Historia rosyjskich dezerterów

Od czasów biblijnych wojny powodowały ucieczki rekrutów odmawiających udziału w rzeziach. Zjawisko dezercji dotyczyło wszystkich armii, w największym stopniu jednak osób zmobilizowanych przymusowo, które nie identyfikowały się z celami wojny. Dlatego masowe ucieczki były szczególnym problemem dla carskiego i sowieckiego imperium. Podczas obu wojen światowych liczby dezerterów szły w miliony.

Publikacja: 12.10.2023 21:00

I wojna światowa: jeńcy rosyjscy wzięci do niewoli przez wojska austriackie podczas oblężenia twierd

I wojna światowa: jeńcy rosyjscy wzięci do niewoli przez wojska austriackie podczas oblężenia twierdzy w Przemyślu, 1915 r.

Foto: NAC

Europejskie armie tworzone na zasadach powszechnej mobilizacji to wynalazek drugiej połowy XIX w. Od czasu I wojny światowej, która ujawniła fenomen odmowy walki na ogromną skalę, nad przyczynami zjawiska pochylają się naukowcy wielu dyscyplin. Ucieczka z szeregów była i jest zagrożona ostrymi sankcjami prawnymi. W czasie pokoju złapany dezerter trafia do więzienia, jednak podczas wojny grozi mu kara śmierci. Decyzja jest więc krokiem dramatycznym. Ze względu na historyczną tradycję prowadzenia wojen bez względu na straty ludzkie dla Rosjan to zawsze był desperacki wybór pomiędzy życiem i śmiercią.

Już w latach 1914–1918 z frontów wojny uciekały dywizje lub nawet armie, które odmawiały dalszej walki. Przykład dali w 1915 r. żołnierze serbscy, do których po rocznym oporze armii austro-węgierskiej dotarła świadomość klęski. Widmo ewakuacji do sojuszniczej Grecji lub brytyjskiego Egiptu wywołało powszechną ucieczkę do domów.

Czytaj więcej

Strzelcy znad Wisły pod Gettysburgiem

Dwa lata później kryzys ogarnął żołnierzy francuskich. Główną przyczyną było wyczerpanie psychiczne po krwawych stratach. Przez sześć miesięcy 1916 r. w masakrze zwanej bitwą pod Verdun po obu stronach zginęło łącznie ok. 2 mln żołnierzy. Dlatego na myśl o udziale w samobójczej jatce całe dywizje odmawiały wykonania rozkazów. W obawie przed buntem głównodowodzący sięgnęli po decymację poprzez rozstrzelania. Nie lepiej działo się w armii cesarza Franciszka Józefa. Rekruci 11 narodowości słabo identyfikowali się z Austro-Węgrami. Jeszcze ostrzej problem odczuwała Rosja. Podczas obu wojen światowych ucieczka z armii była formą samoobrony przed przymusem autokratycznej i totalitarnej machiny państwowej. Rosjanie nie rozumieli sensu hekatomby. Jeszcze silniej krzywdę odczuwały zniewolone narody imperium.

Chcemy do domu!

Wybuch I wojny światowej początkowo wywołał w Rosji patriotyczną egzaltację. Jak twierdzą historycy badający zjawisko dezercji, wszyscy deklarowali twardą wolę spełnienia obowiązku wojskowego. Dodają jednak, że ówczesne społeczeństwo imperium składało się głównie z chłopskich mas, których horyzont wiedzy nie sięgał dalej niż rodzinnego chutoru lub najbliższego klasztoru. Chłopi oryginalnie wyobrażali sobie wojnę i dług mobilizacyjny wobec cara. Konflikt, w którym nie walczy jedynie armia, tylko całe społeczeństwo, i to w dodatku latami, był dla nich mało wyobrażalny. Wychodził poza zrozumienie świata, w którym zadaniem postawionym przez cara i Boga była uprawa ziemi i zbieranie plonów. Wiejscy poborowi oderwani od pługa i rzuceni na długie miesiące w okopy tracili sens życia. Byli zdolni jedynie do krótkotrwałego zrywu, którego zwieńczeniem miała być zwycięska wojna, trwająca koniecznie tylko do wiosennego siewu. Faktycznie okazali nadzwyczajną gotowość, co przełożyło się – ku zdziwieniu państw centralnych – na błyskawiczną mobilizację. Chłopi pragnęli spełnić obowiązek, godzili się z rolą armatniego mięsa, byle tylko ich krew zagwarantowała szybki powrót do domów. Kiedy jednak okazało się, że na zwycięstwo przyjdzie poczekać kilka lat, jeśli w ogóle nastąpi, mobilizacyjnego zrywu nie zastąpił pragmatyzm. Tak rozwiniętej świadomości obywatelskiej rosyjski chłop nie posiadał. W dodatku lata 1914–1916 okazały się pasmem klęsk i odwrotów, do których rekruci nie byli psychicznie gotowi. Zwątpili w dowództwo i boskiego pomazańca. Z podpory carskiego tronu stali się elementem zagrażającym władzy Mikołaja II.

