Zaciekły spór o to, kto wynalazł radio

W 1906 roku Guglielmo Marconi za wynalezienie radia dostał Nagrodę Nobla. Tymczasem o prawo do tego wynalazku upominał się pracujący w USA serbski geniusz nauki Nikola Tesla.

Publikacja: 12.03.2020 21:00

Zaciekły spór o to, kto wynalazł radio

Foto: AdobeStock, vkilikov

W poprzednim odcinku tego cyklu artykułów opisałem odkrycie fal elektromagnetycznych przez Heinricha Hertza oraz pierwsze próby ich wykorzystania do telekomunikacji. Pisałem w szczególności, że człowiek, który jako pierwszy wysłał sygnał telegraficzny drogą radiową, Sir Oliver Joseph Lodge, nie wierzył w przydatność takiego sposobu telekomunikacji i swojego wynalazku nie opatentował. Wątpliwości tych nie miał Guglielmo Marconi.

Wytrwałość przynosi owoce

Guglielmo Marconi w młodości bardzo źle rokował. Jednak w 1894 roku dowiedział się o istnieniu fal elektromagnetycznych i od tej chwili nic innego dla niego nie istniało. Zbudował aparaturę do wytwarzania fal elektromagnetycznych i zaczął eksperymenty z ich przesyłaniem na coraz większe odległości. Robił to na strychu rodzinnego domu Villa Griffone w Pontecchio. W 1895 roku udało mu się przesłać sygnał na odległość 2,5 km, co było odległością rekordową (wzmiankowany wyżej Oliver Joseph Lodge przesłał sygnał na odległość zaledwie kilkudziesięciu metrów). Rosyjski fizyk Aleksander Popow przesłał pierwszy komunikat radiowy na odległość 250 m w dniu 24 marca 1896 roku. Marconi swoją wytrwałą pracą (przy w istocie minimalnej wiedzy teoretycznej) rok wcześniej wysłał sygnał na dziesięciokrotnie większą odległość.

Eksperymenty samouka na włoskiej prowincji pewnie przeszłyby bez echa, gdyby nie fakt, że matką Marconiego była Irlandka, właścicielka dobrze prosperującej destylarni whisky w Dublinie. W 1896 roku zabrała syna do Londynu – i to był początek jego błyskotliwej kariery.

Anglicy poznają się na wynalazku Marconiego

W Londynie Marconi uzyskał poparcie Williama Preece'a, wysokiego urzędnika poczty, i admirała Henry'ego Jacksona. Żeby wykazać skuteczność działania swojej aparatury, Marconi przesłał 27 lipca 1896 roku pierwszy telegram radiowy z dachu budynku Poczty Głównej w Londynie – i telegram ten został odebrany przez odbiornik znajdujący się w odległości 1 km, co uznano za sukces. Ale admiralicja uznała wynalazek Marconiego dopiero wtedy, gdy przesłał on skutecznie (w 1897 roku) sygnał przez Kanał Bristolski na odległość 15 km. Marconi uzyskał w tymże 1897 roku pierwszy patent (brytyjski 12 039) i zyskał także uznanie rządu włoskiego, przesyłając sygnał z portu La Spezia na oddalony o 18 km okręt.

Marconi odkrył, że sygnał radiowy może być wysłany także do odbiornika znajdującego się za horyzontem. W 1899 roku przesłał komunikat radiowy przez Kanał La Manche i w tym samym roku trzy pierwsze okręty Royal Navy, wyposażone w aparaty Marconiego (który w międzyczasie otworzył fabrykę Marconi Company), były w stanie porozumiewać się podczas manewrów na morzu na odległość 137 km.

W 1901 roku Marconi poszedł na całość i podjął próbę przesłania sygnału radiowego przez Atlantyk. Włożył w to przedsięwzięcie gigantyczne pieniądze (40 tys. ówczesnych funtów – dzisiaj byłoby to kilka milionów), zbudował ogromną stację nadawczą w Poldhu (Kornwalia) i odbiornik na Signal Hill (Nowa Fundlandia). Pierwszym sygnałem przesłanym między kontynentami była litera „S" w alfabecie Morse'a (trzy kropki).

