Rok 1956 przyniósł w Polsce zmianę, na którą przez kilka lat czekało wielu więzionych i represjonowanych przeciwników systemu komunistycznego. Po śmierci Bolesława Bieruta, ujawnieniu części zbrodni okresu stalinowskiego i wydarzeniach Poznańskiego Czerwca rozpoczęła się polityczna odwilż. W październiku Władysław Gomułka wrócił do władzy, a więzienia opuścili m.in. byli żołnierze Armii Krajowej i członkowie powojennego podziemia. Dla większości społeczeństwa oznaczało to przede wszystkim koniec najbardziej brutalnego okresu stalinizmu. Nie wszyscy uznali jednak, że zmiana metod sprawowania władzy oznacza zmianę samego systemu. Wśród uwolnionych znalazły się osoby, które nie zamierzały poprzestać na prywatnym wspominaniu przedwojennej Polski. Chciały nadal działać na rzecz jej niepodległości, choć było jasne, że na razie w PRL nie ma możliwości stworzenia legalnej organizacji o takim celu.
Właśnie wtedy zaczęło odradzać się środowisko, które z czasem określano mianem nurtu niepodległościowego. Nie była to organizacja w ścisłym znaczeniu tego słowa. Nie miała statutu, formalnego członkostwa, zarządu ani jednego programu. Była raczej siecią ludzi, kontaktów i inicjatyw, które łączyło przekonanie, że Polska pozostaje państwem zależnym od Związku Sowieckiego, a celem ich działalności powinno być odzyskanie pełnej niepodległości. W ciągu kolejnych dwóch dekad środowisko to bardzo się zmieniło. Początkowo tworzyli je przede wszystkim przedwojenni oficerowie. Z czasem pojawili się w nim młodsi działacze, którzy nie pamiętali II Rzeczypospolitej i dorastali już w PRL. Zmieniły się także metody działania. Obok konspiracyjnych kontaktów coraz większe znaczenie zyskiwały publikacje, działalność programowa i próby organizowania jawnego życia politycznego. To właśnie z tego procesu wyrosły w połowie lat 70.: tzw. Nurt Niepodległościowy, deklaracja „U Progu”, „Program 44”, pismo „U Progu” i „Memoriał” Leszka Moczulskiego.
Początek po Październiku ’56
Pierwsze lata po 1956 r. były dla dawnych piłsudczyków okresem odbudowywania kontaktów. Nie chodziło o odtworzenie powojennej konspiracji w jej dawnym kształcie. Warunki były inne, a doświadczenia stalinizmu pokazały, jak wysoką cenę może przynieść otwarte wystąpienie przeciwko państwu. W centrum tego środowiska znaleźli się m.in. podpułkownik Ludwik Muzyczka i pułkownik Kazimierz Pluta-Czachowski. Obaj należeli do pokolenia, którego życiorysy związane były z II RP.
Pluta-Czachowski był przed wojną oficerem Wojska Polskiego. W kampanii wrześniowej pełnił funkcję szefa sztabu 18. Dywizji Piechoty. Podczas okupacji działał w Armii Krajowej i uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie został aresztowany przez NKWD i Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie zesłany do łagru w Kengirze. Po powrocie do kraju należał do osób, które próbowały odbudować środowisko dawnych żołnierzy i działaczy niepodległościowych. Muzyczka miał za sobą działalność w Związku Strzeleckim, udział w organizowaniu samoobrony Inowrocławia w 1939 r. i służbę w ZWZ-AK. Po wojnie należał do współorganizatorów Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Dwukrotnie aresztowany przez bezpiekę, więzienie opuścił dopiero w 1954 r.
Dla tego pokolenia niepodległość nie była pojęciem znanym jedynie z książek. Wielu z tych ludzi walczyło o nią jeszcze przed 1918 r., później broniło odrodzonego państwa, a następnie próbowało je ratować w 1939 r. i walczyło w konspiracji. Po 1945 r. znaleźli się natomiast w państwie, którego granice i ustrój zostały określone w dużej mierze przez zwycięski Związek Sowiecki.
Czytaj więcej
W 45 rocznicę powstania Konfederacji Polski Niepodległej.