II wojna światowa, operacja „Barbarossa”: kolumna 50 tys. sowieckich jeńców maszerujących w kierunku

II wojna światowa, operacja „Barbarossa”: kolumna 50 tys. sowieckich jeńców maszerujących w kierunku niemieckich obozów na froncie rosyjskim, lipiec 1941 r.

Heinrich Hoffmann/MP/Portfolio/Leemage/AFP

Kłopoty z dezerterami zaczęły się już w 1914 r., choć do mobilizacji stanęło karnie 96 proc. rekrutów. W pierwszym roku wojenna dezercja przybrała formę samookaleczeń. Chodziło o tzw. samostrzały, czyli umyślne okaleczanie. Najczęściej żołnierze strzelali sobie w dłoń, dzięki czemu trafiali do szpitali. Liczba dekowników zależała od sytuacji na froncie. Gdy w 1915 r. Niemcy przerwali obronę i zmusili Rosjan do odwrotu z Galicji i Królestwa Polskiego, tyłowy szpital w Żytomierzu przyjmował dziennie po kilka tysięcy samookaleczonych. W 1916 r. samostrzały stanowiły 25 proc. wykrytych dezercji, na co Stawka (naczelne dowództwo) zareagowała odpowiedzialnością karną: od 25 uderzeń wyciorem karabinowym przed frontem oddziału do sześciu lat katorgi w przypadku recydywy. Nie pomogło. Żołnierze nasilili tylko proceder. Broniąc się przed karami, jednoczesnych zranień dokonywało od kilkunastu do kilkuset rekrutów tej samej jednostki. Trafnie sądzili, że publiczne wymierzenie sprawiedliwości podważy morale innych.

Inną z form dezercji było nielegalne zasiedlanie okupowanych terenów. Po tym, jak w 1914 r. rosyjska armia zajęła Galicję, którą car natychmiast włączył do Rosji, chłopi w mundurach zajmowali opuszczone wsie. Uprawa roli ich zdaniem tłumaczyła dezercję.

Sporo zamieszania spowodowały ucieczki do macierzystych jednostek. Chodziło o ozdrowieńców, których po opuszczeniu szpitali włączano do tzw. kompanii marszowych, uzupełniających najbardziej wykrwawione dywizje. Tymczasem doświadczenie frontowe podpowiadało, że życie zależy od sprawdzonych towarzyszy broni. Dlatego wbrew nowemu przydziałowi uciekali do dawnych jednostek. W cieniu takiej postawy, cicho aprobowanej przez dowództwo, kryły się tysiące prawdziwych dezerterów podszywających się pod wiarusów. Miesiącami udawali, że na zapleczu szukają dawnych batalionów i pułków. Skala oszustw urosła do tego stopnia, że dowództwa poszczególnych frontów powołały oddziały zaporowe wyłapujące dekowników.

Czytaj więcej

Powstanie w Algierii. Wojna zdrajców

W 1916 r. wojskowy kontrwywiad zwrócił uwagę na inną niepokojącą tendencję. Poczty polowe zalała fala telegramów wzywających mężów i synów w nagłych sprawach, takich jak choroby i pogrzeby bliskich. Było to zgodne z prawem, które gwarantowało żołnierzom okolicznościowe urlopy. Jednak po przybyciu do domów posiadacze telegramu-glejtu nie spieszyli się z powrotem na front. Wynajdywali wciąż nowe sposoby dezercji. Masowo gubili dokumenty podróżne uprawniające do powrotu. Tygodnie mijały, zanim macierzyste jednostki potwierdziły, że Iwan Iwanowicz to rzeczywiście on.

Ale przede wszystkim kwitło łapówkarstwo. „Wziatki” lądowały w kieszeniach urzędników komisji wojskowych kwalifikujących zdolność nowych rekrutów i ozdrowieńców do walki. W związku z tym rozpowszechniło się symulanctwo. Aby dostać się do szpitala, żołnierze wlewali sobie benzynę do uszu. Opracowali dietę powodującą skrajne wycieńczenie organizmu. Popularność zdobyła dezercja „na bandytę”. Żołnierze tyłowych jednostek dokonywali napadów rabunkowych – tylko po to, aby dać się złapać i za grabież otrzymać karę spokojnego więzienia lub zesłania.

