Spór między prezydentami USA: Johnem Adamsem i Thomasem Jeffersonem

Nic tak nie przyczyniło się do rozwoju amerykańskiej myśli politycznej jak spór między drugim i trzecim prezydentem Stanów Zjednoczonych – Johnem Adamsem i Thomasem Jeffersonem. Pogodziła ich dopiero śmierć, która dla obu nadeszła tego samego dnia, w 50. rocznicę utworzenia państwa, którego byli współzałożycielami.

Aktualizacja: 13.11.2016 10:09 Publikacja: 12.11.2016 23:01

Podpisanie Deklaracji niepodległości 4 lipca 1776 r. w Filadelfii.

Podpisanie Deklaracji niepodległości 4 lipca 1776 r. w Filadelfii.

Foto: WHITE HOUSE

Byli ludźmi o zupełnie odmiennych charakterach i pochodzili z rodzin o całkowicie różnej wizji świata. Adamsowie pochodzili z Anglii. John Adams był synem farmera, który marzył, by John został pastorem. Tymczasem młodszy od Adamsa o siedem lat Thomas Jefferson był synem bogatego plantatora tytoniu, którego ród pochodził z Walii, a po matce miał w sobie krew szkocką i angielską.

Przyszli prezydenci Stanów Zjednoczonych różnili się też znacznie pod względem wykształcenia. John spędził dzieciństwo na farmie, nie wykazując żadnych tęsknot do zdobywania wiedzy. Dopiero gdy miał 16 lat, rodzina wypchnęła go do szkoły w Harvardzie, którą ukończył w 1755 r., uzyskując stopień bakałarza, a trzy lata później magistra. Uzyskanie stopnia naukowego już w wieku 20 lat wskazywało, że John Adams jest jednak człowiekiem niezwykle zdolnym i inteligentnym. Zachowane z tego okresu jego dzienniki wskazują, że na chłodno podchodził do spraw wiary i był lojalny wobec korony brytyjskiej. Ten zdystansowany stosunek do religii sprawił, że młody Adams, którego rodzina chciała wykształcić na pastora, został zwykłym wiejskim nauczycielem.

John Adams nie był jednak takim wolnomyślicielem jak Thomas Jefferson, który jak na swoje czasy był człowiekiem niezwykle postępowym i wszechstronnie wykształconym. Jefferson już w wieku siedmiu lat uczył się łaciny, greki i języka francuskiego pod surowym okiem nauczyciela Williama Douglasa, a pastor James Maury wprowadził młodzieńca z Wirginii w tajemnice filozofii i geologii. Ale te przedmioty nie wyczerpywały ciekawości świata, jaką od dziecka wykazywał się Jefferson. Przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych przejawiał od najmłodszych lat niemal wilczy głód wiedzy. Interesował się wszystkim, fizyką i matematyką, obserwował pogodę i zbierał informacje o zwierzętach, kochał botanikę, prowadził obserwacje astronomiczne, a nawet studiował reguły gramatyki czy obyczaje mieszkańców niektórych karaibskich wysp. Był zarówno archeologiem, jak i filozofem, inżynierem i wielkim humanistą. Innymi słowy, Jefferson był prawdziwym geniuszem swoich czasów, amerykańskim myślicielem pokroju Leonarda da Vinci czy Izaaka Newtona. Jego fascynacja wiedzą i nauką wzbudzała podejrzenia otoczenia. Krytycy widzieli w nim dyletanta, francuskiego szpiega, ateistę i „przeklętego liberała".

Na tle Jeffersona jego późniejszy szef, polemista, rywal i przyjaciel John Adams wypadał blado. Zakompleksiony i nieśmiały introwertyk nie nadawał się początkowo nawet na nauczyciela. W 1755 r. rozpoczął pracę nauczycielską w szkole podstawowej w Worcester w stanie Massachusetts. Musiał jednak z niej szybko zrezygnować, ponieważ nie umiał utrzymać dyscypliny na lekcjach i zdobyć posłuchu u uczniów. Nie nadawał się na pastora i nauczyciela, ale bardzo interesował się prawem.

W 1758 r., po dwóch latach nauki w firmie Jamesa Putnama, zdał egzamin prawniczy i otworzył własną kancelarię adwokacką w miasteczku Braintree. Adams odwiedzał lokalne sądy i przysłuchiwał się rozprawom. Uwielbiał mowy obrończe sławnego wówczas bostońskiego prawnika Jamesa Otisa. I to właśnie ten człowiek zmienił w młodym Johnie Adamsie niezachwianą dotychczas lojalność wobec korony brytyjskiej.

W 1761 r. z wypiekami na twarzy Adams przysłuchiwał się przemowie Otisa potępiającego prawo Writs of Assistance, które w ramach rzekomej walki z kontrabandą zezwalało brytyjskim inspektorom portowym wkraczać na pokłady statków oraz dokonywać rewizji statków, domów, magazynów i budynków gospodarczych mieszkańców kolonii. To właśnie wtedy zrodziła się w Adamsie rozterka, która kilka lat później zamieniła się w jawny sprzeciw wobec władzy korony brytyjskiej nad 13 koloniami Ameryki Północnej. W swoich dziennikach napisał, że kiedy przemawiał Otis, „narodziło się dziecko imieniem Niepodległość".

Odmienne charaktery

W przeciwieństwie do Johna Adamsa, który był pasjonatem zawodu prawniczego, Thomas Jefferson nie lubił praktyki adwokackiej w williamsburskiej firmie prawniczej George'a Wytha, którą rozpoczął zaraz po ukończeniu studiów w College of William and Mary w 1767 r. O wiele bardziej od zawodu adwokata pociągała go działalność publiczna i spory polityczne. Jednak dzięki pracy u Wytha miał okazję otrzeć się o elity Wirginii, w tym przede wszystkim poznać królewskiego gubernatora tej kolonii, z którym przeprowadził wiele ciekawych rozmów o przyszłości Wirginii. Mimo wrodzonej nieśmiałości postanowił w 1768 r. kandydować, zresztą z powodzeniem, do legislatury Wirginii (House of Burgesses). Tam wzbudził zainteresowanie opinii publicznej jako autor projektu ustawy pozwalającej właścicielom niewolników na nadawanie im wolności. Prawo Wirginii nie pozwalało na taką praktykę. Niewolnika można było sprzedać, ale właściciel nie mógł go wyzwolić. Niewolnik mógł otrzymać wolność jedynie po śmierci swojego pana, jeżeli ten wyraził takie życzenie w testamencie. Projekt Jeffersona przepadł, ale wskazywał na pewien charakterystyczny dla tego człowieka sposób myślenia. Jefferson wierzył w system niewolniczy Południa, ale uważał, że niewolnicy powinni mieć prawo do wolności po latach ciężkiej pracy.

1 stycznia 1772 r. Thomas Jefferson wziął ślub z wdową Marthą Skelton. Rok później zmarł jej ojciec, zostawiając córce 40 tys. akrów (16 187 ha) ziemi oraz 135 niewolników. Do dzisiaj krążą pogłoski, że Thomas Jefferson miał romans z niewolnicą Sally Hemings. Chociaż jej potomkowie uważają się także za potomków trzeciego prezydenta USA, to żadne dokumenty nie potwierdzają, że taki związek miał miejsce.

Jeszcze przed ślubem, w 1768 r., Jefferson rozpoczął budowę swojej rezydencji w Monticello. Osobiście zaprojektował słynną kopułę dworu, na której wzorowana jest architektura jego pomnika w Waszyngtonie. Monticello nie było jednak miejscem rodzinnego szczęścia. Pełna wdzięku, urody i inteligencji żona Martha często chorowała, a spośród pięciorga dzieci Jeffersonów przeżyły tylko dwie córki: Martha i Maria. Częste poronienia wyniszczyły zdrowie młodej kobiety. 33-letnia Martha Jefferson zmarła w 1782 r., pozostawiając pogrążonego w rozpaczy 39-letniego męża.

Do widzenia, polityko

Mimo że kariera polityczna Thomasa Jeffersona rozpoczęła się już w 1768 r., to rozkręcała się powoli. Być może powodem był brak zdolności oratorskich nieśmiałego prawnika lub coraz bardziej dotkliwe kłopoty rodzinne. Jefferson i pod tym względem stanowił przeciwieństwo Adamsa, który jako prawnik ujawnił na salach sądowych swoje niezwykłe zdolności krasomówcze. Także jako publicysta Adams okazał się wielkim talentem. Seria jego znakomitych artykułów w „Boston Gazette", kwestionujących zasadność ustaw stemplowych, bez wątpienia przyczyniła się do wzrostu nastrojów separatystycznych w społeczeństwie Massachusetts. Należy jednocześnie podkreślić, że John Adams sprzeciwiał się w owym czasie jakimkolwiek formom czynnego oporu czy walki z przedstawicielami korony brytyjskiej. Dlatego w jednym ze swoich artykułów zdecydowanie potępił napaść działaczy organizacji Synowie Wolności (Sons of Liberty) na dom wicegubernatora Massachusetts Thomasa Hutchinsona.

Duży wpływ na poglądy Johna Adamsa miał jego kuzyn Samuel Adams, który był człowiekiem o radykalnie separatystycznym nastawieniu. Miał zresztą ku temu wiele powodów. Nowe prawa celne i podatkowe doprowadziły do bankructwa jego firmę handlową. W 1765 r. Samuel Adams zorganizował blokadę urzędu celnego, aby nie dopuścić do dystrybucji znaczków podatkowych. Podobnie jak jego kuzyn John, Samuel uważał, że parlament w Londynie nie ma prawa nakładać na kolonie nowych podatków, skoro zabrania tymże koloniom posiadania przedstawicieli w Izbie Gmin. Obaj kuzyni popularyzowali cieszące się coraz większą popularnością hasło: „Nie ma podatków bez reprezentacji" („No taxation without representation").

W 1768 r. John Adams przeniósł się do Bostonu – miasta portowego, które w drugiej połowie XVIII w. było bez wątpienia największym ośrodkiem gospodarczym, kulturowym i intelektualnym Nowej Anglii. Jako prawnik nie miał szczęścia, ponieważ w wyniku nasilającego się konfliktu między kolonistami a koroną brytyjską władze angielskie postanowiły zamknąć sądy kolonii. Chociaż jego legalistyczne poglądy zaczęły tracić sens, John Adams wciąż uważał się za obywatela imperium brytyjskiego i wiernego poddanego króla. Być może właśnie z tego powodu zdecydował się zostać obrońcą żołnierzy angielskich, którzy 5 marca 1770 r. otworzyli w Bostonie ogień do demonstrantów protestujących przed urzędem celnym mieszczącym się w budynku Giełdy Królewskiej przeciw nowym cłom oraz obecności w mieście nowego kontyngentu wojsk brytyjskich. W czasie zamieszek, które przeszły do historii jako rzeź bostońska, zginęło pięciu demonstrantów. Nikt ze znanych prawników bostońskich nie ośmielił się podjąć obrony żołnierzy, którzy zabili demonstrantów. Jedynym, który się na to zdecydował, był John Adams. Wydawało się, że obrona morderców w mundurach definitywnie zakończy karierę młodego prawnika z Braintree. Tymczasem, zanim rozpoczął się proces, Adams bez problemu został wybrany do legislatury kolonii Massachusetts. Dzięki kapitalnej obronie Johna Adamsa angielski kapitan Thomas Preston oraz większość żołnierzy jego oddziału zostali uniewinnieni. Winę udowodniono jedynie dwóm żołnierzom, którzy zostali skazani na niewielkie kary. Za swoje zwycięstwo w sądzie John Adams musiał jednak zapłacić wysoką cenę. Środowisko patriotów uznało go za zdrajcę. Zrozpaczony Adams opuścił Boston i powrócił do Braintree, a w swoim dzienniku napisał: „Do widzenia, polityko".

Autor Deklaracji niepodległości

Początek kariery politycznej Thomasa Jeffersona przypada na rok 1774, kiedy Anglicy zdecydowali się zamknąć karnie port w Bostonie. Jefferson przekonał wówczas swoich kolegów z legislatury Wirginii do jednodniowej głodówki. Demonstracja nie była zbyt dokuczliwa dla delegatów, ale stała się silnym politycznie wyrazem solidarności z mieszkańcami Massachusetts. Brytyjskie restrykcje wobec kolonii zaczęły gwałtownie przybierać na sile. W maju 1774 r. gubernator Wirginii książę Dunmore rozwiązał legislaturę tej kolonii. Oburzeni delegaci z Jeffersonem na czele spotkali się 27 maja w Ralegh Tavern, gdzie wydali oświadczenie, że „atak na jakąkolwiek kolonię będzie uznany za atak na wszystkie". Postanowili także, że hrabstwa Wirginii wybiorą swoich delegatów na I Kongres Kontynentalny, na który zjechać mieli przedstawiciele 11 innych kolonii, jedynie bez reprezentantów Georgii. Chociaż Jefferson został wybrany jako reprezentant hrabstwa Albermare, nie mógł pojawić się na obradach (prawdopodobnie ze względu na grypę żołądka). Wysłał jednak do zgromadzenia projekt deklaracji protestacyjnej pod nazwą „Zbiór opinii na temat praw Ameryki Brytyjskiej".

Projekt ten miał ogromne znaczenie dla późniejszej koncepcji niepodległości Stanów Zjednoczonych. Był bowiem pierwszym tak poważnym i głęboko przemyślanym intelektualnie zbiorem poglądów separatystycznych. Jefferson jasno przedstawiał swoją wizję rozwoju politycznego Ameryki Północnej. Radykalnie stwierdzał, że ani kolonie, ani ich mieszkańcy nie są własnością króla, a 160 tys. elektorów i urzędników brytyjskich nie ma prawa despotycznie rządzić 4 milionami wolnych mieszkańców kolonii. W opinii Jeffersona powstało nowe społeczeństwo amerykańskie, które może podlegać jedynie takim prawom, jakie samo sobie ustanowiło. W jego opinii Londyn nie miał żadnych praw do dysponowania ziemią 13 kolonii. I Kongres Kontynentalny odrzucił jednak projekt uchwały Thomasa Jeffersona. 53 delegatów przyrzekło wierność królowi Jerzemu III, choć jednocześnie zgłosiło prawo do ustanowienia własnej milicji – ochotniczych oddziałów militarnych w służbie kolonii i jej mieszkańców.

Chociaż manifest Jeffersona został odrzucony, to wzbudził ogromne zainteresowanie delegatów i zasiał niepokój wśród rojalistów. W połowie 1775 r. Thomas Jefferson mógł już osobiście przedstawić swoje dość radykalne stanowisko podczas sesji II Kongresu Kontynentalnego. Jego aktywność publiczną przerwała dopiero w grudniu 1775 r. wieść o chorobie żony i córki. Podczas powrotu do Monticello ze zdumieniem odkrył, jak bardzo nasiliły się nastroje antybrytyjskie wśród mieszkańców tej kolonii po tym, gdy gubernator Wirginii lord Dunmore nakazał spalić miasto Norfolk za bunt przeciw Koronie. To był zły czas dla przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych – choroba żony i córki oraz śmierć matki 31 marca 1776 r. pogrążyły Thomasa Jeffersona w smutku. Jedyną rzeczą, która mobilizowała jego siły, była wola doprowadzenia walki o prawa kolonii do końca.

7 czerwca 1776 r. Richard Henry Lee przedstawił Kongresowi rezolucję Wirginii, która postulowała zjednoczenie wszystkich kolonii i utworzenie z nich wspólnego państwa, z jednoczesnym zerwaniem wszystkich więzów politycznych z Wielką Brytanią. 1 lipca 1776 r. Kongres powołał pięcioosobową komisję do opracowania projektu Deklaracji niepodległości. Oprócz Benjamina Franklina, Thomasa Sherwooda i Roberta Livingstone'a w jej skład weszli ludzie, którzy w przyszłości zostali prezydentami nowego państwa: John Adams z Massachusetts oraz Thomas Jefferson z Wirginii. I to właśnie na wniosek Johna Adamsa komisja ta Thomasowi Jeffersonowi powierzyła opracowanie Deklaracji niepodległości. Znamienne, że jedna z najwspanialszych i nowatorskich proklamacji politycznych w dziejach świata została napisana przez 33-letniego człowieka. Od 11 do 28 czerwca 1776 r. Jefferson ciągle zmieniał treść swojego dzieła. Wreszcie powstała deklaracja zawierająca 1800 słów, z czego Kongres wykreślił aż 460. Treść dokumentu została zaaprobowana dopiero 2 lipca, a proklamowana i podpisana 4 lipca 1776 r. Podobno, kiedy kolejni delegaci podpisywali dokument, w sali obrad panował nastrój daleki od euforycznego.

Amerykanie w Paryżu

John Adams wszedł w skład delegacji kolonii Massachusetts zarówno na I, jak i na II Kongres Kontynentalny. Jego dawne poglądy legalistyczne odeszły w cień, a on sam stał się zagorzałym zwolennikiem niezależności kolonii od korony brytyjskiej, czemu zresztą dał wyraz, publikując w „Boston Gazette" serię polemicznych artykułów podpisanych pseudonimem Novanglus. Były one odpowiedzią na rojalistyczne artykuły czołowego bostońskiego torysa podpisującego się pseudonimem Massachusenttensis. Zbiór tych polemik jest dzisiaj znany pod nazwą „Historia sporu z Ameryką" i stanowi obowiązkową lekturę na wydziałach historii i nauk politycznych amerykańskich uczelni.

Rola Johna Adamsa w kształtowaniu nowego oblicza Ameryki Północnej jest niebagatelna. To on zgłosił w czerwcu 1775 r. Jerzego Waszyngtona jako kompromisowego kandydata na stanowisko naczelnego dowódcy Armii Kontynentalnej i to on miał prawdopodobnie największy udział w przekonaniu pozostałych, umiarkowanych delegatów do proklamowania niepodległości. Można śmiało powiedzieć, że John Adams należał – obok Thomasa Jeffersona, Benjamina Franklina i Jamesa Madisona – do grona największych twórców myśli niepodległościowej Ameryki. I dlatego to właśnie on uznany został za najbardziej godnego reprezentowania interesy młodego państwa u boku Benjamina Franklina w Paryżu.

Nie był to jednak wybór trafiony. John Adams był znakomitym prawnikiem, ale daleko mu było do zawodowego dyplomaty. W głębi duszy pozostawał zwykłym farmerem z Braintree, wychowanym z daleka od światowego blichtru. Ta jego prowincjonalność przyczyniła się do konfliktu z Benjaminem Franklinem oraz światowcem, jakim był sekretarz francuskiej dyplomacji hrabia Charles Gravier de Vergennes. Prawdopodobnie to właśnie nieumiejętność dostosowania się do ścisłej etykiety francuskiego dworu i elit Paryża spowodowała, że w 1780 r. John Adams został mianowany ministrem pełnomocnym w Holandii, gdzie w ciągu dwóch lat usilnych starań udało mu się wynegocjować pożyczkę dla Stanów Zjednoczonych. Tam też dochodziły do niego coraz lepsze wiadomości z frontu wojny o niepodległość.

W październiku 1782 r. powrócił do Francji, aby u boku Benjamina Franklina podpisać tymczasowy traktat pokojowy z Wielką Brytanią. Niestety, traktat ten naruszał wcześniej zawarte porozumienie z Francją, zakazujące zawierania rozejmu z Wielką Brytanią bez zgody Stanów Zjednoczonych lub Francji. Na wieść o podpisaniu przez Franklina i Adamsa pokoju z Brytyjczykami hrabia de Vergennes stwierdził lakonicznie, że Anglicy sprytnie podeszli Amerykanów, żeby zyskać czas na odbudowę swoich sił zbrojnych. W rzeczywistości jednak był zadowolony, ponieważ pozwoliło to na zawarcie pokoju między Francją, Hiszpanią i Anglią 20 stycznia 1783 r. Natomiast 3 września 1783 r. Wielka Brytania podpisała też ostateczny traktat pokojowy ze Stanami Zjednoczonymi. W artykule I tego traktatu padły słowa, o które Adams modlił się od 4 lipca 1776 r.: król uznawał suwerenność nowego państwa, a w artykule II zgadzał się na jego nowe granice.

Nie wszyscy jednak cieszyli się z warunków nowego traktatu, ponieważ uważali, że antagonizuje on Stany Zjednoczone z Francją. Poza tym jedność nowych stanów była, delikatnie mówiąc, nominalna. Thomas Jefferson uważał wręcz, że różnice pomiędzy społeczeństwami 13 nowych stanów są tak duże, że wkrótce doprowadzą do wojny domowej. Jego ponure proroctwo miało się spełnić dopiero 70 lat później w postaci wojny secesyjnej. Jefferson uważał, że w razie wybuchu wojny jedne stany zwrócą się o pomoc do Anglii, a inne do Francji. Podobną opinię wyrażał John Adams, przebywający wówczas w Londynie jako ambasador USA przy dworze św. Jakuba. Z tego powodu Aleksander Hamilton doradzał pierwszemu amerykańskiemu prezydentowi Jerzemu Waszyngtonowi wzmocnienie centralnej władzy prezydenckiej kosztem swobód i praw poszczególnych stanów. Ten konflikt władzy federalnej i stanowej będzie antagonizował społeczeństwo amerykańskie przez najbliższe dwa wieki i do dzisiaj odgrywa ważną rolę w sporze o kształt amerykańskiej unii.

W maju 1784 r. po raz kolejny zeszły się drogi Thomasa Jeffersona i Johna Adamsa, kiedy ten pierwszy przybył do Paryża, aby wspomóc wysiłki swojego przyjaciela na rzecz budowania dobrych relacji z Francją. Rok później Jefferson objął stanowisko ambasadora Stanów Zjednoczonych przy dworze Ludwika XVI, które pełnił przez cztery lata, aż do wybuchu rewolucji francuskiej, a Adams został reprezentantem USA przy dworze św. Jakuba. Obaj wrócili do Stanów Zjednoczonych wzbogaceni o nowe doświadczenia – Adams poznał mechanizmy rządzące brytyjskim imperium, a Jefferson ujrzał prawdziwe oblicze rewolucyjnej Francji.

Spór o politykę zagraniczną

1 lutego 1793 r. Francja wypowiedziała wojnę Wielkiej Brytanii. Prezydent Waszyngton postanowił ogłosić neutralność USA, lecz Thomas Jefferson, w przeciwieństwie do piastującego już wówczas mało istotną funkcję wiceprezydenta Johna Adamsa, uważał, że nie należy się spieszyć z ogłoszeniem neutralności, ale zachować ją jako kartę przetargową na później. Ten spór polegający na zachowaniu równowagi między imperium brytyjskim a rewolucyjną Francją kładł się cieniem na przyjaźni Jeffersona z Adamsem przez następnych 30 lat.

Jefferson jako sekretarz stanu w rządzie Jerzego Waszyngtona zmagał się też z problemem narastającej agitacji francuskiego posła Edmonda Geneta, którego ostatecznie zdecydował się wydalić ze Stanów Zjednoczonych. W gabinecie Waszyngtona narastały nie tylko spory, ale wykształciły się diametralnie różne wizje amerykańskiego porządku prawnego. Jefferson był tak rozczarowany polityką rządu, że 16 stycznia 1794 r., zaledwie po roku pełnienia funkcji sekretarza stanu, złożył dymisję i wyjechał do Monticello. Nie zdążył jednak odetchnąć od polityki, bo w 1796 r. republikanie wysunęli jego kandydaturę na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Federaliści zaproponowali natomiast kandydaturę dotychczasowego wiceprezydenta Johna Adamsa oraz Charlesa Pinckneya. Po pierwszej w historii USA zajadłej kampanii wyborczej Adams zdobył 71 głosów Kolegium Elektorskiego. Drugie miejsce zajął Jefferson, wybrany tym samym przez elektorów na wiceprezydenta.

Niestety, nie był to zbyt udany tandem polityczny. Spór o stanowisko rządu wobec wojny Wielkiej Brytanii z Francją doprowadził do poważnego konfliktu obu mężów stanu. Rozłam był tak silny, że podczas debaty gabinetu nad polityką zagraniczną rozzłoszczony prezydent John Adams wyprosił wiceprezydenta Thomasa Jeffersona z sali obrad. Gwoździem do trumny w relacjach obu polityków było aresztowanie przez Francuzów amerykańskiej misji dyplomatycznej pod kierownictwem Charlesa Pinckneya, a następnie przybycie do USA trzech mężczyzn podających się za wysłanników francuskiego ministra spraw zagranicznych Charles'a de Talleyranda i domagających się ogromnej pożyczki finansowej dla Francji. W 1798 r. federaliści nagłośnili sprawę, nazywając ją „aferą XYZ". Oburzeni członkowie Kongresu anulowali dotychczasowe postanowienia wszystkich umów handlowych z Francją. Żeby uniknąć wojny z dawnym sojusznikiem, prezydent Adams wysłał prywatnie do Paryża George'a Logana, który miał za zadanie uspokoić nastroje antyamerykańskie wśród francuskich polityków. Kiedy federaliści dowiedzieli się o tej misji, przegłosowali w Kongresie słynną ustawę Logana, zakazującą prowadzenia jakichkolwiek negocjacji międzynarodowych w imieniu USA przez osoby prywatne. Dopiero 30 września 1800 r., po siedmiomiesięcznych rokowaniach oficjalnej trzyosobowej delegacji, w skład której wchodził syn prezydenta John Quincy Adams, zawarto w Paryżu porozumienie między krajami.

Ostateczne pojednanie

1 listopada 1800 r. drugi prezydent Stanów Zjednoczonych przekroczył próg budowanego dopiero Białego Domu, niewielkiego budynku położonego na łąkach niedaleko Wzgórza Kapitolińskiego w nowej miejscowości nazwanej imieniem zmarłego rok wcześniej Jerzego Waszyngtona. John Adams powiedział wówczas słowa, które do dzisiaj znajdują się nad kominkiem jednego z saloników w Białym Domu: „Niechaj Nieba ześlą błogosławieństwa na ten dom i na tych wszystkich, którzy będą w nim mieszkać. Niechaj tylko uczciwi i mądrzy ludzie zawsze mieszkają pod tym dachem". Sam Adams długo nie zagrzał tam miejsca. Kiedy w 1801 r. opuszczał Waszyngton, Biały Dom był nadal w budowie, a wokół rozciągały się lasy i łąki.

Jego miejsce zajął człowiek, którego cenił, ale też zapewne szczerze nienawidził. Dzisiaj, szczególnie w Polsce, dużo się mówi o kulturze politycznej i szacunku do przeciwnika, podając jako przykład obyczaje amerykańskie. Jednak zapominamy, że John Adams demonstracyjnie nie przybył na zaprzysiężenie Thomasa Jeffersona, które odbyło się 4 marca 1801 r. W czasie prezydentur Johna Adamsa i Thomasa Jeffersona do unii dołączyły cztery nowe stany. Adams przeniósł stolicę państwa do Dystryktu Kolumbii, a Jefferson zgodził się na zakup od Francji Luizjany za 15 mln dolarów.

Ale to nie te osiągnięcia czynią te dwie postaci ojcami amerykańskiej niepodległości. To ich niezwykły intelekt, wizja polityczna – często bardzo się od siebie różniąca – zabiegi dyplomatyczne i finansowe uczyniły młodą amerykańską niepodległość tak silną, że przetrwała jeszcze wiele kataklizmów, które miały dopiero nadejść. Amerykanie mieli wielkie szczęście, ponieważ ich państwo stworzyli tacy ludzie jak Adams i Jefferson. Pod koniec życia ich poglądy polityczne rozeszły się w dwóch różnych kierunkach, ale przyjaźń przetrwała. Dowodzi tego ich ostatnia korespondencja z 1812 r., w której Adams nazywał Jeffersona „przyjacielem". Ostatecznie pogodziła ich także śmierć. 4 lipca 1826 r., w 50. rocznicę proklamowania Deklaracji Niepodległości, zmarł w Monticello jej autor Thomas Jefferson. Zaledwie kilka godzin później w miejscowości Quincy w stanie Massachusetts dołączył do niego w ostatniej drodze John Adams.

Byli ludźmi o zupełnie odmiennych charakterach i pochodzili z rodzin o całkowicie różnej wizji świata. Adamsowie pochodzili z Anglii. John Adams był synem farmera, który marzył, by John został pastorem. Tymczasem młodszy od Adamsa o siedem lat Thomas Jefferson był synem bogatego plantatora tytoniu, którego ród pochodził z Walii, a po matce miał w sobie krew szkocką i angielską.

Przyszli prezydenci Stanów Zjednoczonych różnili się też znacznie pod względem wykształcenia. John spędził dzieciństwo na farmie, nie wykazując żadnych tęsknot do zdobywania wiedzy. Dopiero gdy miał 16 lat, rodzina wypchnęła go do szkoły w Harvardzie, którą ukończył w 1755 r., uzyskując stopień bakałarza, a trzy lata później magistra. Uzyskanie stopnia naukowego już w wieku 20 lat wskazywało, że John Adams jest jednak człowiekiem niezwykle zdolnym i inteligentnym. Zachowane z tego okresu jego dzienniki wskazują, że na chłodno podchodził do spraw wiary i był lojalny wobec korony brytyjskiej. Ten zdystansowany stosunek do religii sprawił, że młody Adams, którego rodzina chciała wykształcić na pastora, został zwykłym wiejskim nauczycielem.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Przez Warszawę przejdzie marsz pamięci
Historia
Prezydentura – zawód najwyższego ryzyka
Historia
Czesław Lasik: zapomniany agent wywiadu
Historia
Indyjscy „wyklęci” wracają do łask
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Historia
IPN poszukuje na Litwie szczątków poległych żołnierzy AK