Walka o pamięć
Jednym z pierwszych zadań środowiska stało się przywracanie pamięci o historii, która w oficjalnym przekazie PRL była przedstawiana wybiórczo. Szczególnie dotyczyło to Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego. W oficjalnej historiografii dużo miejsca poświęcano formacjom związanym z komunistycznym państwem – Gwardii Ludowej, Armii Ludowej czy jednostkom Wojska Polskiego tworzonym pod patronatem Związku Sowieckiego. Armia Krajowa musiała oczywiście pojawiać się w opowieści o wojnie, ale przedstawiano ją w sposób, który miał ograniczyć jej znaczenie i podważyć ocenę jej działalności. Pluta-Czachowski i Muzyczka próbowali odpowiedzieć na tę narrację własnymi publikacjami. W 1957 r. na łamach „Tygodnika Powszechnego” ukazał się ich artykuł „Prawda i nieprawda o Armii Krajowej. Polemika z Janem Rzepeckim”. Był to nie tylko tekst historyczny. Jego autorzy występowali publicznie jako byli żołnierze AK i przedstawiali własną ocenę jej miejsca w dziejach Polski.
Wokół Pluty-Czachowskiego zaczęli skupiać się kolejni kombatanci. Do środowiska dołączali m.in. przedwojenni oficerowie, którzy w czasie wojny walczyli na Zachodzie albo trafili do niemieckich oflagów. Wśród nich byli generałowie Mieczysław Boruta-Spiechowicz i Roman Abraham, należący do najwyższych rangą przedwojennych oficerów Wojska Polskiego, którzy pozostali w kraju.
Działalność historyczna wymagała również gromadzenia dokumentów i relacji. Zbierano materiały dotyczące Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego, opracowywano wspomnienia i próbowano publikować teksty, które nie miały szans na ukazanie się w oficjalnym obiegu. Część materiałów przekazywano na Zachód. W ten sposób praca nad historią stawała się jednym ze sposobów podtrzymywania niezależnego przekazu o najnowszych dziejach Polski. W warunkach PRL miało to znaczenie polityczne. Kontrola nad przeszłością była jednym z elementów kontroli nad społeczeństwem. Jeśli nie można było swobodnie dyskutować o współczesności, można było przynajmniej próbować odzyskać prawo do mówienia o tym, co wydarzyło się wcześniej.
Kontakty z emigracją
Drugim ważnym obszarem działalności były kontakty z polską emigracją. Po wojnie wielu oficerów Armii Krajowej i Polskich Sił Zbrojnych pozostało na Zachodzie. W Wielkiej Brytanii przebywali m.in.: gen. Tadeusz Bór-Komorowski, gen. Tadeusz Pełczyński i płk Kazimierz Iranek-Osmecki. W Kanadzie mieszkali m.in.: generałowie Kazimierz Sosnkowski i Wacław Stachiewicz. Dla działaczy krajowych emigracja była źródłem dokumentów, wspomnień i wiedzy, których w Polsce nie można było swobodnie gromadzić i publikować. Kontakty miały jednak także bardziej praktyczny charakter. Przekazywano informacje dotyczące sytuacji w kraju, a także materiały historyczne.
Kazimierz Pluta-Czachowski stworzył system kurierów, za pośrednictwem którego dokumenty i opracowania trafiały na Zachód. Była to działalność wymagająca ostrożności, bo władze kontrolowały korespondencję i obserwowały środowiska kombatanckie. Dzięki tym kontaktom działalność niepodległościowa nie zamykała się w granicach PRL. Informacje o sytuacji w kraju i materiały dotyczące najnowszej historii mogły trafiać do polskich środowisk emigracyjnych.
Uroczystość dekoracji Krzyżem Niepodległości z Mieczami. Stoją od lewej odznaczeni: dowódca BK „Bydgoszcz” pułkownik Roman Abraham, dowódca 6. DP w Krakowie generał Bernard Mond, dowódca piechoty dywizyjnej 20. DP pułkownik Mieczysław Boruta-Spiechowicz, 1933 r.
Powrót do przestrzeni publicznej
Z czasem coraz ważniejsze stawało się nie tylko zachowanie dokumentów, ale również obecność tradycji niepodległościowej w przestrzeni publicznej. Władze PRL kontrolowały oficjalne uroczystości, rocznice i budowę pomników. Niektóre wydarzenia historyczne można było upamiętniać tylko w określony sposób, inne były niemal całkowicie wypierane z oficjalnej pamięci. Dlatego środowiska kombatanckie zaczęły organizować własne formy upamiętniania. W kościołach pojawiały się tablice poświęcone żołnierzom i dowódcom związanym z walką o niepodległość. Zbierano pieniądze na ich wykonanie. W samej Warszawie powstały ich setki.
