nie zbliżamy się tym samym do odsłonięcia tożsamości ich mało szczęśliwego w boju księcia. Jeśli bowiem założyć, że Michał, panujący na Zachlumliu dopiero w latach 910–950, był jego wnukiem, to on sam mógł w takim razie nosić imię Wysz. Teoria to kusząca, chociaż nie do udowodnienia, wygląda jednak i tak na bardziej wiarygodną niż spekulacje wokół późnośredniowiecznej „legendy tynieckiej” o Walterze, Helgundzie i jej kochanku – wiślickim (czyżby wiślańskim?) księciu Wisławie Udałym.

W poszukiwaniu pewnego biskupa

Jednym z podstawowych wyznaczników trwałości chrystianizacji na danym obszarze jest jego organizacja, działająca na zasadzie piramidy – od papiestwa w Rzymie przez metropolie, biskupstwa i dalej aż do poziomu parafii. Czy zatem są dane sugerujące tworzenie takiej organizacji w Małopolsce w IX i X stuleciu? Odpowiedź brzmi przecząco. Uczeni przyjmujący istnienie słowiańskiego obrządku nad Wisłą nie dawali jednak za wygraną, z braku dowodów materialnych wykorzystując wszelkie źródłowe aluzje czy kronikarskie niedomówienia.

Dużą popularność zyskała na przykład teoria równoległego funkcjonowania w Polsce łacińskiej i słowiańskiej hierarchii chrześcijańskiej – tej ostatniej mającej swoje początki w czasach misji uczniów św. Metodego nad Wisłą. Wskazywano przy tym jako poszlakę niejasną wzmiankę Galla Anonima mówiącą o równoczesnej działalności w czasach Bolesława Chrobrego dwóch arcybiskupów. Ten drugi miał być zatem metropolitą liturgii cyrylo-metodiańskiej. Miała ona ulec likwidacji w czasie reakcji pogańskiej w Polsce w latach 30. XI stulecia. Zagadkowy przekaz ruskiego latopisu, informującego, iż wówczas „ludzie powstawszy pozabijali biskupów i popów”, z braku informacji o męczeństwie hierarchów łacińskich miała odnosić się właśnie do nich. I znów problemem jest stwierdzony przez historyków i archeologów fakt, że wspomniany bunt pogan w zasadzie Małopolskę ominął.

„Zaślubiny Mieszka z Dobrawą” – obraz Józefa Peszki z 1820 r.

„Zaślubiny Mieszka z Dobrawą” – obraz Józefa Peszki z 1820 r.

Peszka Józef/Ligier Piotr/Muzeum Narodowe w Warszawie

Usiłowano włączyć zatem do rozważań przypadek Krakowa. Jeden z późniejszych związanych z katedrą tekstów, a mianowicie pochodzący z XIII w. „Pierwszy katalog biskupów krakowskich” rozpoczyna swą listę od dwóch nieznanych skądinąd hierarchów – Prohora i Prokulfa. Katalog ten uchodzi za wiarygodny, gdyż na trzecim miejscu wymienia historycznie potwierdzonego pierwszego biskupa krakowskiego Poppona (na urzędzie od 1000 r.). Jego potencjalnych poprzedników postrzega się zatem niekiedy jako biskupów związanych z misją cyrylo-metodiańską w Małopolsce na przełomie IX i X w., czyli całe stulecie wcześniej. Problem w tym, że nie ma żadnych poszlak na potwierdzenie tych imion w kręgu uczniów i następców św. Metodego. Okazuje się jednak, że całą zagadkę można rozwiązać w inny sposób, przyjmując jako prawdopodobną hipotezę, że Prohor i Prokulf byli nie tyle biskupami Krakowa, ile… „nad Krakowem”, inaczej mówiąc: pierwszymi pasterzami w Ołomuńcu, biskupstwie erygowanym najprawdopodobniej wraz z tym w Pradze w 973 r. Z późniejszego „Dokumentu praskiego” z 1086 r. wynika bowiem w sposób jednoznaczny, że ówczesne granice biskupstwa w Ołomuńcu obejmowały także Kraków z wszystkimi należącymi doń przyległościami. Można też przypuszczać, że dopiero wówczas można było mówić o rzeczywistych wpływach chrześcijaństwa morawskiego w Małopolsce, choć skala tego zjawiska na poziomie archeologii pozostaje ledwo co zauważalna.

Chrystus nad Wisłą

Czyżby zatem chrześcijan nad górną Wisłą zupełnie w tym czasie nie było? Ależ oczywiście, że byli. Przybywali do małopolskich ośrodków handlu i wymiany jako kupcy, rzemieślnicy i najemnicy, przywożąc własny system wierzeń, z czasem także organizując się w osobne wspólnoty i gromadząc się na modlitwy, zapewne pod przewodnictwem swoich kapłanów. Oczywiście, nie byli sami, musieli tolerować obecność członków innych religii. Przykładem podobnego kosmopolityzmu wyznaniowego może być Kijów, gdzie w naddnieprzańskiej dzielnicy handlowej Padół funkcjonowały obok siebie świątynie chrześcijańskie, muzułmańskie, żydowskie i pogańskie różnych kultów, o czym szeroko rozpisywał się niemiecki kronikarz Thietmar z Merseburga, dziwiąc się zapewne, jak mogło to być możliwe.

Oczywiście, pamiętać należy o zachowaniu w tym przypadku właściwych proporcji, a obecność chrześcijan w IX i X stuleciu nad Wisłą sprowadzać do właściwych rozmiarów. Wymiar tej okolicznościowej „chrystianizacji” też miał zapewne charakter koniunkturalny, zależąc od natężenia ruchu na szlaku handlowym na Wschód. Z tym także musiało być różnie. Upadek Wielkich Moraw około 906 r. za sprawą najazdów Węgrów, jak i rozbicie imperium Chazarów przez Rusów w 965 r. – wszystko to powodowało okresowe zamieranie szlaku lub jego odchylenia, omijające niespokojne obszary. Tym samym kantory, zajazdy, stancje i zagrody przeznaczone na obsługę ruchu handlowego pustoszały, a cudzoziemcy – także ci chrześcijańscy – opuszczali te rejony.

Planowe wprowadzenie krzyża do Małopolski należałoby zatem wiązać dopiero z upadkiem niezależności politycznej kraju Wiślan, najpierw przyłączonego około 955 r. do władztwa czeskich Przemyślidów, a następnie około 989 r. do jednoczonego przez Mieszka I państwa Piastów. Skalę przeprowadzonych wówczas fundacji kościelnych, także tych o charakterze monumentalnym, najlepiej widać na przykładzie dawnej stolicy państwa Wiślan, Krakowa, a w szczególności założenia grodowego na Wawelu. Trudno uwierzyć, by – jak chce tradycja – zasługę temu przypisywać wyłącznie krótkotrwałej misji św. Wojciecha w Polsce (w latach 996–997). Podobnie zresztą jak z dystansem należałoby podejść do zasług na tym tle św. Metodego całe stulecie wcześniej.

Czy w związku z tym zasadne jest mówić w dalszym ciągu o „pierwszym chrzcie Polski” z czasów św. Metodego, Świętopełka wielkomorawskiego i anonimowego księcia Wiślan? Bynajmniej. Można śmiało powiedzieć, że pamiętna data 966 r. pozostaje nadal – na razie – niezagrożona.

Początki historii ziem nad Wisłą, Odrą i Wartą giną w mroku niepamięci. Jeśli cofnąć się wstecz w czasy „przedmieszkowe”, to okazuje się – w przeciwieństwie do naszych sąsiadów: Połabian, Czechów, Węgrów czy Rusinów – jak niewiele wiadomości kronikarze mieli do przekazania o tej mało znanej epoce dziejów Polski. Dotyczy to zwłaszcza przełomu IX i X stulecia, kiedy w nieustannych bojach, fermentach społecznych i zmianach politycznych tworzyła się polska państwowość. Wiąże się to z istnieniem w obecnej południowej Polsce tworu polityczno-plemiennego, zwanego państwem Wiślan. Pozostałości struktury osadniczej tego ludu, jak i ślady jego kultury materialnej i kontaktów ze światem zewnętrznym (także tym chrześcijańskim) są od lat przedmiotem badań archeologów, etnografów czy ludoznawców. Jak to często w takich przypadkach bywa, poszukiwania te nie prowadzą do jednoznacznych ustaleń. Nie wiadomo, jaki był zasięg terytorialny państwa Wiślan, jego organizacja polityczna i (poza jednym przypadkiem) także aktywność zewnętrzna. Byli i są Wiślanie jednym z tych ludów, które – poniósłszy klęskę w starciu z przeciwnikiem zewnętrznym – wkrótce upadły lub zaginęły w pomroce dziejowej, niewiele po sobie pozostawiając śladów, także w obszarze ich religijności.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia Polski
Ratowali Żydów i zostali zamordowani przez Niemców. Poszukuje ich IPN
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Historia Polski
Zwiedzamy polskie zabytki techniki. Kopalnia Soli Wieliczka
Historia Polski
Bunt w Kwidzynie. Strażnicy więzienni oskarżeni o pobicie internowanych
Historia Polski
Władysław Szpilman, bohater „Pianisty” Romana Polańskiego. Życie jako kontrapunkt
Historia Polski
Naukowcy odnaleźli zarys fundamentów komór gazowych w Treblince