4 zł tygodniowo przez rok!
Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!
Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.
Kliknij i poznaj szczegóły.
Fragment pomnika Haliny Szwarc (z domu: Kłąb) w Łodzi
Drzwi do klasy otworzyły się bez pukania. Dwóch mężczyzn w czarnych mundurach stanęło w progu, a metaliczny błysk trupich czaszek na czapkach wystarczył, aby rozmowy ucichły natychmiast. Wizytacja. W niemieckim gimnazjum w Kaliszu takie wizyty nie zdarzały się często, ale zawsze oznaczały jedno: sprawdzian lojalności. Nie tylko szkoły – także uczniów, obywateli III Rzeszy.
Lekcja poświęcona była Gottholdowi Ephraimowi Lessingowi. Dyrektor, wyraźnie spięty, zapytał, kto z uczniów opowie o wielkim niemieckim dramatopisarzu. Cisza trwała zbyt długo. W klasie pełnej młodzieży z volkslistą nikt nie chciał ryzykować pomyłki. Wtedy wstała ona – drobna, szesnastoletnia dziewczyna o zniemczonym już nazwisku – Halina Klomb. Wstała spokojnie, jakby czekała na ten moment. Bez kartki, bez zawahania zaczęła mówić o Lessingu – o jego poglądach politycznych, o dramatach, które na trwałe wpisały się w niemiecki kanon, o latach spędzonych na stanowisku dyrektora teatru w Hamburgu i późniejszych przenosinach do Lipska. Z wprawą podkreślała to, czego oczekiwali słuchacze w czarnych mundurach: rzekomo „narodowy” charakter twórczości, ukrytą fascynację germańskością, tego samego ducha, który miały ucieleśniać nazwiska Beethovena, Schillera czy Goethego. Mówiła długo i pewnie. Kiedy usiadła, wizytatorzy nie zadali ani jednego pytania. Byli wyraźnie pod wrażeniem.
Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!
Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.
Kliknij i poznaj szczegóły.