Istotne były także rocznice. 1 sierpnia przypominano o Powstaniu Warszawskim, a 17 września o sowieckiej agresji z 1939 r., 11 listopada zaś o odzyskaniu niepodległości. Z dzisiejszej perspektywy zapalenie znicza czy złożenie kwiatów przy tablicy poświęconej żołnierzom AK może wydawać się zwyczajnym gestem. W PRL miało jednak określony kontekst polityczny. Uczestnictwo w takich uroczystościach oznaczało publiczne przypomnienie o tradycji państwa, którego komunistyczna Polska nie była kontynuacją. Z czasem do kombatantów zaczęli dołączać młodsi ludzie. Był to ważny proces, bo właśnie w ten sposób tradycja niepodległościowa zaczęła wychodzić poza pokolenie, które pamiętało II RP.
Czytaj więcej
Współczesna historiografia winą za przedwczesny wybuch Powstania Warszawskiego obciąża głównie generałów Okulickiego i Pełczyńskiego. Wiele poszlak...
Kościół jako przestrzeń działania
W latach 60. coraz większego znaczenia nabierały kontakty z Kościołem katolickim. Dla środowisk niepodległościowych był on jednym z niewielu miejsc, w których można było mówić o historii Polski i jej tradycji w sposób niezależny od oficjalnej propagandy. Szczególne znaczenie miał kardynał Stefan Wyszyński.
6 sierpnia 1966 r. środowisko nurtu niepodległościowego zorganizowało w Częstochowie zjazd legionistów. Była to okazja do przypomnienia tradycji Legionów, ale także do pokazania, że środowiska kombatanckie pozostają związane z Kościołem w czasie narastającego konfliktu państwa z Episkopatem. Jeszcze ważniejsze było spotkanie, które odbyło się w Częstochowie 15 września 1968 r., w ramach obchodów 50. rocznicy odzyskania niepodległości. W spotkaniu Episkopatu Polski z przedstawicielami środowisk kombatanckich uczestniczyli m.in. kardynał Stefan Wyszyński, kardynał Karol Wojtyła i 48 biskupów. Po stronie kombatanckiej obecnych było ok. 60 przedstawicieli środowisk związanych z walką o niepodległość. Przemawiali m.in.: kard. Wojtyła, gen. Mieczysław Boruta-Spiechowicz i Ludwik Muzyczka. Było to ważne nie tylko ze względów religijnych czy historycznych. Dwa środowiska, które działały w innych obszarach, zaczęły współpracować w sprawach dotyczących pamięci, praw obywatelskich i miejsca polskiej tradycji w życiu publicznym.
Kombatanci wyłonili wówczas krajową reprezentację, w której znaleźli się m.in.: generałowie Roman Abraham, Mieczysław Boruta-Spiechowicz i Jagmin-Sadowski, płk Kazimierz Pluta-Czachowski oraz płk Tadeusz Zieleniewski. W ten sposób środowisko niepodległościowe stopniowo wychodziło poza własny wąski krąg.
Konwent
Jeżeli idea niepodległości miała przetrwać, trzeba było znaleźć następców. Nie chodziło wyłącznie o przekazanie wspomnień. Młodsi działacze mieli nauczyć się konspiracji, ale jednocześnie wypracować metody odpowiednie dla zupełnie innych czasów. W środowisku pojawiło się również przekonanie, że nie należy powtarzać drogi powojennego podziemia. Walka zbrojna nie była już realnym rozwiązaniem. Przyszłość widziano raczej w działalności politycznej i stopniowym poszerzaniu obszaru niezależności społecznej. Znaczenie miał także powojenny wyż demograficzny. Pokolenie urodzone w tych latach miało wchodzić w dorosłość właśnie w latach 70. Dla działaczy niepodległościowych była to potencjalnie ogromna grupa społeczna, która nie znała II RP z własnego doświadczenia, ale mogła zostać pozyskana dla idei niepodległości. To wymagało jednak języka innego niż ten, którym posługiwali się przedwojenni oficerowie.