Krytycy twierdzili początkowo, że to, co Marconi odebrał, to wcale nie był sygnał wysłany z Anglii, tylko skutki wyładowań atmosferycznych nad Atlantykiem, ale już w 1902 roku przy użyciu aparatury Marconiego udawało się przesyłać telegramy z Europy do Ameryki i z powrotem. Wydawać by się mogło, że osiągnięcie Marconiego jest bezsporne, co więcej, w 1906 roku dostał on za wynalazek radia Nagrodę Nobla, sprawa wydawała się więc przesądzona.

Amerykański konkurent

Tymczasem o prawo do wynalazku radia upominał się pracujący w USA serbski wynalazca Nikola Tesla. Wprawdzie gdy zgłosił on swój wynalazek w 1900 roku w urzędzie patentowym, dowiedział się, że kilka dni wcześniej swój patent zgłosił Marconi. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w sprawie radia Tesla sam początkowo działał na własną niekorzyść, uwiedziony ideą, która – co dzisiaj wiemy – była nierealizowalna.

Pierwsze jego kroki były genialne. Gdy na wystawie paryskiej w 1889 roku dowiedział się o pracach Heinricha Hertza na temat fal elektromagnetycznych (pisałem o tym w artykule „Początki badań fal radiowych"; „Rzecz o Historii", 21 lutego 2020 roku), uznał je za bardzo ciekawe i zapragnął zbudować własny generator fal elektromagnetycznych. Miał – jak zawsze – znakomitą intuicję. Zbudowana przez niego tak zwana „cewka Tesli" (czyli wysokoczęstotliwościowy powietrzny transformator rezonansowy) była bardzo efektowna, bo wywoływała wyładowania elektryczne o dużej długości (nawet kilku metrów!) między cewką a uziemionymi przedmiotami, w tym także ciałami ludzi. Znane są zdjęcia Tesli w otoczeniu tych „sztucznych piorunów".

Zaprojektowana i wykonana przez Teslę cewka była znakomitym generatorem fal radiowych i Marconi z tego skorzystał. Natomiast sam Tesla poszedł w innym kierunku. Jego sławę i majątek zbudowały wcześniej znakomite pomysły dotyczące przesyłania na odległość prądu zmiennego (pisałem o tym w artykule „Prąd jako towar"; „Rzecz o Historii", 27 grudnia 2019 roku). Wykrywszy, że fale elektromagnetyczne przenoszą energię, Tesla zapragnął stworzyć system bezprzewodowego przesyłu energii elektrycznej. Na początku (w 1891 roku) demonstrował bezprzewodowe oświetlenie. Na wykładach i pokazach trzymał w rękach lampy (tak zwane rurki Geisslera), które świeciły – mimo braku podłączenia do prądu – dzięki dostarczaniu energii z odległej cewki Tesli.

Koncepcji bezprzewodowego przesyłania energii Tesla poświęcił cały swój wysiłek i cały osobisty majątek. Miał świadomość, że fale elektromagnetyczne mogą przenosić informacje, zbudował nawet (w 1898 roku) sterowany falami radiowymi model łodzi, stał się więc pionierem zdalnego sterowania w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Ale cały czas pragnął stworzyć urządzenie, które będzie dostarczało energię do odbiorców bez konieczności tworzenia kosztownych i kłopotliwych sieci przesyłowych. Miał opinię geniusza, dlatego znalazł się amerykański finansista, John Pierpont Morgan, który uwierzył w wizje Tesli i zainwestował w jego badania ogromną sumę 150 tys. USD (na obecne pieniądze było to ponad 4,5 mln USD) w zamian za 51 proc. udziału w zyskach z eksploatacji wynalazku. Tesla w swoich pomysłach coraz bardziej oddalał się jednak od rzeczywistości. Planował do rozsyłania energii elektrody o wysokości ponad 9 tys. m (wyższe niż Mount Everest – oczywiście nierealizowalne), a ponieważ jego eksperymenty zaczęły być uciążliwe dla otoczenia, w 1899 roku przeniósł swoje laboratorium z Nowego Jorku do Colorado Springs.