Carska armia rozsypała się całkowicie po abdykacji Mikołaja II w 1917 r., która zawaliła chłopski światopogląd. Żołnierze ci nie wiedzieli, za co walczą. Dla 3,5 mln dezerterów demokratyczny rząd tymczasowy nie był żadnym autorytetem. Kolejnych 7 mln uciekło po tym, jak bolszewicy obiecali ziemię, o której chłopi marzyli od wieków.

„Nie” dla terroru

Zupełnie inaczej wyglądało zjawisko dezercji z RKKA, czyli robotniczo-chłopskiej Armii Czerwonej. Już w czasie wojny domowej lat 1918–1922 bolszewicy przeprowadzili kilka fal przymusowych branek. Z poboru uciekło 2,5 mln mężczyzn, a kolejne 2 mln zdezerterowały przy pierwszej sposobności. Nie pomagały obławy Czeka, oddziały zaporowe i rozstrzelania. Wówczas Lew Trocki sięgnął po zakładników, aresztując i grożąc egzekucjami członkom rodzin dezerterów. Trudno się dziwić, że sama RKKA stanęła w awangardzie buntu. W 1921 r. antybolszewickie powstanie w Kronsztadzie podniosła flota bałtycka, uznawana wcześniej za podporę bolszewickiego reżimu. Trzeba było krwawych szturmów oraz ognia ciężkiej artylerii, aby zdławić bunt i rozstrzelać setki marynarzy.

W 1932 r. zbuntował się Kubań. Kozacy, z których wielu przeszło służbę w sowieckiej armii, odcięli Stalinowi komunikację ze zbożowym centrum imperium. Stale buntowali się chłopi, a to oni ze względu na strukturę społeczną nadal przeważali wśród „nowobrańców”. Tylko w 1930 r. wieś buntowała się ponad 13 tys. razy. Według OGPU około tysiąca wystąpień miało charakter zbrojny. Brali w nich udział żołnierze RKKA na urlopach lub rekruci, którzy pod wpływem informacji z domów o głodzie i przymusowej kolektywizacji uciekali z jednostek wojskowych.

II wojna światowa, operacja „Barbarossa”: radzieccy dezerterzy poddają się niemieckiemu żołnierzowi.

II wojna światowa, operacja „Barbarossa”: radzieccy dezerterzy poddają się niemieckiemu żołnierzowi. Smoleńsk, lipiec 1941 r.

MP/Portfolio/Leemage/AFP

Mimo że kwitło donosicielstwo, nastroje antysowieckie nie były rzadkością wśród zawodowej kadry. W 1933 r. do kartotek podejrzanych o nielojalność trafiło 230 tys. szeregowych, 48 tys. podoficerów oraz ponad 55 tys. dowódców średniego i wyższego szczebla. Chłopi nienawidzili Stalina za odebranie im ziemi, dawna carska kadra oficerska – za zniszczenie Rosji, a komuniści – za zdradę rewolucyjnych ideałów. Dlatego wbrew sowieckiej legendzie o heroicznym oporze narodów ZSRR sytuacja z końcowej fazy I wojny światowej powtórzyła się... 22 czerwca 1941 r.

„Można oczywiście żyć mitem, że do niewoli trafiali wyłącznie ranni lub nieprzytomni czerwonoarmiści. Trudno jednak uwierzyć, że hitlerowcy wzięli kilka milionów jeńców, którzy omdleli” – ironizował rosyjski portal Historicus. Przyczyną była powszechna niechęć do jakiejkolwiek walki za Stalina. Deprawację wywołał sam dyktator przez 20 lat represji, a następnie masowy terror. Dzieła dopełniły wyzysk ekonomiczny, głód i nędza. Według historyka Marka Sołonina w chwili napaści III Rzeszy miliony rekrutów podjęły logiczny wybór. Rzuciły broń i podniosły ręce do góry.

Jeszcze więcej mężczyzn uchyliło się od poboru. Na okupowanych Kresach Wschodnich II RP Sowieci zmobilizowali jedynie 15 proc. wezwanych do służby. Żołnierze armii litewskiej, łotewskiej i estońskiej, siłą wcieleni do RKKA, natychmiast wystrzelali sowieckie dowództwo i poddali się Niemcom. Generał Konstanty Rokossowski nie mógł zrozumieć, gdzie przepadło 50 tys. ukraińskich poborowych stanowiących 67 proc. żołnierzy jego korpusu. Z dywizji pancernej walczącej na Białorusi, która liczyła 12 tys. żołnierzy, drugiego dnia wojny zniknęło 8 tys. żołnierzy. 221. Pułk Piechoty przeszedł na stronę hitlerowską w pełnym uzbrojeniu. Tysiące zawodowych oficerów paliły legitymacje wojskowe oraz partyjne. Zrzucali mundury i przebrani w cywilne ubrania dekowali się po wsiach. Z meldunków prokuratury wojskowej wynika, że nawet politrucy czytali krasnoarmiejcom niemieckie ulotki agitacyjne, namawiając do poddania.

Jak zatem wyglądały szacunki dezercji? Historycy Dmitrij Diogtiew i Michaił Zefirow obliczyli, że poza 5 mln żołnierzy, którzy dostali się do niewoli, w latach 1941–1945 przed służbą w RKKA uciekło 5 mln poborowych. Z kolei liczba dekowników schwytanych przez NKWD i skierowanych ponownie do walki wyniosła 1,7 mln żołnierzy. Liczbę mężczyzn wezwanych do wojenkomatów (komisji uzupełnień), którym udało się w najróżniejszy sposób wymigać od służby, naukowcy szacują na kolejne 2,5 mln. Z danych wojskowych trybunałów doraźnych wynika, że z paragrafu o dezercję osądzono 5 mln mężczyzn, z czego rozstrzelano 150 tys.

Czytaj więcej

Armia Ludowa w powstaniu warszawskim

Chodzi jedynie o czynną armię, jednak Stalin natychmiast zarządził mobilizację całej ludności w wieku produkcyjnym. Można powiedzieć, że wszyscy „obywatele” ZSRR od 16. do 70. roku życia, w tym kobiety, zostali poddani totalnemu poborowi. Każdy, kto nie nadawał się do walki zbrojnej, podlegał przymusowi pracy. To też była wielomilionowa armia, dyscyplinowana drakońskimi przepisami czasu wojny. Stalin nakazał, aby nieobecność w miejscu pracy karać jak frontową dezercję. Jeśli kobieta, nastolatek lub starzec trzykrotnie dopuścili się 15-minutowego spóźnienia lub nieobecności na stanowisku roboczym, byli sądzeni przez sąd wojskowy jako sabotażyści. Z obu paragrafów wymierzono kary ponad 6 mln osób, z czego 800 tys. trafiło do łagrów. Ci, którzy przeżyli niewolę, po zakończeniu wojny najpierw zostali uwięzieni, a potem dożywotnio napiętnowani jako zdrajcy.

Wreszcie specyficzną dla ZSRR, choć powszechną formą oporu była aktywna kolaboracja z najeźdźcą. Mieszkaniec ZSRR wiedział doskonale, że nie może go spotkać nic gorszego niż stalinowski reżim. Inne scenariusze życiowe były szansą. Dlatego według ostrożnych szacunków tylko w pomocniczych oddziałach Wehrmachtu, SS i policji z bronią w ręku służyło ok. 1,5 mln rdzennych Rosjan. Dziś ta liczba jest rozmywana i podawana jako 0,4 proc. całkowitej ludności ówczesnego ZSRR. Jeśli jednak brać pod uwagę ziemie okupowane, rząd wielkości jest inny. Czynnej kolaboracji dopuściło się 20 mln z 70 mln obywateli sowieckich różnych narodowości żyjących pod niemiecką okupacją.

Europejskie armie tworzone na zasadach powszechnej mobilizacji to wynalazek drugiej połowy XIX w. Od czasu I wojny światowej, która ujawniła fenomen odmowy walki na ogromną skalę, nad przyczynami zjawiska pochylają się naukowcy wielu dyscyplin. Ucieczka z szeregów była i jest zagrożona ostrymi sankcjami prawnymi. W czasie pokoju złapany dezerter trafia do więzienia, jednak podczas wojny grozi mu kara śmierci. Decyzja jest więc krokiem dramatycznym. Ze względu na historyczną tradycję prowadzenia wojen bez względu na straty ludzkie dla Rosjan to zawsze był desperacki wybór pomiędzy życiem i śmiercią.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia świata
Gdy świat zostawił Saamów samych
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Historia świata
Feldmarszałek Hindenburg kontra kapral Hitler
Historia świata
Krwawiący czarnoziem. Lwów, spleciona historia Ukraińców i Polaków
Historia świata
Zdobycie Bastylii. Rewolucja pożera własne dzieci
Historia świata
Skomplikowane drogi Polaków do niemieckich oddziałów Schutza. Tak chcieli bronić Wołynia