Na początku lat 70. rozpoczęto prace nad przygotowaniem nowej formuły działalności. Powstała grupa określana kryptonimem „Konwent”. Należeli do niej: Leszek Moczulski, Andrzej Szomański, Restytut Staniewicz i Ryszard Zieliński. W późniejszym okresie dołączył Romuald Szeremietiew. Każdy z nich miał rodzinne lub osobiste związki z tradycją niepodległościową. Szomański był synem i wnukiem zawodowych oficerów WP. Restytut Staniewicz był synem Witolda Staniewicza, żołnierza POW i ministra w II RP. Ryszard Zieliński był synem majora Marcina Karola Zielińskiego, legionisty i oficera WP zamordowanego przez Sowietów w Katyniu. Leszek Moczulski był historykiem i dziennikarzem, autorem m.in. „Wojny polskiej 1939”. To właśnie on miał odegrać w kolejnych latach szczególną rolę w próbie przełożenia tradycji niepodległościowej na program polityczny.
Konwent działał jeszcze w warunkach konspiracyjnych, ale jego cel był już inny niż w latach 50. Chodziło o przygotowanie środowiska, które w odpowiednim momencie będzie mogło działać jawnie i politycznie. Moczulski wspominał później, że tworzenie Konwentu zakończyło się w 1973 r. i wtedy rozpoczęła się półjawna faza działalności. 11 listopada 1973 r. odbyło się w Poznaniu duże spotkanie osób związanych ze środowiskiem. Zorganizowano je w mieszkaniu matki Restytuta Staniewicza, która sama miała za sobą długą historię działalności niepodległościowej. Spotkanie było czymś więcej niż kolejnym zebraniem kombatanckim. Pokazywało, że u boku ludzi należących do starszego pokolenia pojawiły się osoby przygotowujące się do przejęcia działalności.
Od konspiracji do jawnej polityki
We wrześniu 1975 r. w ramach Konwentu podjęto decyzję o przygotowaniu dwóch struktur. Pierwsza miała pozostać tajna i stanowić zaplecze dla działalności politycznej. Druga miała działać jawnie i koncentrować się na prawach człowieka. Była to ważna zmiana. Dotychczasowa działalność opierała się przede wszystkim na utrzymywaniu kontaktów, pracy historycznej, przekazywaniu informacji i organizowaniu środowisk kombatanckich. Teraz pojawił się projekt stworzenia szerszego ruchu politycznego. Jednym z impulsów była sytuacja międzynarodowa. W 1975 r. państwa uczestniczące w Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie podpisały Akt Końcowy zawierający również zobowiązania dotyczące praw człowieka i podstawowych wolności. Dla polskiej opozycji otwierała się w ten sposób nowa możliwość. Władze PRL podpisały dokument, który można było później wykorzystywać jako argument w sprawie przestrzegania praw obywatelskich.
W tym samym czasie w środowisku niepodległościowym coraz wyraźniej pojawiała się potrzeba stworzenia własnego programu. Pod koniec 1975 r. opracowano deklarację programową „U Progu”. Datę jej powstania przyjmuje się jako początek tzw. Nurtu Niepodległościowego – nowego, szerszego środowiska, które różniło się od wcześniejszej kombatanckiej konspiracji.
Ta różnica była ważna. Nurt Niepodległościowy oznaczał wcześniejsze środowisko ludzi związanych przede wszystkim z tradycją wojskową i kombatancką. Nurt Niepodległościowy, pisany wielkimi literami, był już próbą połączenia różnych grup i pokoleń wokół wspólnego programu politycznego. W jego skład weszli ludzie związani z Konwentem, ale także byli działacze organizacji „Ruch”, którzy niedawno opuścili więzienia: Andrzej Czuma, Emil Morgiewicz i Marian Gołębiewski. Pojawili się także młodzi działacze skupieni wokół Jana Dworaka, Macieja Grzywaczewskiego i Aleksandra Halla.
W jednym środowisku spotkały się więc różne doświadczenia: tradycja przedwojennego państwa, pamięć AK i WiN, doświadczenia konspiracji lat 60. oraz młode pokolenie wychowane już w PRL. To właśnie ono miało nadać idei niepodległości nowoczesną formę polityczną.
Czytaj więcej
W drugiej połowie lat 60. grupa młodych ludzi stworzyła konspiracyjną organizację, która chciała niepodległej Polski. „Ruch” wydawał pisma poza cen...