Rozmowy z Marsjanami, oszustwo i zwycięstwo po śmierci

W Colorado Springs Tesla za pieniądze Morgana wybudował ogromne anteny, które miały służyć do bezprzewodowego przesyłania energii. Były one w stanie wytworzyć wyładowania elektryczne o długości 41 m, co straszyło okoliczną ludność. Wypytywany przez dziennikarzy, co też robi z tą ogromną aparaturą, Tesla odpowiedział, że rozmawia z Marsjanami. Gazety podały to jako sprawdzoną wiadomość!

Niestety, ani anteny w Colorado Springs, ani zbudowana w roku 1902 w miejscowości Shoreham ogromna wieża nadawcza (57 m wysokości!), nazwana przez Teslę Wardenclyffe, nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Morgan zmarł, a jego syn nie zamierzał dokładać kolejnych pieniędzy do coraz bardziej problematycznych eksperymentów Tesli. Równocześnie sukcesy odnosił Marconi, łącznie z tym, że otrzymał Nagrodę Nobla. Teslę rozwścieczyło to do tego stopnia, że porzucił wszystkie swoje badania i rozpoczął serię procesów przeciwko Marconiemu. Walcząc zaciekle o uznanie jego praw jako wynalazcy radia, starał się zdobyć środki na niekończące się procesy. Posunął się przy tym do oszustwa, ogłaszając (11 lipca 1934 roku), że wynalazł „promień śmierci". W artykule opublikowanym w „New York Times" napisał, że ten „promień śmierci" jest w stanie strącić nawet 10 tys. wrogich samolotów z odległości 250 mil lub zabić na odległość milion żołnierzy.

Gdyby napisał to ktokolwiek inny, natychmiast zainteresowaliby się nim psychiatrzy. Skoro jednak ogłosił to człowiek, który miał na koncie liczne i naprawdę genialne wynalazki – zainteresowały się armia USA i FBI. Ponieważ jednak nie przedstawił żadnych konkretów, nikt nie chciał od niego kupić tego kota w worku. A Tesla popadał w coraz większą biedę. Zrealizował tylko jedną „transakcję": gdy musiał się wyprowadzić z Governor Clinton Hotel, gdzie mieszkał dość długo, nie płacąc rachunku, zamiast zapłaty przekazał właścicielowi hotelu pudełko, w którym rzekomo miał kryć się „promień śmierci". Oznajmił, że wynalazek w pudełku wart jest 10 tys. dolarów (w latach 30. to była ogromna suma!), ale otwarcie pudełka może być niebezpieczne. Hotelarz przechował rzekomy skarb, ale nie ośmielił się go otworzyć. Po śmierci Tesli 7 stycznia 1943 roku pudełko przejęli ajenci FBI i przekazali do MIT – najlepszej uczelni technicznej na świecie. Tam z największą ostrożnością pudełko zostało otwarte. Wewnątrz był bezwartościowy złom elektryczny...

Trzeba przyznać, że Tesla miał jeden silny argument: sercem nadajnika Marconiego była cewka, na którą Tesla miał patent, a Marconi wykorzystał ją bez jego zgody. Wieloletni proces, który doprowadził Teslę do bankructwa i śmierci, zakończył się sukcesem: Sąd Najwyższy USA w 1943 roku przyznał, że to właśnie on był wynalazcą radia. Ale Tesla już wtedy nie żył.

W poprzednim odcinku tego cyklu artykułów opisałem odkrycie fal elektromagnetycznych przez Heinricha Hertza oraz pierwsze próby ich wykorzystania do telekomunikacji. Pisałem w szczególności, że człowiek, który jako pierwszy wysłał sygnał telegraficzny drogą radiową, Sir Oliver Joseph Lodge, nie wierzył w przydatność takiego sposobu telekomunikacji i swojego wynalazku nie opatentował. Wątpliwości tych nie miał Guglielmo Marconi.

Wytrwałość przynosi owoce

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Zegarki, broszki, obrączki. Niemcy zwracają wyjątkowe depozyty
Historia
Marek Aureliusz, niedoszły król Polski
Historia
Historia fotografii. Jak powstało słynne zdjęcie z wojny w Wietnamie?
Historia
Żaglowce nie znikają. Wyjątkowa wystawa w Gdańsku
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Historia
Jak trener i konserwator mebli przekonali świat o odkryciu pisma
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży