Krzywda i kłamstwo Republiki Weimarskiej

Mit o tym, że traktat wersalski pchnął Niemcy w otchłań nędzy i egzystencjalnego upadku, przetrwał Hitlera i wrósł w historyczny kanon.

Aktualizacja: 31.08.2023 17:43 Publikacja: 03.08.2023 21:00

1920 r.: francuski żołnierz w pociągu pełnym koksu (w pobliżu Kolonii), wysyłanego do Francji w rama

1920 r.: francuski żołnierz w pociągu pełnym koksu (w pobliżu Kolonii), wysyłanego do Francji w ramach reparacji wypłacanych przez Niemcy po I wojnie światowej

Foto: Getty Images

Gdy słyszymy o trosce przywódców Europy, żeby Rosja – która barbarzyńsko morduje swych sąsiadów – nie czuła dyskomfortu upokorzenia ze strony Zachodu, w tle pobrzmiewa wspomnienie błędów państw Ententy po I wojnie światowej. Logiczny ciąg zdarzeń wskazuje, że surowe obchodzenie się z pokonanym, a zwłaszcza jarzmo narzuconych reparacji wojennych – niemożliwych do udźwignięcia, a przy tym niesprawiedliwych – musiało wywołać frustrację Niemców, za czym szła destrukcja systemu politycznego, krach demokracji, a w konsekwencji II wojna światowa. Pomijając, że Rosji wciąż daleko do klęski, to wpływ reparacji na los Republiki Weimarskiej byłby wart rozważenia, gdyby Niemcy je naprawdę płacili.

Republika Weimarska. Propaganda o Niemczech jako ofierze międzynarodowej zmowy

Problem odszkodowań wiąże się z kwestią winy za wojnę – rzeczywiście w lipcu 1914 r. mocno niejasnej. Sprawa nurza się w hipokryzji, gdyż bez wyjątku wszystkie mocarstwa, począwszy od Niemiec, miały dowody na swoją niewinność, publikowane w księgach różnego koloru.

Czytaj więcej

Głupcy, którzy oddali władzę Hitlerowi

Odwołanie do odpowiedzialności było rewolucyjne; dotychczas pokonanych karano bez dania racji. Prusy brutalnie zdarły skórę z Paryża po 1870 r., a bolszewicka Rosja słono zapłaciła za pokój w Brześciu. Nic nie wskazuje, by Rzesza łagodniej obeszła się z Francją po zwycięstwie na froncie zachodnim. Zatem jak na zwykłą praktykę wojen Niemców traktowano wręcz subtelnie. Kamień węgielny niezgody, a więc słynny artykuł 231 traktatu pokojowego – pochopnie zwany „klauzulą winy wojennej” – nie narzucał odpowiedzialności za wojnę, tylko za jej materialne następstwa. Kwestię uściślił artykuł 232, gdzie mowa jest o kompensacji szkód wyrządzonych ludności państw sprzymierzonych. Stąd diametralna zmiana języka, w którym kategorię kontrybucji zastąpiły reparacje wojenne jako odszkodowanie za straty cywilne. Bynajmniej nie szło o spłatę globalnej ceny konfliktu – w praktyce niepoliczalnej.

Niemcy broniły ataku na Belgię i Francję koniecznością prewencyjnej obrony, ale to w Nord-Pas-de-Calais front zmienił pola uprawne i wioski w księżycową pustynię oraz cmentarz milionów żołnierzy, a deportowanych mieszkańców w niewolniczą siłę roboczą. Na koniec Niemcy zostawili po sobie spaloną ziemię, niszcząc wszystko, czego nie mogli zdemontować, zrabować i wywieźć do Rzeszy. Metodycznie zniszczono mosty, tory kolejowe i linie telegraficzne, nie pomijając kurników i drzew w sadach. Wszystkie kopalnie, stanowiące trzecią część francuskich zasobów węgla, zalano lub wysadzono w powietrze. W efekcie wielkiej wojny Francuzi stracili prawie połowę sił wytwórczych.

W Paryżu propozycja odstąpienia od reparacji zmiotłaby każdy rząd. Z większym dystansem do problemu podchodził Londyn, usatysfakcjonowany zniknięciem cesarskiej floty i zdobyczami w Afryce i na Bliskim Wschodzie, choć też żądał grosza dla inwalidów i sierot, podobnie jak zadłużone po uszy Włochy.

Czytaj więcej

Sponsorzy Hitlera. Chciwość warta milionów ofiar

Wśród aliantów tylko Wilson sprzeciwiał się reparacjom, lecz owładnięty projektem idealnego świata popadł w izolację we własnym kraju, coraz bardziej rozczarowanym wojną i rolą globalnego lidera. Do amerykańskich banków silniej przemawiała deklaracja Paryża, że bez niemieckich odszkodowań nie zobaczą zwrotu pożyczek wojennych.

W Niemczech niechęć do dźwigania ciężaru win była powszechna; wygodnie wrogów Wersalu szukać wśród konserwatystów, prawicy i wojska, lecz sprzeciw był ponadpartyjny, wliczając pierwszy rząd tzw. Republiki Weimarskiej, zdominowany przez tradycyjną lewicę. Władze zdobyły się na manipulację, wmawiając Niemcom, jakoby art. 231 obciążał Rzeszę całą odpowiedzialnością za wojnę. Ponieważ traktat spisany był w językach zwycięzców, w Niemczech znano tylko jego zniekształconą propagandowo interpretację. Chętnie więc słyszano to, co chciano usłyszeć. Już podczas inauguracji Reichstagu arcysocjaldemokratyczny prezydent Friedrich Ebert grzmiał o alianckiej zemście i gwałcie zadanym Niemcom.

Teza, że Niemcy są ofiarą międzynarodowej zmowy, poza retoryką służyła podważaniu skutków przegranej i miała instytucjonalne podstawy w rządzie. Wewnątrz Ministerstwa Spraw Zagranicznych powstało Specjalne Biuro Bülowa (przedwojennego kanclerza), które jako formalna Sekcja Winy Wojennej wpływało na zagraniczne środowiska opiniotwórcze. Dokumenty produkowane przez departament i zależne klony pozarządowe (w rodzaju Centrum Badania Przyczyn Wojny) kwestionowały prawomocność traktatowych rozstrzygnięć. Zamiast nierównej relacji między zwycięzcami i pokonanymi Niemcy chciały sądu przed trybunałem, czego domagał się Otto Landsberg, lewicowy minister sprawiedliwości i negocjator w Paryżu.

Im bardziej olbrzymiała legenda o ciosie w plecy, zadanym armii przez socjalistów, Żydów i katolików, tym gorliwiej politycy ścigali się na dowody patriotyzmu (skądinąd także Landsberg był Żydem).

Republika Weimarska. Czy utrata Alzacji i Śląska miała znaczenie gospodarcze?

Jednak mimo wysiłków żaden Niemiec nie zrobił tak wiele dla stworzenia mitu niemieckiej krzywdy co John Maynard Keynes. Ten ekonomista był członkiem brytyjskiej delegacji na konferencję wersalską, ale już w 1919 r. złożył dymisję. Błyskawicznie, bo w tym samym roku wydał książkę „The Economic Consequences of Peace”, wieszcząc katastrofalne skutki traktatu. Twierdził, że Niemiec nie stać na reparacje, a ich ciężar wywoła olbrzymi kryzys, stworzy radykałów i tragiczną dla Europy żądzę odwetu. Nakład rozszedł się na pniu, a waga publikacji rosła w miarę, jak spełniały się kolejne proroctwa i rósł prestiż Keynesa – ekonomicznej wyroczni stulecia. Notabene ta sama narracja zdominowała niemiecką dyskusję o traktacie wersalskim po 1945 r., gdy do głosu wrócili politycy Republiki Weimarskiej, dlatego w zasadzie do końca wieku nikt nie badał wpływu reparacji na sytuację Rzeszy.

Czytaj więcej

Tajna wojna "papieża Hitlera"

Pierwsza część mitu to wysokość kwot reparacji, rzekomo arbitralnie narzuconych przez sprzymierzonych, bez związku z możliwościami finansowymi Rzeszy. W rzeczywistości Berlin uprzedził kalkulacje aliantów, tuż przed konferencją wersalską zwracając się do Wilsona – jedynego orędownika Rzeszy – aby za plecami państw Ententy przedstawić niemieckie realia. W liście do amerykańskiego rządu Niemcy deklarowały możliwość spłaty 50 mld złotych marek, a maksymalnie 200 mld w szerszej perspektywie, w tym chęć odbudowy zniszczonych terenów frontowych.

Trudno dowieść, że kwotę podstawy zobowiązań wpisano w traktat przypadkiem. Komentatorzy wolą wymieniać całkowitą sumę obciążeń, ustalonych na 132 miliardy złotych marek, ale po wnikliwszym badaniu wszystko, co wykracza poza owe 50 mld marek, jest zamierzoną blagą aliantów, obliczoną na zaspokojenie oczekiwań wyborców. Rządy nie uważały egzekucji tych sum za realne, zatem obciążenia były dostosowane do poufnych kalkulacji samego Berlina, a w globalnym zakresie wręcz obniżone.

Suma i tak była ogromna, lecz jeśli pominąć traumę i zamęt, Niemcy miały warunki do wzrostu. Potężny przemysł oraz infrastruktura II Rzeszy wyszły z wojny nietknięte, utracona Alzacja nie miała gospodarczego znaczenia, a odłączona część Śląska pozbawiła gospodarkę nikłego procentu zasobów węgla. W paradoksalny sposób traktat wersalski oferował Niemcom premię ekonomiczną, zdejmując ciężar olbrzymiej armii i zbrojeń. Nawet odebranie zamorskich kolonii było istotną ulgą, gdyż imperialny atrybut był bezużyteczny, a jednocześnie bardzo kosztowny.

Czy ciężar przerósł najpotężniejszą gospodarkę Europy? Reparacje mogły pochłonąć czwartą część przychodów niemieckiego eksportu, jednak tu warto dodać, że kontrybucja wyrwana Francji po 1870 r. obejmowała aż 25 proc. całego dochodu narodowego, a mimo to nie spowodowała upadku państwa.

John Maynard Keynes (1883–1946), angielski ekonomista

John Maynard Keynes (1883–1946), angielski ekonomista

Getty Images

Warto skonfrontować wróżby Keynesa z rzeczywistością. Tylko od 1920 do 1921 r. Niemcy odnotowały szalony wzrost gospodarczy o 17 proc., natomiast huty – zamiast upaść zgodnie z prognozą – w 1927 r. produkowały prawie 40 proc. więcej stali niż przed wojną. Wydajność gospodarki wzrosła o jedną trzecią, a w sześć lat od nałożenia reparacji np. węgla wydobywano dwa razy więcej. Niemiecki kapitał, który miał nigdy nie powstać, grzęznąc poniżej 2 mld marek, urósł do prawie 8 mld. W rzeczywistości zadłużenie Rzeszy w stosunku do produktu narodowego było niższe niż Wielkiej Brytanii – skądinąd też borykającej się z długiem wojennym – a w 1922 r. po uwzględnieniu inflacji było bliskie stanu z 1914 r.

Skąd zatem ponury obraz Republiki Weimarskiej utrwalony pamięcią o hiperinflacji i ciągłym kryzysie? Rzesza naprawdę miała problem z reparacjami, jednak bardziej psychologicznej niż ekonomicznej natury. Walka z obciążeniem jednoczyła wszystkie partie i społeczeństwo, lecz przedmiotem sporu były metody. Istniały dwie szkoły pokonania dyktatu. Pierwsza wierzyła w ugłaskanie zwycięzców manifestacją dobrej woli i potulności, by zyskać złagodzenie traktatu. W praktyce próbował jej kanclerz Joseph Wirth w 1921 r. i następnym roku, płacąc należne 2 mld marek. Wszakże poza katolicką Partią Centrum debatę zdominowali zwolennicy Katastrophen Politik, zmierzający drogą twardego sabotowania traktatu, a wręcz prowokowania kryzysu.

Upadek Republiki Weimarskiej

Po Wirthcie reguła „im gorzej, tym lepiej” przyświecała kolejnym rządom, aż do upadku Republiki Weimarskiej. Żeby dowieść niewykonalności zobowiązania, Niemcy wolały zrujnować państwo, niż płacić – więc nie płaciły.

Berlin ostentacyjnie bojkotował transfer pieniędzy i danin rzeczowych; Rzesza część reparacji teoretycznie spłacała w naturze, dostarczając aliantom określone kontyngenty towarów, głównie drewna, węgla i wytworów chemicznych. I choć same Niemcy wyznaczyły wielkości dostaw, wywiązały się z nikłego procentu. Nawet gdy sprzymierzeni oferowali dopłatę 5 marek do każdej tony dostarczonego węgla, Niemcy nie przerwali obstrukcji.

Rzesza wyraźnie badała grunt na wypadek zerwania traktatu, sprawdzając gotowość państw Ententy do jakiejkolwiek reakcji. Przynajmniej tak to widział prezydent Francji Raymond Poincaré, gdy wymusił na Brytyjczykach zgodę na operację w Zagłębiu Ruhry. Widząc bezczynność aliantów, Niemcy pokątnie odbudowały Sztab Generalny i tworzyły powiązania wojskowe z rosyjskimi bolszewikami, by wrócić do zbrojeń. Okupacja służyła raczej okazaniu zdecydowania niż egzekucji danin – Francja wycisnęła z niej tylko 900 mln marek.

Reparacje obarczano również winą za hiperinflację, choć problem stworzyły jeszcze cesarskie Niemcy. Od czasu zerwania związku marki ze złotem, by finansować wojnę, maszynom drukarskim Reichsbanku ciągle zwiększano obroty. Pod presją rewolucji od 1918 r. rosły wydatki socjalne, lecz nie podatki, a okupacja Zagłębia Ruhry o tyle wpłynęła na produkcję pustych pieniędzy, że opłacono nimi strajk generalny, zamieszki i bojkot.

Pieniądzom wręcz celowo puszczono cugle; szczyt hiperinflacji wprost przeraził świat piekłem zapaści i katastrofy. Tymczasem „business as usual” kusił, zwłaszcza gdy nastąpił zwrot opinii publicznej ku współczuciu dla Niemców. Prezydent USA Calvin Coolidge do spółki z doradcą Charlesem Dawesem podjęli plan zmiany rujnującego Rzeszę traktatu, choć Stany Zjednoczone nie były jego sygnatariuszem. Poparli ich Brytyjczycy, dlatego Francja – również żebrząca o pożyczki na stabilizację franka – musiała spasować.

Niemcy protestujący pod Reichstagiem po ogłoszeniu postanowień traktatu wersalskiego podpisanego 28

Niemcy protestujący pod Reichstagiem po ogłoszeniu postanowień traktatu wersalskiego podpisanego 28 czerwca 1919 r.

German Federal Agency for Civic Education/ Wikimedia Commons

Spłaty reparacji zostały zmniejszone, za to Reichsbank dostał międzynarodowy zastrzyk stabilizacyjny w kwocie 800 mln marek. Jednak dla Niemiec ważniejsze było złamanie presji aliantów; plan zmusił Francję do opuszczenia Zagłębia Ruhry, za co Dawes i Coolidge dostali Pokojowe Nagrody Nobla.

Niemcy znów były potentatem produkcji stali, jednocześnie dusząc francuski przemysł konkurencyjnym eksportem, który wzrósł o 60 proc. Jednak po grzecznym wpłaceniu miliarda marek w 1924 r. wrócili do dawnych praktyk. Do 1927 r. Rzesza uregulowała ledwie połowę tego, do czego zobowiązała się na konferencji w Londynie, i żądała dalszych renegocjacji. Tymczasem światowe banki zalewały Berlin ofertą miliardowych pożyczek w twardej walucie, choć nikt przy zdrowych zmysłach nie inwestowałby w rzekomego bankruta. Ta powódź kapitału, a zwłaszcza gigantyczny rozmiar zagranicznych kredytów – szacowanych na 38 mld marek – jakie wpompowano w Niemcy po 1924 r., przeraził rząd Stanów Zjednoczonych, skąd głównie pochodziły pieniądze.

Aby jednak bańka nie pękła, w 1928 r. Waszyngton postanowił jeszcze zmniejszyć obciążenia finansowe Niemiec przez plan Younga – rzecz jasna, redukując zobowiązania reparacyjne, lecz krach i tak nastąpił w 1931 r. W zasadzie tzw. moratorium Hoovera (oświadczenie wydane przez prezydenta USA Herberta Hoovera 20 czerwca 1931 r., dotyczące załamania się systemu bankowego w Europie Środkowej), a wkrótce rządy Hitlera skończyły niemiecką gehennę z reparacjami.

Szacuje się, że Niemcy spłaciły najwyżej 19 mld marek, czyli nie więcej niż 2,4 proc. ich PKB, a i tak w większej części pieniędzmi amerykańskich banków, które wpompowały w gospodarkę Rzeszy kwoty przewyższające plan Marshalla po następnej wojnie światowej.

Problem Republiki Weimarskiej rozumie się zazwyczaj jako dzieje słabości. Tymczasem Hitler, gdy jednym ruchem wraz traktatem wersalskim wyrzucił do kosza odsetki od amerykańskich kredytów, anulując wszystkie zobowiązania (!), wysnuł z tej historii wniosek o bezsilności Europy niezdolnej do jakiegokolwiek działania. Co zrobił z tą konstatacją, świat dowiedział się wkrótce.

Gdy słyszymy o trosce przywódców Europy, żeby Rosja – która barbarzyńsko morduje swych sąsiadów – nie czuła dyskomfortu upokorzenia ze strony Zachodu, w tle pobrzmiewa wspomnienie błędów państw Ententy po I wojnie światowej. Logiczny ciąg zdarzeń wskazuje, że surowe obchodzenie się z pokonanym, a zwłaszcza jarzmo narzuconych reparacji wojennych – niemożliwych do udźwignięcia, a przy tym niesprawiedliwych – musiało wywołać frustrację Niemców, za czym szła destrukcja systemu politycznego, krach demokracji, a w konsekwencji II wojna światowa. Pomijając, że Rosji wciąż daleko do klęski, to wpływ reparacji na los Republiki Weimarskiej byłby wart rozważenia, gdyby Niemcy je naprawdę płacili.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia świata
„2001: Odyseja kosmiczna”: Horyzont marzeń
Historia świata
Marek Aureliusz. Życiowe drogowskazy cesarza filozofa
Historia świata
Czy Mikołaj Kopernik był Polakiem? Trzy nieścisłości w jednym zdaniu
Historia świata
Niezwykła Toskania: Lukka
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Historia świata
Rocznica D-Day. Joe Biden: 80 lat temu żołnierze przeszli próbę stuleci
Historia świata
Czy Ameryce grozi rozpad?