Epoka pierwszych sekretarzy

Było ich tylko siedmiu. Przez 41 lat rządzili autorytarnie państwem polskim, chociaż Konstytucja PRL nie dawała im ku temu żadnych uprawnień. Byli „jedynie” przywódcami partii, którzy zazwyczaj samodzielnie decydowali o składzie rządu, Rady Państwa, nominacjach generalskich czy profesorskich. Podlegały im niemal wszystkie obszary władzy w państwie.

Publikacja: 11.05.2023 21:00

Bolesław Bierut, prezydent RP w latach 1947–1952, I sekretarz KC PZRP od 22 grudnia 1948 do 12 marca

Bolesław Bierut, prezydent RP w latach 1947–1952, I sekretarz KC PZRP od 22 grudnia 1948 do 12 marca 1956 r. NAC

Stanowisko przewodniczącego, a po 1954 r. I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, było wybieralne. Nie wybierali go jednak ani obywatele PRL, ani nawet członkowie PZPR. Pierwszego sekretarza KC PZPR wybierali wyłącznie członkowie Komitetu Centralnego w okresie między zjazdami partii. Teoretycznie najwyższą władzę w partii miał kongres, a po 1954 r. zjazd zwoływany przez Komitet Centralny. Zjazd jako jedyna instytucja mógł rozpatrywać i zatwierdzać sprawozdania Komitetu Centralnego i innych centralnych organów partyjnych. Delegaci na zjazd mieli zatem teoretycznie wielką władzę. Mogli uchwalać lub zmieniać program i statut partii oraz wybierać I sekretarza Komitetu Centralnego. Wydawałoby się zatem, że była to wzorcowa organizacja, w której obowiązywały niemal wzorcowe zasady demokratyczne. Problem był jednak w tym, że w zjeździe brali udział delegaci organizacji partyjnych wskazani i delegowani przez konferencje przedzjazdowe. A na te wpływ miały komitety wojewódzkie i lokalne podlegające naciskom z Warszawy.

Wzorcowy status PZPR okazywał się w działaniu jedynie atrapą demokracji. Dochodziły do tego jeszcze naciski z Moskwy. Ani członkowie Komitetu Centralnego, ani delegaci na zjazd nie ośmielali się podejmować decyzji wbrew dyrektywom płynącym z Moskwy. Nie oznaczało to oczywiście, że wszyscy zachowywali się wasalnie wobec potężnego sąsiada, ale bez wątpienia nie kwestionowali jawnie opinii towarzyszy radzieckich. W ten sposób wytworzyła się dość endemiczna w bloku wschodnim forma relacji polskich i radzieckich komunistów. Niesprawiedliwe byłoby nazwanie tego układu jakąś formą wasalstwa, ale też nie było w tym wiele suwerenności.

Czytaj więcej

Białe plamy w życiorysie Edwarda Gierka

W różnych okresach istnienia PRL z różnym nasileniem przejawiała się ta specyficzna zależność i jednocześnie autonomia PZPR wobec jej sowieckiego odpowiednika. W Moskwie zdawano sobie sprawę, że zbyt silne naciski na Warszawę potrafią przynosić odwrotne do zamierzonych rezultaty. Stąd wybór I sekretarza PZPR był do pewnego stopnia decyzją autonomiczną polskich komunistów, choć nigdy nie mógł on skonfliktować ich z Moskwą.

Spór o konstytucję kwietniową

Bez wątpienia pierwszy przewodniczący PZPR Bolesław Bierut był nominatem Stalina. Wydawałoby się więc, że wśród tych pięciu pierwszych sekretarzy PZPR miał największą władzę wspartą najwyższymi stanowiskami państwowymi – premiera (od 20 listopada 1952 do 18 marca 1954 r.) i prezydenta RP (od 5 lutego 1947 do 20 listopada 1952 r.).