„U Progu” – program przyszłej Polski
Deklaracja „U Progu” była próbą określenia najważniejszych zasad, na których powinna zostać oparta przyszła Polska. Autorzy wskazali siedem podstawowych celów: niepodległość państwa i wolność narodu, wolność jednostki, wolne wybory, równe szanse rozwoju, moralną odpowiedzialność władzy, swobodę poszukiwania prawdy oraz uznanie człowieka za najwyższe dobro państwa i społeczeństwa.
Ważne było połączenie tych postulatów. Niepodległość nie została potraktowana jako cel wystarczający sam w sobie. Autorzy deklaracji łączyli ją z demokracją, prawami jednostki i odpowiedzialnością władzy. Wskazywali przy tym, że pełna realizacja tych zasad będzie możliwa dopiero w niepodległej Rzeczypospolitej. System PRL oceniali jako sprzeczny z podstawowymi potrzebami społeczeństwa. Jak na dokument przygotowany w połowie lat siedemdziesiątych, był to program zdecydowanie wykraczający poza postulat korekty istniejącego systemu.
„Program 44”
Kolejnym etapem był przygotowany przez Leszka Moczulskiego w sierpniu 1976 r. „Program 44”. Nazwa pochodziła od liczby zawartych w nim postulatów i tez. Był to pierwszy tak rozbudowany dokument programowy tworzącego się środowiska. Jeśli „U Progu” określało podstawowe wartości, „Program 44” próbował przełożyć je na bardziej szczegółowe założenia polityczne. Moment jego powstania był szczególny. W czerwcu 1976 r. protesty przeciwko podwyżkom cen doprowadziły do wystąpień robotniczych w Radomiu, Ursusie i innych miejscowościach. Władze odpowiedziały brutalnymi represjami.
22 września powstał Komitet Obrony Robotników (dzień później 14 sygnatariuszy ogłosiło apel do społeczeństwa i władz PRL, wzywając w związku z represjami wobec uczestników protestów w Radomiu, Ursusie i innych miastach do „solidarności i wzajemnej pomocy” społecznej). W jego działalność zaangażowali się również ludzie związani wcześniej ze środowiskiem niepodległościowym. Jednym z założycieli KOR był Józef Rybicki, oficer AK, dowódca Kedywu Okręgu Warszawskiego i działacz WiN, a zarazem człowiek współpracujący z Leszkiem Moczulskim.
Czerwiec 1976 r. pokazał, że konflikt pomiędzy społeczeństwem a władzą wszedł w nową fazę. Dla Nurtu Niepodległościowego był to również sprawdzian jego własnych założeń.
Pismo „U Progu”
W październiku 1976 r. ukazał się pierwszy numer „U Progu”. Pismo wydawano w Warszawie przez ponad rok – od października 1976 do listopada 1977 r. Należało do najwcześniejszych niezależnych wydawnictw tego okresu. Obok „Biuletynu Informacyjnego” KOR było jednym z najważniejszych pism niezależnych pojawiających się wówczas poza oficjalnym obiegiem.
Pierwszy numer „U Progu” (październik 1976 r.) wydawanego przez Nurt Niepodległościowy
Dla Nurtu Niepodległościowego miało ono znaczenie większe niż tylko wydawnicze. Dawało możliwość regularnego przedstawiania własnych poglądów, publikowania tekstów programowych i komentowania wydarzeń. Był to kolejny etap odchodzenia od tradycyjnej konspiracji. W tym samym czasie powstał ROMB – nieformalne kierownictwo Nurtu Niepodległościowego. W jego skład weszli: Andrzej Czuma, Jan Dworak, Maciej Grzywaczewski i Leszek Moczulski. Środowisko miało więc już program, własne pismo i zalążek nieformalnego kierownictwa. Pozostawał jeszcze problem jego dalszego zorganizowania.
„Memoriał”
Jeszcze ważniejszą próbą działania politycznego był „Memoriał” Leszka Moczulskiego. Powstał w grudniu 1976 r., kilka miesięcy po robotniczych protestach i represjach w Radomiu i Ursusie. Moczulski oceniał sytuację w Polsce jako coraz bardziej napiętą. Dostrzegał rosnącą polaryzację społeczeństwa i uważał, że dalsze utrzymywanie dotychczasowego modelu może doprowadzić do gwałtownego kryzysu. Nie proponował jednak natychmiastowej konfrontacji. Przeciwnie – dokument zakładał możliwość stopniowego, ewolucyjnego przeprowadzenia zmian. Chodziło o to, aby konflikt między władzą a społeczeństwem nie doprowadził do kolejnego wybuchu i przemocy.
„Memoriał” został przekazany członkom Komitetu Centralnego PZPR za pośrednictwem pułkownika LWP Zbigniewa Załuskiego. Moczulski po latach wspominał, że dokument przepisał na własnej maszynie w kilku egzemplarzach. Jeden przekazał Jackowi Kuroniowi, który skierował go do publikacji. Mirosław Chojecki wydrukował go w większym nakładzie. Drugi egzemplarz otrzymał Kazimierz Pluta-Czachowski, a trzeci został zabrany podczas rewizji. Władze nie odpowiedziały na dokument oficjalnie. Nie oznaczało to jednak, że został zignorowany.
Czytaj więcej
Sto lat przed Piłsudskim Tadeusz Kościuszko podyktował Józefowi Pawlikowskiemu broszurę „Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość?". Tak powstała...
Wojciech Jaruzelski wspominał po latach, że 35-stronicowy „Memoriał” trafił na początku 1977 r. do kilku osób z kierownictwa państwa. Oceniał go jako dokument poważny i interesujący, krytycznie opisujący system, ale jednocześnie przedstawiający propozycje zmian. Szczególnie istotne było to, że Moczulski próbował znaleźć drogę do przemian bez gwałtownego przewrotu. Zakładał, że narastająca sprzeczność między władzą a społeczeństwem może zostać rozwiązana w procesie ewolucyjnym. Była to propozycja polityczna skierowana bezpośrednio do ludzi sprawujących władzę. Jej znaczenie polegało również na tym, że opozycja występowała tu nie tylko jako krytyk systemu. Próbowała przedstawić własną diagnozę sytuacji i możliwy scenariusz jej rozwiązania.
Zjazd pod obserwacją bezpieki
Nurt Niepodległościowy próbował uporządkować swoją działalność. Pierwszy zjazd planowano na 6 lutego 1977 r. w mieszkaniu matki Leszka Moczulskiego pod Warszawą. Służba Bezpieczeństwa zdołała jednak udaremnić te plany. Spotkanie odbyło się ostatecznie pod koniec lutego w klasztorze jezuitów w Warszawie.
Leszek Moczulski (1930–2024) – publicysta, polityk, historyk i geopolityk. Działacz opozycji w okresie PRL, wielokrotnie aresztowany, współzałożyciel ROPCiO, założyciel i wieloletni przywódca KPN; poseł na Sejm I i II kadencji. Zdjęcie wykonano w gabinecie Moczulskiego w warszawskim mieszkaniu ok. 1979 r.
Sama zmiana miejsca dobrze pokazuje sytuację, w której znajdowało się środowisko: miało już program, własne pismo i coraz szersze kontakty, ale pozostawało pod obserwacją aparatu bezpieczeństwa. Nie był to już jednak ten sam nurt, który kilkanaście lat wcześniej skupiał głównie starszych kombatantów. Zmieniło się właściwie wszystko poza podstawowym celem.
Dawna konspiracja opierała się na osobistych kontaktach kilku pokoleń ludzi związanych z II RP i Polskim Państwem Podziemnym. Nowe środowisko próbowało stworzyć program, którym można było zainteresować ludzi urodzonych już po wojnie. „U Progu” mówiło, jaka powinna być przyszła Polska. „Program 44” rozwijał założenia polityczne. Pismo pozwalało je rozpowszechniać. ROMB tworzył zalążek kierownictwa. „Memoriał” był próbą wejścia w bezpośredni spór z władzą. I była to próba przygotowania politycznej alternatywy. Następny etap? Historia wchodzenia części tego środowiska jeszcze wyraźniej w działalność jawną. To właśnie wtedy pojawią się nowe inicjatywy opozycyjne, natomiast idea niepodległości zacznie funkcjonować jako konkretny program polityczny.
Nie organizowali demonstracji, nie budowali masowych struktur i nie zamierzali konkurować z innymi środowiskami opozycyjnymi. Polskie Porozumienie Niepodległościowe chciało przede wszystkim przygotować program dla Polski, która dopiero miała odzyskać suwerenność. W kolejnym artykule cyklu „Drogi do wolności” przypomnimy historię PPN, jego najważniejsze idee, publikacje i ludzi, którzy je tworzyli. Szczególne miejsce zajmuje Zdzisław Najder – pomysłodawca Porozumienia i autor jego pierwszego programu.