Czytaj więcej

Sypiając z wrogiem

Już jako prezydent KRN był w środowisku komunistycznym traktowany jako osoba pełniąca obowiązki głowy państwa. Ogłoszony 22 lipca 1944 r. Manifest PKWN uznawał bowiem ciągłość konstytucji z 17 marca 1921 r. W ten sposób komuniści podważali system prezydencki, który wprowadziła ustawa zasadnicza podpisana przez prezydenta Ignacego Mościckiego 23 kwietnia 1935 r. Marionetkowy Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, uznając konstytucję kwietniową za uchwaloną w wyniku zamachu stanu, odrzucał ciągłość prawną rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie. Komuniści wskazywali, że prezydent Ignacy Mościcki nie miał prawa w trybie rozdziału II tejże ustawy zasadniczej wyznaczyć na swojego następcę Władysława Raczkiewicza. Komuniści cynicznie wykorzystali spór, który toczył się wśród byłych polityków II RP na emigracji. Przedstawiciele ruchu ludowego, narodowej demokracji, środowisk chadeckich także kwestionowali legalność władzy sanacji po 1926 r., ale z innych powodów. Uznawali konstytucję kwietniową, przed wojną nazywaną styczniową, za wprowadzoną z naruszeniem wolności słowa oraz zasad demokratycznych.

Konstytucja marcowa, na którą powoływali się komuniści, stanowiła w artykule 41, że wskutek zrzeczenia się urzędu przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zastępowałby go marszałek Sejmu. W ten sposób wszelkie decyzje i nominacje podjęte przez prezydenta Władysława Raczkiewicza nie miały dla nich żadnej mocy wiążącej. Bierut, przedwojenny członek Komunistycznej Partii Polski, aktywista ruchu spółdzielczego, któremu podczas kursów w Moskwie nadano pseudonim Jan Iwaniuk, był zwolennikiem skrajniej sowietyzacji Polski. Był zwykłym zdrajcą i agentem Razwiedupru (sowieckiego wywiadu wojskowego) szkolącym się na akcje sabotażowe w Polsce. Uniknął wielkiej czystki w KPP tylko dlatego, że 11 grudnia 1933 r. trafił na siedem lat do polskiego więzienia. Zresztą w 1936 r. komisja Komitetu Centralnego KPP usunęła go ze swoich szeregów za „zachowania niegodne komunisty”.

Sowiecka marionetka

Historia jego pobytu w ZSRR po roku 1939 jest pełna tajemnic. Pewne jest natomiast, że zdobył jako takie zaufanie Stalina, kiedy w czerwcu 1944 r. wysłał na Kreml donos oskarżający kierownictwo PPR (W. Gomułkę, W. Kowalskiego i I. Logę-Sowińskiego) o „sekciarstwo i oportunizm”. Na tym etapie historii taki człowiek był Stalinowi potrzebny. Ten zdrajca, choć występował jako osoba bezpartyjna, pragnął przyłączyć Polskę jako 17. republikę do ZSRR. Był zwolennikiem brutalnej sowietyzacji, siłowej eliminacji „reakcji” i zerwania jakichkolwiek stosunków z rządem polskim na uchodźstwie.

19 stycznia 1947 r. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego sfałszowało wybory do sejmu ustawodawczego. Tzw. Blok Demokratyczny, mając większość głosów (80,1 proc.), wybrał 5 lutego 1947 r. Bolesława Bieruta na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Wydawało się, że to stanowisko przy akceptacji Stalina zapewni Bierutowi władzę autorytarną. Okazało się jednak, że „burżuazyjny” urząd prezydenta RP budził u zwolenników sowietyzacji Polski skojarzenia z sanacją. W ZSRR, który był dla nich wzorem, to nie Kalinin, Szwernik czy Woroszyłow jako przewodniczący Rady Najwyższej ZSRR (sowiecki odpowiednik prezydenta) byli faktycznymi przywódcami, ale Stalin jako sekretarz generalny WKP(b). Konieczne było zatem zjednoczenie rozczłonkowanego ruchu lewicowego w jedną partię realizującą postulaty marksizmu-leninizmu.

15 grudnia 1948 r. utworzona została Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, formacja całkowicie hegemoniczna, która przejęła część strategicznych uprawnień administracji państwowej. Przez następne 41 lat to PZPR podejmowała na kolejnych 11 zjazdach oraz licznych zebraniach plenarnych Komitetu Centralnego i Biura Politycznego KC decyzje o wieloletnich planach gospodarczych. PZPR uchwaliła łącznie dziewięć wieloletnich planów gospodarczych. Część z nich była fatalna dla rozwoju polskiej gospodarki. Ale należy też uczciwie przypomnieć wielkie osiągnięcia w wysiłku odbudowy kraju po najstraszniejszej wojnie w jej dziejach. Zapewne znajdzie się równie wielu apologetów narodowych planów gospodarczych nakreślonych przez PZPR, jak i jego krytyków. Zasługi i porażki tej partii na tym tle wymagają bardzo wnikliwych badań i rzetelnej oceny pozbawionej emocji. Polska i Warszawa zrodziły się na nowo z popiołów i ruin. Dokonano olbrzymiego wysiłku industrializacji kraju, elektryfikacji wsi, budowy nowych osiedli mieszkaniowych, infrastruktury społecznej. Powstawały liczne nowoczesne szkoły, przychodnie i szpitale, ośrodki kultury i wielkie obiekty sportowe. Byłoby zwykłą nieuczciwością pominąć ogromny wysiłek tych 41 lat i wielkie zasługi pod tym względem PZPR i jej pierwszych sekretarzy. A piszę to jako zadeklarowany antykomunista.

Dylemat z Gierkiem

Bogu co boskie, a Cezarowi co cesarskie. Historycy nie mogą pozwolić sobie na sentymenty. Program budowy „Drugiej Polski” ogłoszony przez wybranego 19 grudnia 1970 r. na I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka był imponujący. Po szarej, pełnej marazmu, przaśnej erze gomułkowskiej, władzę nad krajem objął sprawny gospodarz ze Śląska, który młodość spędził we Francji i Belgii. To był człowiek, który znał Paryż, Alzację, Normandię i Limburgię. Człowiek, który płynnie mówił po francusku i flamandzku, a w swoim życiorysie miał piękną kartę walki w polsko-belgijskiej brygadzie partyzanckiej Witte Brigade.

Gierek, jak mało który z pierwszych sekretarzy, ma wielu apologetów i wielu krytyków. Wśród tych siedmiu I sekretarzy trzech się niewątpliwie zhańbiło na własne życzenie. Bierut był po prostu zwykłym zdrajcą i mordercą. Gomułka i Jaruzelski, którym należy się szacunek za trzymanie Sowietów na dystans, pozwolili strzelać do swoich rodaków. O Edwardzie Ochabie, Stanisławie Kani czy Mieczysławie Rakowskim niewiele można powiedzieć, ponieważ ich sekretarzowanie było krótkie i nie pozostawiło trwałego śladu w historii.

Natomiast o Gierku można powiedzieć przede wszystkim, że wyniósł najwyższe stanowisko partyjne do rangi najwyższego stanowiska w państwie, odsuwając w cień premiera i przewodniczącego Rady Państwa. Reprezentował państwo i partię w sposób godny, a można nawet powiedzieć światowy. Choć gigantycznie, często nieracjonalnie zadłużył kraj, uczynił wiele dla jego rozwoju. Nie można tego człowieka ani potępić, ani gloryfikować, tym bardziej że na jego władzy cieniem rzuca się brutalne zdławienie demonstracji w Radomiu w 1976 r. Nie umiem go chwalić, ale też nie potrafię potępić.

Stanowisko przewodniczącego, a po 1954 r. I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, było wybieralne. Nie wybierali go jednak ani obywatele PRL, ani nawet członkowie PZPR. Pierwszego sekretarza KC PZPR wybierali wyłącznie członkowie Komitetu Centralnego w okresie między zjazdami partii. Teoretycznie najwyższą władzę w partii miał kongres, a po 1954 r. zjazd zwoływany przez Komitet Centralny. Zjazd jako jedyna instytucja mógł rozpatrywać i zatwierdzać sprawozdania Komitetu Centralnego i innych centralnych organów partyjnych. Delegaci na zjazd mieli zatem teoretycznie wielką władzę. Mogli uchwalać lub zmieniać program i statut partii oraz wybierać I sekretarza Komitetu Centralnego. Wydawałoby się zatem, że była to wzorcowa organizacja, w której obowiązywały niemal wzorcowe zasady demokratyczne. Problem był jednak w tym, że w zjeździe brali udział delegaci organizacji partyjnych wskazani i delegowani przez konferencje przedzjazdowe. A na te wpływ miały komitety wojewódzkie i lokalne podlegające naciskom z Warszawy.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Przez Warszawę przejdzie marsz pamięci
Historia
Prezydentura – zawód najwyższego ryzyka
Historia
Czesław Lasik: zapomniany agent wywiadu
Historia
Indyjscy „wyklęci” wracają do łask
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Historia
IPN poszukuje na Litwie szczątków poległych żołnierzy AK